Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Koncert TTC

Koncert TTC

Autor: Jakuza / Wielkie Joł

No bardziej popierdolonych dźwięków nie słyszałem. Już nawet kakofonia Anti Pop Consortium wysiada przy tym co tworzą chłopaki z TTC. Dużo można by mówić o scenie francuskiej, lecz oni są jakby poza nią. Są we Francji postrzegani trochę jako outsiderzy. Są inni, nie pasujący do schematu tamtej sceny. 9 listopada 2002 w warszawskim klubie CDQ zagrał paryski zespół TTC. Ten wydający w brytyjskiej wytwórni Big Dada zespół dał popis nieprzewidywalności i tego co można zrobić na mikrofonie gdy ma się gdzieś jakiekolwiek konwenanse. Klub dla publiczności został otwarty tuż po godzinie 22 i wtedy oto znalazłem się w środku. Szybki rekonesans i z przerażeniem stwierdziłem, że znajduje się tam około 10 osób. Było to o tyle szokujące, ze na Vadimie o tej porze było już zdecydowanie więcej. Cóż, postanowiłem się ni załamywać i spokojnie czekać na rozwój sytuacji. Ludzi powoli przy bywało, lecz nadal nie były to liczny satysfakcjonujące organizatora. Na pewno do takiego stanu rzeczy przyczyniła się organizowana tego samego dnia w stołecznym klubie Paragraf 51 kolejna KonkreTna Impreza. Jak na nieszczęście (dla frekwencji na TTC) na KonkreT były rozdawane wejściówki na koncercie Defari'a, a w razie czego wjazd kosztował tylko 10 PLN co skutecznie przyciągało warszawską publikę. Okazało się to na tyle skuteczne, że w pewnym momencie klub przestał wpuszczać ludzi i cześć z nich musiała odejść z kwitkiem. Szczerze mówiąc liczyłem na to, że w tym momencie wzrośnie liczna ludzi w CDQ, lecz niestety nie stało się tak i w efekcie większość publiczności stanowiła społeczność typowo Cedekowa (Dla niewtajemniczonych dodam, że chodzi tu o społeczność awangardowo-alternatywną, bynajmniej daleką od imprez w stylu disco). Od samego początku imprezy na winylach stare dobre przeboje prezentował Druh Sławek - mentor warszawskiego (lecz chyba nie tylko) Hip-Hop'u, oraz Dj Deszczu Strugi. Około godziny 0:30 rozpoczął się koncert głównej gwiazdy wieczoru. Głównej, a w zasadzie jedynej gdyż jako takich suportów nie było. Może i dobrze, gdyż idąc na koncert dostaje się właśnie to co być powinno, bez zbędnych komplikacji i psucia nastroju prze mniej lub bardziej udane występy polskich wykonawców. Zagrali dość konkretnie. Jak we wstępie napisałem, były to najdziwniejsze brzmienia jakie dotychczas widziałem na żywo. Proste, rytmiczne podkłady, niestety puszczane z CD brzmiały tak dziwnie, że zastanawiające były jakiekolwiek akcje wokalne. Oczywiście Francuzów to nie przerażało - wszakże to ich muzyka i są do niej jak najbardziej przyzwyczajeni. Słowa wyrzucane z szybkością karabinu maszynowego. Krzyki, zmiana natężenia głosu, jego barwy, zabawa mikrofonem. Tak można krótko scharakteryzować ich występ. Szkoda tylko, że słowa są dla mnie absolutnie nie zrozumiałe. Grali krótko, bo około 40 minut. I nie był to show tak dynamiczny jak ONYX, toteż wiele osób odchodziło spod sceny z dużym niedosytem. Oczywiście nie pozwolono im odejść daleko bo w ułamku sekundy Dj TTC zagrał utwory ewidentnie pasujące do charakteru koncertu. Gdy usłyszałem jeden z utworów wcześniej wspomnianego zespołu Anti Pop Consortium wiedziałem, że facet za gramofonami wie co dobre. I tak oto koncert przerodził się w imprezę. Po jakimś czasie za konsoletą stanął znów Druh i na sali zagościły klasyki w stylu Barrego White'a. Dla części tańczących było to już trochę zbyt klasyczne i przenieśli się na górę klubu gdzie inny prezenter grał przeróżne, lecz bardziej dynamiczne rzeczy. Od bliżej nie zidentyfikowanego teherańskiego disco, po dobre i mocne rapowe brzmienia. W tym czasie chłopakami z TTC zajęły się już polskie koleżanki lubiące blisko się zapoznawać z zagranicznymi gwiazdami i już po chwili widziałem jak jeden z wykonawców został wciągany do damskiej toalety. Cóż, takie przywileje fejmowców. Ogólnie koncert chyba można uznać za udany. Chociaż, nie było dużo ludzi, wszyscy bawili się całkiem nieźle. Z każdą chwilą ktoś wchodził na parkiet, a ktoś inny z niego schodził i tylko Deszczu Strugi sprawiał wrażenie coraz bardziej zmęczonego, gdyż poprzedniego dnia grał koncert z WWO w Gdańsku. Zapytany o wrażenia z imprezy odrzekł, że sam zespół nie podobał mu się wcale. Impreza już bardziej. Niedługo po występie Francuzów spakował płyty i udał się na zasłużony wypoczynek. Nie powiem bym był zachwycony tym co zobaczyłem, ale na pewno nie żałuję. Poznałem trochę inne spojrzenie na Hip-Hop. Szkoda tylko, że nic nie zrozumiałem z ich tekstów.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-21
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:10433
Autor:
Jakuza / Wie..., 36 lat
mężczyzna, Warszawa

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 5 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-224-102-26.compute-1.amazonaws.com (54.224.102.26). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies