Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Raport z koncertu we Lwowie

Raport z koncertu we Lwowie

Autor: Nomad

CZWARTEK, 21.11.2002
We wczesnych godzinach rannych (ok. 11.00) umówieni byliśmy na warszawskim Bródnie z jednym ze współorganizatorów koncertu, Tomkiem. Silna grupa warszawska w składzie: Rico, Symonides, Tanatos i Nomad oczekiwała pełna niepokoju na ukraiński pojazd, mający zabrać podróżników w nieznane. Pojazd nieco się spóźniał, więc sytuacja była niepewna, tym bardziej, iż wszystko załatwiane było wyłącznie przez telefon i nie mieliśmy całkowitej pewności, co do powodzenia wyprawy. Ponadto, wiadomo, Ukraina to jakiś straszny wschód i egzotyka, diabli wiedzą. Nasze obawy okazały się płonne, gdyż bus dotarł nieco tylko spóźniony, dlatego, że nie mogliśmy się zwyczajnie odnaleźć na Bródnie. Wsiedliśmy do białego Transita i pomknęliśmy do Łodzi, aby zabrać jeszcze tamtejszy zespół Aqratt, w składzie Lilu i Cent. W Łodzi, naturalnie, pobłądziliśmy i na dworzec Łódź Kaliska, na którym się umówiliśmy, trafiliśmy z prawie godzinną obsuwą. Gdy wreszcie połączyliśmy swe siły, ruszyliśmy w kierunku Lwowa. Wprawdzie nie mogliśmy przez dłuższy czas wyjechać z miasta i po drodze zabłądziliśmy też w Piotrkowie Trybunalskim, ale na granicę dotarliśmy. We Lwowie byliśmy około godziny pierwszej w nocy, powitani przez organizatorów. Zakwaterowani zostaliśmy w samym centrum miasta, w mieszkaniu w starej kamienicy. Mieszkanko małe, ale wystarczyło, była łazienka, kuchnia i pokój sypialny. Po wypiciu kilku piw na sen i zjedzeniu mistrzowskich, ukraińskich naleśników na kolację poszliśmy grzecznie spać.

PIĄTEK 22.11.2002 Rano organizatorzy zastali nas w stanie zupełnego odprężenia, luzu i dobrego humoru, tak, że jeden z miejscowych chłopaków stwierdził "tak właśnie wyglądają pijani Polacy...", pomimo tego, że wcale pijani nie byliśmy. Przed południem ruszyliśmy na obchód miasta, zwiedzając m. in. plac Szewczenki z jego pomnikiem, pomnik Mickiewicza oraz Wysoki Zamek, z którego rozpościera się panorama miasta i jeszcze parę innych interesujących miejsc. Pod Arsenałem mieści się pchli targ, na którym Rico zakupił kilka ukraińskich winyli za bezcen. Ponadto zaopatrzyliśmy się w wiele gatunków miejscowego piwa, które według Nomada nie dawało się pić, jednak dało się znaleźć kilka dobrych produkcji ukraińskiego browarnictwa. Następnie poszliśmy zobaczyć jak wygląda klub, w którym mamy występować. Mieści się on w starym kinie, a sala kinowa przerobiona została na koncertową. Zbudowano scenę i usunięto krzesełka. Zadowoleni poszliśmy wrzucić cokolwiek na ruszt do ichniego baru mlecznego. Zamówiliśmy po kotlecie i frytkach, jako dania w miarę bezpieczne do spożycia. Folklor w barze wzruszył nas niezmiernie, bo widok dwóch starszych panów pijących wódkę szklankami i zagryzających ją cebulą to w Polsce widok unikatowy. Frytki smażone na stuletnim oleju, z surówki nie powykrawano zgniłych cząstek warzyw, ale jakoś daliśmy radę obiadowi. Może, dlatego, że kotlet był ok... Festiwal zaczął się o 18-tej, my natomiast przybyliśmy ok. 20. Poza nami tego wieczora grały też ukraińskie zespoły i DJ z Moskwy. Poziom tych grup był całkiem dobry i przyjemnością się zasłuchiwaliśmy. Czekając na swój występ staliśmy na sali czując na sobie dziesiątki zaciekawionych spojrzeń. W końcu przyjechaliśmy z "zachodu" i nasz Hip-Hop jest znacznie bardziej rozwinięty od ukraińskiego, który nie przeżywa jeszcze takiego boomu, jak w Polsce i popularność składów hip-hop'owych jest znikoma. Poczuliśmy pewną presję ze strony publiczności, gdyż jej oczekiwania były dość duże i nie chcieliśmy za nic ich zawieść. Jako pierwszy z nas wystąpił Tanatos, prezentując swoje zwrotki z kawałków 20 Regimentu. Przez pierwsze kilka sekund publika była pełna rezerwy i wyczekiwania, ale Tanatos stopił wszelkie lody okrzykiem "Pierdolić komunizm!!!!", po którym sala oszalała z radości i tak już zostało. Po 15 minutach na scenę wszedł Nomad, wykonując kawałki z "Pola Manewru" i nowe z Bloku Wschodniego. Dużym wzięciem cieszyły się jego płyty rozdawane podczas koncertu. Po reprezentacji Układu Warszawskiego na scenę wyszedł Symonides wraz z Rico, grając numery z nadchodzącej płyty "Życiowy Spektakl". Swoimi gorącymi bitami i gwiazdorską postawą nie pozwolił atmosferze ostygnąć ani przez chwilę. Okrzyki padające z tłumu nieco nas zaskoczyły. Dało się słyszeć tekst "Jeszcze Polska nie zginęła...", "jesteście najlepsi!!" i "Polska!, Ukraina! Pokój!". Po koncercie otrzymaliśmy tyle respektu i miłości ze strony miejscowych fanów hip hopu, że długo nie mogliśmy wyjść z szoku. Po paru następnych występach zespołów ukraińskich, na scenę wyszedł Aqratt. Klimat koncertu zmienił się wtedy diametralnie, bo Lilu i Cent zagrali kawałki raczej klubowe i spokojne, a publiczność, która już nie doczekała w całości, nastawiona była raczej na większą ekspresję, a nie spokojne, stonowane brzmienia i śpiew Lilu (swoją drogą bardzo dobrze wykonany...). Jednak Ci, którzy zostali na pewno nie żałowali, potrafiąc bawić się też przy lżejszej muzyce. Zaraz po koncercie wróciliśmy w dobrych nastrojach, aczkolwiek mocno zmęczeni, do mieszkania, opijając zajebisty koncert.

SOBOTA 23.11.2002
Wstaliśmy późno, ale należało nam się. Ledwo zdążyliśmy na spotkanie z poznanymi wczoraj ludźmi, z którymi umówiliśmy się na koncercie. Pójść na spotkanie dali radę tylko Tanatos i Nomad, przeżywając po drodze traumę, gdy w centrum miasta w biały dzień zobaczyli rumuńskie dzieci kirające klej bez żenady. Takie już ukraińskie realia, synu... Przełożywszy spotkanie na 18-tą wrócili do mieszkania na śniadanie. Po posiłku nasza radosna brygada zdecydowała się jednak wydobyć z koja i ruszyć na dalszy podbój miasta, a konkretnie na Cmentarz Orląt Lwowskich i Cmentarz Łyczakowski. Uparliśmy się tam dojechać taksą, koniecznie Wołgą i zamierzenie to zrealizowaliśmy. Chociaż taksówkarz nas orżnął, gdy się zorientował, że jesteśmy z Polski, to i tak zapłaciliśmy mniej niż w Polsce. Cmentarz jest monumentalny i można spędzić tam dzień cały, wkręcając się w coraz to nowe widoki, mając przy tym niezłe jazdy. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem, naprawdę warto to zobaczyć na własne oczy. Po powrocie i przepysznych ukraińskich pierogach na obiad, poszliśmy do pubu spotkać się z nowo poznanymi młodymi ludźmi i organizatorami. W trakcie biesiady okazało się, że, bus, który nas tam zawiózł jest nieco niedysponowany i musimy wracać autobusem rejsowym. Mało nas to ubawiło, ale trudno, cóż było robić... Ostatni wieczór to było duże święto, nasze pożegnanie z Ukrainą, więc bawiąc się doskonale przy transmitowanej w ukraińskiej TV walce Wladimira Kliczki, Kropku, browarach, szampanie i cygarach i wśród ataków jurnego Hiszpana (he,he), świetnie się ubzdryngoliliśmy. Było wesoło.

NIEDZIELA 24.11.2002
Cóż, nadszedł czas pożegnania. Wsiedliśmy rano do autobusu, który stację końcową miał na Stadionie Dziesięciolecia i ruszyliśmy w drogę powrotną. Większość pasażerów po krótkim czasie miała nas trochę dość, ale wytrzymali. My też i wieczorem byliśmy już w domu.

EPILOG
Cholera. Ten dziki wschód, bandyci i Bóg wie, co tam jeszcze... Tak w Polsce myśli się na temat Ukrainy. Nic bardziej mylnego. Serdeczne przyjęcie i ogromna gościnność towarzyszyły nam przez cały czas wizyty. Wiadomo wszędzie jest niebezpiecznie, ale nie można z tego powodu dramatyzować... To była pierwsza tak duża hip-hop'owa impreza we Lwowie, organizowana przez ludzi w wieku 16-17 lat. Robili to po raz pierwszy i pomimo nielicznych potknięć koncert zorganizowany był lepiej niż większość "profesjonalnych" imprez w Polsce. Może w Hip-Hop'ie Ukraina ma jeszcze do powiedzenia mniej niż my, ale w kwestii organizacyjnej są naprawdę świetni. To był wyjazd marzenie pod każdym względem. Choć ukraińskie zwyczaje i rzeczywistość różnią się nieco od naszych, to nie znaczy, że są gorsze. Choć ludzie są biedni i Polacy to dla nich burżuje i każdy uważa, że Polak może zapłacić więcej, to nie znaczy, że tam napadają na nas i kradną. Nie ma się, czego bać i nie można być uprzedzonym. Wielkie podziękowania dla Sani, Tomka, Saszy i reszty za świetny koncert i mistrzowskie przyjęcie. Oby więcej takich akcji!

Dowiedz się więcej o: Rico.
Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-21
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:13074
Autorzy:
Nomad Michał Szymański  rap graffiti breakdanceNomad

Brak danych

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-81-59-211.compute-1.amazonaws.com (54.81.59.211). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies