Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

WWO, Soundkail i Zipera w warszawskim klubie Stodoła

WWO, Soundkail i Zipera w warszawskim klubie Stodoła

18 czerwca w Stodole odbył się koncert znanej w Polsce za sprawą współpracy z rodakami grupy Soundkail. Nie występowali w Warszawie oni już po raz pierwszy, dlatego sporo z tych, którzy już wcześniej słyszeli na żywo zarówno ich, jak i również występujących: WWO i Ziperę, nie zamierzało pojawić się na koncercie, tym bardziej, że nie zapowiadało się na to, że usłyszymy jakieś premierowe nagrania z nadchodzących płyt. Mimo wszystko klub był tak wypchany, że momentami aż ciężko było się swobodnie poruszać. Dało to o sobie znać jeszcze przed imprezą w kolejce do wejścia. Po wejściu i załatwieniu małych problemów z odnalezieniem na liście i akredytacją, która z tego co wiem jest już tradycyjnie jedna na całą redakcję, wreszcie znalazłem się w środku. Płyty drapał już DJ Dobry Chłopak, a pod barkiem czekała duża kolejka, która była jedynie zapowiedzią tego, co miało się dziać tam potem. Niektórzy mieli więcej cierpliwości ode mnie, ale i tak nie było tak źle, bo ograniczenie wieku przy wejściu znacznie zmniejszyło ilość dziewczyn śpiących podczas koncertu na ławkach (zbyt późna pora?). Około godziny nie wiem której (wybaczcie...), rozpoczął się koncert Zipery. Niestety nie byłem na sali od początku, wiadomo - sztywne zasady Stodoły. Z tego co wiem, to nie poleciały żadne kawałki z Zipery 2, która ma się ukazać w te wakacje. Mieli rozgrzać publiczność przed WWO i Soundkail i można powiedzieć, że udało im się to. Szkoda tylko, że Fusznik był wyraźnie cichszy od reszty, nie wiem czy z winy mikrofonu czy zawodził trochę głos. Powoli coraz więcej rąk unosiło się do góry, coraz więcej osób śpiewało głośno teksty, co największe wrażenie robiło podczas "Tabu" i "Hołdu" z solówki Pona, z drugiej solówki Fu niestety usłyszeliśmy tylko "Dystans", zresztą bardzo dobrze odebrany wśród publiczności. Poszło też parę kawałków Zipery, ale podczas ich koncertu i tak największe poruszenie wzbudziła "Nieśmiertelna Nawijka ZIP-składowa". Po Ziperze przyszedł czas na Soundkail. Publiczność przywitała ich bardzo ciepło - owacjami, skandując głośno "Soundkail! Soundkail!". Przy kolejnych zwrotkach dało się słyszeć nawracający pisk dziewczyn i gromkie oklaski. Kto był na koncercie, ten wie, że jakość koncertów Soundkail stoi na najwyższym poziomie. Robią bardzo przyzwoite show, ale co najważniejsze, to co śpiewają na scenie jest wiernym odwzorowaniem tego, co na co dzień wydobywa się z odtwarzaczy podczas słuchania ich płyty. Mimo wszystko, bariera językowa była nie do przeskoczenia. Nieznajomość tekstów i poszczególnych utworów, czy w końcu zniecierpliwienie na tak oczekiwany koncert WWO sprawiła, że początkowy entuzjazm publiki przerodził się w znudzenie. Coraz więcej osób wychodziło z sali, oczekując przy barku czy gdzieś indziej na występ ex-Witryn. Dla mnie było to dosyć przykre, bo Francuzi robili co mogli i wychodziło im to zresztą bardzo dobrze. Wreszcie przyszedł czas na występ WWO, które było niewątpliwie gwiazdą wieczoru. I świadczyło o tym nie tylko to, że na plakatach reklamujących koncert "WWO" było napisane większą czcionką niż "Zipera" czy "Soundkail", ale to właśnie ich chciała publiczność. Nie tylko zresztą młoda, można było spotkać też osoby starsze, a nawet matki z małymi dziećmi w wieku 7-9 lat. A co zrobiło WWO ? WWO zrobiło swoje. Zresztą tego właśnie oczekiwali ich fani. Co i raz w górze na wezwanie chłopaków momentalnie pojawiały się setki wiktorii złożonych w charakterystyczne zip-składowe "Z". Chyba wszystkie ręce były w górze, podczas kolejnych szlagierów: "Jeszcze będzie czas", "Krew ziemi sól", "Tak to wygląda" publiczność po prostu szalała. Wszyscy śpiewali teksty "Damy radę" oraz "WWO". Byłem pod wrażeniem, bo cała sala tak nawijała, że aż zagłuszali samych wykonawców. Samo nagłośnienie podczas koncertu zresztą nie było najlepsze, zdecydowanie zbyt mocne były basy. Nic nie zrozumiałem z kawału, który opowiadał Jędker (i tak wszyscy się śmiali, ciekawe czy wiedzieli z czego). No i przyszedł czas na ostatni numer: "Nie bój się zmiany na lepsze". Wykonane na spółkę z Soundkail rozbujało całą salę. Choć publiczność chciała więcej, ewidentnie impreza dobiegła końca - a było jeszcze wcześnie (jeżeli się nie mylę to była 1:30). Większość skierowała się do wyjścia, część do kolejki (żeby nie powiedzieć do baru), reszta pozostała pod sceną bouncując delikatnie do hitów serwowanych przez dj`a (nie wiem czy do rana, bo klub opuściłem chyba o 2). Przed wyjściem wszyscy odśpiewali jeszcze pieść wielbiącą Legię Warszawa. Ogólnie koncert można zaliczyć do udanych. Wszyscy zmęczeni, ale raczej zadowoleni zaczęli kierować się w stronę domów lub kolejnych imprez.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-22
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:17551
Autorzy:
Brak danych

Brak danych

anonim
Autor: ----------   Link do posta
17:31:38, 10-04-07
super

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 3 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-144-21-195.compute-1.amazonaws.com (54.144.21.195). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies