Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Creamfields Polska

Creamfields Polska

Autor: Puffcio

Autor: Iza Bień

Creamfields. Wszyscy o tym trąbili. Będzie superimpreza! Wielcy sponsorzy, wielkie gwiazdy, wielki teren, wielka zabawa. Podchodzę zwykle dość sceptycznie do tego typu deklaracji. Tak też uczyniłem i tym razem. Pomyślałem po prostu: lepiej dać się zaskoczyć mile, niż niemile. Zdrowe podejście. Czekałem cierpliwie na dzień imprezy. Znamiennym, iż wybrałem się tam niejako pod przykrywką. Wykonawcy. To będzie istotne dla dalszego biegu tej krótkiej refleksji. Kiedy przybyliśmy wraz z ekipą na miejsce zdarzenia, od razu uderzył moje uszy potworny hałas. Na placu boju stało bowiem kilka wielkich namiotów namiotów scen, z których nieubłaganie płynęła szalona elektroniczna muzyka. Nie to, żebym miał coś przeciwko wszelkim odmianom plastiku, ale kumulacja tych brzmień z kilku miejsc na raz, na wielkiej, otwartej przestrzeni dała wynik w postaci kakofonii. Inaczej nazwać tego nie mogę. Ale jedźmy dalej. Gdy już przebiliśmy się przez kordon ochroniarzy i otrzymaliśmy wejściówki przyszła kolejna chwila konsternacji: gdzie jest piwo?? Dookoła nie było jeszcze zbyt wielu zajawkowiczów, ale już można było dostrzec roznegliżowane piętnastolatki (dodam, iż na miejscu festiwalu pizgało jak w Kieleckiem). Brak organizacji raził już od początku. Tak naprawdę, aby trafić do celu, jaki sobie obrałeś, musiałeś albo spytać jakiegoś równie zdezorientowanego uczestnika imprezy, albo zdać się na swój szósty zmysł. A teren mały nie był. Cokolwiek do picia można było kupić w dosłownie kilku miejscach. Łącząc ten fakt z zapowiadaną buńczucznie przez organizatorów liczbą uczestników można było dojść do jednego tylko wniosku: popierdoliło do reszty. Dowodem słuszności owego niecenzuralnego stwierdzenia były późniejsze kolejki do punktów gastronomicznych i kombinacje, jakich zwykli zjadacze chleba musieli czynić, by napić się choć troszkę szybciej. Gdy już zaspokoiłem pragnienie doszedłem do wniosku, ze wypadałoby znaleźć miejsce, gdzie grają tu rap. W tym celu znów trzeba było przemierzyć caaaałe lotnisko (bo na lotnisku właśnie wszystko się odbywało). U celu przechadzki stał mniejszy od wszystkich, jakby mniej ważny namiot. Nawet z kilkunastu metrów praktycznie nie było słychać żadnych odgłosów ani muzyki. Tak właśnie potraktowano na owej imprezie hip hop. Po macoszemu.Jak brzydkie kaczątko. Jak muzykę drugiej kategorii. Gorszą od trance'u, czy d'n'b. I świadczy o tym fakcie nie tylko mniejszy namiot, postawiony na szarym końcu. Przede wszystkim rozbija się o dobór wykonawców. Nie umniejszam w żadnym wypadku kunsztu, talentu i zasług polskim MC i DJ'om. Ale praktycznie każdy inny rodzaj muzyki reprezentowany był na Creamfields przez jakąś zagraniczną, sporego formatu gwiazdę. W przypadku Rapu tego nie było. Może organizatorzy nie mieli wystarczająco dużo hajsu? Może "wypsztykali", płacąc gażę reprezentantom innych gatunków? Szczerze mówiąc, nie sądzę. Wydaje mi się po prostu, ze zwyciężyła ignorancja. Tak naprawdę nie doszło do niczego nadzwyczajnego. Owszem, ludzie bawili się, jak mogli, wtórując swoim ulubionym wykonawcom. Podnosili w górę ręce, kiedy było trzeba. Prosili o bisy. Ale uderzał fakt, że było ich mało. Przyczyna? Nie chcę być monotematyczny, ale znów dostanie się organizatorom. Nie każdego dzieciaka stać na to, żeby zapłacić 100 pln za imprezę w plenerze. Do tego dochodzi koszt dojazdu, jakiejś szamki, czegoś wyskokowego do picia. Wiem, że dziś wszystko kosztuje. Ale nie usprawiedliwia to bezlitosnego krwiopijstwa. Pomyślałby ktoś sobie:"Musieli mieć przecież hajs, żeby zapłacić wszystkim wykonawcom". A ja na to powiem:"dupa blada". Wiem z pewnych źródeł (właściwie to z pierwszej ręki), ze byo chachmęcenie pieniędzmi, ze nie chcieli płacić od razu, a po koncercie śpiewka:"Już nam się pieniążki skończyły". Jeśli tak ma wyglądać wielki festiwal, w którym maczają palce potężni sponsorzy spoza Polski, to ja powiem jedno: niech takich "imprez" będzie mniej. Wolę wybrać się do małego, zadymionego i ciasnego klubu, w którym publiczność wraz z wykonawcą stworzą niezapomnianą, gorącą atmosferę, niż idąc przez ogromne, zaśmiecone pole obijać się o spigulone panienki ubrane tylko w kostium kąpielowy.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-22
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:9397
Autorzy:
Puffcio Paweł Kozanecki  rap graffiti breakdancePuffcio

Iza Bień Iza Bień  rap graffiti breakdanceIza Bień

anonim
Autor: TRANCE   Link do posta
10:35:01, 18-09-05
w

anonim
Autor: ktostamlolsd   Link do posta
22:47:14, 15-01-09
po pierwsze takich imprez im wiecej tym lepiej!! przeciez to nie jest impreza hip-hopowa. O to tu chodzi koleczka i dnb,jungle potega. osobiscie lubie hip-hop ale niech nikt mi nie mowi ze skoro nie ma hh to takiej imprezy nie powinno byc. muzyka rozni sie tylko tempem wiec nie wczuwaj sie tak w ten rap i badz tolerancyjny dla innych gatunkow. To tak jak ktos kto lubi muzyke elektroniczna pojechalby na hiphopkemp i doszukiwal sie innego rodzaju muzyki. po co tam jechales?

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-162-250-227.compute-1.amazonaws.com (54.162.250.227). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies