Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Battle Of The Year - 2003

Battle Of The Year - 2003

Rok temu byłem w szoku. Twierdziłem, że lepszej imprezy nie mogło być. Po tym jaki show dali Koreańczycy z Expression, Francuzi z Vagabonds i kilka innych ekip sądziłem, że lepiej już się nie da. Tegoroczna Battle OF The Year wyprowadziła mnie z błędu. Otóż da się lepiej, więcej i ciekawiej. Co to będzie za rok... będzie jeszcze większy problem, żeby to opisać, bo tego co się działo 25 pażdziernika 2003 w Brunszwiku opisać się nie da. Nie da sięstreścić każdego występu, napisać o każdym dobrym numerze wykonym przez jakiegoś b-boy'a, nie da się oddać klimatu tej imprezy. jedyna możliwość to być tam, małym uzupełnieniem może być film z BOTY (ale ten oryginalny, ręcony z kilku kamer). Niemniej postaram się oddać Wam klimat tej imprezy, choć w bardzo ogólnym stopniu. Początek był taki jak rok temu. Najpierw światłą gasną, a potem na wielkim telebimie pojawiają się reklamy sponsorów. Komercja? Nie sądze za to dużo mniej jest banerów za sceną i logosów na plakatach. Po prostu inna forma barteru. Potem nadchodzi czas na prezentacje statuetki. Biała figurka stałą w świetle jupiterów, a razem z nią jej twórca. Od początku na scenie pełno było Trixa. Temu człowiekowi należy się osobny artykuł bez niego BOTY (choć to przede wszystkim impreza dla tancerzy) na pewno trochę by straciła. Kolejnym punktem w programie była prezentacja sędziów. Jako pierwszy zaprezentował się Crazy z szwajcarskiej ekipy Crazy Force Crew, potem przedstawił się Niemiec Pat z Fresh In Attack. Największy show zrobił Szwed Damon, który wzbudził aplauz szczególnie żeńskiej części publiczności. Po nim zaprezentowali się kolejno: znany z BOTY EE Niemiec Her-man, oraz członek francuskiej ekipy Vagabonds Lamine. Na tym skończyły się ceremoniały otwarcia, bo 7500 ludzi nie przyszło tu oglądać sędziów. O godzinie 19:30 na scenie pojawili się dobry znajomi wszystkich polskich b-boy'i, czyli Słowacy z Quassit-X-Boys, którzy dwa razy z rzędu wygrali BOTY 2003. Ciężko im było rozgrzać publiczność jeżeli występowali jako pierwsi. Zaprezentowali show oparty na tym samym patencie, co podczas zawodów w Szczecinie. Choć od początku było wiadomo, że nie należą do potentatów na tej imprezie, to kilka razy z gardeł w VolkswagenHalle wyrwało się "ohhh", a ich show w "elegnackich" strojach został ciepło przyjęty. Zaraz po nich na scenę wpadli Addictos z Hiszpanii. Byłem bardzo ciekawy co zaprezentują. Rok temu pokazali bardzo mroczny układ, ubrani w długie ciemne szaty. Początek pokazał, że tym razem będzie podobnie, było równie mróczno, częściowo wręcz baletowo. Potem już tylko szybciej i bardzo dokładnie (choć jeżeli chodzi o dokładność wykonania numerów najlepsi są Azjaci), koniec ich pokazu wzbudził największe emocje najpierw włączyli elementy flamenco, potem w teatralnym (może lepiej: aktorskim) geście ściągneli z siebie koszulki, co wzbudziło aplauz licznie zgromadzonych na sali dziewczyn. Przyszedł czas na ekipę, która mnie zadziwiła i przez długi czas była na mojej prywatnej liście numerem jeden. Chodzi o Australijczyków z Wicked Force, którzy jako pierwsi rozpalili publiczność. Mieli świetną elektroniczną muzykę w podkładzie i idealnie zgrane numery do "ścieżki dźwiękowej". Najbardziej w pamięć zapadł mi numer z wejściem do baru na dzikim zachodzie (kilku tancerzy rękoma symulowało charakterystyczne drzwi) a następnie oddanie kilku strzałów, a wszystko pod znany fragment z "Dobry, Zły, Brzydki". Mieli też rewelacyjne power'y, ale dosyć rzadko je prezentowali. Długo też skupiali się na numerach grupowych, nie pokazując solówek. Na koniec jeszcze do jednego z tancerzy zadzwoniła mama, a w odpowiedzi usłyszała przez telefon "Mom, I'm dancing". Po tym miłym zaskoczeniu przyszedł czas na przykrą niespodziankę. Włosi znaleźli się tam albo w wyniku wyrównywania szans lub przez jakąś pomyłkę. Break the Funk nie zaprezentowali nic ciekawego, nic co podniosłoby temperaturę na sali na dłużej. W końcu przyszedł czas na pierwszą z gorąco oczekiwanych ekip. Trix i Spax skutecznie podgrzewali atmosferę, wiedząc, że na ten skład czeka większość sali. Wtedy właśnie przyszedł czas na Maniax, reprezentantów naszych zachodnich sąsiadów. Mieli fajny patent na układ dwóch grało więźniów, którzy uciekają przed policją z pierdla. Skołowali nawet ciekawe pasiaki, a wszystko uzupełniało "Sound of Da Police" KRS'a. Całość zamknięto jako ciekawą historjkę, a w tym wszystkim błyszczały solowe numery. Jednak dopiero rewelacyjny finisz rozgrzał prawdziwie publike, po której spodziewałem się gorętszego przyjęcia ich rodaków. Potem nastąpił czas na pierwszą rapową przerwę w BOTY. Koncert miał Spax, który podkreślał, że to jego pierwszy koncert na BOTY, choć wiele lat prowadzi tę imprezę. Sporo mówił o istocie Hip-Hop'u, o czterech elementach i o tym, że Battle Of The Year jest imprezą łączącą te wszystkie kwestie. Potem nastąpił czas na jego freestyle'owe popisy, podkręcane szalejącym na winylach jego dj'em. Po tej rapowej przerwie na scenę wyszła ekipa z RPA Azanian Flames. Niestety, jedyne co ruszało publiczność w ich występie to hity do jakich tańczyli, m. in. Sean Poul, Lumidee, 50 Cent... Trochę ożywienia wprowadzily ich pokazy solowe, ale generalnie należy zaliczyć ich do tej samej grupy co Włochów przybyli raczej jako urozmaicenie imprezy niż jako gwóźdź programu. Kiedy prowadzący zapowiedzieli następną ekipę na sali zawrzało. Każdy wiedział czego się spodziewać najlepszego, porywającego, kompletnego i idealnego pod każdym względem pokazu. Expression, bo to o nich mowa, to w końcu zwycięzcy z ostatniego roku i jedni z murowanych faworytów do wygrania także w 2003, więc należało się po nich właśnie tego spodziewać. Co pokazali? Dokładnie to, czego po nich się spodziewano. A zaczęli bardzo nietypowo, bo do kawałka Madonny "Die anotjer day", poza tym jako drudzy na tej imprezie sięgnęli po Fatboy'a "Right here, right now". Mniejsza o muzykę, ważne jak tańczyli. U nich wszystko było na naj: najdłuższa bańka na imprezie, najciekawsze freezy, wszystko było najbardziej dopasowane i idealnie zgrane w czasie, numery robili na największym luzie, tak jakby przychodziło im to bez żadnego wysiłku. A często robili rzeczy wręcz nie ludzkie. Po takie show jedzie się kilkaset kilometrów, tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć. Ciężka sprawa wychodzić po mistrzach. Ludzie na sali są rozgrzani do czerwoności, a tu trzeba prezentować własny show. I trzeba to zrobić co najmniej tak dobrze jak mistrzowie, żeby myśleć o zwycięstwie. W takiej właśnie sytuacji znaleźli się Estończycy z Submission. Był to jednak średni show, powiedzmy na poziomie równym ze Słowakami. Obok kilku udanych solówek pokazali jeszcze piramidę z ludzi i w finale jedne z nich kręcił się na bani, na płycie trzymanej przez pozostałych. Krótko mówiąc nic specjalnego. Jednak ciężko debiutantów, porównywać do starych wyjadaczy. Znów na scenę weszli dobrzy znajomi polskich b-boy'i? To był rok 2000, pierwsze BOTY EE było wtedy wielkim wydarzeniem, a w finale znaleźli się Nontoper Mielonka i Electric Force Crew. Wtedy wygrali Polacy. Rok później Bułgarom z EFC poszło mocno przeciętnie na BOTY EE, ale w tym roku wygrali BOTY na Bałkany i dostali szansę, żeby stanąć na scenie podczas Wielkiej Batelki. Pokazali dobry, płynny show, gdzie było znacznie więcej tańca niż powerów, jednak w moim prywatnym rankingu trafiają do grupy takich ekip jak Estończycy i Słowacy. Niestety, ale wschodniej Europie ciągle daleko do światowego poziomu. Top 9 nie było na oficjalnych rozpiskach danych przez organizatorów. Jednak jak zostali zapowiedziani to się ucieszyłem. Pamiętają pokaz Rosjan z tamtego roku i ich zaciętą walkę o 3 miejsce usiadłem wygodnie i czekałem na dobre show. I... trochę się zawiodłem. Nie było takiej świeżości jak rok temu, nie błyszczeli pomysłami. Było dużo ruchu na scenie, dużo tańca i oczywiście była też piramida z ludzi (tak a la cyrk Arena). Po prostu kolejna ekipa, którą zakwalifikowałbym do grupy średnich na tej imprezie (co nie znaczy, że są "przeciętni", po prostu słabiej błyszczeli pośród innych). Kolejne show zaczęło ostre ultra-violetowe światło. Tak swój pokaz rozpoczęli The Dynamics z Belgii. Niestety reszta nie byłą już taka oryginalna, a publikę sporadycznie ruszały solowe powery. Wszyscy czekali już na kolejną rundę, która zapowiadała się nader smakowicie. Przerwa przyniosła trochę relaksu, a zadbali o to Flying Steps, którzy dali pokaz z piłkami do kosza ubrani w stroje koszykarskie. Luźne, zabawne i wesołe tak można określić to co robili na scenie. Tylko ludzie o wysokich umiejętnościach, potrafią tak się bawić swoją profesją. Brawa dla nich za ten pokaz. I nadeszła decydująca runda, a w niej startowało aż trzech faworytów. Na pierwszy ogień poszli Japończycy z Fireworks i rozpalili ten ogień jeszcze bardziej. Generalnie można o nich napisać to samo co o Koreańczykach wszystk operfekcyjnie, tylko japończycy byli jeszcze bardziej szaleni, czego przykładem może być to, że jeden z nich zaczął wspinać się na linę podtrzymującą chyba nagłośnienie. Niesamowite figuty, wszystko perfekcyjnie zgrane i dopracowane, a na koniec efektowna, trzy poziomowa piramida zakończa saltami, tych, którzy ją budowali. Brakuje mi słów, powiem tylko tyle, że za ten pokaz dostali nagrodę Best Show. Po nich przyszedł czas na Szwajcarów z No Half Steppin, a wraz z tą ekipą nastąpiła kompletna zmiana klimatu. Mniej technicznie i widowiskowo, a więcej tańca i funk'owej muzyki. Zupełnie inne podejście do tańca. Gambler, to drudzy faworyci w ostatniej grupie. Koreańczycy pokazali to, do czego przyzwyczaili nas Azjaci. Te narody mają chyba we krwi takie niesamowite figury, często nie mieszczące się ludziom w głowie. I znów musiałbym pisać to samo co przy okazji Expression i Japończcyków. Azjaci prezentują zupełnie inny styl i technicznie oraz brawurę przy tańczeniu, ale mniej u nich klasycznego podejścia. Co by jednak nie mówić ich podejście jest niesamowicie widowiskowe. Publiczność nie zdążyła chwili odpocząć jak na scenie pokazali się kolejni faworycie do mistrzowskiego tytułu, czyli Pokemon z Francji. Wręcz zostali wywołani przez całą salę, która skandowała nazwę ich ekipy. Początek z niesamowitym freezem, saltami, a wszystko tańczone do muzyki poważnej. w pewnym momencie zaczęli tańczyć w kominiarkach. Byli zdecydowanie najlepsi z ekip europejskich i chyba jako jedyni dokładnością wykonania mogą równać się z Azjatami. Ci faworyci na pewno nie zawiedli. Tę cześć Battle Of The Year kończyli Nowozelandczycy z Qwik N Ezy, po których nie spodziewałem się żadnych niespodzianek. Dobry pomysł z nawiązaniem do żywiołów powietrze, woda, ziemia i ogień i połączeniem tego z odpowiednimi figurami (np. powietrze z wiatrakiem). Ale to było zdecydowanie za mało jak na poziom BOTY 2003. Na tym zakończyły się prezentacje w grupach i jury udało się na na rady. Chyba nikt nie miał wątpliwości, że do finałów wejdą Koreańczycy, Japończycy i Francuzi. To były zdecydowanie lepsze ekipy od pozostałych. Na plus należy zaliczyć to, że poziom znacznie się podniósł, co było widać szczególnie po tym, co prezentowały słabsze ekipy Słowacy, RPA, Nowa Zelandia pokazały się z znacznie lepszej strony niż rok temu. Jednak do czasu występu kolejnych b-boy'i weszli na scenę raperzy z USA Binary Star i One Man Army. Pierwszy głośno darł się, że pierdoli Georga W. Bush'a, a przed tym wspominał zmarłych przyjaciół, w tym Jay Mater Jay'a I wreszcie finały. Bój o trzecie miejsce rozegrał się pomiędzy krajami dalekowschodnimi, które nigdy specjalnie za sobą nie przepadały. Naprzeciw siebie stanęli: Gambler z Korei i Fireworks z Japoni. Co przykre, emocje podczas tej walki sięgneły zenitui i nie obeszło się bez przepychanek. Jednak szybka i zdecydowana interwencja Trixa skutecznie ostudziła zapały walczących ekip. A jaki był sam finał? Dokładnie taki sam jak pokazy obu team'ów graniczący z możliwościami ludzkiego ciała. To co robili azjatyccy b-boy'e przechodziło ludzkie pojęcie. W pewnym momencie, ten sam Japończyk, który wcześniej wspinał się po linie, wdrapał się na dj'kę i ku ogólnemu zdziwieniu wykonał salto do tyłu nad sędziami. Trzeba było widzieć miny dj'i jak trząsł im się cały podest. W czasie całej walki jednak Koreańczycy byli lepsi, a swoje zwycięstwo przypieczętowali bańką kręconą długo ponad minutę na samym końcu bitwy. Finał rozegrał się bardzo podobnie jak rok temu, pomiędzy Expression (obrońcy tytułu) a Pokemon (W tamtym roku Koreańczycy walczyli z Vagabonds, również z Francji). Taka mała powtórka z rozrywki. Równo o północy Trix zawołał "Let's the battle begis" i zaczęło się prawdziwe kino akcji, jak na tę porę przystało. 20 minut ostrej walki na najwyższym poziomie, z dużą dawką emocji. Francuzi naśmiewali się z skośnookich a w pewnym momencie z dupy jednego z nich wyjęli koreańską flagę. No, nie było to miłe, nie chciałbym widzieć reakcji polskiej publiki na adekwatny gest w naszym kraju. Szedł cios za cios, freez za freez, styl za styl... nei ma to porównania do tego co się dzieje na naszym rodzimym podwórku. Gdyby ktoś chciał reagować wyjątkowo sponatanicznie przez bite 20 minut musiałby krzyczeć z zachwytu. Potem już tylko krótka przerwa i wszystko stało się jasne. Francuzi odbili z rąk Koreańczyków tytuł mistrzowski i biła statuetka wróciła w tym roku nad Loarę. Trzecie miejsce Zajęli również Koreańczycy, a czwarte Fireworks (jak już wspomniałem nagrodzono ich wcześniej tytułem za Best Show). Ta impreza nie ma sobie równych na całym świecie. W tym roku pokazała, że w breakdance'ie dominują Azjaci i długo. Długo za nimi jest reszta świata, ponieważ obok Pokemon nikt z nimi nie mógłby się liczyć. Zawiedli Top 9, których zabrakło w finałowej rozgrywce. Smutno mi to pisać, ale zachwycanie się poziomem polskich ekip, na przykład przez pryzmat BOTY Polska, staje się nie na miejscu gdy widzi się to, co prezentują zwycięzcy. Naszym rodakom brakuje odwagi, pomysłów i jakiejś kreatywności. Sama Battle Of The Year to impreza na której trzeba być i ani zdjęcia, ani nawet najlepszy tekst nie oddadzą tego co się tam dzieje. Celowo pomijałem opisy wszystkich figur nic by to nie dało, nie byłbym w stanie opisać tego co oni tam robią. Wolałem się skupić na ogólnej ocenie i wrażeniu jakie na w mnie wywarły poszczególne składy. Samym organizatorom BOTY należą się słowa uznania tak wielka impreza trwa prawie bez potknięć, brakuje może tylko gwiazdy rapu większego formatu. Supernatural w tamtym roku znacznie lepiej się sprawdził. Cóż napisać na koniec? Chciałbym w 2004 roku kibicować polskiej ekipie podczas finałów. Ostateczne wyniki: 1. Pokemon (Francja) 2. Expression (Korea Południowa) 3. Gambler (Korea Południowa) 4. Fireworks (Japonia) Best Show: Fireworks (Japonia)

kliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdance
kliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdance
kliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdance
kliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdancekliknij Battle Of The Year - 2003 rap graffiti breakdance   
Informacje o reportażu
Data dodania:2004-02-04
Kategoria:Taniec
Licznik odwiedzin:22704
Autorzy:
Brak danych

Brak danych

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 1 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-198-108-19.compute-1.amazonaws.com (54.198.108.19). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies