Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu.

Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu.

Autor: Karol Pietrzak

Monachium, 04.07.2012

Muhammad Ali. Nieważne czy pamiętasz jego prawdziwe nazwisko - Cassius Clay Jr., czy nazwiesz go tak jak mieszkańcy jego rodzinnego stanu - "The Louisville Lip", czy też najlepiej pamiętasz imię, które przyjął przechodząc na Islam w 1964. Jednak obiektywnie każdy musi przyznać, że jest on mistrzem wszechczasów wagi ciężkiej. Posługując się analogicznie tą metaforą, nieważne czy Nasir Olu Dara Jones jest znany dla Ciebie jako Nas, czy kojarzysz go pod kolejnymi pseudonimami - Nasty, Nastradamus, Escobar, God's Son czy ostatnio Nas The Don, jedno jest pewne - jest on wielokrotnym mistrzem wagi ciężkiej Hip-Hop'u. A jak to w przypadku mistrza bywa, mało kto pamięta o jego nielicznych porażkach (album Nastradamus, egzekucje amerykańskiej skarbówki, rozwód z Kelis), lecz każdy z szacunkiem odnosi się do jego licznych zwycięstw, co więcej - wyczekuje kolejnych. Nas przeżywa właśnie "kolejną" drugą młodość (jak rapuje w kawałku The Don, 20 years in this game lookin' 17). Bez wątpienia rok 2012 może zaliczyć jako kolejny triumf, tym samym wymierzając policzek tym, którzy prorokowali, że Nas się skończył, a przyjęty bez histerycznego entuzjazmu album Untitled z 2008 roku rozpoczyna powolny zjazd jego kariery równią pochyłą. Nic bardziej mylnego. Rok 2012 należy do rapera z Queens, o czym świadczą liczne występy gościnne u takich artystów jak DJ Khaled, K'Naan, Nicki Minaj, czy chociażby Rick Ross, świetny krążek Life is Good oraz trasa koncertowa i liczne występy na żywo, które obrazowo ukazują, w jak świetnej formie jest reprezentant Queensbridge.

Nas koncertuje praktycznie nieprzerwalnie od 9 czerwca, a ku uciesze swoich europejskich fanów, na przełomie czerwca i lipca zawitał wraz ze swoim Live Bandem z trzytygodniową trasą koncertową na stary kontynent. Dla wielu stanowiło to niepowtarzalną okazję do wzięcia udziału w niezwykłym wydarzeniu z żywą legendą Hip-Hop'u w roli głównej. 4 lipca kolejnym przystankiem na trasie koncertowej była stolica Bawarii - Monachium. Atmosfera tego miasta w połączeniu z ambicjami organizatora - niemieckiej agencji Out4Fame, która od 13 lat organizuje wydarzenia muzyczne (jak sami twierdzą, "łącząc niezależność podziemia z profesjonalizmem i mainstreamowym zasięgiem") zwiastowała coś wielkiego. Carlos Wind, menager grupy Out4Fame, zapytany o swoją pracę powiedział: "Po pierwsze chodzi nam o rozpowszechnianie kultury Hip-Hopowej", a na wiadomość o tym, że przyjechałem na koncert aż z Polski, zareagował: "Ludzie, między innymi tacy jak ty są całym sensem naszej pracy". Rozpowszechnianie kultury Hip-Hop'owej wychodzi Panom z O4F bardzo dobrze - w ramach projektu URBAN LEGENDS agencja zdołała zorganizować na terenie Niemiec koncerty takich gwiazd jak chociażby The Game, Busta Rhymes, Masta Ace, Talib Kweli, MOP, Xzibit i wielu innych.

Lokal Backstage WERK, w którym odbył się koncert, słynie raczej z goszczenia artystów undergroundowych, alternatywnych. Myślę, że artyści pokroju chociażby Justina Timberlake'a nie odnaleźliby się na jego scenie. Jeszcze na 3 godziny przed startem cisza i spokój nie zwiastowały tego, co miało się rozpocząć punktualnie o 20:00, a położony kilka kilometrów od centrum Monachium klub z zewnątrz przypominał raczej miejsce organizacji lokalnych dożynek, niż ciekawych wydarzeń. Podczas czekania w kolejce pewien szesnastolatek zapewnił mnie, że tu na każdym koncercie atmosfera jest niepowtarzalna, a jego zachwyt pierwszymi albumami Nas'a, Rakim'a, czy Tupac'a, był dla mnie miłym zaskoczeniem, szczególnie w dobie popularności dzisiejszych Lil' Wayne'ów, Drake'ów i innych produktów "hip-hopopodobnych". Dowodził, że, na szczęście, nie do końca (jak rapował Nas) Hip Hop is dead. Jednak zanim Nas wraz z band'em wkroczyli na scenę (właśnie z tytułowym kawałkiem z albumu z 2006 roku), atmosferę podgrzał (dosłownie i w przenośni) support w postaci Out4Fame DJs TEAM oraz reprezentant niemieckiej sceny - Roger Reckless. Dosłownie, ponieważ (delikatnie mówiąc) klimatyzacja nie radziła sobie z około półtora tysięczną widownią w dość kameralnej sali klubowej, ale jak zapewniali stali bywalcy, wysoka temperatura i duchota tak naprawdę buduje i podkręca wyjątkową atmosferę tego lokalu, która faktycznie nie odbiegała od tych znanych z amerykańskich filmów traktujących o Hip-Hop'ie.

Publiczność skandująca we want Nas, w końcu doczekała się gwiazdy wieczoru! Na początek była świadkiem energicznego wykonania wspomnianego już Hip Hop is dead, które było świetną zapowiedzią tego, czego miała doświadczyć w ciągu najbliższych 100 minut. Przywitanie z publicznością poprzedziło kilka klasycznych numerów, takich jak N.Y. State of mind, Life's a bitch, czy It ain't hard to tell. Pomiędzy kolejnymi utworami Nas, często nostalgicznie, opowiadał o młodzieńczych latach w rodzinnym Queensbridge, swoich muzycznych idolach, przesłaniu dla dzieciaków i innych aspektach swojego życia, co nawiązywało do konceptu jego najnowszego krążka: jakkolwiek nas życie nie doświadczyło, jest ono dobre, piękne, trzeba przyjmować je z pokorą i celebrować każdego dnia. Na koncercie najnowsza płyta rapera, Life is Good, reprezentowana była numerami Daughters, Nasty, wersem z Queen's Story oraz elektryzującym The Don, przedstawionym w dwóch wersjach, w tym jedną utrzymaną w klimatach reggae, co brzmiało bardzo ciekawie i świeżo. Świetna interakcja z publicznością nie jest jedynym scenicznym atutem Esco. Jest on również niezłym showmanem i bardzo ekspresyjnie wykonywał i przeżywał każdy utwór, co miało swoje apogeum, gdy na bis rapował na kolanach One mic, którego wykonanie poprzedził klimatyczny motyw z samplowanego w tym utworze In the air tonight, Phil'a Colins'a. Dokładnie 31 zaprezentowanych utworów (m.in. If I ruled the Word, Made you look) stanowiło ukłon w stronę całego muzycznego dorobku jednego z najlepszych MC w historii oraz hip-hop'ową podróż przez 2 ostatnie dekady składające się na różne etapy twórczości Nasir'a Jones'a, doprawianą scratch'ami DJ'a Green Lantern'a.

Po koncercie Carlos Wind przyznał, że ludzie, którzy przybyli na występ do Monachium, byli niesamowici, bawili się świetnie przez całą imprezę, co sprawiło, że był to dotychczas jeden z najbardziej udanych koncertów Nas'a podczas europejskiego tourne. Oczywiście duża zasługa w tym gwiazdy wieczoru, ale nie można też pominąć muzyków z live bandu, którzy towarzyszą Nas'owi w występach na żywo. I choć Band Z (wcześniej znany jako Mulatto), bo o nim mowa, słynie przede wszystkim z występów u boku rapera z Queens, to jednak grupa równie dobrze radzi sobie z wykonaniem na żywo podkładów muzycznych takich wykonawców jak Jay-Z, Kanye West, czy Keri Hilson, z którymi również występowali na scenie. W 2010 roku współtworzyli show "Man In the mirror", muzyczny hołd dla Michael'a Jackson'a, inspirowany broadway'owskimi spektaklami ,a ostatnio byli odpowiedzialni za muzykę do rewolucyjnego show "The Illusionists" wystawianego w Operze w Sidney. Trzon zespołu stanowią: basista Dustin Moore (nominowany do nagrody Grammy), perkusista Margis Miles, trębacz i klawiszowiec Tom Terrell. Liderem zespołu z Long Beach jest Eddie Cole (którego wujkiem jest słynny muzyk jazzowy Nat King Cole, wymieniany przez Nas'a jako jego muzyczne guru). Cole nie tylko rapuje, śpiewa aksamitnym głosem, lecz również produkuje część utworów. Muzyków wspomaga rewelacyjny gitarzysta Luke Aiono, który swoją ekspresją wzbudzał nie mniejsze zainteresowanie na scenie niż Nas. Odegrany przez Luke'a główny wątek melodyjny z Hate me now na gitarze elektrycznej, która zastąpiła klasyczne skrzypce, doprowadził tłum do wrzenia. Ciężko jest wrzucić muzyków Z do jednego "muzycznego" worka. Jak sami przyznają, ich muzykę najlepiej zdefiniować można, jako "galaktyczną" mieszankę Hip-Hop'u, rocka, popu, jazzu, soul i gospel. Ich głęboko duchowe i ambitne podejście do wykonywanej sztuki ma również swoje odzwierciedlenie w nazwie zespołu - nazwa 'Z' symbolizuje dwie odwrócone siódemki reprezentujące transformację oraz nieograniczony niczym dźwięk i wizje.

Na przełomie wieków, u szczytu tzw. srebrnej ery Hip-Hop'u, wystarczyło, że znany raper wyszedł na scenę, dwa razy stęknął "yeah yeah, yo yo!", a już spotykał się z euforią publiczności i ostrzałem damskiej bielizny lecącej w jego stronę. Zaś 4 lipca 2012 około półtora tysiąca ludzi miało okazję zobaczyć na scenie nie tylko rapera, ale również dojrzałego artystę wraz z band'em, który wnosi nową jakość do koncertów Hip-Hop'owych. Nie tylko zwolennicy tej muzyki mogli znaleźć coś dla siebie. Dzięki żywym instrumentom i mocnym gitarowym akcentom fani innych gatunków muzycznych mogli poczuć się jakby od urodzenia mieszkali w Harlemie. Co więcej, stanowiło to świetną odmianę od bardzo modnych ostatnio mocno elektronicznych, niemalże dance'owych, podkładów, których brzmienie bardziej przypomina remont u sąsiada niż rytmiczny beat. Nas i band Z mieli już okazję współpracować przy tworzeniu albumu długogrającego, czego efektem jest utwór Slyfox z płyty Untitled. Wspólne dokonania muzyków można usłyszeć oczywiście w serwisie Youtube, ale ich wspólny album "live", lub przynajmniej zapis ze wspólnego koncertu, byłby z pewnością mile widziany (słuchany), zwłaszcza, że Nasir nie posiada jeszcze takowego w swojej dyskografii. Jeśli jeszcze nie znaliście band'u Z, koniecznie musicie nadrobić tę zaległość, wchodząc na stronę ibelieveinz.com, gdzie znajdziecie ich najnowszy darmowy album. Pomimo, że Nas ma już zapewnione miejsce w panteonie Hip-Hop'u, z pewnością uraczy nas jeszcze nieraz świetnym albumem, utworem, tekstem. Nie można skreślać mistrza. Nigdy! Można natomiast wyczekiwać jego "kolejnej" drugiej młodości. A potem kolejnej i jeszcze kolejnej...

Karol Pietrzak

Dowiedz się więcej o: NaS.
kliknij Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu. rap graffiti breakdancekliknij Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu. rap graffiti breakdancekliknij Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu. rap graffiti breakdancekliknij Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu. rap graffiti breakdancekliknij Hip Hop is NOT dead. Nas & Band Z - relacja z koncertu. rap graffiti breakdance
Informacje o reportażu
Data dodania:2012-09-11
Kategorie:Muzyka, Koncert
Licznik odwiedzin:11367
Autor:
Karol Pietrzak, 31 lat
mężczyzna, Białogard

Testament
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
13:15:09, 16-09-12
Zgrabna relacja usiana ciekawymi faktami.
Bardzo zwinnie przemycona informacja o dojeździe, w kontekście szacunku organizatora względem uczestników, a nie tylko przez opis kolejnych środków transportu. Tak samo z talentem połączony moment początkowej niepewności względem miejsca i sytuacji zapoznawania się z jednym z widzów.

Szacunek, bo dawno nie widziałem tu materiału tak doskonałego warsztatowo.
Szkoda tylko, że nie ma w sieci gitarowej wersji "Hate me now", bo te które znalazłem na tjubje raczej dają Luke'a z tyłu jeśli chodzi o brzmienie, a monachijskiego wykonania tego kawałka nie ma.

Jedyny minus, to trochę poniżej pasa punktowanie we wstępie "porażek" Nasa, czyli elementóz jego osobistego życia, zamiast skupienia się tylko na artystycznych. Przez co zamknięcie, które oczywiście pięknie łączy się z rozkminami początkowymi, też podśmierduje mi niezdrowym podejściem do rapu.

Gdyby połączyć bardziej wątek rozstania z Kelis z treścią albumu (okładki, wkładki), to wyszło by na plus nawet to czepialstwo niegodne osoby kochającej rap.

Ale bez spiny.

anonim
Autor: pento   Link do posta
20:47:13, 16-09-12
hahha ja pierdole ponad 2 miesiące szukaliście zdjęc czy tradycyjnie doszło do polskiego średniowiecza z wyjątkowo małym opóźnieniem?

anonim
Autor: pento   Link do posta
20:50:16, 16-09-12
aha no i w życiu nie widziałem tak zajebistej fotorelacji... normalnie żenada byś sobie chłopie kurwa darował

anonim
Autor: 100na   Link do posta
11:32:20, 17-09-12

koncert Nasa w deszczu na Coke Festival to było coś ! do tej pory ciarki mnie przechodzą jak sobie przyponę Esco nawijającego w strugach deszczu kawałki z Illmatica, rozpierdol...


Karol Pietrzak
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
20:05:28, 24-09-12
:-)
-----------
Ostatnia edycja: 2012-09-24 20:06:35

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 5 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-92-153-90.compute-1.amazonaws.com (54.92.153.90). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2018 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies