Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Nie traćcie ducha tańca! - wywiad z Flamingiem

Nie traćcie ducha tańca! - wywiad z Flamingiem

Autor: Andrzej Trojanek

Break Dance. No właśnie - DANCE - taniec. Zawód artystów, forma sztuki. Coraz częściej dostrzega się w nim właśnie element tzw. "kultury wysokiej". Na równi z baletem, bboying wkracza do musicali, projektów tanecznych, a wreszcie... na salony. Przed Wami rozmowa z człowiekiem, który poznał wszelkie zakamarki breaka, jako sztuki przez duże S.

Jak długo tańczysz, gdzie i z kim do tej pory byłeś związany?
Flaming:
Nie wiem, straciłem rachubę czasu... ŚciemnÉ_

Wszystko to w Rudzie Śląskiej?
Flaming:
Rudzie Śląskiej, później praktycznie Podkarpacie plus Śląsk!

Wiem, że utrzymujesz się z tańczenia...
Flaming:
Bez przesady, ale faktycznie od półtora roku tańczę w teatrze w Gliwicach. 4 lata prowadzę szkółki breaka i od zawsze jeżdżę na pokazy.

Jak często tańczycie w teatrze i jak do tego doszło?
Flaming:
Zaczęło się przez zwykły fart. Skowron na aucie miał napisane: "pokazy taneczno - sportowo - akrobatyczne". Zatrzymał się na stacji benzynowej, na której stał też dyrektor teatru. Gliwicki Teatr Muzyczny planował zrobienie musicalu "Footloose". W oryginalnej wersji jest breakdance. Dostaliśmy numer telefonu, wysłaliśmy kasetę. Zobaczył ją choreograf, spodobało mu się i znaleźliśmy się tam. W pierwszym roku grania "Footloose" spektakle były bardzo często, około ośmiu w miesiącu. To bardzo podeszło pod ludzi. Teraz jest jeszcze "Hello, Dolly". Na początku graliśmy to pięć, sześć razy w miesiącu, ale to już zaczyna się zgrywać. "Footloose" idzie już drugi rok, więc trudno wymagać, aby ludzie przyjeżdżali z całego kraju specjalnie do Gliwic. To nie jest w końcu światowa produkcja i Gliwice to nie Warszawa. Ci, który mieli przyjść już przyszli, choć są fanatycy, którzy przychodzą po dziesięć razy. Poważnie... Tacy też się zdarzają.

Dlaczego zdecydowałeś się na takie życie? Na hajs z tańczenia, ze sztuki.
Flaming:
Taniec jest moją pasją. Poza tym, samo stanie na scenie w teatrze jest niesamowitym przeżyciem.

Skowron z Mysłowic tańczył z Tobą swego czasu w jednej ekipie, potem trafił do Sextetu - co myślisz o takim sprzedawaniu się, o tym dlaczego i po co to robi?
Flaming:
On zawsze robił to bardziej dla kasy. Chłopak ma finansowo kiepsko. Ma inny charakter niż ja. Nigdy w czymś takim nie zatańczę. Cenię go jako przyjaciela i tyle. To, w jaki sposób zarabia kasę, jest jego sprawą. Jak cię przytłacza pogoń banku i masz do spłacenia większą kwotę i nie masz skąd tego wziąć to myślę, że byś się nie zastanawiał. Lubię go, tańczyłem z nim przez półtora roku i bardzo dużo mnie w życiu nauczył: odwagi, podejścia do ludzi, tego jak nie dać się zgnoić i za to go cenię. Wkurza mnie, że on to robi. Nigdy w życiu się nie rozbiorę.
To nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje. Opuścił się teraz i nie jest to ten breakdance co kiedyś ale on sam mówi, że teraz chce przejść na fitness. Znam go też od tej dobrej strony, której nie zobaczysz w TV. Bardzo łatwo jest oceniać, jak się chuja wie. Tak samo można się doczepić do mnie, bo tańczę w teatrze, a znajdź mi kogoś kto powie, że się sprzedałem...

Co cię wkurza w polskim breaku?
Flaming:
Ludzie niekiedy nie bawią się tym, tylko robią to jakby musieli. W drugą stronę: jeśli się bawią, to olewają pewne sprawy i wychodzą z tego cyrki. Kolesie jadą typowo na hajs, traktują to jak sport. Albo kolesie bawią się, ale podchodzą do tego zbyt luźno, posyłają głupawe teksty w stronę tych, którym coś udało się osiągnąć.

Znasz innych ludzi, którzy również pracują tańcząc?
Flaming:
Wszyscy, którzy doszli do pewnego wieku i poziomu, aby móc dalej ćwiczyć, muszą na tym kasę zarabiać. Takie są realia w tym kraju. Nie będę podawał ekip ani bboyów, bo jest ich mnóstwo. Jakby chodzili do roboty po osiem godzin, to przychodzili by tak zjebani, że nic im by się nie chciało. Należy do tego zaliczyć wszystkie lepsze składy, które przetrwały w Polsce. Jest jednak śliska granica - bardzo łatwo zabić swoją duszę. Trzeba bardzo uważać.

Czy w teatrze faktycznie daje się odczuć atmosferę sztuki przez duże S. Jak to jest tańczyć to, co Ci każą, a nie to, co chcesz?
Flaming:
To jest sztuka. To jest całkiem inna jazda. To, że musisz robić to, co ktoś uzna za wartościowe, jest normalne. Tak samo aktor wychodzi i gra co mu każą. Traktuję to jako pracę. Pracę, z której jestem cholernie zadowolony, bo to jest moja pasja. Bycie na scenie za każdym razem jest zajebistym przeżyciem.

Myślałeś o tańczeniu za granicą?
Flaming:
Jasne. Powiem więcej, zastanawiam się nad tym coraz poważniej. Zacząłem się nawet uczyć innych tańców. Przez chwilę bawiłem się nawet w elementy baletu. W wakacje chcę wybyć do Anglii i Francji. Potańczyć tam na ulicy, a poza tym spróbować zaliczyć jakieś castingi za granicą.

Byłbyś w stanie tam zostać? Tak jak chłopaki z Żor, którzy siedzą teraz w Amsterdamie?
Flaming:
Czemu nie. Za granicą przede wszystkim zajebiście się rozwijam. Można tam tańczyć za uczciwe pieniądze.

Jak to jest z tańczeniem na ulicy?
Flaming:
Zajebista sprawa i klimat. Bardzo mile wspominam wszystkie akcje tego typu. Zawsze pamiętam o tym, że pokazywałem ten taniec ludziom, którzy często nie mieliby z nim kontaktu, a tak stawali, bo coś się działo, patrzyli, klaskali. Jarali się tym. Tak właśnie "sprzedaje się" ten taniec w świat. To jest najważniejsze. No i niesamowita zabawa z ziomkami. Jakieś małe pieniądze też można na tym zarobić - można tak przedębić całe wakacje w jakimś fajnym miejscu i jeszcze przywieść co nieco. Na ulicy niesamowicie wyrabia się też kondycję, zwłaszcza jak musisz tańczyć codziennie. By przeżyć, by mieć gdzie spać, co jeść i za co się napić. Gdy nie masz wyjścia, nie możesz marudzić. Na ulicy spotykasz też mnóstwo tancerzy, nawiązujesz znajomości. Czasem są jakieś akcje typu skini albo nadgorliwa policja, która czepia się, że sobie tańczysz.

Przy okazji turniejów breaka słyszy się o układach i powiązaniach. Co myślisz o sędziowaniu w Polsce?
Flaming:
Najlepiej, gdyby zawody sędziowali ludzie zupełnie obcy, z zagranicy. Żeby nikt nikogo nie znał. Jeśli kogoś znasz to, choćby podświadomie, darzysz go większą sympatią niż innych. Większe wałki pewnie też się nieraz zdarzają. Świat nie jest doskonały. A co do tego, co się ocenia... Breakdance to jest: Power, Styl, Electro, Popping, Locking i wszystkie inne szmery bajery. Nie tylko styl! Najpierw wszyscy mieli jazdę na power, teraz znowu jest moda na styl. Nie jest źle, że w końcu ludzie zaczynają kumać, że trzeba tańczyć, a nie "robić numery", ale zaczyna się przeginanie w drugą stronę. W Lublinie na ostatnim BBOYS BATTLE 2003 konkretne powery można było policzyć na palcach jednej ręki, właśnie przez takie wkrętki. Pojawi się faza na coś innego, a ludzie idą jak ślepe gęsi za tym, co ktoś im powie, odrzucając resztę. Przecież te wszystkie elementy można ze sobą łączyć i o to tak naprawdę chodzi, czyż nie? Czemu ludzie tego nie robią? Bo są świry, które robią filozofię z tego, co akurat potrafią, gnojąc resztę albo uznając za mniej ważną. Paranoja. Breakdance składa się ze wszystkiego.

Wracając do kwestii Twojej pracy. Co myślisz o grupach, które tańczą podczas imprez za free?
Flaming:
Kurwa, ten temat mnie irytuje! To, co robią takie młotki jest bez sensu. Potem się dziwią, że w Polsce nie można wyżyć z tańczenia. To by było OK gdyby nie wiedzieli, że można na tym zarabiać, ale oni doskonale sobie z tego zdają sprawę. Myślą, że jak potańczą dwa miesiące i zrobią bączka to zaraz zarobią miliardy, a jak nie, to wystąpią za friko, żeby nie płacić za wejściówkę. Toż to kurwa nie o to chodzi! Trzeba z szacunkiem podchodzić do kolesi, którzy sobie coś wypracowali! Takie podkopywanie jest najgorszym skurwysyństwem jakie można sobie wyobrazić.

Dlaczego Polacy nie są za słabi aby konkurować z zagranicą?
Flaming:
Nie ma czasu, aby poświęcić się tylko tańcu. Warunki, choćby finansowe, są w przypadku polskich bboyów tragiczne. Nawet ci, którzy na breaku zarabiają, muszą poświęcić sporo czasu kosztem rozwijania się i konkretnych treningów. Tancerze za granicą przez to, że mają możliwości rozwoju (kasa), mogą sobie pozwolić na wyjazdy do innych krajów i podnoszenie poziomu przez kontakty z najlepszymi. Dla mnie to jest proste i oczywiste... Polacy i tak dobrze sobie radzą, jak na to, co im ten kraj oferuje.

Co doradziłbyś bboyom, którzy myślą o robieniu tego co Ty?
Flaming:
Nauczcie się tańczyć. Poczujcie ducha tańca. Dopiero później myślcie o kasie. Są łosie, co robią to tylko dla pieniędzy, ale zobaczcie jak to wygląda: zapierdalają w disco polo niczego sobą nie prezentując. Nawet w teatrze, jak będziesz robił coś ewidentnie dla pieniędzy, to od razu będzie widać, że nie wyrażasz w ten sposób siebie, nie przekazujesz widzom energii. Ludzie nie dadzą się na to nabrać, bo to jest puste. Wtedy twój "taniec" jest jak stemplowanie znaczków na poczcie. Trzeba jak najwięcej ludzi poznawać, bo bez tego ani rusz. Trzeba się jak najwięcej pokazywać, a wtedy ludzie sami zaczynają zauważać, proponować pokazy.

Co uznałbyś za największy problem w swoim życiu?
Flaming:
Ściąganie długów od ludzi.

Jakie zalety płyną z tańczenia w teatrze, a jakie pojawiają się problemy?
Flaming:
Nie było większych problemów. Są niekiedy trudne sytuacje. Moja mama była kiedyś w szpitalu, a musiałem zapierdzielać z uśmiechem na twarzy podczas jakiegoś pokazu, gdy tak naprawdę łzy stawały mi w oczach. Albo masz pogrzeb, a musisz być na scenie, bo nie ma dla ciebie zastępstwa. To są trudne sprawy, ale jak się pchasz w taką pracę, to musisz się z tym liczyć. Największą zaletą jest to, że cały czas tańczę i mam z tego korzyści finansowe. Poza tym bycie na scenie i sztuka przez duże S. Zajebiste jest to, że możesz robić to co kochasz i zarabiasz na tym tyle kasy, że nie musisz iść do biura rachunkowego i od rana do wieczora przybijać pieczątki.

Czy jest jeszcze opcja, aby się rozwijać, trenować coś nowego, czy już tylko walka o to, aby nie spaść?
Flaming:
Jak jest dużo roboty, to tańczysz cały czas i nie ma jak wyrwać się na taki typowy trening. Wtedy trenujesz stare rzeczy i doprowadzasz je do perfekcji, bo cały czas je robisz. W luźniejsze dni masz czas aby iść na prawdziwy trening i się rozwijać. Wtedy wymyślasz nowe rzeczy, które "sprzedajesz" na zawodach.

Czy to prawda ze 90% castingów to pic na wodę i że są ustawione?
Flaming:
Jeśli chodzi o reklamy, to byłem na jednym castingu i od znajomych dowiedziałem się potem, że jak wszędzie, układy, układy i jeszcze raz układy.

Ile można zatem wyciągnąć z takiej reklamy?
Flaming:
Różnie. W tym akurat się nie orientuję, bo nie siedziałem jakoś w tej branży. Wiem, że podobno około 12 tys. dostała za reklamę Sprite'a Daria z Kosmo City.

Opentaniec - co myślisz o tym projekcie?
Flaming:
Miałem tam być, bo choreograf wpadł na taki pomysł. Bardzo fajnie, tylko sponsorzy podobno stwierdzili, że mimo tego, że poszło 2 mln złotych na spektakl, to nie znaleźli pieniążków na szycie strojów. Podobno. Są tam tylko elementy breaka, ale ciężko mi coś o nich powiedzieć, bo jeszcze spektaklu nie widziałem. Wielkie brawo dla człowieka, który to wymyślił, bo udowodnił Polsce, że wiele rzeczy można pokazać tańcem.



Informacje o artykule
Data dodania:2004-06-30
Dział / Kategoria: taniec / wywiad
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Andrzej Trojanek   rap graffiti breakdanceAndrzej Troj...
mężczyzna

Ostatnie artykuły tego autora:
Sztuka tańca
Nie jesteśmy blokersami!
Obcy kontra Predator - recenzja filmu
Texańska Masakra Piłą Mechaniczną - film
Iniemamocni - film

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
anonim
Autor: beobe   Link do posta
19:24:30, 11-08-04
Fakt z tymi pieniendzmi chodzi mi o tych co tancza za wejsciowke, psoja rynek i to powaznie. Tak samo jest z dj, ktorzy graja imprezy za 100 zl z adapterow za 6000zl i plyt za dwa razy tyle. Poprostu bogaci rodzice,a dziewczyny trzeba czyms zerwac tylko czasem to az wstyd powiedziec ze sie tanczy, normalnie wstyd przy pozadnych kobietach, zaraz cie biora za jakiegos huj wie jakiego podrywacza. Tragaedia

Cookis
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
03:07:32, 12-08-04
Calkiem milo sie czyta i wiele dobrych stwierdzen. Pozdrawiam

el_becetol
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
04:09:01, 18-09-04
yo yo bboy unity znow w akcji, dziekujemy za KOLEJNY wywiad z osobami nikomu nei znanymi i kolejny tekst w gazecie hip-hop.pl w ktorym pojawia sie SEXSTET, kurwa hex macie jakies uklady z tvnem ? jzu od roku chyba co numer w wywiadzie, relacji chuj wie czym mozna przeczytac o jakims skowronie i jakims sekstecie oraz jakims mitycznym i wirtualnym bboysunity, czy to nie swiadczy o bardzo zamknietym umysle autora tych wszystkich tekstow, ktory chyba na sile nie zauwaza ze oprocz paru osob na slasku w polsce tanczy ktos jeszcze?

anonim
Autor: Mr.Toler   Link do posta
14:31:32, 02-02-05
TANIEC JEST WIELKĄ SZTUKĄ - ILU TANCERZY TYLE POGLĄDÓW W TYM TEMACIE. ALE WIDZĘ, ŻE KULTURA JEST GDZIEŚ OBOK... TROCHĘ TO ŻAŁOSNE. ŻAŁOSNE JEST TEŻ TO, ŻE TEMAT "TANIEC" - A RACZEJ POGLĄDY Z NIM ZWIĄZANE - ZACZĄŁ DZIELIĆ, A NIE ŁĄCZYĆ TANCERZY... ...i tolerancja dla wszystkich!!!

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 1 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-224-50-28.compute-1.amazonaws.com (54.224.50.28). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies