Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 13 seria:2

Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 13 seria:2

Autor: flaco666

Dowiedz się więcej o: Timbaland, Beyonce.

Przeglądając ostatnio popularne strony filmowe zauważyłem jedną bardzo ważną rzecz. Otóż wśród najnowszych produkcji, nie tylko hollywood'u, nie ma dobrych filmów. Produkcje dla wymagających widzów można w ciągu sześciu miesięcy zliczyć na jednej ręce. W skali rocznej powstaje tylko kilka obrazów wartych uwagi. Niestety przemysł bardziej skupia się na efektach specjalnych i dogadzaniu widzom o niskim poziomie intelektualnym, którzy są podatni na najbardziej tandetne historie. Inaczej jest z teledyskamiIţ

Video 1: "One Thing"

Utwór "One Thing" młodej wokalistki pochodzącej z Massachusetts - Amerie, oblał się dosyć szybko platyną i został nominowany do Nagrody Grammy w kategorii "Best Female R&B Vocal Performance" w 2006 roku. Utwór pochodzi z drugiej płyty piosenkarki "Touch", a także z soundtrack'u komedii romantycznej "Hitch". Pierwszy raz wyemitowano go 7 marca 2005 roku. Za stronę reżyserską wziął się Chris Robinson, twórca takich clip'ów, jak: "Again" Faith Evans, "Too Little, Too Late" Jojo i "In The Ghetto" Busta Rhymes'a.W clip'ie "One Thing" Amerie pokazuje szerszej publiczności ile w niej sexu. Nigdzie indziej nie miała okazji, aby zademonstrować swoje walory.

Aby lepiej oglądało się teledysk, zaangażowano profesjonalne tancerki go-go, które już w pierwszych scenach zaczynają dawać swoje przedstawienie. Obraz rozpoczyna się od widoku na idącą, na śniegu, Amerie w szarym futrze (miejmy nadzieję, że było sztuczne). Dalej, gdy śpiewa na białym tle, za jej plecami mamy cały zespół stojący na podestach. Najbardziej w oczy rzucają się bębniarze. Między nimi jest mała auto promocja w kształcie leżących klocków z literą "A" jak Amerie. W pewnym momencie do tańczącej Amerie, z boku ekranu, wychodzi dwóch seksownych tancerzy, którzy próbują dorównać jej kroku. Kolejna scena rozgrywa się w korytarzu. Kamera jest tak skierowana, aby było widać jego głębię. Z lewej są małe okienka, z prawej drzwi, a na suficie wiszące lampy, przylegające do niego. Amerie tańczy przed kamerą, jednak po chwili okazuje się, że jesteśmy w błędzie sądząc, że piosenkarka rusza się dla nas. Otóż kamera obraca się o 180 stopni i naszym oczom ukazuje się telewizor LCD z "Hitchem". Zabawiono się tutaj grą światła i cienia, co dobrze oddają co chwilę włączające się i wyłączające lampy. Jak zauważyliście "One Thing" opiera się tylko i wyłącznie na tańcu. Podoba mi się motyw ruszającej się w rytm muzyki dziewczyny za zasłoną. Widzowie oglądają postać okrytą cieniem, przy specyficznym i klimatycznym różowym świetle. Kiedy wokalistka śpiewa na czarnym tle, po chwili następuje rozjaśnienie ekranu, a tuż za nią pokazuje się kilkanaście obrazów tańczących dziewczyn za różowymi zasłonami. Ciekawą sytuacją jest bohaterka w białej pościeli. Skąpo ubrana i miotająca się laska, o takiej egzotycznej urodzie jak ona, sprawia, że nie jednemu facetowi podniesie się...ciśnienie. Prześcieradło pod wpływem wiatru zaczyna falować. Jest zbliżenie na tatuaż dziewczyny, na jej lędźwiach.

W "One Thing" mamy przede wszystkim wielość ujęć samej twarzy piosenkarki, co w przypadku młodych i pięknych dziewczyn jest wskazane. W teledysku wykorzystano mnóstwo materiałów z filmu, które nie grają większej roli w prezentowanym obrazie. Zdecydowanie "One Thing" jest kolejnym przeciętniakiem z dolnej półki. Ocena końcowa to dwa, za słabą grę aktorską i realizację. Plus za dobrą charakteryzację i choreografię.

Video 2: "Give it to me"

Już od kilkunastu ładnych miesięcy czego się nie dotknie Timbaland, zamienia się w złoto. To producent XXI wieku spod, którego ręki wyszło parę oszlifowanych diamentów. Każda jego produkcja robi wrażenie na publiczności i zdobywa szereg pochwał od krytyków. Podobnie jest z Nelly Furtado i Justin'em Timberlake'm., tylko, że pod względem wokalnym. Portugalska wokalistka przeszła niesamowitą metamorfozę, z początkowego "Whoa, Nelly!", który walczył o pierwsze miejsca list przebojów z pannami Spears i Aguilerą, aż do "Loose" - zestawem samych perełek, nie tylko muzycznie, ale i tekstowo. Ostatni jej album został bardzo dobrze oceniony przez największe magazyny świata m.in. "Rolling Stone", "The Observer" czy "The Guardian". Z kolei były członek N' Sync jest podobnie jak Nelly, nie do poznania. Justin dojrzał, wydoroślał, przeszedł mutację. Trzy wymienione gwiazdy po połączeniu się, stworzyły hit dyskotek, radia i telewizji - "Give it to me".Teledysk nie ma specjalnie określonego scenariusza. Przypomina mi kolaboracje Linkin Park z Jay'em-Z, i chociażby clip do utworu "Numb/Encore". Prostota w pomyśle tworzenia videoclip'ów często może dobić wymagającego widza, widzącego po raz kolejny na ekranie Feel czy Dodę. W tym przypadku tak nie jest. W "Give it to me" mimo małego zapachu amatorszczyzny, daje się odczuć pełen profesjonalizm. To nie tylko doskonała piosenka, ale także wyśmienite danie główne do muzycznej przystawki. Teledysk jest połączeniem przeróżnych ujęć i wycinków z np. przygotowań się do koncertów tej trzyosobowej ekipy czy samych występów "na żywo". Oprócz solówki Nelly Furtado, gdzieś na dachu budynku, można by pomyśleć, że chłopaki wszystkie ujęcia poza koncertami, realizowali sami.

Utwór jest bardzo zakręcony, to też w clip'ie pojawia się gra światła i cienia. Często reflektory z ujęć koncertów mogą oślepiać, jednak jest to celowe zamierzenie. Same ujęcia są szybkie, dlatego, że "Give it to me" jest dynamiczne. Mamy obraz na autobus, w którym artyści spędzają czas podczas przygotowań do występów. Pojawia się także studio i głośniki poruszające się w rytm charakterystycznych basów utworu. Po kilkukrotnym obejrzeniu obrazu, ma się wrażenie, jakby był nagrywany korespondencyjnie. Osobno Nelly, a osobno chłopaki, wpleciono do tego jeszcze jakieś materiały z imprez czy koncertów. Zwróćcie uwagę, że początek, jak i koniec teledysku, mają różną wielkość obrazu w porównaniu do reszty clip'u. Co mi się najbardziej podoba w "Give it to me", to gra kolorów. Zastosowano tutaj zmianę z kolorowej produkcji na czarno-białą, co daje fajny efekt. Kiedy Nelly Furtado stoi na tle wieżowców i innych budynków, na ekranie jest raczej ciepła kolorystyka, natomiast jeżeli przeniesiemy się już na koncert, od reflektorów bije zimne światło.Podsumowując reżyser clip'u Paul "Coy" Allen postarał się, aby wśród widzów wywołać pozytywne emocje. Mało trudu przy tworzeniu clip'u nie odbiło się na nim źle. Teledysk może nie zaskakuje, ale na pewno podoba się. Oceniając go w skali szkolnej, daje plus cztery.

Video 3: "Naughty Girl"

Beyonce już nieraz udowodniła, że jest gorąca pod każdym względem, i tym najważniejszym dla mężczyzn. Kobieta z klasą, która często pokazuje swoje wdzięki - piękne nogi, talię i figurę. W 2003 roku nakładem Columbia Records na światło dzienne wyszedł jej debiutancki krążek "Dangerously in Love". To na nim znalazł się utwór "Naughty Girl". Clip do tej piosenki kręcono w Atlancie. Pierwsza emisja miała miejsce 3 kwietnia 2004 roku. Teledysk został wyprodukowany przez FM Rocks, a reżyserem jest Jake Nava, który wcześniej współpracował z takimi gwiazdami, jak Usher ("Burn"), Kelis ("Milkshake") czy zespołem Mis-Teeq ("Scandalous")."Naughty Girl" jest wzorowany na musicalu "The Band Wagon" z 1953 roku, gdzie główne role zagrali Cyd Charisse i Fred Astaire. Styl, jaki panuje w clip'ie, jest inspirowany stylem ze Studio 54, dyskoteki Nowego Jorku, popularnej na przełomie lat '70 i '80 XX wieku. Pomiędzy Beyonce - tańczącą i śpiewającą, a gościnnie występującym Usherze, rodzi się flirt. Chłopak ma na sobie niezniszczalne ubrania, właśnie z czasów Charisse i Astaire. Z resztą podobnie jest ze scenografią i ubiorami wszystkich pozostałych aktorów.Clip rozpoczyna się od przyciemnionego ujęcia na Beyonce. Dalej pojawia się zapalające się cygaro. Poszczególne sceny są zmieniane w formie migawki. Kamera przeciska się między gorącymi kelnerkami, i wreszcie ukazuje nam się cała scena w klubie, gdzie w otoczeniu tylnych reflektorów i z pomarszczoną kotarą w tle znajduje się Beyonce. Piosenkarka niesamowicie się rusza, a swoim zalotnym spojrzeniem pobudza zmysły siedzących wokół niej mężczyzn. Gdy zaczyna występ zwraca uwagę wszystkich w klubie. Światło w niektórych momentach może razić, jednak po kilku chwilach odbiorca się przyzwyczaja. W scenie, w której Beyonce tańczy z koleżankami na czarnej, wypolerowanej podłodze, odbijając się w lustrach za swoimi plecami, prezentuje się naprawdę efektownie. W tym przypadku taniec synchroniczny wychodzi na plus. Dalsza część clip'u przypomina nieco "One Thing". Beyonce tańczy za białą, mocno oświetloną kotarą. Widzowie mogą zobaczyć jej cień i zrzucającą spódniczkę z siebie. W końcu światła przygasają.W kolejnej scenie pałeczkę przejmuje Usher, który siedząc przy stoliku spogląda w stronę barku i Beyonce, mającej na szyi czerwony szal. Chłopak, jak już wspomniałem jest ubrany stylowo. Na głowie ma berecik, na sobie kamizelkę. Zachowuje się, jakby był właścicielem tej knajpy, jednak bardziej pasuje do niego słowo "amant". Zakłada nogę na nogę, a kiedy światło zostaje skierowane wprost ku niemu, wstaje i ściąga marynarkę. Beyonce zrzuca szal i wijąc się w kierunku Usher'a, śpiewa. W ostatecznym rozrachunku wspólnie tańczą na scenie. Wyglądają jak para kochanków. Nie mogło również zabraknąć srebrnej, dyskotekowej kuli. Dużo w końcowych scenach migotań i blasków reflektorów.
Pojawia się wątek erotyczny. Beyonce bierze "kąpiel" w wielkim kielichu wypełnionym pianą. Wszystko dzieje się na tle małych światełek. Dziewczyna robi seksowne ruchy - wyrzuca rękami pianę do góry i wyciąga kusząco nogę. Ostatnie dwie sceny są kwintesencją tego clip'u. Wokalistka siedzi na białym fortepianie, obok którego tańczą cztery laski. Bohaterka ma kręcone włosy. Ściąga ją jakiś dżentelmen z instrumentu, i wtedy zostaje puszczone konfetti. "Naughty Girl" kończy się próbą nawiązania kontaktu wzrokowego Beyonce z odbiorcą. Piosenkarka odwraca się do kamery i wysyła nam ostatnie wibracje swoimi czarującymi oczyma.
Clip nie jest najgorszy. Mimo występu Usher'a w tej produkcji, wypada ona całkiem nieźle. Pomysł bardzo fajny, świetnie zagrany. Podobać się może choreografia tańców Beyonce i charakteryzacja aktorów wraz ze scenografią. Ocena końcowa to trzy.

Video 4: "Torn"

LeToya Nicole Luckett - artystka pochodząca z Atlanty, jest ostrą laską, co udowadnia w clip'ie do utworu "Torn". Teledysk został nakręcony w kwietniu 2006 roku, w Los Angeles (California, USA).

Wyprodukowała go firma HSI Productions. Zdjęcia do niego zrobił Don Davis, a reżyserem został znany nam już Chris Robinson, twórca takich arcydzieł, jak: "Come To Me" Diddy'ego i Nicole z PCD, "Karma" Alicii Keys i "P.I.M.P. (remix)" 50 Cent'a i Snoop Dogg'a.Scenariuszowo teledysk przypomina raczej clip'y "Pulling Me Back" Chingy'ego czy inne takich artystów, jak Ne-Yo czy Chris Brown. LeToya po kłótni ze swoim chłopakiem, przez większą część obrazu przeżywa ją w samotności. Mieszka u niego w dużej willi - prawie jak w pałacu. Podejrzewa, że jej man spotyka się z inną i zdradza LeToyę. Nie jest w błędzie. Koleś gra na dwa fronty, co w praktyce nie zawsze dobrze wychodzi. Brak umiejętności podziału czas dla dwóch lasek, kończy się na tym, że jedną traci.

Teledysk zaczyna się od ujęcia na twarz piosenkarki, która mówi wszystko sama za siebie. LeToya jest smutna i załamana rozstaniem. Dalsza część clip'u, to ciekawie wyglądająca scena. Dziewczyna niesiona przez chłopaka - moment jeszcze przed kłótnią, być może kilka godzin albo dni wcześniej. Odwróceni są tyłem do kamery. Pozostają w cieniu i idą w stronę oświetlonego przez słońce, tarasu. Interesująco tu wygląda gra światła i cienia. Postać chłopaka odbija się w podłodze, a cień domu jest wyraźnie widoczny. Przy tej scenie, na środku ekranu pojawia się, coraz bardziej widoczny napis "LeToya". Nie mija kilka sekund, jak następuje zmiana ujęcia obrazu. Właśnie ta zmiana wymaga większego opisu. Wyobraźcie sobie obraz w postaci zwykłej kostki do gry. Podzielona jest na dwie różne części, z czego obie są ruchome. Najpierw przemija przez obkręcenie się tej wyżej położonej, po chwili dołącza do niej część umieszczona z dolnej połowy ekranu. Po tym efekcie specjalnym, realizatorzy pokazują nam wspomnianą kłótnię maniurki ze swoim chłopakiem, przeplataną ujęciami dwóch postaci pozostających w cieniu. W jednej scenie LeToya zarzuca swojemu men'owi, że spędza z nią mało czasu, w drugiej natomiast (tej, w której doskonale widać grę światła i cienia) piosenkarka dostaje biżuterię od boyfriend'a - ubranego w czapkę z daszkiem. Podobnie zrobiony napis do "LeToya" z początku clip'u, pojawia się po ok. 30 sekundach. Na tle mieniącego się w świetle brylantowego łańcuszka, odbiorca może przeczytać tytuł utworu: "Torn".

Kiedy LeToya odchodzi po kłótni, mamy dwukrotną zmianę obrazu. Najpierw na moment, w którym dziewczyna dziękuje za prezent, a później zwrot na leżącą LeToyę, i nie do końca świadomą obecnej sytuacji.Teraz o samych sytuacjach i scenografiach, w których LeToya przeżywa rozstanie. Pierwsza, to już wymieniona pozycja leżąca, ze stopami opartymi o ścianę. Przy kominku zawsze człowiekowi nasuwają się wspomnienia, zazwyczaj pozytywne. To też dziewczyna w swojej MP4-órce ogląda stare zdjęcia swojego chłopaka. W tej sytuacji reżyser daje nam całą gamę różnych ujęć. Piosenkarka pokazana jest od góry, co najlepiej obrazuje jej sylwetkę (uwagę zwraca kolczyk w pępku). Są też ujęcia od boku, które sprawiają wrażenie, jakby kamerzysta położył się obok niej. Jest to może celowy zabieg, aby właśnie takie rozwiązanie wyobraził sobie odbiorca, chcący pocieszyć dziewczynę. Ujęcie od góry raz jest nieruchome, innym razem kamera przemierza odległość od prawej strony ekranu do lewej, po małym łuku. LeToya "śledzona" jest także gdzieś z tyłu, tak, że wrażliwy widz ma okazję podziwiania dzieł sztuki nad kominkiem. Kolejne miejsce, w którym przeżywa rozstanie, to garderoba w domu jej chłopaka. Laska pakując swoje rzeczy do walizki, nie omieszka spojrzeć na rzeczy swojego byłego - buty, podkoszulki i zegarek. Aby podkreślić to, na co patrzy w danej chwili, kamera zbliża nam wymienione przedmioty na cały ekran. Swoje gorzkie żale odśpiewuje także w łazience, siedząc na wannie, w której z pewnością nieraz oboje brali wspólną kąpiel. Kiedy pierwszy raz jest ujęcie właśnie z łazienki na LeToyę, kamera oddala się powoli od artystki, ukazując nam trochę więcej wnętrza pomieszczenia.W dalszej części clip'u widzimy chłopaka laski, wychodzącego ze sklepu z jakąś maniurką. Razem wsiadają do jego samochodu i odjeżdżają. W tym czasie LeToya siedzi sama w domu i wydzwania do swojego man'a, jednak bezskutecznie. Gdy zjawia się, ponownie dochodzi między nimi do awantury, która jest przeplatana z solówką LeToyi i zdjęciami z pocałunku kolesia z inną. W końcu oboje nie mogą się pogodzić z sytuacją, i jak w clip'ie "My Boo" Usher'a i Keys, pokazani zostają oparci o ściany, albo leżąc, podczas rozmyślania.Osobiście podoba mi się LeToya na tle wnętrza domu. Ubrana jest stylowo. Trochę za dużo złota ma na sobie, niczym 50 Cent.

Zbliżenia na jej twarz są bardzo bliskie, co sprawia, że można popatrzeć jej głęboko w oczy, chociaż przez dwie sekundy. Clip kończy się wyjściem LeToyi z domu swojego byłego z niesmakiem i smutkiem, odwraca się do tyłu, aby ostatni raz zobaczyć to, co straciła na własne życzenie.Zwykle tego rodzaju clip'y - "Love Story" - oceniam surowo, zrobię wyjątek. Być może dlatego, że raczej facetom nie wypada kręcić tego typu clip'ów - np. Chris Brown czy Chingy, bo nie są przekonywujący i mało w nich męskości. LeToya opowiada historię znaną każdemu z nas, jednak robi to w fajny sposób. Jej delikatny wyraz twarzy i nieco sexu w "Torn" przyciągają uwagę widza.

Ocena końcowa to trzy, ze względu na podobieństwo do wspomnianych clip'ów.To pierwszy odcinek "Przeglądu Zagranicznych Videoclip'ów", w którym mieliście okazję przeczytać o czterech videoclip'ach. Bój o pierwsze miejsce z całej czwórki wygrywa trio - Timbaland, Furtado i Timberlake. Klasa mówi sama za siebie. A ja zapraszam do następnego, już 14 odcinka drugiej serii.

Dowiedz się więcej o: Timbaland, Beyonce.


Informacje o artykule
Data dodania:2008-07-28
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
flaco666, 29 lat
mężczyzna, Kraków

Ostatnie artykuły tego autora:
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 09 seria:3
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 09 seria:3
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 10 seria:3
Przegląd Polskich Teledysków odc. 09 seria:3
Przegląd Polskich Teledysków odc. 10 seria:3

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 5 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-161-40-41.compute-1.amazonaws.com (54.161.40.41). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2018 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies