Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

It's the way that we rock when we're doing our thing! - The Fugees

It's the way that we rock when we're doing our thing! - The Fugees

Autor: Aleksandra Staszczyk

Dowiedz się więcej o: Lauryn Hill, Wyclef Jean, Fugees, Pras Michel.

Haiti. Lata siedemdziesiąte.
Malowniczość krajobrazów obfitych w krystalicznie czyste wybrzeża, piaszczyste plaże i zapierające dech w piersiach pasma górskie niestety w żaden sposób nie są adekwatne do tego, z czym przychodzi zmagać się tutejszej ludności. Widok beztrosko bawiących się dzieci w podartych znoszonych ubraniach, które nieudolnie przysłaniają wychudzone ciała i wiotkie kończyny, naturalnie wzbudza w przyjezdnych poczucie bezradności i współczucia. Ale takieĄ§

Pierwsza połowa lat osiemdziesiątych to dla Wyclefa okres kolosalnych zmian. Mając zaledwie dziewięć lat, wraz z rodziną opuszcza macierz i przeprowadza się na Brooklyn do Nowego Jorku. Rzeczywistość zmienia się nie do poznania, ale dopiero po osiedleniu się w leżącym nieopodal New Jersey doświadcza pierwszych muzycznych inspiracji i na dobre angażuje się w świat dźwięków. Wkrótce po tym odkrywa walory gry na gitarze otrzymanej od zaniepokojonej matki, która w ten sposób pragnie odwrócić jego uwagę od rozprzestrzeniającej się działalności gangsterskiej, a w nowej szkole zaczyna pobierać regularne nauki jazzu. Chłopiec okres buntu spędza w kościele swojego ojca, gdzie pełni funkcję dyrygenta, tworzy aranżacje utworów, nagrywa i produkuje albumy chóru. Stopniowo zdobywa gruntowną wiedzę o prawach muzycznego biznesu, która już w niedalekiej przyszłości ma się sprawdzić w tym najważniejszym teście sprawnościowym. Historia zaczyna się, kiedy na szkolnym korytarzu Wyclef  za sprawą swojego kuzyna Prakazrela poznaje młodą damę Lauryn...

South Orange, New Jersey. Lata siedemdziesiąte.
Właśnie kończy się długoletnia masakra w Wietnamie, która wbrew wcześniejszym zapowiedziom odciska ogromne piętno na amerykańskiej armii i tym samym wkracza do historii jako pierwsza przegrana wojna Stanów Zjednoczonych. Tragiczna w skutkach, zmusza do wyciągnięcia odpowiednich wniosków, a te z kolei doprowadzają do gwałtownego spadku wskaźników zaufania wobec władzy. Dopiero teraz dostrzeżono, że pewne działania nigdy nie powinny były zostać przedsięwzięte, ale w tej chwili nie można już zapobiec szeroko pojętym zagrożeniom, więc pozostaje jedynie próba uporania się z ich skutkami. Amerykanie walczą już nie na polu bitwy o nadszarpniętą reputację, a "syndrom Wietnamu" raczy ich swoim towarzystwem, wzniecając coraz to nowsze konflikty na płaszczyźnie politycznej. Niewątpliwie bolesna rekonwalescencja narodu będzie się ciągnąć jeszcze przez długie lata.

W tym samym czasie, w South Orange na terenie stanu New Jersey, na świat przychodzi drugie dziecko państwa Hill - komputerowego konsultanta, który w wolnych chwilach śpiewa na weselnych przyjęciach oraz nauczycielki z zamiłowaniem do gry na pianinie. Mała Lauryn szybko orientuje się, że w tym domu, w którym muzyka egzystuje jako piąty członek rodziny i ona będzie zmuszona do pielęgnowania tych nietypowych relacji familijnych. Jako dziecko wiele czasu spędza na przesłuchiwaniu starych płyt rodziców. Tym sposobem, metodą prób i błędów, formułuje własne gusta muzyczne i zaznajamia się z rozmaitymi gatunkami, które później będą jej najważniejszym punktem odniesienia. Mając niespełna trzynaście lat decyduje się na występ w programie rozrywkowym "Amateur night", gdzie po raz pierwszy prezentuje swoje wokalne możliwości na wielkiej scenie, przed jeszcze wiekszą publicznością, wśród której zasiadają również jej znajomi. W natapirowanej grzywce, czarnej spódnicy i zielonej bluzce wychodzi zuchwale na scenę i śpiewa  "Who's loving you" Michaela Jacksona. W okamgnieniu zaskarbia sobie przychylność widzów, którzy są zachwyceni aranżacją piosenki i nietypowym dla jej wieku potężnym głosem. Mimo że jej występ nie zostaje uwieńczony najwyższym miejscem na podium, wraca do domu z jeszcze większym zacięciem i wolą walki przekonana o swoim powołaniu. Wkrótce po tym kolega z klasy Prakazrel przedstawia ją swojemu kuzynowi...

Rok 1996.
Grupa rozpromienionej młodzieży swawolnym krokiem przedziera się  przez szerokie wejście na salę kinową, gdzie za chwilę ma odbyć się długo wyczekiwany seans. Miejsca zapełniają się w trybie natychmiastowym i przypuszczalnie nie każdy spośród zebranych przed budynkiem będzie mógł wejść do środka - nikt nie przewidział tego, że zwyczajnej wielkości kino nie jest w stanie pomieścić całej rzeszy zainteresowanych, a poupychanie ich "mimo wszystko" mogłoby w pewnym momencie przekroczyć granice humanitaryzmu. Kiedy kamera zawiesza się na młodej dziewczynie ze starannie przystrzyżonym afro, eteryczny głos, który  od kilku chwil ociężale unosi się w powietrzu, przestaje być metafizyczną niewiadomą i rozprasza się po kątach, wypełniając całe pomieszczenie przyjemnym brzmieniem. Jednak widzowie są zbyt zaabsorbowani wyświetlanym filmem i zdają się nie słyszeć Lauryn, która pod protekcją kolegów z zespołu siedzących po jej bokach, opowiada historię o miłości do nieosiągalnego mężczyzny. Melancholijna atmosfera ulatnia się, kiedy wśród oglądających dochodzi do pierwszych zamieszek, a część osób ratuje się bezzwłoczną ucieczką, podczas gdy reszta niewzruszonych próbuje pozałatwiać sprawy na miejscu. Sytuacja sięga apogeum, kiedy w ferworze nasilającego się tumultu, trzech śmiałków kompletnie dewastuje miejsce na rzutowany obraz, a popcorn, przybierając formę niegroźnych pocisków, zaczyna szybować ponad głowami coraz mniej skonsternowanych widzów. I tylko jedna osoba zdaje się zupełnie nie przejmować zaistniałymi okolicznościami - spoglądając w stronę kamery, z rozbrajającym uśmiechem śpiewa kolejne wersy piosenki "strummin' my pain with his fingers..." 

Kiedy w 1996 roku wszystkie stacje radiowe dosłownie prześcigają się w jak najczęstszym transmitowaniu rovera Roberty Flack w wykonaniu The Fugees, oczywistym jest, że utwór przyczyni się do niebotycznego sukcesu drugiej płyty zespołu - "The Score", zapewniając mu honorowe miejsce wśród hiphopowych klasyków. "Killing me softly" pojawia się w mediach z taką częstotliwością, że w zasadzie bez względu na porę dnia czy nocy nie sposób nie zastać tam zachrypniętego głosu Lauryn. Triumf jest nieunikniony. Trójka uzupełniających się artystów staje się bezcennym źródłem progresywnej muzyki i symbolem pewnych światopoglądów. Rok później otrzymują dwie nagrody Grammy za najlepszy rap i piosenkę R&B, ale to dopiero początek rozległego pasma sukcesów. Niemniej, istnieje duże prawdopodobieństwo, że historia potoczyłaby się zgoła inaczej gdyby nie...

Prakazrel a.k.a Pras podobnie jak jego kuzyn Wyclef pochodzi z malowniczej wysepki usytuowanej na Morzu Karaibskim. Do "ziemi obiecanej" przybywa zaraz po tym, kiedy zatrważające realia zmuszają go do uzmysłowienia sobie jednej dosyć dokuczliwej prawdy - perspektyw należy szukać gdzie indziej, nie w miejscu, w którym zakłady penitencjarne są bardziej oblegane niż jakakolwiek ze szkół, a w przezwyciężaniu chronicznego niedostatku nie pomogą nawet najbardziej wygórowane ambicje. Przeprowadzka jest oczywista, ale dopiero czas pokaże, że wyrwanie się z przytłaczającej i umierającej na rozmaite epidemie krainy jest także obiecującym zwiastunem mającego się spełnić amerykańskiego snu. Tymczasem Pras, szczęśliwym zbiegiem okoliczności rozpoczyna swoją edukację w jednej szkół w stanie New Jersey akurat w momencie, gdy w stacjach muzycznych królują Run DMC i znany ze swoich spektakularnych występów DJ Grandmaster Flash. Krąg jego zainteresowań bardzo szybko się precyzuje. Chłopiec uświadamia sobie, że Hip-Hop jest jedynym narzędziem, dzięki któremu bez przeszkód może komunikować się ze społeczeństwem, klarownie wyrażając swoje idee i postrzeganie rzeczywistości. Rap jawi mu się jako barwna paleta możliwości i zupełnie go pochłania. Wkrótce po tym Pras postanawia wzbogacić pierwsze muzyczne wynurzenia kobiecym wokalem i w rezultacie rekrutuje do swojego jednoosobowego zespołu dwie urocze dziewczyny - chociaż na szczególną uwagę zasługuje tylko jedna z nich, ta wyróżniająca się pod względem wokalnym. Lauryn bez zastanowienia przystaje na propozycję kumpla z klasy, chociaż jej rola ogranicza się jedynie do niezbyt wdzięcznego śpiewania w chórkach i drugoplanowej roli atrakcyjnej dekoracji rapera. Sprawy nabierają zupełnie innego i jak się okazuje pomyślniejszego obrotu, kiedy w studiu niespodziewanie zjawia się Wyclef. Usłyszawszy wokalne możliwości panny Hill, szybko podejmuje radykalną decyzję - rezygnuje z drugiej dziewczyny, wstępując na jej miejsce i modyfikuje nazwę zespołu z Translator Crew na The Fugees, co w haitańskim slangu oznacza uchodźców. Zespół rośnie w siłę pod przewodnictwem nieco już doświadczonego Jeana. Wielogodzinne posiedzenia w studiu przyczyniają się do tego, że stopniowo zaczyna w nich dojrzewać myśl o stworzeniu czegoś na większą skalę. Po raz pierwszy daje o sobie znać nieposkromiona pasja, mimo że w przypadku Wyclefa, nocne powroty do domu często kończą się przerażającymi awanturami, a nawet śpiączką będącą efektem dotkliwego pobicia. Niedługo po tym, w 1994 roku świeżo upieczeni uchodźcy powołują do życia swój pierwszy album "Blunted on reality". Rozgłos o tercecie z New Jersey zatacza coraz szersze kręgi, ale prawdziwą sławę miała im przynieść dopiero druga płyta. "The Score" trafia na półki sklepowe w niespełna dwa lata po debiutanckim albumie i od razu zostaje okrzyknięta muzycznym majstersztykiem. Dwóch znakomitych raperów, nadzwyczaj utalentowana wokalistka doskonale radząca sobie zarówno w kwestiach śpiewanych jak i rapowanych oraz pełne celnych spostrzeżeń teksty, które z powodzeniem mogłyby zasilać księgi aforyzmów, sprawiają, że ich dzieło z miejsca pokrywa się platyną. Z kolei ogromne poruszenie jakie wywołują w mediach, szereg pochlebnych opinii i świetna sprzedaż, tylko utwierdza ich w przekonaniu, że artystów The Fugees stać na wiele więcej. Wyclef jako pierwszy decyduje się spróbować swoich sił w solowym projekcie i już w 1997 roku wydaje "The Carnival", tym samym inaugurując w miarę regularną serię płyt. Lista udanych kooperacji szybko zapełnia się różnorodnymi nazwiskami, a utwory z Destiny's Child, Whitney Houston czy Carlosem Santaną dowodzą tylko jego producenckiego kunsztu. Tymczasowe zawieszenie działalności zespołu skłania pozostałych członków do tego samego manewru. W 1998 roku Pras wypuszcza w obieg singla z gościnnym udziałem Myi i Ol'Dirrty Bastarda. Komercyjny sukces przechodzi jego najśmielsze oczekiwania, niemniej jednak, na długie lata wycofuje się z muzycznego mainstreamu, a jego fani mogą oglądać go jedynie na dużym ekranie w amerykańskich produkcjach.

W tym samym czasie misterna praca kompletowania odpowiednich utworów dobiega końca i w efekcie na światło dzienne wychodzi "Miseducation of Lauryn Hill", ściągając na siebie kanonadę wszelkich możliwych komplementów i wyróżnień. Album staje się największym wydarzeniem nie tylko w środowisku stricte hiphopowym, a Lauryn od tej pory nie rozstaje się z przydomkiem multiutalentowanej artystki. Nic więc dziwnego w tym, że później znajdzie się w setce najwybitniejszych dokonań muzycznych tuż obok The Rolling Stones i Queen, a w kolejce po gościnne użyczenie jej głosu staną artyści światowego formatu.

Ku zaskoczeniu milionów fanów, którzy z utęsknieniem czekają na wspólne produkcje zespołu, po solowych projektach następują kolejne solowe projekty, a The Fugees każą na siebie czekać aż do 2003 roku, w którym wypuszczają jedną płytę zawierającą najlepsze przeboje - "Greatest hits". Pojawiające się w prasie informacje o rzekomych niesnaskach między Wyclefem i Lauryn stopniowo uświadamiają fanom, że zbyt wielka różnica zdań doprowadzi do totalnego rozpadu zespołu o którym nieoficjalnie mówi się już od jakiegoś czasu. Jednak cytując fragment tekstu jednego z najgłośniejszych utworów zespołu - "ready or not, here I come, you can't hide, gonna find you..." - wiedzcie, że ponadczasowość tej muzyki dotknie i Was. 

Dowiedz się więcej o: Lauryn Hill, Wyclef Jean, Fugees, Pras Michel.


Informacje o artykule
Data dodania:2010-05-20
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:8.71 (7)
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Aleksandra S..., 25 lat
kobieta, Bytom

Ostatnie artykuły tego autora:
Lubię zalewać ten świat kolorem - EZRA
Świat ma zbyt wiele zasad - wywiad z Beardymanem
"Z buta" mixtape - wywiad z Espo
Writer z dwudziestoletnim stażem - Daddy Cool
Przedstawicielki płci pięknej vs. Hip-Hop

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Platty Lorenc
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
22:49:58, 25-05-10
Świetny artykuł. 10.

Myślcieludzie
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:32:15, 26-05-10
Dzięki Ci za ten artykuł, dużo się dowiedziałem a właśnie 2 dni temu zassałem płytę "The Score" i mam zamiar ją kupić jak tylko w moje ręce wpadną jakieś pieniądze :)

Tommy DeVito
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:59:13, 26-05-10
bardzo dobry artykuł

obok Wu-Tangu to moja ulubiona grupa Hip-Hopowa więc dzięki

I play my enemies like a game of chess

bless :-)

SRK*
Autor: SRK*   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
23:09:09, 26-05-10
Super artykul. Wiele sie dowiedzialem. Dzieki.

keLion
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:21:07, 27-05-10
"...Heard the Fugees was tryin to do me - look bitch!
I cut yo' face, this ain't no motherfuckin movie
THEN! We watch the other two die slow
Castrated entertainin at my motherfuckin sideshow..."

When We Ride On Our Enemies! ;]

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 3 + 5 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-225-3-207.compute-1.amazonaws.com (54.225.3.207). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies