Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Lubię zalewać ten świat kolorem - EZRA

Lubię zalewać ten świat kolorem - EZRA

Autor: Aleksandra Staszczyk

Nie zajmuję się tylko graffiti - inne formy sztuki też są mi bliskie, od płócien malowanych spray'em czy farbami po instalacje, wypalanie w drewnie i grafiki komputerowe. Dla mnie nie jest najważniejszym to, żeby bezustannie malować graffiti. Oczywiście jest to ogromna część tego co robię, ale lubię równocześnie odkrywać i próbować zupełnie nowych rzeczy lub po prostu łączyć różne techniki z graffiti.

Brak istotnych dialogów zamkniętych w białych chmurkach i nieco większy format prac bez wątpienia uniemożliwia umieszczenie jego twórczości w jednej szufladzie wraz z innymi autorami renomowanych komiksów - chociaż właśnie takie wrażenie można odnieść po pobieżnych oględzinach jego dzieł. Głębsze zapoznanie się z jego twórczością odsłania przed nami wszechstronnego artystę, który nie ogranicza się jedynie do graffiti. Sprawdźcie co ma do powiedzenia szwajcarski grafficiarz - Ezra.

Powiedziałeś kiedyś, że Twój ojciec był jedną z tych osób, która wywarła ogromny wpływ na Twój artystyczny rozwój. Skoro tak, to dlaczego syn uznanego malarza zamiast podążać śladami ojca, zbacza z tej bardziej "etycznej" drogi i zaczyna malować graffiti?
Ezra: Mój tata zawsze malował i organizował wystawy, więc już wtedy, będąc jeszcze małym dzieckiem byłem otoczony przez sztukę. Myślę, że odziedziczyłem po nim talent do malowania, a obranie tego samego kierunku co on jest dla mnie bardzo fajną sprawą, tak samo jak dla niego widok malującego syna. Nie w tym rzecz jakiej techniki używamy lub jakim stylem malujemy. Chodzi o to, że obaj zajmujemy się sztuką. Zawsze go lustrowałem. To jest dla nas bardzo interesujące, kiedy możemy sobie porozmawiać o tym co robimy, z tym, że ja nigdy nie chciałem robić dokładnie tego samego co on. Można powiedzieć, że podążamy tą samą drogą, ale w innych butach. Podoba mi się to co on robi, a jemu podoba się graffiti. Nie sądzę, żeby uważał, że jest to nieetyczne i ja też tak nie uważam. Graffiti jest inną formą sztuki, ale nie można powiedzieć, że jedno jest lepsze od drugiego.

Chyba większość writerów swoje pierwsze kroki stawiała w towarzystwie innych zapaleńców...
Ezra: Zawsze rozpoznawałem graffiti, czy to w mieście czy na pociagach, ale wcześniej nie wiedziałem co się za tym kryje, nie znałem tego. Kiedy miałem szesnaście lat, poznałem ludzi, którzy też się tym zainteresowali i z nimi zacząłem stopniowo odkrywać te sztukę. Odkrywałem coś krok po kroku i to było chyba najbardziej motywującym i intrygującym doświadczeniem. Zresztą zawsze lubiłem rysować i robiłem to na wiele lat przed poznaniem graffiti, ale dopiero lata dziewięćdziesiąte otworzyły przede mną ten nowy świat, kiedy malowanie i w ogóle hip-hop stały się potęgą. Więc zdecydowanie to wszystko przyczyniło się do tego, że zacząłem malować i poznawać graffiti.

Przeglądając prace Twojego ojca starałam się odnaleźć chociażby jedną wspólną własność, która byłaby elementem łączącym twórczość wykwintnego malarza i równie dobrego writera. Nie znalazłam. Jak wobec tego udaje Wam się odnaleźć wspólny język w tej artystycznej materii?
Ezra: Mój ojciec pochodzi z zupełnie innej generacji niż ja. Na pewno wiesz, że graffiti nie było w tamtych czasach aż tak powszechne jak teraz, dlatego nie było w ogóle takiej możliwości, żeby on stał się częścią tego wszystkiego. Prekursorzy zaczynali w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a więc akurat po jego pierwszej młodości. Natomiast, kiedy ja miałem dwadzieścia lat hip-hop był wszędzie i oczywiście miał na mnie ogromny wpływ, a graffiti się w tym zawierało.

Czy ojciec kiedykolwiek kwestionował Twój wybór?
Ezra: Nigdy. Rodzice zawsze mnie wspierali. Myślę, że ojciec cieszy się, że ja też zajmuję się sztuką. Dzielenie kreatywności z własnym ojcem jest naprawdę zajebistą sprawą, tak samo jak malowanie czy zwykła rozmowa o tym.

Biorąc pod uwagę fakt, że już drugie pokolenie w Waszej rodzinie odnalazło się w sztuce, to istnieje taka możliwość, że Twoje dzieci również zapałają do niej miłością, co powinno cieszyć, ale z drugiej strony animozje pojawiające się na linii dzieci - rodzice w momencie, kiedy w życiu dziecka pojawia się pasja nie do końca mieszcząca się w ustalonych normach są często źródłem sporych komplikacji. Czy jako ojciec-writer zgodziłbyś się na to, żeby Twoje dziecko z montaną w ręku poszło na nocną akcję?
Ezra: Wiesz co, ja też bombiłem jak byłem młodszy, a mama i tata dobrze o tym wiedzieli. Ale już nie jestem dzieckiem. Wtedy powiedzieli mi, że powinienem być ostrożny i że jestem wystarczająco dorosły, żeby mieć świadomość tego co robię. Myślę, że tak samo postąpię z moimi dziećmi. Powiem im o ryzyku, które się z tym wiąże, ale potem pozwolę, żeby same za siebie zadecydowały. Jeśli zechcą się tym zajmować, a ty im na to nie pozwolisz, to i tak to zrobią, więc odpowiednie doinformowanie jest najlepszym wyjściem.

Intensywne nagonki na writerów zaczęły się wtedy, kiedy nielegalne zamalowywanie ścian stało się rozprzestrzeniającą w błyskawicznym tempie plagą nie do pokonania, a wrzuty i tagi stopniowo pojawiały się niemalże na każdej wolnej elewacji czy pociągu . Niemniej, mam wrażenie, że dzisiaj te "łapanki" nieco straciły na sile, a pomalowanie nielegalnej ściany nie jest już tak problematyczne jak wcześniej. Zupełnie jakby władze straciły zainteresowanie. Jak ta sytuacja wygląda w Szwajcarii? Czy stróże prawa nadal starają się za wszelką cenę wyłapywać malujących?
Ezra: Ta sytuacja zawsze wygląda tak samo. Jeżeli na mieście pojawia się coraz więcej tagów i wrzutów, to oczywiście oni starają się bardziej temu przeciwstawiać. Jeżeli cię złapią, będziesz musiał zapłacić. Zapłacić za czyszczenie ścian czy pociągu, a to bardzo dużo kosztuje. Zawsze tak było. Oczywiście wszystko zależy też od tego ile ścian zamalowałeś i jak wiele o tobie wiedzą.

Zawsze rozpoznawałem graffiti, czy to w mieście czy na pociagach, ale wcześniej nie wiedziałem co się za tym kryje, nie znałem tego. Kiedy miałem szesnaście lat, poznałem ludzi, którzy też się tym zainteresowali i z nimi zacząłem stopniowo odkrywać te sztukę. Odkrywałem coś krok po kroku i to było chyba najbardziej motywującym i intrygującym doświadczeniem.

Jeden z prekursorów graffiti wspominając swoje pierwsze kroki w tej sztuce powiedział, że wtedy patrząc na pracę T-kida nigdy nie oceniałeś jego liter, bo na względzie miałeś przede wszystkim osobowość, a dopiero potem całą resztę. Jak oceniasz taki sposób postrzegania artysty?
Ezra: Poznałem T-kida w Nowym Jorku - jest bardzo fajnym facetem, naprawdę wyluzowanym. Dobra osobowość i świetne prace. Według mnie to wielka szkoda, kiedy dobry artysta nie jest jednocześnie dobrym człowiekiem. To się powinno łączyć. Kiedy nagle orientujesz się, że za sztuką, którą zawsze szanowałeś stoi ordynarny i zarozumiały człowiek, to możesz się poczuć zawiedziony.

Zdarza Ci się oceniać prace kolegów przez pryzmat tego jakimi ludźmi są na co dzień?
Ezra: Z jednej strony uważam, że to może mieć ogromny wpływ. Jest to normalne, że jakoś się wspieramy, więc te koneksje są wsparciem dla wszystkich, ale z drugiej strony patrzysz też na sztukę. W zasadzie to powinna być kwestia neutralna, ponieważ tylko wtedy będziesz mógł krytykować w konstruktywny sposób, co pomaga w wzajemnym doskonaleniu i uczeniu się na własnych błędach.

Dla wielu writerów graffiti było jedynie wprowadzeniem do innych dziedzin, niekoniecznie sztuki. Mamy przecież ex-writerów rzeźbiarzy i grafików, ale są też przedsiębiorcy i zarządcy dużych firm. Planujesz dla siebie inną przyszłość czy do końca zamierzasz się kurczowo trzymać malowania?
Ezra: Myślę, że jeszcze przez jakiś czas będę sobie malował i kontynuował to tak długo jak tylko jest to możliwe. Nie zajmuję się tylko graffiti - inne formy sztuki też są mi bliskie, od płócien malowanych spray'em czy farbami po instalacje, wypalanie w drewnie i grafiki komputerowe. Dla mnie nie jest najważniejszym to, żeby bezustannie malować graffiti. Oczywiście jest to ogromna część tego co robię, ale lubię równocześnie odkrywać i próbować zupełnie nowych rzeczy lub po prostu łączyć różne techniki z graffiti. Zawsze byłem blisko sztuki, od dziecka rysowałem. To jest po prostu jeden z wielu sposobów, ale zawsze będzie obecny w moim życiu, bo lubię malować wielkie produkcje i lubię to uczucie, które ci towarzyszy, kiedy zamalowujesz ściany lub podróżujesz.

Zauważyłam, że bardzo często, o ile nie w każdej Twojej większej produkcji w tle pojawia się charakterystyczna panorama łudząco przypominająca tę z Nowego Jorku, są też komiksowe postaci Afroamerykanów, a całość zdaje się być momentami trochę stylizowana na nowojorskie wrzuty z lat osiemdziesiątych. Z czego to wynika? Świadomy zabieg czy może takie są efekty Twoich częstych i długotrwałych wyjazdów do Stanów Zjednoczonych?
Ezra: Lubię malować charaktery, a drapacze chmur czasami są dobrym tłem dla całokształtu. Oczywiście mam za sobą wiele podróży do Stanów i być może nawet to na mnie trochę wpłynęło poprzez rzeczy, które widziałem wokół siebie i dzięki ludziom, których poznałem. Maluję też inne rzeczy, które nie mają nic wspólnego ze Stanami.

Jakie były Twoje wrażenia po pierwszej wycieczce do mekki graffiti?
Ezra: Naprawdę lubię tam podróżować, bo wszystkie te podróże wiązały się ze świetną zabawą. Pochodzę z małego miasteczka i to jeszcze bardziej potęguję moje zamiłowanie do zwiedzania innych miejsc. Ameryka jest ogromna i to samo tyczy się jej miast, w których znajdziesz wielu otwartych na europejskich writerów ludzi. Od zawsze bardzo dużo tam malowałem i dzięki temu dzisiaj mam tam wielu przyjaciół. Odwiedzanie ludzi i wspólne kreatywne myślenie jest świetną sprawą. Działanie na tym samym polu wytwarza szczególnego rodzaju przyjaźnie, ponieważ rozumiemy się i myślimy w podobny sposób.

Gdybyś jednorazowo mógł się zdematerializować, cofnąć w czasie i będąc zupełnie niedostrzegalnym, obserwować powstawanie historycznej w Twoim odczuciu pracy, to jaka i czyja by to była praca? Dlaczego właśnie ona?
Ezra: To jest pytanie z kategorii bardzo trudnych, bo w przeszłości działo się naprawdę wiele rzeczy jeżeli chodzi o sztukę. Gdybym miał możliwość podglądać jakieś dzieło z przeszłości, obserwować jak się rozwijało, to wróciłbym do Renesansu i Leonarda da Vinci. Oglądam książki z jego dziełami i wciąż zadziwia mnie to jak bardzo jego pomysły wyprzedzały czasy, w których przyszło mu żyć. Rozmowa z nim byłaby naprawdę interesująca, nie mówiąc już o obserwowaniu procesu tworzenia rzeczy, które wprowadzono w życie na długo po jego śmierci.

Rodzice zawsze mnie wspierali. Myślę, że ojciec cieszy się, że ja też zajmuję się sztuką. Dzielenie kreatywności z własnym ojcem jest naprawdę zajebistą sprawą, tak samo jak malowanie czy zwykła rozmowa o tym.

Graffiti z założenia było wyrazem buntu i sprzeciwu wobec zepsutego systemu, który niestety nie spełniał podstawowych oczekiwań społeczeństwa. Przeciwko czemu może się buntować obywatel Szwajcarii - kraju, który na tle całej Europy wypada wręcz nienagannie?
Ezra: Przez to, że Szwajcaria jest tak czystym krajem o wysokich standardach, graffiti jest dobrym kontrastem. Mały brud może sprawić, że wizerunek będzie ciekawszy od tego co sterylne. To jest jak idealna twarz lub idealne ciało - jak dla mnie są nudniejsze, ale jeśli znajdzie się tam coś, co według ciebie nie powinno się tam znaleźć, wtedy twoje oczy się na tym skupiają, bo cię to po prostu irytuje. Więc jeśli widzę wrzuty i tagi, które zmieniają cały krajobraz, to z mojego artystycznego punktu widzenia jest to dobra rzecz. Osobiście uważam, że akurat w tym przypadku nie chodzi o bunt, ale o pasję i rozwijanie pomysłów, stawanie się lepszym i bardziej skomplikowanym. To jest jak życiowa misja i o to w tym chodzi.

Writerzy pytani o najkrytyczniejsze momenty podczas malowania opowiadają o tym jak to sytuacja niejednokrotnie zmuszała ich do wskakiwania na odjeżdżające pociągi, lawirowania między wystrzeliwanymi pociskami, a nawet bolesnego lądowania w kaktusach. Opowiedz nam o malowaniu, które rzeczywiście wymagało od Ciebie niezłego refleksu.
Ezra: Właściwie kilka razy mi się zdarzyło. Najlepsza akcja miała miejsce w Święta Bożonarodzeniowe wiele lat temu. Razem z grupą innych writerów bombiliśmy pewien budynek. W sumie było pięć, może sześć osób. Wszyscy malowaliśmy i w zasadzie już prawie skończyliśmy swoje dzieła, kiedy nagle jeden z nich krzyknął, że otoczyła nas policja. Spojrzałem do tyłu i zauważyłem pięciu gliniarzy stojących przy ogrodzeniu tuż za nami. Powiedzieli, żebyśmy się nie ruszali i w tym momencie wszyscy zaczęli uciekać. Kolesie przede mną pobiegli za róg, a ja za nimi, bo inaczej by mnie złapali. Wszyscy wokół biegali. Wszędzie widziałem i gliniarzy i writerów. Zdecydowałem, że pobiegnę szybko, przedzierając się przez nich wszystkich i miałem szczęście, bo zdezorientowani policjanci nie wiedzieli, w którą stronę biec, zresztą tak samo jak ci writerzy. To była bardzo stresująca sytuacja. Pobiegłem w stronę jakichś drzew i roślin i bez zastanowienia w nie wskoczyłem. Nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że tam jestem, bo zakryłem sobie usta, tak żeby nie zauważyli pary, jako że na zewnątrz było naprawdę zimno. Więc siedziałem sobie w tych zaroślach i obserwowałem jak policjanci zwijają moich kumpli do samochodu. Cały czas biegali po okolicy i nawet zaglądali za te drzewa z latarkami w ręku, ale jakoś mnie nie zauważyli. Po tym jak odjechali przeczekałem chyba dwie godziny i wtedy oni znowu się pojawili. Wiedziałem, że w końcu podejdą, więc kiedy na chwilę się ode mnie oddalili, chwyciłem kurtkę, przewróciłem ją na lewą stronę i szybko uciekłem.

Słyszałam o przypadku writera, którego widok przejeżdżającego pociągu z pracą kumpla najzwyczajniej w świecie doprowadził do totalnego wzruszenia i sprawił, że dorosły facet zalał się rzewnymi łzami. Czy Ty również odczuwasz tego rodzaju sentyment i brak jakiegokolwiek opanowania emocji na widok solidnego nielegala? (śmiech)
Ezra: Nie. Jak na mój gust za dużo w tym uczuć. Mogę powiedzieć, że zawsze towarzyszą mi jakieś emocje podczas malowania lub obserwowania sztuki, ale nie płaczę z tego powodu (śmiech).

Pewien writer powiedział kiedyś, że robienie pięknych prac dla jeszcze piękniejszych zdjęć w ogóle nie jest wpisane w ideę graffiti. Tymczasem w obecnych czasach często bywa tak, że zdjęcie jest jedyną pamiątką dla writera, bo przykładowo pomalowane pociągi są natychmiastowo oczyszczane i rzadko kiedy dane jest im ujrzeć światło dzienne. Stąd pytanie, czy w ogóle jest sens malowania tych "jednodniowych" wrzutów?
Ezra: Wiesz, jak dla mnie nie chodzi tylko o zrobienie zdjęcia zaraz po skończeniu pracy. Jasne, że jest to nieodłączna część malowania i zawsze robię sobie zdjęcie na pamiątkę, ale dla mnie stanie naprzeciwko malowanej ściany i realizowanie pewnych celów jest ważniejsze. Ten cały proces sprawia, że dojrzewasz. Rezultat jest tylko krokiem do przodu, za to czas, który tam spędzasz jest naprawdę wiele warty, bo bezustannie pobudza twój mózg do myślenia. Dlatego lubię artystów, którzy próbują coś odkrywać, a nie robić cały czas te same rzeczy. Chodzi o małe różnice. Ta sama rzecz, ale lekko zmieniona - to sprawia, że widzisz jak to wszystko się rozwija.

Czy ci writerzy nie powinni poszukać miejsc, które zapewnią ich pracom dłuższą egzystencję?
Ezra: Tu nie chodzi o egzystencję, ale o proces. Jeżeli mówimy o płótnach, to jest to zupełnie odrębna kwestia, ale w malowaniu ścian właśnie o ten proces chodzi. Ściany są malowane od zewnątrz i zawsze mogą ulec zniszczeniu - nieważne czy przez pogodę czy dlatego, że pewnego dnia ktoś zechce je zniszczyć. Nie myślę o tym. Myślę o tworzeniu i to się liczy.

Jakiś czas temu niemiecki grafficiarz Klark Kent powołał do życia "Bomb the world" - grę komputerową, w której każdy może wcielić się w rolę prawdziwego hardkorowca i po wybraniu miejsca i kolorów pomalować pociąg. O dziwo, gra wzbudziła spore kontrowersje, bo pojawiły się też głosy, że jest to zabawa dla nieudolnych writerów, którzy nie radzą sobie w rzeczywistości i swoje umiejętności sprawdzają w wirtualnym świecie. Zgadzasz się z tym?
Ezra: Szczerze mówiąc nigdy nie grałem w tę grę czy jakkolwiek byś tego nie nazwała. Kiedy byłem dzieciakiem zupełnie nie interesowałem się grami komputerowymi. Raczej spędzałem czas na rysowaniu i osiąganiu w tym kolejnych poziomów. Można sobie czasami w takie coś pograć i może to być fajne, ale to nigdy nie mogłoby ci zastąpić tego uczucia, kiedy trzymasz w ręku puszkę i malujesz na zewnątrz prawdziwe ściany. To może być fajna zabawka, ale pozbawiona jakichkolwiek wrażeń.

Jeżeli na mieście pojawia się coraz więcej tagów i wrzutów, to oczywiście oni starają się bardziej temu przeciwstawiać. Jeżeli cię złapią, będziesz musiał zapłacić. Zapłacić za czyszczenie ścian czy pociągu, a to bardzo dużo kosztuje. Zawsze tak było. Oczywiście wszystko zależy też od tego ile ścian zamalowałeś i jak wiele o tobie wiedzą.

Czy grafficiarz grający w tę grę rzeczywiście poddaje w wątpliwość swoje umiejętności?
Ezra: Nie mam pojęcia. Może tak, może nie. Powinienem zapytać jednego z tych gości.

Twoje prace odznaczają się przede wszystkim karykaturalną formą charakterów i intensywnym skupiskiem barw. Myślisz, że udało Ci się stworzyć niepowtarzalny styl, który zapewnia Ci stuprocentową rozpoznawalność w środowisku?
Ezra: Nie. Znów nie chodzi tylko o to. Oczywiście wielu ludzi rozpoznaje mnie dzięki tym charakterom, ale jeśli sprawdzisz moją stronę, to zauważysz, że robię też wiele innych rzeczy. Kolory też są u mnie czymś bardzo zmiennym. Wolę używać ekstremalnych kolorów o wiele bardziej na ścianach niż na płótnach. Masz więcej przestrzeni na ścianie, więc to wygląda zupełnie inaczej. Lubię zalewać ten świat kolorem. Szczególnie tutaj w Szwajcarii, gdzie większość domów jest szara, beżowa i ewentualnie biała. Styl dotyczy tego jak malujesz, jakiej techniki używasz i oczywiście pomysłów, a te są dla mnie najważniejsze. Więc sprawdź moje pomysły, a wtedy mnie poznasz i dowiesz się jak myślę.

Jesteś członkiem meksykańskiej grupy artystycznej, co więcej, pierwszą osobą niemeksykańskiego pochodzenia, która znalazła się w tym gronie. Jak do tego doszło i na czym właściwie polega Twój udział w tej organizacji?
Ezra: W 2006 roku pojechałem na trzy miesiące do Stanów i tam poznałem grafficiarzy z San Diego. Oni w połowie są meksykanami i też należą do HEM'u. Zaprowadzili mnie do Tijuany i tam poznałem Libre, Kafy, Shente i wielu innych członków tej ekipy. Relaksowałem się w Tijuanie prawie przez miesiąc i świetnie się bawiłem malując z nimi wszystkimi. Po trzech miesiącach musiałem wracać do Europy i wtedy zapytali czy chciałbym dołączyć do grupy. Mamy bardzo dobre relacje i bardzo lubię każdego z nich, więc oczywiście się zgodziłem. To była dla nich wielka rzecz, ale dla mnie również, bo nigdy wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. Do pewnego momentu tylko Meksykanie mogli należeć do tej grupy, ale zmienili zdanie i po mnie coraz więcej osób innego pochodzenia zaczęło dołączać się do HEM Crew. To sprawiło, że stali się więksi i bardziej międzynarodowi, a to jest bardzo dobre. Jako członek wcale nie musisz być cały czas aktywny. Jesteś częścią zespołu i malujesz z nimi za każdym razem, kiedy nadarzy się taka okazja. Oczywiście malujesz litery i reprezentujesz HEM Crew, kiedy tylko możesz. Chodzi głównie o wspólne malowanie dzięki, któremu możesz więcej osiągnąć.

Gdzie Twoim zdaniem graffiti rozwinęło się najprężniej?
Ezra: Moim zdaniem europejskie graffiti jest na najwyższym poziomie. Przez ostatnie piętnaście lat trwał wielki boom i okazało się, że jest wielu writerów, którzy wiedzą jak dobrze malować. Wszystko zaczęło się w Stanach, ale dopiero Europa przeniosła to na kolejny poziom. Połączyli to jeszcze bardziej ze sztuką i próbowali różnych rzeczy włączając w to amerykańskie wpływy. Ale jeśli popatrzysz na ten świat graffiti, odczujesz, że dobrzy grafficiarze są wszędzie. Ta scena cały czas się rozrasta i każdego roku pojawiają się nowi zawodnicy.

Mówi się, że autentyczne graffiti jest już w fazie przemijania i czeka nas era totalnej komercjalizacji. Myślisz, że to już przesądzone?
Ezra: Bez wątpienia graffiti bardzo się zmienia. Wielu różnych ludzi wpływa na tę sztukę poprzez ich własny styl malowania i nowe pomysły lub całkiem nowe sposoby wyrażania. Oczywiście za tym wszystkim kryje się również duży rynek, a firmy zajmujące się malowaniem zarabiają mnóstwo pieniędzy sprzedając swoją twórczość. Wszystko co duże staje się komercyjne, ale to nie oznacza, że uboższe. Jest wielka różnica między sprzedawaniem czegoś wyłącznie dla kasy i sprzedawaniem czegoś co bezpośrednio dotyczy kreatywności. Ludzie, którzy skupiają się na pieniądzach powodują, że powstaje taki wizerunek graffiti, ale przecież nie wszyscy się tym kierują. To jest identyczna sytuacja jak ta z lat dziewięćdziesiątych, kiedy writer, który sprzedał swoje dzieło nazywany był sprzedajną dziwką. W dzisiejszych czasach to zjawisko spowszedniało. Sztuka jest dla mnie ważna, a pieniądze są czymś czego oczywiście potrzebuję, ale nie są rzeczą najważniejszą. Kiedy robię wystawy lub realizuję zlecenia, zawsze chodzi tylko o moje pomysły. Chcę zobaczyć to co mam w swoim umyśle, ale w rzeczywistości. To jest misja i kiedy widzę co się wykluło z mojej fantazji, wtedy jestem w pełni usatysfakcjonowany.

Umiejętności zdobyte podczas długoletniego stażu pozwalają writerowi odnaleźć się w bardzo rozmaitych technikach, a to niesie za sobą pierwsze poważne zlecenia. Czy w skrajnej sytuacji zgodziłbyś się pomalować wnętrze komisariatu lub radiowóz na zlecenie policjanta czy są to takie rejony, w które wolałbyś się nie zapuszczać?
Ezra: Właściwie to już miałem taką propozycję, ale stwierdzili, że jest to zbyt drogie. Nie pałam nienawiścią do policji i raczej nie pałam miłością. Dla mnie, oni po prostu robią to co do nich należy i gdyby nie to, zrobiłby się niezły bałagan. Wszystko zależy od tego co miałbym namalować - jeżeli pomysł byłby ciekawy, to nie ma problemu. Nie myślę szablonowo i traktuję wszystkich indywidualnie. Policjant może być fajnym otwartym człowiekiem jak każdy inny.

Graffiti jest inną formą sztuki, ale nie można powiedzieć, że jedno jest lepsze od drugiego.

Chciałabym, żebyś na koniec nieco przybliżył obecną kondycję szwajcarskiej sceny graffiti. Kogo powinniśmy znać?
Ezra: Jak na tak małe państwo, scena graffiti jest naprawdę duża. Jest wielu writerów i moim zdaniem poziom jest naprawdę wysoki. Ludzie są łagodni i nie ma żadnych gangów związanych z graffiti. Oczywiście, niektórzy lubią się bardziej, niektórzy mniej, ale wyluzowany styl życia i brak przemocy jest chyba wpisany w naszą szwajcarską mentalność. Znam od groma grafficiarzy stąd i większość z nich bardzo szanuję. Wyróżniają się Dare, Toast, Mate i Shark, Cruze, Pose i wielu innych ze starszej generacji, którzy wciąż trzymają poziom. Mam młodszych przyjaciół, np. Note, Pisk, Push, Jones i rówieśników, np. Pheks, View, Ders, Crone, Smash i innych. Tak jak powiedziałaś wcześniej liczy się przede wszystkim osobowość, a nie sztuka.

Pozdrowienia dla polskich czytelników?
Ezra: Niestety nie znam wielu polskich writerów, ale naprawdę chciałbym odwiedzić Wasz kraj i trochę go naznaczyć. Panowie, do zobaczenia wkrótce przy jakiejś ścianie.



Informacje o artykule
Data dodania:2010-08-23
Dział / Kategoria: graffiti / wywiad
Średnia ocena:9.00 (10)
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Aleksandra S..., 25 lat
kobieta, Bytom

Ostatnie artykuły tego autora:
Świat ma zbyt wiele zasad - wywiad z Beardymanem
It's the way that we rock when we're doing our thing! - The Fugees
"Z buta" mixtape - wywiad z Espo
Writer z dwudziestoletnim stażem - Daddy Cool
Przedstawicielki płci pięknej vs. Hip-Hop

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Franz Lorenc!
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
09:00:22, 21-08-10
Dobry wywiad.

obserwacja ODSZEDLEM Z FORUM
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
11:49:50, 21-08-10
PROPSY

Infinity
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
17:10:44, 21-08-10
ekstra

herk aka outsider
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:24:30, 21-08-10
Na początku trochę typowe pytania, ale potem się ładnie rozkręciło i rozmowa weszła na wyższy poziom.
Nie ma co, od dawna nie było na tej marnej stronie tak dobrego wywiadu, z tak ciekawą osobą (bo na ogół mamy tu napiętych i nadętych raperków).
Jak dla mnie ekstra.

Jestjedenkrol
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
21:39:51, 22-08-10
Wywiad dobry przyznam, takie ladne grafy a zaraz jakies kurwy od Rycha Geji Chujufki zamażą to tagami RPS albo JP, albo fuckTEDE . OCENA ZA WYWIAD OCZYWISCIE 10 !

!MASTER!
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
12:59:44, 10-09-10
Dobre

aCid1
Autor: aCid1   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:45:38, 09-11-10
Dobry STYL, charakterki na wypasie, jest moc!

anonim
Autor: lidkus ;(   Link do posta
22:42:59, 02-02-15
Mueszkam w Szwajcari dzisaj sie dowiedzialam ze moj stn pomalowal w leaie jakies  kamienie chyba budynek toalete i inne ;( Mialam w domu rewizje szukali sprai  nic nie znalezli ale wiem ze to i tak moj syn to zeobil im moze sie wypierac a ja i tak go znam pieknie maluje lybi grafiti i swietnie my wtchodza ma talent tylko niema gdzie tego pokazac wiex jak jestes   mieszkasz w szwajcari daj jakies namiary na siebie xhcialabym zeby moj synus robil co lubi co mu naj lepiej wtchodzi lefalnie bo az sie boje co bojie jutro ;) ma isc sie przyznac zawsze mu tlumacze ze najgorsza prawda niz sypcio klamstwo ze to ma krodkie nogi a pol... ma butelku po spraj... a wiec poco sciemniac tymbardziej ze stnus na sie zglosic na dna i odciski po jutrze a wiec obi wiedza naja fotki kurtki jego z tyl i rak daleh mu sie przyznal in nie jutro ma im powuedziec aa muj stnek ro raka dobra dysza cgce wziasx na sievie wszystko szkoda mi jefo eozumie kolezenatwo ale xzy jefo kolesue na rakuego kumpla zasluztli co drugi by go wydal ale kamcio dobra dypa ;) szkoda mi jefo bo dobre pulne dziecko oceny w szkole 5.8 ..6  czasmu 4.9 najslabsza   dobre dziecko tylki niemial sie gdzie wykazac

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-162-250-227.compute-1.amazonaws.com (54.162.250.227). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies