Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Recenzja: Paluch "Złota Owca" (2)

Recenzja: Paluch "Złota Owca" (2)

Są raperzy, którzy z albumu na album, zmieniając swoje stylówki nawet nieznacznie, potrafią zaskakiwać nie tylko swoich odbiorców. Są też tacy, którzy stawiają na sprawdzone patenty, a słuchacze wyraźnie tego od nich oczekują. Do tej drugiej grupy należy Paluch. Warto zadać jednak pytanie, kto najbardziej powinien rozliczać rapera z poczynionych ruchów i napędzać przed kolejnymi? Najwierniejsi fani? Czy może ON SAM?

Paluch stworzył i wciąż rozwija własne imperium. Jego fenomen to powtarzalność. Wyobraźmy sobie jednak autora książek, który wydaje swoje dzieła dwa razy do roku. To oczywiste, że prace nad dwoma projektami muszą się na siebie nakładać. Nie sposób więc, by były one od siebie zupełnie różne. Paluch nie daje odpocząć wszystkim pomysłom, które siedzą w jego głowie. Nie ma czasu nawet na złapanie w locie inspiracji muzycznych oraz tematycznych. W efekcie sprowokował on sytuację, w której gdyby wybrać najlepsze utwory z jego ostatnich albumów i złączyć w całość, nikt nie zorientowałby się, że mamy do czynienia z kompilacją, a z pełnoprawnym, koncepcyjnym albumem. Szef B.O.R. tak często nagrywa, że nie ma czasu zaskoczyć słuchacza.

"Złota Owca" to kolejna płyta poznaniaka, którą stworzył na tym samym patencie - miała być różnorodna, głośna, a single miały wykręcać niemożliwe liczby. I wszystko się zgadza. Również pod innym względem podobna jest ona do poprzednich - nie posiada właściwie żadnego konkretnego zamysłu. Nie zmienia się przecież nawet kolorystyka okładki. Nie trudno odnieść wrażenie, że Paluch, odwiedzając studio raz do roku, przez kilka dni nagrywa kilkadziesiąt bliźniaczych klimatycznie kawałków, by później obdzielić nimi kilka długogrających krążków. Co z tego, jeśli fani z albumu na album domagają się kolejnego singla w stylu "OKO"? W końcu to sam Paluch wie najlepiej, co zmienia się w nim z roku na rok pod względem artystycznym i jak przełożyć to na bit. Słuchacze stoją jak słupy soli, przyzwyczajeni do tych samych dźwięków i nie zauważają nawet subtelnych zmian, które dla autora, biorąc pod uwagę częstotliwość wydawania płyt, mogą być stumilowe. Paluch próbuje nawijać nieco szybciej, choćby w "Kontroli Jakości". Do numeru zaprasza Szpaka, który onieśmiela starszego kolegę. Po latach strzelania ślepakami w niebo, tłumacząc się, że przecież adresaci doskonale wiedzą, że to chodzi o nich, w B.O.R. pojawia się młodziak, który zaczyna wymieniać ksywy. No, na razie tylko jedną, ale od czegoś trzeba zacząć. Mniejsza z tym, że nieco później w rozmowie z Yurkoskym szybko wycofał się z krytyki Young Multiego. "Wasze rapy mam na kompie spakowane w folder kosz/ Wasze rampy marne kopie, już to kiedyś robił ktoś" - jasne, że w rapie nagminnie stosuje się pewne myśli skrótowe i uogólnienia, ale od kogo, jak nie od Palucha mamy wymagać odwagi i wskazywania, co jest białe a co czarne? Konkretnie. Lećmy po bezkompromisowo po ksywach. Chyba nikt nie chce, by Biuro Ochrony Rapu nagle pogardliwie zostało nazywano Biurem Ochrony Reputacji. Własnej reputacji. To trochę niepokojące, że Szpaku, który praktycznie wziął się z nikąd, dzięki jednej zwrotce ubarwia "Złotą Owcę" w świeżą i naturalną agresję, bo ta autorstwa Palucha spowszedniała już do granic możliwości i rzadko rozbłyska spontanicznością.

Paluch znów serwuje nam nudnawe przeciąganie sylab, tematykę ubraną w bloki, pojazd w stronę bananowych dzieci i przewózkę po blokach w dress codzie za 2 tysiące. Mamy tu kolejne "OKO" w postaci "CARDIO", mamy też kolejną balladę, która ukazuje się ciekawym przerywnikiem. Raper potrafi przecież nawijać o emocjach w sposób banalny, ale za to szczery i ciekawie kontrastujący z łatką Midasa blokowisk. Znowu także pojawia się coś, co nie przystoi twórcy tego formatu, a mianowicie rymy w stylu bracie-tacie-znacie czy też miejscami katastrofalne porównania ("Moja muzyka jak Beethoven", "Poranek zimny jak magazyn w Castoramie", itd.).

Nie piszmy o tym, co wciąż zostaje na tym samym poziomie. Muzycznie nie zmienia się nic. Z resztą, zastój ten obserwujemy już od "Made In Heaven" z Chrisem Carsonem. To mocne, elektroniczne, ale i osiedlowe bity, na których o wiele łatwiej o uniwersalne treści, a te Paluch powtarza sukcesywnie z albumu na album. Ucho do gościnnych występów? Zawsze to miał, zawsze wiedział, z kim współpracować

Paluch nieco poprawił swoją technikę, ale dlaczego dopiero teraz? Niemożliwe, by od czasu ostatniego krążka, a nie są to czasy odległe, postanowił rozwinąć swój warsztat. Być może zmiany w jednym z najbardziej znanych polskich mc's zachodzą dłużej, niż w przypadku innych. To szkoda, bo zanim usłyszymy od Palucha coś naprawdę przełomowego, spokojnie może minąć jeszcze dekada.

6/10


Maciej Tobolko



Informacje o artykule
Data dodania:2017-12-19
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / recenzja
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Brak danych

Ostatnie artykuły tego autora:
Recenzja: Paluch "Złota Owca"
Recenzja: Paluch "Złota Owca" (1)
Relacja: Bonsoul w Łodzi
Recenzja: PlanBe "Insomnia"
Wywiad: Praktyczna Pani x Hip-Hop.pl

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 1 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-226-179-247.compute-1.amazonaws.com (54.226.179.247). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2018 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies