Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl ť

Koncert Łony w Szczecinie

Koncert Łony w Szczecinie

Autor: Prezes

Gdyby nie zależałoby mi ma opinii rzetelnego recenzenta, relację z tej imprezy sprowadziłbym do jednego zdania: koncert Łony był co najmniej tak dobry jak promowana przezeń płyta "Koniec żartów". Ta wypowiedź jednak nie może sprostać zadaniu oddania znakomitej atmosfery jaka towarzyszyła temu szczególnemu wydarzeniu muzycznemu. Publiczność nie dopisała wprawdzie tak licznie jak np. przy okazji koncertu Tedego (o którym pisałem w 16 numerze magazynu), jednakże ocenianie jakości występu wyłącznie na podstawie ilości sprzedanych biletów, byłoby, przynajmniej w tym wypadku potwornym nieporozumieniem. Tym bardziej, że osób sprawiających wrażenie, że znalazły się tam za sprawą przypadku było doprawdy niewiele. W chwili rozpoczęcia koncertu opustoszała znakomita większość miejsc siedzących, albowiem znająca na pamięć niemal każdy wers publiczność momentalnie obległa scenę, z której dobiegły pierwsze dźwięki przezabawnej "Konewki". To, co działo się przez kilkadziesiąt kolejnych minut z pewnością zaspokoiło gusta nawet najbardziej wybrednych bywalców koncertów. Nie dość, że główny bohater przedstawienia - Łona sprawiał wrażenie jakby występ w "Słowianinie" był dla niego największą frajdą, to na dodatek nastrój ten z miejsca udzielił się jego publice entuzjastycznie reagującej zarówno na rymy Łony, jak również inne zabiegi mające na celu nawiązanie z nią kontaktu, w których to staraniach wytrwale sekundował mu świetnie sprawdzający się w warunkach koncertowych Rymek. Co warte jest wzmianki i godne pochwały, sposób, w jaki rymował utalentowany Szczecinianin daleki był od tego, co zaprezentowane zostało na jego płycie, innymi słowy podszedł do koncertowej interpretacji swych tekstów nader twórczo. Bez najmniejszych objawów zmęczenia zagrał cały materiał pochodzący z "Końca żartów", na pożegnanie zaś uraczył słuchaczy utworem, którego tytuł, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, brzmi "Nie słuchać przed 2050 rokiem". Ów nieznany szerzej kawałek okazał się gruntownym sprawdzianem dla nagłośnienia, albowiem była to jedyna nie znajdująca się na solówce Łony piosenka, z wielką uwagą starałem się więc wychwycić, o czym traktuje jej tekst. O ile mikrofon przeszedł bojowy chrzest pomyślnie (w jakichś 67 procentach), to niestety nie można tego samego powiedzieć o brzmieniu podkładów. Różnice między nimi były dostrzegalne (czy raczej "dosłyszalne") wyłącznie dla osób dobrze z nimi zaznajomionych, ale nawet to nie stanowiło wielkiej niedogodności, bowiem ludzie tego pokroju pozostawali w zdecydowanej większości. Odnosiło się wrażenie, że jednostki spoza tej grupy można policzyć na palcach u jednej ręki (no może dwóch jeśli dodamy do tej liczby pracowników ochrony, barmanki i pana z brodą, który z właściwą sobie niewiarygodną determinacją bronił dostępu do WC ściągając od każdego zwiedzającego haracz w wysokości 50 groszy, "Bo to Polska, a nie elegancja Francja" rzekłby pewnie na moim miejscu Sokół). Gdybym nie pojawił się jakiś czas temu na wspomnianym wyżej koncercie Tedego, przypuszczam, że moją reakcją na szoł Łony byłaby szczęka opadająca co najmniej do poziomu pogrążonego w objęciach Morfeusza mężczyzny, który siedzi w tym momencie naprzeciw mnie wewnątrz przedziału dla niepalących w wagonie drugiej klasy pociągu pospiesznego relacji Szczecin - Poznań. I choć ominęło mnie rekordowe rozdziawienie ust, nie byłem w stanie powstrzymać mięśni swej twarzy przed ułożeniem się w grymas pełnej satysfakcji. Świetnym urozmaiceniem przedstawienia były klawiszowe popisy niejakiego Cybula oraz pełen dramaturgii występ wyżej wymienionego polegający na energicznym miotaniu się po scenie (będąc przyobleczonym w kaftan bezpieczeństwa - podczas wykonywania "O jak dobrze"). Równie korzystne, choć rozpatrywane w innych kategoriach estetycznych wrażenie wywarł na mnie gościnny występ Emilii, której wokalny dar w wersji studyjnej (w piosence "Emilia chce spać") objawił się zaledwie w drobnej części, tu natomiast w pełni rozwinęła ona swe skrzydła. Szczęśliwym trafem piwo serwowane było w plastikowych pojemnikach - w przeciwnym wypadku niechybnie popękałyby niczym napompowane zazdrością ewentualne rywalki Emilii w konkursie o tytuł najwdzięczniej śpiewającej białogłowy. Ponadto, sceniczne zachowanie naszej śpiewaczki znamionowała ogromna swoboda, porównywalna do tej, z jaką do sprawy podszedł Łona (jeżeli pod maską szerokiego uśmiechu skrywał jakiekolwiek napięcie, to doprawdy byłby z niego niezgorszy pokerzysta). Tytułem podsumowania, dziękuję Łonie za ten uroczy wieczór i gratuluję wiernej publiki. Jestem pewien, że żaden szczeciński wykonawca nie zdołałby przyciągnąć na swój koncert tak pokaźnej (jak na tutejsze warunki)grupy osób. Impreza, którą po koncercie poprowadził DJ Twister zgodnie z przewidywaniami, zakończyła się o godzinie 2 (z punktualnością, jakiej nie powstydziliby się szwajcarscy konstruktorzy zegarków) i choć rozumiem argumenty organizatora (że taki jest regulamin klubu) to wspominam o tym smutnym fakcie choćby dlatego, że lubię walczyć z wiatrakami i rzucać grochem o ścianę.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-20
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:13039
Autorzy:
Prezes Ernest Wysocki  rap graffiti breakdancePrezes

Brak danych

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 1 + 3 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-18-207-255-49.compute-1.amazonaws.com (18.207.255.49). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 ? kontakt ? redakcja ? reklama ? materiały promocyjne ? FAQ, pomoc i zasady ? Polityka Cookies ?