Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl ť

Koncert Tedego w Strefie

Koncert Tedego w Strefie

Autor: Keb

Są wśród rodzimych wykonawców hip-hop'owych osoby nieprzeciętne, wyróżniające się, których ksywki powodują, że czujemy pewien respekt. Do takich bez wątpienia należy Tede, nieustający temat plotek rapowego środowiska, ze względu na zasługi często określany nawet mianem legendy polskiej sceny, a do tego prawdziwy showman, co udowodnił przybyłej do "Strefy" publiczności.

Impreza rozpoczęła się o 19:00, wchodzący ludzie tradycyjnie zastawali wewnątrz puszczaną z płyt muzykę. Po około godzinie można było zauważyć w klubie obecność Tedego, Borixona i reszty GibGibonu - zapewne już wtedy w dobrych humorach:). Pierwszy ruch na scenie to pokazy bitboxu, zainicjowane przez baunsującego tego dnia z Gibonami Sota, który zapodawał bitem wymiennie z innym śląskim specjalistą - Bastkiem. Rozpoczęcie było dość mocne, i na tyle efektowne, by przyciągnąć całkiem liczną grupę widzów. Następnie, z zamiarem poruszenia publicznością, swoje koncerty zagrały supporty, kolejno: Zapis-C, Dekadencja (oba z Sosnowca), Kooperacja (znana z występu na 19 Południku, z którego to poleciał bisowany kawałek) oraz Streeze (również lokalna ekipa). Każdy z występów był udany i mógł się podobać, jednak, jak to w przypadku rozpoczynających imprezę zespołów, sala nie przejawiała nadmiernego entuzjazmu czekając na to, co stanowiło tego dnia gwóźdź programu, czyli występ lidera GibGibonu.

Po zejściu ze sceny ostatniej śląskiej grupy (i krótkiej przerwie), obok nakręcającego imprezę DJ Anioła ujrzeliśmy Borixona, który poczuł misję wezwania oczekiwanego przez wszystkich Tedeusza do objęcia mikrofonu. Stojący wśród publiczności członek Warszafskiego Deszczu nie dał się długo namawiać i po kilku chwilach ubrany w hawajską koszulę wkroczył na scenę.

Od tego momentu możemy mówić o prawdziwym popisie prawdziwego mistrza ceremonii. Tede od pierwszych chwil, kiedy tylko ukazał się wszystkim zgromadzonym, pokazał, że nie da im powodów do znudzenia, perfekcyjnie odnajdując się za mikrofonem. Zaczęło się od kawałka "Łaaaał", zaskoczył mnie dziwny, nieznany podkład, i jak się wkrótce okazało - TDF każde nagranie rymował do zagranicznego, obcego bitu (z powodu braku własnych), ale wcale nie osłabiło to występu, wprowadziło nawet pewne urozmaicenie. Z każdą minutą robiło się na scenie coraz ciekawiej, to nie było zwykłe odgrywanie kolejnych kawałków, bohater koncertu ruszał widownią w pełni angażując się w to co robi. Świetny flow wzbogacał powtarzaniem co ciekawszych fragmentów i odpowiednią gestykulacją (częstym widokiem był "fuck off", co wynikało z charakteru tekstów). Szczególną frajdę sprawiały Tedemu coraz śmielsze ataki na Eldo, fikcyjne próby wyzwania go na wolnostylową bitwę, zakończone pytaniem do publiczności : "baunsujecie ze mną, czy wolicie słuchać przemyśleń Eldoki?". Wyraźnie wyczuwalna była tęsknota MC za rewanżową battle i ostatecznym pokazaniem, że to właśnie on jest tym, który rządzi. Usłyszeliśmy praktycznie każdy z obecnych na "Sporcie" kawałków, dodatkowo zwrotkę Tedeusza z "Wolę się nastukać" + kilka krótkich wolnych styli. Szczególne znaczenie miał dla rymującego "Warszawski Walczyk", po starannym dobieraniu proponowanych przez Anioła podkładów i namowach fanów do jeszcze bardziej żywiołowej zabawy wnioskuję, że nagranie to jest mu bardzo bliskie. W pewnej chwili wykazał się także niemałą pomysłowością, proponując publiczności udział w telefonie do Numera 1, który to wykonał stojąc na scenie - z bardzo dobrym skutkiem, gdyż zgromadzeni okazali się chętni i pomogli w zrealizowaniu planu, pozdrawiając drugiego członka Wfd wspólnym okrzykiem. Podczas występu wspierał Tedego Borixon (którego jedyną poważną rolą był chyba wyłącznie refren w "Baunsuj ze mną") oraz właściciel RRX - Kozak (wymowny był uścisk i uśmiech obu panów podczas wersów: "czego nie wezmę ja, inni zgarniają, ci co wydają, dobrze to znają"). Na zakończenie Tede przedstawił Outro ze swojej płyty wraz z szyderczymi pozdrowieniami dla Eldo, i około 24:00 zszedł ze sceny. Zakończył show, prawdziwe show, do jakiego zaprezentowania tak charyzmatyczny wykonawca jak TDF ma z pewnością talent. Prawdopodobnie większość MC w naszym kraju marzy o takim kontakcie z publicznością, gwarantującym wykonawcy gorące przyjęcie, a widzom przednią zabawę. A o tym jak wielkie znacznie ma ona dla Tedego, świadczy jego widok, baunsującego przy słupie na środku sali jeszcze o 4:00 rano, kiedy to impreza zbliżała się ku końcowi.

Spore znacznie miało na pewno miejsce imprezy - klub Strefa to nowoczesny, przestrzenny obiekt, o bardzo ciekawym wystroju wnętrza. Dodatkowymi jego atutami są: dobre nagłośnienie, ekran umieszczony obok sceny, oraz spora ilość siedzących miejsc. Aż przyjemnie jest bawić się w klubie o takim standardzie.

Niestety, jak informują organizatorzy, w trakcie przygotowywania imprezy nie obyło się bez kłopotów. W całą sprawę wtrącił się rywalizujący katowicki klub, któremu wyjątkowo zależało, aby występ Tedego nie doszedł do skutku. Ostatecznie sprawą zając się właściciel RRX - Kozak, który doprowadził sprawę do końca i postarał się, aby koncert się odbył. Myślę, że wszyscy, którzy się w jego trakcie dobrze bawili, są za to wdzięczni.

Informacje o reportażu
Data dodania:2002-01-22
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:12612
Autor:
Keb Jarosław Krupa  rap graffiti breakdanceKeb

anonim
Autor: monika 1985   Link do posta
12:18:48, 01-01-09
to byly czasy milo powspominac wszystkiego dobrego

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 3 + 5 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-35-170-81-210.compute-1.amazonaws.com (35.170.81.210). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 ? kontakt ? redakcja ? reklama ? materiały promocyjne ? FAQ, pomoc i zasady ? Polityka Cookies ?