Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl ť

Superrappin Tour

Superrappin Tour

Superrappin Tour w Szczecinie. Takie hasło było powtarzane od jakiegoś miesiąca. Całe miasto obwieszone było plakatami, reklamy można było usłyszeć w radiu, donosiły o tym strony internetowe i gazety. Nie można było przejść obok tego obojętnie. Dla wielu osób, artyści, którzy przyjechali 2 lutego do Szczecina, to ścisła czołówka hip-hop'u. Kiedy o 19.30 (pół godziny po otwarciu lokalu) weszliśmy do środka, było już sporo osób. Spodziewałem się, że lokal się zapełni tak mocno jak na poprzednim koncercie, gdy obejrzeć 3H/Warszafski Deszcz przyszło 900 osób. Jednak aż takiego tłumu nie było i chyba dobrze, dzięki temu nie trzeba było bawić się w tłoku, co jak wiadomo do najlepszych doświadczeń nie należy. Imprezę rozpoczął dj Twister. Grał od dziewiętnastej do rozpoczęcia koncertu, a potem kończył imprezę. Co jakiś czas, z jego vinyli wychodziły kawałki zapowiadające to co się miało stać tego wieczoru. Pojawił się też kawałek, którego w Szczecinie specjalnie nie trzeba reklamować, czyli "Rozmowa" Łony. Czemu o tym piszę? Odpowiedź jest prosta: Twister po prostu mistrzowsko go "zagrał". Około 22 do klubu przyjechali 5 Deez, Lone Catalysts, Declaime i Grand Agent. Dla nas rozpoczął się wtedy czas pracy, czyli wywiady i fotografowanie. Pierwszym, z którym rozmawialiśmy był Declaime. Dla ludzi w klubie, rozpoczął się niezapomniany koncert. Pierwsi na scenę wyszli 5 Deez, a za gramofonami stanął dj Kut L, który wspierał całą ekipę Superrappin, oprócz Lone Catalysts, ale o tym za chwilę. 5 Deez rozbujali publikę bardzo szybko i skutecznie. Grali bardzo żywiołowo, niesamowicie ruszali się na scenie i pokazali jaka przepaść jest w tworzeniu show pomiędzy polskimi raperami a nimi. To nie zarzut do naszych MCs, ale zachęta do pracy. Tekst o niesamowitym kontakcie z publicznością mógłbym w zasadzie, kopiować i wklejać przy omawianiu każdego z występujących artystów. Tylko, że nie końca byłaby to prawda, ponieważ każdy robił to na swój sposób. Przyznam się, że nie widziałem całego koncertu 5 Deez, czego oczywiście, żałuję, ale w tym czasie razem z Magą i Cendem przeprowadzaliśmy wywiad z Declaime - cóż, nie każdemu jest dana zdolność do bilokacji. Niestety. Potem na scenie pojawił się Declaime. 5 Deez rozgrzali publiczność, która wybitnie czekała na następne emocje. Declaime je dał, ale... ale jego melodyjne, spokojniejsze kawałki uspokoiły publikę, wprowadziły ją w inny rytm. Na pewno nikt nie przestał się bawić, ale było spokojniej. Declaime co chwila rzucał hasła "Real Hip-Hop", a publiczność gromko mu odpowiadała. Niesamowity artysta, potrafiący doskonale bawić się tym co robi. Ten koncert najbardziej utkwił mi w pamięci, pewnie dlatego, że był inny od reszty. O tym, jak go przyjęła publiczność, niech świadczy to, że głośno skandowała "Declaime, Declaime" kiedy ten kończył koncert. Co ważne nie zszedł ze sceny, tylko czekał na koncert Lone Catalysts, cały czas stojąc i popijając piwo na tyłach sceny. Zresztą tak robiła większość artystów występujących tego dnia w Słowianinie - podczas koncertów łatwiej było ich złapać na scenie niż na backstage'u. Wracając do Declaime'a to po koncercie długo mu uśmiech nie schodził z twarzy, chyba też był pod wrażeniem, tego jak go przyjęto w Szczecinie. Po koncercie Declaime'a za adapterami stanął sam J Rawls i w ten sposób zaczęło się show Lone Catalysts. Zaraz po dj'u na scenie pojawił się MC, czyli J Sands i od razu przystąpił do "nakręcania" publiki. Robiło to wspólnie z J Rawlem, który stojąc za adapterami nie ograniczał się tylko do puszczania muzyki, ale również włączał się w ten koncert. Tu pojawiły się nowe hasła, co chwila można było usłyszeć: "Do that shit...", na co głośno odpowiadała publika. Hasła odnosiły się do poszczególnych osób na scenie, ale szybko J Sands wykrzyczał "Smoke that shit..." i wymownym gestem (przykładając odpowiednio ułożone palce do ust) pokazał o co mu chodzi. Publiczność oczywiście odpowiedziała. Początkowo J Rawls, wyszedł na scenę w rękawiczkach, ale szybko je zdjął, przed rozpoczęciem grania. Lone Catalysts z powrotem doprowadzili publikę do stanu w jakim ją zostawili 5 Deez. W między czasie rzucali w publiczność gadżety - plecaki, koszulki - jeden z nich poszybował za wysoko i uderzył w reflektor nad sceną. Podobny los spotkał później koszulkę, rzuconą podczas kocertu Grand Agent'a, ta z kolei o mało nie zawisła na konstrukcji podtrzymującej te reflekory. Ostatecznie, wszystko znalazło swojego nowego właściciela. Na sam koniec imprezy na scenę wyszedł Grand Agent. Tu pojawiło się nowe hasło, tym razem typowo ukierunkowane na podkreślenie zabawy, która ma być w klubie. Jego koncert, to cała masa dobrej imprezy, przy dobrym rapie. Grał długo, zarymował nawet swoje pierwsze kawałki, jak sam powiedział. Podczas jego koncertu wysiadł mu mikrofon i poprosił o nowy. Salwę śmiechu wywołało jak nagle z głośników popłynął głos akustyka: "raz... raz..", ale chwilę później, po przekazania mikrofonu, Grand Agent dokończył granie. W pewnym momencie rymował na dwa mikrofony - jeden dla siebie, a drugi trzymając w lewej ręce co chwila skierowywał w stronę publiki, żeby ta powtarzała za nim hasła. Znowu niesamowity kontakt z publicznością, znowu niesamowity show, znowu niesamowity koncert... trudno wymyślić jakieś bardziej oryginalne określenia, na to co tam się działo. Kiedy koncert skończył Grand Agent, wszyscy występujący tego dnia wyszli na scenę i zaczęli freestyle. Niesamowicie wyglądała ta wspólna zabawa. Przekazywanie mikrofonów i widok, że tym ludziom sprawia to przyjemność. Za adapterami pojawił się dj... Declaime. Z uśmiechem na ustach wybierał płyty i puszczał podkłady. Oczywiście nie popisywał się ekwilibrystyką zawodowego dj'a, ale to przecież miała być już tylko zabawa. I była, szczególnie w momencie, kiedy wykonawcy zaprosili na scenę dziewczyny i w kilka później sekund rymowali w "tłumku" dziewczyn, podając sobie mikrofony nad ich głowami. Jest jeszcze jedno słowo, którego nie użyłem do opisu tej imprezy. To słowo to profesjonalizm. Superrappin Tour trwa w całej Europie od kilkunastu dni, koncerty są grane codziennie w innym mieście, a po artystach nie widać było nawet cienia zmęczenia. Nie odmawiają rozmowy, wywiadu, złożenia autografu... Niesamowicie dużo energii wkładają w każdy koncert. Po zakończeniu freestyle'u zeszli do publiczności bawić się razem z nią, do muzyki puszczanej przez dj Twistera. To robi niesamowite wrażenie. Innym miłym akcentem było zaznaczanie tego, że grają razem. Każdy schodzący ze sceny mówił o koncercie reszty ekipy Superrappin. Artyści pozostawali na scenie, żeby oglądać koncerty reszty wykonawców. Na forum (hip-hop.pl/forum) przeczytałem komentarze, że była to najlepsza impreza. Nie wiem, było już ich kilka, że przypomnę B.O.T.Y EE, koncert Cappadonna w Szczecinie... czy ta była lepsza? To tak jakby kazać wybierać pomiędzy Mercedesem i BMW. Jedno jest pewne jest niezapomniana. Dobrze, że kolejny raz agencja El Paso zdecydowała się na ściągnięcie tak dużego wydarzenia do Szczecina. Miło było być patronem medialnym tej imprezy.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-20
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:9606
Autorzy:
Brak danych

Brak danych

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 3 + 1 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-234-214-179.compute-1.amazonaws.com (3.234.214.179). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 ? kontakt ? redakcja ? reklama ? materiały promocyjne ? FAQ, pomoc i zasady ? Polityka Cookies ?