Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

10 płyt do palenia

10 płyt do palenia

Autor: Puffcio

Witam wszystkich czytelników. Zastanawiałem się od jakiegoś tygodnia jaki temat wybrać do kolejnego już artykułu z cyklu "10 płyt do..." i szczerze mówiąc miałem mętlik w bani. Może dlatego, że za dużo pomysłów kołatało mi w głowie? Chyba jednak nie. Zdaje mi się, że prawdziwym powodem tej twórczej niemocy był fakt, iż przez ostatnie dziesięć dni troszkę pobalowaliśmy z paroma ziomami na wybrzeżu. A że prawdziwe ziomy na melanżach nie wymiękają, to oczywiście, jak pewnie się domyślacie, było ost

1. Cypress Hill "Temples of Boom"
Tego albumu nie sposób nie wymienić w naszym rankingu. Powodu chyba podawać nie trzeba-Cypressy to przecież królowie palenia, zwłaszcza tego mrocznego, tajemniczego i psychodelicznego. Już pierwsze słowa wypowiedziane na "Temples..." nie pozostawiają wątpliwości co do tematyki rymów: "Once again the powers of the herb open up the mind/seek deep inside, tell me what you find". Osobiście za każdym razem gdy je słyszę przebiega mi po plecach dreszczyk, a w głowie kołacze tylko jedna myśl: "a może by tak zajarać, najlepiej wielkiego bonga..." . I od początku zaczyna się szalona podróż poprzez przejarane najmocniejszym i najcięższym towcem klimaty. Tak tak, tu nie ma miejsca na jakieś gówniarskie śmiechawki, to jest zawodowa liga upalonych mędrców, rozkminiających po faji jakieś wyższe zajawki. Właściwym utworom towarzyszą skity (jeden z nich to powtórka z cytatu z Biblii, jaki Jules recytował przed rozwałką gościa w "Pulp Fiction") oraz dźwięki autentycznych bębenków i innych wynalazków, na których grają tybetańscy mnisi. Jak dla mnie to wystarczająca rekomendacja. Dla niedowiarków dodam, że w agresywnym i dynamicznym "Killa Hill Niggas" pojawiają się U-God (jedna z najlepszych jego zwrotek, jakie w ogóle słyszałem) i sam RZA (zarówno bit, jak i wokal, to był przecież okres jego topowych produkcji), a "Everybody Must Get Stoned" i "Funk Freakers" to pierwsza liga przepalonego funkowego brzmienia. Nie sposób objechac tu któregokolwiek z numerów. Rymy też są dość monotematyczne, przeważa jak nietrudno się domyśleć marihuanowe bragga (sprawdźcie ten rym: "From the west coast to the east coast everybody be braggin' but I`m the one who be puffin' most"). Ale można też niekiedy natrafić na coś luźniej związanego z tematem, np. dissy na Ice Cube`a w "No Rest For The Wicked". Tempo nie jest tu zaskakująco szybkie, ale przecież nie o to tu chodzi. Biega mianowicie o to, by mocno się wkręcić. A to praktycznie dzieje się podświadomie. Zapuść sobie "Strictly Hip Hop" i niech wszytsko odpłynie. Łącząc tę muzyczkę z porządną dawką porządnego zioła można naprawdę mieć haluny, uwierzcie mi.

2. Method Man "Tical"
Jeśli mówimy o muzyce do palenia, to grzechem smiertelnym byłoby niewymienienie Metha i jego solowego debiutu. W końcu sam jego tytuł to nazwa jednego z wielu gatunków zioła, które zwykł kopcić Clifford Smith a.k.a. Ticalion Stalion (ciekawe czy wiecie skąd pochodzi ta ksywka, hehe). Jazdy, podobnie jak u Cypressów, reprezentują duży ciężar gatunkowy. Mocna wibracja, mroczne instrumentale, niekiedy muzyka i podłożone pod nią rymy brzmią jak relacja ze snu schizofrenika (patrz szalone "Mr Sandman"). Tempo zmienia się jak na rollercoasterze. Sample oczywiście brudne, trzeszczące i nieociosane, ale przecież za to właśnie cały rapowy świat kochał początkową fazę twórczości RZA'y jako bitmejkera (bo w końcu on jest odpowiedzialny za muzyczną stronę "Tical"). Teksty wiadomo, odzwierciedlają chore rozkminki tęgiego palacza, jakim był, jest i zapewne będzie Pan Iron Lung. Ja osobiście bardzo lubię słuchać tej płyty podczas motoryzacyjnych popałek, dużo przy tym rozmawiając. Bynajmniej nie o dziewczynach i drinkach na hawajskiej plaży.

3. Redman "Muddy Waters"
Niby najlepszy kolega po fachu Method Mana, niby pali tyle samo co on, a jednak płyty chłopaki nagrywają zupełnie odmienne. Trzeci krążek Reggiego również stanowi obowiązkową pozycję dla fanów wszelkiej maści skuna, ale niesie ze sobą mniej mroku. Właściwie to trzebaby powiedzieć, że niesie radość życia, palenia i robienia wspaniałej muzyki. Instrumentale oczywiście przepełnione funkiem, jak przystało na robotę pacjentów z Def Squadu (nie będę się powtarzał z nazwiskami, wszyscy powinni wiedzieć). "MuddyWaters" nie wolno słuchać wyrywkowo, bo stanowiłoby to jej profanację. Żeby się za nią zabierać, należy mieć zarezerwowaną odpowiednią ilość czasu na przesłuchanie w całośći. Wtedy bowiem można ją w pełni skumać i tym samym docenić jej wartość. Integralną całość stanowią kawałki i zawarte na krążku skity. A owe przerywniki to uczta dla ucha radośnie upalonego człowieka. W momencie, gdy rozkminicie wszytskie niuanse i jazdy, jakie wkręca w nich Reggie, poczynając od WFDS Radio, poprzez porwanie samolotu i opcję z programem telewizyjnym o sprzedaży trawki w Brick City oraz trzecią już część sagi Soopaman Luva, aż po Chicken Head Convention, poczujecie niebywałą satysfakcję. Chyba nie musze nikomu mówić, jak człowiek zbakany przeżywa satysfakcję. Nie wiem, czy jest sens pisać o poszczególnych numerach na płycie. Na zachęte nadmienię, że gościnnie pojawiają się Method Man, K Solo, Sermon i Keith Murray. Po prostu mistrzowstwo świata na zielono.

4. A Tribe Called Quest "Midnight Marauders"
Pewnie niektórzy z tych, co zobaczą ów album w moim zestawieniu popukają się w głowę i spytają: "co on znów wymyślił, pojebało go do reszty". Ale to tylko część czytelników. Wierzę, że chociaż garstka z Was wykmini ipoprze moje stanowisko. Mimo iż chłopaki z ATCQ jakoś specjalnie nie afiszowali się z jaraniem (co nie znaczy, że tego nie robią, broń Boże), to wyżej wymieniona płyta stanowi jedną z mioich ulubionych pozycji pod palenie. Powodu podać nie potrafię... Po prostu jest klimatyczna. Pozytywna i windująca. Chociażby takie "Electric Relaxation", prawdziwa ekstraklasa rapu. To się zresztą tyczy praktycznie wszytskich numerów. Wciąż myślę nad chociaż jednym koronnym argumentem, który przeważyłby szalę na moją stronę i otworzył oczy niedowiarkom, ale nie umiem go znaleźć. Aż dziw bierze. Mogę mieć tylko nadzieję, że niektórzy z Was zobaczą to, co widzę w tej produkcji ja, i być może ktoś z nich powie mi, dlaczego przy tym tak fajnie się pali. Byłbym wdzięczny. Ale jeśli nie da rady to i tak będę zadowolony, bo w końcu wyjdzie na moje, a internetowi twardziele i przepoceni felietoniści znów będą mnie jechać i wróci moja sława.

5. Dr Dre "The Chronic"
Wiadomo, że to wydawnictwo musiało się znaleźć w moim rankingu. Z tą płytą w systemie rozpoczynałem swoją karierę motopalacza. Każdy wie przecież, że do tego typu akcji człowiek ma sentyment, boto przecieżw końc stanowi otwarcie jakiegoś tam etapu w życiu i inne tego typu pierdoły. Jeśli album zatytułowano "Trawka" to na pewno nikt nie zrobił tego bez powodu. Z premedytacją Andrzej Młody wraz z bandą swoich ziomów tytułujących się zbiorową nazwą Pensjonariuszy Celi Śmierci zamieścili na nim 15 g-funkowych, pełnych kalifornijskiego słońca i dymu utworów, z których każdy jeden korcji do sięgnięcia po zakazany susz z konopii indyjskich. Osobiście najbardziej lubię te płytkę w połączeniu z życiodajną rośliną, dobra pogodą i dość szybkim samochodem. Myslę jednak, iż wszelkie wariacje i połączenia są tu jak najbardziej wskazane. Nie wiem, czy jest sens rozwodzić się nad muzyką tu zawartą. Wspaniałe, syntetyczne basy, full funkowych loopów i do tego rymy młodego Snoopa, agresywny RBX, Kurupt, genialna Lady Of Rage, najlepszy od pierwszych chwil Nate Dogg (wymiękam przy jego partii w Deeez Nuuuts) i pierwsze kroki chłopaków z Dogg Pound. Na zawsze zostanie mi w pamięci niesamowity numer "Lil' Ghetto Boy", a w nim moralizująca zwrotka osiemnastoletniego Snoopa... Po prostu klasyka tego gatunku. Koniecznie w połączeniu z inhalacją. Dlaczego? Bo pod wpływem inhalacji była robiona i aby została w pełni zrozumiana, by słuchacz wychwicił wszelkie smaczki, brzmienia i motywy, musi się ubzdryngolić. Przykro mi chłopaki. Niepalącym wstęp wzbroniony, nie dla psa kiełbasa.

6. O.S.T. "Friday"
Jedna z najlepszych "komedii z Czarnuchami", z Ice Cubem i Chrisem Tuckerem w rolach głównych nie mogła się obejść bez genialnej ścieżki dźwiękowej. Zabrali się za nią klienci, którzy najlepiej wiedzą, co liczy się w rapie. Nieskruszony diler Mack 10, twardziel E-A Ski, szowinistyczne męskie świnie z 2 Live Crew, mentor Dr Dre, kochający Marysię Janinę Rick James i trzymający nad tym wszytskim pieczę Oshea Jackson. Ten skład (plus kilka innych, nieco mniej charyzmatycznych osobistości) wyczarował krążek pełen pierwszoligowej, przesiąkniętej humorem i dymem muzyki. Wszyscy chyba wiedza, że "Friday" porusza kwestię trawki, więc soundtrack musiał się do tego dopasować. I dopasował się wspaniale. Bity są solidne, raz mocne, raz bardziej luzujące, ale nie dotykają skrajności ani z jednej, ani z drugiej strony. Mack10 opowiada o swojej profesji, Rick James o swojej jedynej prawdziwej dziewczynie, E-A Ski ostrzega frajerów, a Dre i Cube zachęcają do balowania. Wszystko to podane w oprawie mocno sugerującej zapodanie kilku solidnych buchów. A że pali się przy tym znakomicie, to mało kto potrafi się powstrzymać. Polecam szczególnie na żywe, pełne towca imprezy, koniecznie z dancefloorem.

7. Smiff-N-Wessun "Dah Shinin'"
Tek i Steele, czyli dwa potężne zjarusy z Brooklynu, reprezentujący Boot Camp Click, w 1995 wypuścili na rynek swój debiutancki krążek. Chłopaki nie stronią raczej od trawki, co słychać w ich muzyce. Rap robią naprawdę ciekawy-oryginalne, twarde głosy oraz ciekawy flow zachwyca i pociąga do wsłuchiwania się w ich dokonania. Klimaty reprezentują raczej mroczne, niezbyt zachęcające do wesołych zabaw z dziewczynami. Ale kto powiedział, że palimy ziele tylko na baunsach? Bity autorstwa Beatminerz musze nazwać jednymi z najlepszych produkcji nowojorskich tamtego okresu. Dużo samplowania z jazzu, tłuste basy i mocne bębny sprawiają, że człowiek czuję się tym materiałem nieco przytłoczony, ale słucha go z niekłamaną przyjemnością. Praktycznie w każdym utworze panowie wrzucają parę wersów o trawce, tudzież słychać odgłosy zaciągania się itp. Pali się przy tym wyśmienicie. Znajdą się tu i momenty wytchnienia, jak np. numerek "Bucktown", z wspaniale dobranym i obrobionym samplem trąbki, i coś bardziej dynamicznego, jak choćby "K.I.M.". Nie sposób podczas słuchania nie skusić się na kilka zielonych wdechów, jeśli tylko jest pod ręką jakiś materiał.

8. Nas "Illmatic"
Wiem, że o tym albumie napisano już tyle, że więcej się nie da. Mimo tego postanowiłem wymienić go w swoim rankingu, gdyż po prostu trzeba o nim wspomnieć przy okazji palenia. Wie każdy szanujący się fan Nasira Jonesa, że ów pan szczególnie upodobał sobie wdychanie oparów palących się Cannabis Indica jak mało kto. Właśnie na "Illmaticu" wypowiedział słynną kwestię: "A nickel-plate is my fate, my medicine is the ganja". Nie musze smarować po raz tysięczny, że "Illmatic" to krążek genialny, wybitny, wspaniały i klasyczny. Chodzi mi w tym momencie wyłącznie o przydatność do palenia. A ta jest wielka. Weźmy chociaż "Life's Limes Bitch" z AZ, czy wspomniane "Menory Lane". Ideał na chilloutowe jaranie. Po prostu piękna sprawa, polecam.

9. Elemer "Poszło w biznes"
Jakiś czas temu zakupiłem sobie tę płytkę za namową jednego z moich dobrych znajomych. On przytaczał mi pewne ciekawe cytaty rymów Eisa i stwierdziłem, że za niecałe 30 pln można łyknąć, bo pacjent ma chyba poczucie humoru. Nabyłem i nie zawiodłem się właściwie. Lubię się pośmiać (a wiadomo przecież, co go często wspaniale wspomaga) i słuchając Eisa rzeczywiście często rozszerza mi się japa. Raz z powodu dobrego wrzutu, innym razem śmieję się nie z jego rymów a z samego Eisa. Bywa on bowiem komiczny. Dlatego często na zajebkach wracam do owego krązka.

10. Red Hot Chili Peppers "Blood, Sugar, Sex, Magik"
Tak, wiem, ze to nie jest rapowa płyta. Zdaję sobie sprawe, że Anthony'emu Kiedsowi i spółce bliżej do heroiny, niż do trawki, ale szczerze mówiąc mało mnie to obchodzi. Bo ci klienci, z pomocą wszechobecnego Ricka Rubina (producent twej płyty) zmajstrowali funkowe arcydzieło. Każdy zna hity z tego albumu, typu "Under The Bridge", czy "Give It Away". Owszem, utwory te są bardzo ciekawe i dobre, ale ja raczej skupiam się na tych mneij telewizyjnych. "Power of Equality". "I Could Have Lied", "Suck My Kiss" czy "Sir Psycho Sexy" to prawdziwe funkowe, energetyczne bomby, zmuszające do bujania głową bardziej niż niejeden numer rapowy. Uwielbiam przy tym jarać, pić, bawić się i wyczyniać inne bezeceństwa. Zaręczam, że jeśli tylko otworzycie swoje umysły i posłuchacie chociaż raz tej płyty, zrozumiecie o co mi chodzi. Życze powodzenia.



Informacje o artykule
Data dodania:2004-01-16
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / recenzja
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Puffcio Paweł Kozanecki  rap graffiti breakdancePuffcio

Ostatnie artykuły tego autora:
Hity nie potrzebne - wywiad z Afrontem
Pięciu podejrzanych o związki z rapem, czyli kilka zdań o Usual Suspects
10 przereklamowanych
Letnia dycha - 10 najlepszych LP na letnie wypady w teren
Skit Top Ten - czyli najlepsze gadki pomiędzy numerami

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
anonim
Autor: Masa   Link do posta
10:15:06, 11-07-04
Wszystkie umieszczone płyty do palenia są rewelacyjne mam część z nich i jestem z nich bardzo zadowolony:))))))))).........

BAQ44
Autor: BAQ44   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
11:42:42, 05-08-04
Tylko gdzie jest kurwa Tajemnicza księga prolog? Przecież jak pale to ta płyta dzieli mi mózg na kawałki robi ze mną co chce włada mną. Nikt na świecie nie ma tak klimatycznych nut jak K44 no może jeszcze Cypress. Ale to jest moje zdanie i Puffcio broń oże ni podpinaj mnie pod tych netowych twardzieli, lubię czytać twoje teksty-sa git!

simplus_THC
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:45:49, 19-01-05
gdzie jest prolog ??? ten koles co to pisal chyba nigdy nie sluchal prologu nabanaknym :/ ta plyta mnie rozpierdala na fazie

sliwazip
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
16:26:29, 09-01-06
A gdzie jest FIRMA \" Nielegalne Rytmy \" ???

anonim
Autor: halooooooooooooooooo   Link do posta
04:32:56, 08-06-06
heh,dobre ,ale oprucz tych to jeszcze prolog,gentleman pierwszy,firemka,jazzurekcja......

anonim
Autor: DefucktO   Link do posta
23:27:14, 08-08-07
jak juz odbiles ostatnia plytka od Rapu to ja bym dodal krazek Ska-P "el vals del obrero". poza tym 100% za Prologiem!!!!

tomekpp
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
18:24:15, 27-03-08
dobra kompilacja,dla mnie najbardziej z tego robi Cypress Hill,kawałek illusions w wersji albumowej po prostu aaaa.... Jeszcze prolog jak wszyscy piszą. Dobrze napisany artykuł

anonim
Autor: bakman   Link do posta
17:32:52, 24-05-08
gural powinien byc!

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 5 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-35-173-47-43.compute-1.amazonaws.com (35.173.47.43). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies