Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Letnia dycha - 10 najlepszych LP na letnie wypady w teren

Letnia dycha - 10 najlepszych LP na letnie wypady w teren

Autor: Puffcio

Kiedy czytacie ten artykuł za oknem z pewnością jest już zielono, a także, mam nadzieję, słonecznie, ciepło i ogólnie pozytywnie. Zaczyna się sezon grillowania, łapania brązowego odcieniu skóry, roznegliżowanych koleżanek na trotuarach i skwerkach, letniego kopcenia gibonków w plenerze i innych przepięknych i arcyprzyjemnych czynności. Ani się obejrzymy, a już trudy (chociaż dla niektórych to żadne trudy, bo dobrze kombinują) roku szkolnego pójdą w zapomnienie i będziemy planować wakacyjne wojaże. Nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać, że to najwspanialszy okres w całym roku, pod każdym względem. Wraz z nastawieniem, sposobami imprezowania i ciuchami zmienia się także muzyczka, jaka towarzyszy nam w trakcie wykonywania codziennych (najczęściej czysto przyjemnych) czynności. Nie ma co dopuszczać do siebie dołujących czy nazbyt refleksyjnych klimatów, bo przecież lato, wakacje i słoneczne, wolne dni to nie czas na jakiekolwiek zmartwienia czy rozkminy. Wielu odrzuci też płyty, które podszyte są agresją i reprezentują styl twardy i uliczny (osobiście tego nie robię, bo w każde wakacje 2 tygodnie przebywam na obozie treningowym, na którym pozytywna agresja podsycana odpowiednią muzyką jest jak najbardziej pożądana). Z wymienionych wyżej względów i powodów postanowiłem, dziś zaprezentować Wam moją osobistą dyszkę płyt, które królują w moim systemie w okresie letnim. Nie będzie to jakieś ścisłe wyróżnienie, typu letnie dycha do samochodu, na grilla, czy coś w tym stylu, ale ogólne spojrzenie na produkcje, które najlepiej brzmią gdy temperatura przekracza 20 stopni Celsjusza i świeci słoneczko.

1. Dr Dre "The Chronic"
Klasyka na początek. Ten krążek pojawił się chyba w większości dotychczasowych artykułów z serii "10 płyt do...", ale nie wińcie za to mnie. To nie jest efekt braku pomysłów, a po prostu geniuszu Andrzeja Młodego. Po prostu chłopak skleił płytę, która stanowi chlubny wyjątek od niechlubnej zasady brzmiącej "jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego". Muszę się przyznać otwarcie, że pierwszego dnia, kiedy tegorocznej astronomicznej wiosny naprawdę zrobiło się ciepełko i zaświeciło słońce poczułem nieodpartą potrzebę posłuchania "The Chronic". Jako, że w naszym kraju wszystko, a szczególnie pogoda, lubi robić psikusy, nie zdarzyłem jeszcze zastosować kuracji "Trawką" we wszytskich adekwatnych ku temu sytuacjach (najbardziej frustruje fakt, że jeszcze nie otworzyłem sezonu grillowego). Ale w końcu wiosna dopiero co się zaczęła, więc jestem dobrej myśli.

2. Fu "Wrodzony instynkt"
Tak się składa, że wraz z początkiem wiosny pojawił się w sklepach trzeci już solowy krążek Fu. O ile pierwsze dwa wydawnictwa firmowane jego imieniem reprezentowały klimaty bardziej ciężkie i ciemne, niż sielankowe, tak najnowszy album skłania się ku rytmom (a także tematom, choć nie brak tu komentarzy na temat trudnej rzeczywistości) żywym, imprezowym, a nawet, trzeba powiedzieć otwarcie, eksperymentalnym. Osobiście uważam "Wrodzony instynkt" za dowód na to, że Fu jest jednym z nielicznych polskich raperów, którzy z produkcji na produkcję poszerzają horyzonty. Najnowsza płyta Fu ma fajny klimat, pozwalający słuchaczowi przez cały czas trwania nagrania utrzymywać szeroki, błogi uśmiech na twarzy. Fakt, jest kilka utworów, które wyraźnie się z tej konwencji wybijają (np. "Piekielna Planeta"), ale to świadczy tylko i wyłącznie o kunszcie i otwartej bańce Fusznika. Pomimo bowiem kilku wyraźnych "zwrotów nastroju" krążka słucha się z zapartym tchem od deski do deski. Bardzo lubię słuchać "Wrodzonego instynktu" podczas śmigania furą, najlepiej szybką (co prawda Jaguara jeszcze nie posiadam, ale pracuję nad tym;), ale to nie jedyne zastosowanie. Bardzo energetycznie nastraja "Twój Problem", za którego bit należą się wielkie brawa dla Pelsona. Muszę się przyznać, że raz po raz pokuszam się o proroctwo, że przy odrobinie szczęścia utwory typu "Stworzeni dla siebie" ,"Pozory Mylą" , czy singlowy "Nie Mów Mi" staną się szlagierami letnich imprez we wszelakiej maści klubach i nie tylko. Jak dla mnie świadczy to tylko i wyłącznie o mistrzostwie opisywanej produkcji.

3. Warren G - "Regulate...G-Funk Era"
Niestety jedna jaskółka wiosny nie czyni i Fusznik zdaje się być w naszym kraju raczej odosobnionym (poza paroma oczywistymi wyjątkami) przypadkiem koleżkowca, który chętnie i umiejętnie klei gorące kawałki nie tylko na ulicę, ale i do klubu. Dlatego też w poszukiwaniu letnich płyt należy się raczej zwrócić ku Chameryce. Tam wielu panów ma smykałkę do majstrowania skocznych, pozytywnych i słonecznych, a przy tym pierwszorzędnych jeśli chodzi o poziom kawałków. Jednym z niekwestionowanych mistrzów tej dyscypliny jest Warren G. Jego debiutancki krążek to biblia g-funku, jedna z pozycji absolutnie obowiązkowych dla miłośników tego gatunku. Nie musze chyba przypominać nikomu kumatemu, co oznacza dobry g-funk jako akompaniament do jakiejkolwiek czynności wykonywanej z uśmiechem na ustach w letnie, ciepłe dni. Każdy numer z tego albumu to symfonia słonecznych, nasyconych dymem i luzackim charakterem ulicznego przekręciarza-kobieciarza dźwięków, nadających się idealnie na grill, letnią sesję na boisku do koszykówki, palenie jointów w pięknych, zielonych plenerach, czy obcinkę najlepszych damskich ciał na terenie miejskiego basenu.

4. CMW "Music To Driveby"
Następna pozycja, która pojawiła się już w niejednym rankingu mojego autorstwa. Na tym albumie frontman Compton's Most Wanted - MC Eiht deklaruje parę innych zajawek poza zabijaniem i zarabianiem kwitu. Na "Music To Driveby" znajdziecie dobrych parę numerów, których zapuszczenia podczas krążenia po osiedlowych uliczkach skąpanych w słońcu pozazdrości niejeden miłośnik czarnej muzyki. W większości przypadków będzie naprawdę czilałtowo i luźno, bez zbędnego spinania się, bo i po co się spinać, gdy nie ma nic poważnego na głowie, a słońce grzeje jak trza. Uprzedzam jednak lojalnie - wciśnięcie "skip" będzie konieczne w kilku miejscach, więc nie popadnijcie w nazbyt głęboki błogostan. Mój ulubiony moment na "Music To Driveby" to numery od 13 do 15 ("Niggaz Strugglin", "I Gots Ta Get Over" i "U's A Bitch"). Idealne przede wszystkim do autka w wiosenno-letnią aurę, ale i przy grillu zda egzamin.

5. Pete Rock "Soul Survivor"
Muszę na samym początku przyznać się, że kiedyś miałem do tego albumu wielką awersję, i to zanim po raz pierwszy przesłuchałem go w całości. Dlaczego? Bo kurewsko działał mi na nerwy singiel "Tru Master" i cała zajawka, która się na jego tle wytworzyła. Aż tu któregoś dnia człowiek poszedł po rozum do głowy i zapoznał się z całą zawartością. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, skończyło się na fascynacji i retorycznym pytanie "czemu tak późno?". Fajni goście, fajne rymy, fajne bity, tak można w skrócie określić "Soul Survivor". A że nie ma tu zbędnego mroku, dołowania i dominuje klimacik raczej windujący człowieka, to z całą pewnością można ten krążek polecić do wszelkich akcji, które ludzie podejmują dla przyjemności. Szczególnie wtedy, gdy aura rozpieszcza.

6. Red Hot Chili Peppers "Blood Sugar Sex Magik"
Znów pojawia się w rankingu krążek, który według przeciętnego zjadacza chleba ma z rapem tyle wspólnego, co Papież Jan Paweł II z Jaserem Arafatem. Ale to tylko pozory. Bo o ile w wyżej podanym przykładzie człowiek oczytany bez problemu dostrzeże, że wspólną cechę owych osobników stanowi fakt, że obaj są laureatami Pokojowej Nagrody Nobla, tak w przypadku rapu i Red Hotów gość kumający dobrą muzykę w lot zajarzy, że niejedna rapowa kapela chciałaby zawrzeć w swoim brzmieniu choć jedną dziesiątą tego funku, który wytwarzają Red Hociarze. No ale o rzeczy. Wymieniam dziś ten krążek z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że bardzo często gości on w moim systemie samochodowym, domowym i nie tylko podczas sezonu wiosenno-letniego. Niezastąpione są rajdy ulicami przy "Suck My Kiss", lub "The Righteous The Wicked", plenerowe piwka przy "If You Have To Ask", czy chwila letniej zadumy przy akompaniamencie "I Could Have Lied". W końcu chłopaki są z Kalifornii, więc doskonale wiedzą, co to znaczy dobra muzyka pod słonecznym i bezchmurnym niebem. Po wtóre zaś, pragnę otworzyć bańki polskich fanów czarnych rytmów i sprawić, by nie zamykali się na rzeczy pozornie niezwiązane z ich ulubionym gatunkiem. Pamiętajcie, na polskim rapie, Eminemie i Snoop Doggu świat się nie kończy.

7. Method Man & Redman "Blackout"
Podczas wiosennych i letnich dni każdy robi wszystko, żeby mieć dobry humor, unika zbędnych kłopotów i męczących zajęć. Jednym słowem - szkoda wtedy czasu na zbędną zamułkę czy depresję. Te same prawidła tyczą się muzyki, jaką najczęściej w takim okresie się zapuszcza. Powinno być wesoło, żywo, a niekiedy nawet przebojowo (oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu). Każdy wie, że takie numery znaleźć można na wspólnym dziele "brothers-in-blunt", czyli Reggiego i Mietka. To rap najwyższych lotów, choć pozbawiony raczej przekazu. Ale kto, będąc radośnie upalony i doprawiony zimnymi piwkami dba o przekaz? Wtedy najważniejsze jest to, by grająca muzyka była mocna, żywiołowa i nawet najbardziej nieśmiałego klienta skłoniła do gwizdnięcia czy pochwalenia paroma słowami przechodzącej właśnie obok osiedlowej miss. Takie właśnie numery znajdziecie na "Blackout". Szkoda tylko, że kolejne lato z rzędu musimy zadowalać się tym jedynym jak do tej pory wspólnym wydawnictwem Redmana i Metha. No ale przecież takie płyty raczej się nie starzeją.

8. Deliquent Habbits "Merry Go Round"
Latynoskie brzmienia są od paru lat jak najbardziej w modzie. Nie trzeba raczej nikogo przekonywać, że takie klimaty sprawdzają się idealnie w trakcie letniego sezonu. Aż dziw więc bierze, że nie do końca przerzuciła się ta tendencja na grunt szerokopojętej czarnej muzyki. Wiadomo, są zbakańce z Cypress Hill, ale oni robią swoje klimaty już od jakichś 13 lat, więc ich moda nie dotyczy. Poza tym nie ma chyba nikogo, kto nie zna dokonań B-Reala, Muggsa i Sen Doga. I nie mam na myśli tylko hip-hopowców. Jednakże nawet wśród osób podających się za zwolenników czarnych brzmień uchowała się spora grupa delikwentów, którzy trwają w słodkiej nieświadomości faktu, iż członek Cypress Hill Sen Dog założył ładnych kilka lat temu własny projekt. Mowa rzecz jasna o Deliquent Habbits. Ich druga płyta długogrająca zawiera praktycznie same pewniaki na letnie, bardziej co prawda uliczne niż klubowe, ale na pewno hity z mnóstwem mistrzowskiego, meksykańskiego zabarwienia. Ignorantom i nowicjuszom z całego serca polecam to i inne wydawnictwa trzech meksykańskich Delikwentów.

9. Notorious B.I.G. "Life After Death"
Co prawda tytuł tego albumu nie do końca nastraja optymistycznie, ale każdy, kto choć przelotnie miał do czynienia z drugim krążkiem Biggiego Smallsa zdaje sobie doskonale sprawę, że jego zawartość w mniej więcej siedemdziesięciu procentach stanowią dość lekkie i przyjemne, ale w żadnym razie nie kiczowate czy stojące na marnym poziomie technicznym kawałki. Co bardziej wytrwali czytelnicy mojej kolumny pamiętają chyba, że zaliczyłem "Life After Death" do krążków imprezowych, co już chyba samo za siebie mówi jeżeli chodzi o przydatność albumu do radosnych zajawek osadzonych w niczym nie zmąconym letnim klimacie. Pomyślcie tylko, jak zareagują dziewczyny na ulicy, kiedy z waszego auto-systemu, czy ghetto blastera usłyszą hicior "Hypnotize", przy którym jeszcze parę lat temu zawzięcie kręciły swoimi małoletnimi tyłeczkami na domówce u jednego z osiedlowych napinaczy. Jak do tego dojdzie jeszcze sprytna gadka i ładny uśmiech właściciela grajka, reminescencje z małolackiej imprezy w wersji dla dorosłych macie niemalże jak u O.S.T.R.a. Przepraszam najmocniej, znaczy się jak w banku!

10. Da Dogg Pound "Dogg Food"
Troszkę zapomniana ostatnio kapela tworzona przez dwóch starych już wyjadaczy Zachodniego Wybrzeża USA. Daz, znany także jako Dat Nigga Daz i Kurupt. Obaj dysponują nienagannymi głosami i talentem rymotwórczym. Daz w dodatku jest jednym z lepszych producentów na Zachodzie. Choć ich debiutancką płytkę otwiera kawałek "Dogg Pond Gangstaz", który niegdyś określałem jako "ciemną stronę g-funku", to im dalej, tym bardziej pogodnie, lajtowo i pozytywnie. A do tego oczywiście funkowo i mistrzowsko zarówno pod względem lirycznym, jak i producenckim. Apogeum zachwytu osobiście osiągam słuchając "Let's Play House" z obdarzoną oryginalnym głosem Michelle, a także naprawdę mocno nakręcającego "Smooth". Także polecam kupić któregoś pięknego dnia dobre zioło, parę krat piwa i kupę mięsiwa na grill, zaprosić wspólasów i frywolne koleżanki, zapuścić "Dogg Food" i hulaj dusza.



Informacje o artykule
Data dodania:2004-08-17
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / recenzja
Średnia ocena:8.00 (1)
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Puffcio Paweł Kozanecki  rap graffiti breakdancePuffcio

Ostatnie artykuły tego autora:
Hity nie potrzebne - wywiad z Afrontem
Pięciu podejrzanych o związki z rapem, czyli kilka zdań o Usual Suspects
10 przereklamowanych
Skit Top Ten - czyli najlepsze gadki pomiędzy numerami
Przetrwać w oktagonie

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
garrett
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
13:36:32, 17-08-04
Jan Paweł II nie jest laureatem Nagrody Nobla. Poprawcie to

Many_Faces
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:50:15, 17-08-04
Oto moja lista: 1. Lost Boys "Legal drug money" 2. Ugly Duckling "Fresh mode" 3. Jurassic 5 "J5 LP" 4. People Under The Stairs "O.S.T." 5. Digable Planets "Reachin' (a new refutation of time and space)" 6. ATCQ "People's instinctive travel and the paths of rhytm" 7. Heltah Skeltah "Nocturnal" 8. The Roots "Do you want more?" Z tej listy co wyzej mogę zostawić jedynie: 9. Dre "Chronic" 10. Method Man & Redman "Blackout" 10.

anonim
Autor: $$$G-PANZer$$$   Link do posta
22:43:06, 17-08-04
a oto moja lista bone thugs and harmony Cent The roots ;p westsideconection XZibit hmm moze missy eliot albo ludacris MAster P MAck 10 BOw Wow bootsy coolins Wsumie nie pisze ich konretnych płyt ale składanki ich bardziej by mi odpowiadały :P:P

anonim
Autor: G-PAnzer   Link do posta
22:48:13, 17-08-04
i to jest nie pokoleji :P:P

chrzanek.zrdwp
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
10:32:17, 19-08-04
A mnie wali to co proponujecie ja słucham tego co mi się podoba.

$lil_KsAw$
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:53:30, 19-08-04
co w tej liscie robi kurwa fu ?! hehehe bez jaj

anonim
Autor: RedEyeZ   Link do posta
01:46:52, 20-08-04
ludzie prawdziwa lista to jest: 2pac no1 Bonethugs n harmoney Lost boys Eminem Killaz Group Young Bloodz Lil Jhon Tewu Dr dre B.I.G

serekk
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
09:10:21, 20-08-04
KURWA DZIWNE ZE NIE MA BORIXONA HaKa ALBO PRZYNAJMNIEJ MAM PIEC GRAM

anonim
Autor: Slow jam   Link do posta
11:02:56, 20-08-04
Nie ma bata.... Dogg pound powinien sie znalzec na PIERWSZYM miejscu bo jest to plyta mistrz...!To nie jest jakas moja osobista jazada, ta plyta jest na prawde bomba! Zeszłe lato to dla mnie tylko DGPD i cala zime az mnie rozkurwialo jak tej plyty sluchalem. Juz nie mowie jakim kozakiem jest w ciepla noc na domowke... o 4 nad ranem pozdro all!

dzacek
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
11:04:25, 20-08-04
jak dla mnie 600V 600c wymiata ze wszystkim:)

Don_Kamrato
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
11:52:01, 20-08-04
no Fu to juz lekka przesada,w zyciu bym tego nie zapuscil zeby sie wyluzowac,co najwyzej podkurwic

mac03
Autor: mac03   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:55:09, 21-08-04
no nie no... Fu to jakieś przegięcie - wywalić go stamtąd!!! W liście brakuje "Dr. Dre - Chronic 2001", "Westside Connection - Terrorist threats", "Xzibit - Restless albo Man vs. Machine" nio i może jeszcze jakiejś płytki wiary z G-Unitu: 50 Cent, Lloyd Banks (Hunger for more jest świetne), Young Buck (heh... płytka "Straight outta Ca$hville" wymiata) i Tony Ya-Yo...

WALter
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:28:24, 22-08-04
moja lista to: NWA - Straight Outta Compton Eazy-E - It'z On Dre 187um Killa Eazy-E - Str8 Off The Streetz Of Muthaphukkin' Compton Dr. Dre - The Chronic Snoop Doggy Dogg - The Doggystyle Big-L - Lifestyle Ov Da Poor & Dangerous Method Man - Tical Redman - Malpractice Method Man & Redman - Blackout Cella Dwellas - Realms 'n' Reality no i to by bylo na tyle :D

anonim
Autor: Pejper Czejser   Link do posta
20:45:35, 22-08-04
Slow Jam, przecież od początku cyklu "10 płyt do..." podkreślałem że kolejność wymienienia kolejnych albumów jest przypadkowa!!! Garrett - masz rację, pochylam głowę i przyznaję się do błędu. ps. a tym którzy słychają latem Big L`a, Hrltah Skeltah i Ticala życzę bardziej pogodnego nastroju;)

anonim
Autor: Pejper Czejser   Link do posta
20:47:25, 22-08-04
Many Faces: czemu tylko te dwie płyty, reszty nie słyszałeś?;)

anonim
Autor: hicior wycior gicior   Link do posta
18:26:39, 23-08-04
a to moja lista fasolki pan kleks i przyjaciele szaza tarkan jeden osiem l 3 wymiar ( co za pedaly ehehe) no i kurwa ten jak mu tam o scyzoryk

anonim
Autor: chinoL   Link do posta
23:01:26, 23-08-04
a oto moja lista: mezokracja,bógmacher,wideoteka,cztery pory rapu taa..to najlepsze albumy;))

anonim
Autor: start   Link do posta
00:35:35, 24-08-04
ja bym zrobił z tego gorącą 20 fatboy slim-You've a long way,baby a tribe called quest-revised questfor the seasoned traveller athletic mic league-sweats & kicks dj premier-mixtape vol 47 erykah badu-baduizm fugees-refugeecamp jurassic5-quality control looptroop-struggle continues (na suche poranki) slick rick-street talkin(singielek) tha last meal-dziadka snoopa a musical massacre-beatnuts-ów tego zbrakło bezkitu i tu nie ma sie co sprzeczać

dzacek
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
09:27:38, 24-08-04
no i jeszcze tede notes:) tak cieplo ze mnie rozwala

anonim
Autor: jigga   Link do posta
11:14:24, 24-08-04
Oka, oka Goraca 10-siatka: DPG - Dogg Food Snoop - Doggystyle, Paid tha cost.... Dre - Chronic oczywiscie :) Dilated - Expansion team Ludacris - Back for the first time Cam`ron - Come here with me Missy - Under Construction Xzbit - man vs machine Oczywiscie nie mozna zapomniec o Jay`u - Vol2 albo 3 - jak kto woli

anonim
Autor: jigga   Link do posta
11:18:53, 24-08-04
z calym szcunkiem ale fusznik raczej tu nie pasuje!!!

anonim
Autor: wrs one !?   Link do posta
16:39:10, 24-08-04
fu jest fuj i tyle!! ja bym dodau jeszcze das efx "generation efx" lub akrobatik "the lost adats" :) nara!! peace!!

anonim
Autor: CIAWA   Link do posta
11:58:53, 20-12-04
Moja lista PIH - Krew, pot iłzy PIH - Boisz się alarmów BRX - Mam 5 gram BRX - Kielce się palą 600V - Wkurwione bity TeDe - S.P.O.R.T. TeDe- Notes Dj Buhh - Hałas 2

anonim
Autor: Wojtyła   Link do posta
18:39:43, 24-03-05
\"Nie mów mi\" rapera Fuj to polski gravel pit. ...nie mów mi że polski gravel pit...

anonim
Autor: Wojtyła   Link do posta
18:41:32, 24-03-05
Fuj pozując na okładce płyty wrodzony instynkt obraża moje uczucia religijne drwiąc sobie z postaci Papieża.

eMATeI
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
23:42:33, 18-06-05
G-D-Z-I-E J-E-S-T D-O-G-G-Y-S-T-Y-L-E ??? Jak dla mnie to najlepsza płytka na lato. Szczególnie numery typu : Gin & juice, Ain\'t no fun, itp.

anonim
Autor: Wojtyła   Link do posta
15:06:05, 28-10-05
Wrodzony instynkt? A jaki inny? Kieruję się instynktem którego nauczyła mnie mama. Ha ha !!! Fuj, tyś jest inteligentny. Polski grawel pit górą. Fobian Ewaryst Dobdziak  - Wojtyła

POPCZASTY NA BANIE
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
11:16:10, 11-08-07
zamiast "wrodzonego instynktu" i "music to driveby" dałbym "fach" flexxipu i solowego eisa, choć elemer też zajebisty

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 2 + 3 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-18-207-252-123.compute-1.amazonaws.com (18.207.252.123). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies