Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje
button_zwin_rozwin

hip-hop.pl »

Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 16 seria:2

Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 16 seria:2

Autor: flaco666

Dowiedz się więcej o: Busta Rhymes, Pharrell Williams, Lady Sovereign.

W szesnastym odcinku "Przeglądu Zagranicznych Videoclipów" przedstawię cztery obrazy o zupełnie innej tematyce. Pierwszy traktuje o życiu w gettcie, drugi jest bardziej romantyczny, trzeci gangsterski, z kolei czwarty to ponad trzyminutowa prezentacja angielskiego humoru.

Na początek Busta Rhymes w "In The Ghetto", dalej Pharrell Williams w "Number One", później mocny Trick Daddy i "Fuck ya ice", a na koniec młodziutka Lady Sovereign i "Love me or hate me".

Video 1: Busta Rhymes "In the ghetto"

Był głównym wokalistą soul'owej grupy The Mynah Birds oraz blues'owego zespołu The Main Line. Jako świetny producent podjął się współpracy m.in. z Eddie'm. Murphy'm. Miał problemy na narkotykami. Przeszedł poważny udar mózgu, cukrzycę i zaburzenia pracy serca. 6 sierpnia 2004 roku został znaleziony w swoim domu, w Los Angeles. Ostatnią jego płytą była "Anthology". Dwa lata po jego śmierci, raper Busta Rhymes nagrał utwór upamiętniający wspaniałego człowieka, jakim był Rick James. "In The Ghetto" pochodzi z krążka "The Big Bang", wydanym nakładem Aftermath / Interscope.

Clip do piosenki wyprodukowała firma HSI Productions. Pierwszy raz został puszczony 14 sierpnia 2006 roku. Jego reżyserem jest Chris Robinson, znany już stałym czytelnikom "Przeglądu Zagranicznych Videoclipów" m.in. z "Come to me" Diddy'ego i Scherzinger, "Torn" LeToyi i "One Thing" Amerie. W "In The Ghetto" wykorzystano sample z utworu "Ghetto Life" Rick'a James'a.Scenariusz "In The Ghetto" jest bardzo prosty i przerabiany wcześniej przez innych muzyków setki razy. Jak sam tytuł utworu wskazuje, clip do niego przedstawia ubogie dzielnice - getta Nowego Jorku. Bo właśnie w tym mieście kręcono obraz, między 17 a 19 lipca 2006 roku. Zaczyna się od dużego napisu "Ghetto" zbliżającego się w stronę odbiorcy. Zastosowano w nim efekt znany i często wykorzystywany. Wypełnienie liter wyrazu stanowią zdjęcia czy też filmiki. Dzięki temu nie wieje monotonią, a widz ma zajęcie dla swoich oczu. Dalej na ekranie pojawia się obraz lekko otoczony po bokach mgłą, która znika, gdy wreszcie ujęcie zajmuje cały ekran. A na nim Busta Rhymes w czarnej, eleganckiej furze na boisku. Już po jego tle da się zauważyć, że nie jest to najbogatsza dzielnica. Obraz staje się jasny. Ujęcia obejmują samochód z różnych stron. W końcu następuje nowa scena, która wg mnie jest najlepsza w całym obrazie. Raper ubrany jest w podkoszulek z podobizną Rick'a James'a, na oczach ma okulary przeciwsłoneczne, a w tle znajduje się coś niebywałego i godnego podziwu - głowa soul'owo-blues'owego wokalisty namalowana na murze. Jednak jest mały mankament. Tło nie jest stałe, zostało zrobione na specjalne zamówienie, o czym świadczy przerwa i prześwit między podłożem a "murem".

Wynika z tego, że ściana może być zrobiona z materiału i przeciągnięta za raperem. Nie ujmuje to scenie, aczkolwiek trochę głupio wygląda. Przez większą część clip'u właśnie w tej sytuacji jest Rhymes. Jest ona przeplatana ze scenami, w których twórca przeboju "Gimme Some More" idzie lub jedzie ulicą, spotykając różnych ludzi z getta. Są biedne dzieci, młodzież bez perspektyw, starsi zniszczeni przez życie dziadki, gangsterzy, policja znęcająca się nad bandytami. Raper chce pokazać istnienie każdego człowieka z innego punktu widzenia. Jedyne, co ich wszystkich łączy, to getto. W "In The Ghetto" Robinson zaprezentował także charakterystyczne miejsca i budynki dla tego typu dzielnicy. Jest tzw. "Barbershop", podwórka między budynkami, znamienne mosty metra, kościół i przeróżne sklepy np. "Deli Groce / Tobacco" czy "Discount Guns", w którym można kupić takie bronie, jak: handguns, shotguns, pepper spray i mace. Nie mogło zabraknąć panienek lekkich obyczajów, stojących przy publicznej budce telefonicznej. Bardzo podoba mi się zakończenie. Po wszystkich wymienionych postaciach, na ekranie pojawia się ponownie Busta wskazujący palcem na graffiti z Rick'iem James'em. Podczas tego momentu, w tle możemy usłyszeć głos mistrza zespołu The Main Line. Ostatnie ujęcia obejmują koło jadącego samochodu, oczywiście tu jest zamierzone, aby widz zwrócił uwagę na felgi. Busta w ostatnich sekundach siedzi w aucie, przemierzając ulice getta.

"In the Ghetto" za sposób realizacji ma same plusy. Po pierwsze ciekawie zastosowano kolorystyczny kontrast. W scenach z Bustą, na tle graffiti i w czasie jego nawijki obraz jest barwny, natomiast w pozostałych czarno-biały. To świadczy o tym, że realizatorzy chcieli podkreślić problem getta, gdzie bieda i gangsterka są na porządku dziennym. W clip'ie gościnnie wystąpili m.in. Snoop Dogg, Westurn Union, Warren G i Rah Digga. Ujęć w teledysku jest wiele, i to różnego rodzaju. Groźnie Busta wygląda, gdy kamera skierowana jest wprost na niego, uchwycając go od klatki piersiowej w górę. Idąc ulicą, mając w tle samochody, robi nieprzyjemną minę. Widocznie nie jest zadowolony z tego, co widzi. W tej samej sytuacji, jego postać zostaje skadrowana z profilu, a także lekko od dołu. Super wygląda moment, kiedy kamera niemalże leży na chodniku i obrazuje tył idącego rapera. Bardzo wyraźnie pokazuje nierówności na płytach. Oko kamery nie pozostaje w clip'ie bez ruchu np. podczas, gdy Busta idzie między domami, obiektyw próbuje go sfilmować przejeżdżając od tyłu obok niego, z dołu. Rhymes widoczny jest na tle nieba. W teledysku zastosowano podział na plany - pierwszy i drugi. Takie rozwiązanie występuje w scenie z restauracją, gdzie podają kurczaki, steki i lody. Przed nią, na schodach, stoi młody czarnuch, pozostający na drugim planie. Tuż przy kamerze sterczy starszy mężczyzna. Fajnie wygląda ujęcie na chłopaka, na moście. Obiektyw jest pod budowlą, skierowany ku górze i powoli przesuwający się za siebie. W "In the Ghetto" wykorzystano spowolnienie obrazu, które pojawia się chociażby w marszu Busta Rhymes'a po ulicach NY. Realizatorzy nie prezentują tylko i wyłącznie rapera oraz ludzi z getta. Duży nacisk kładą na rzeczy, wydawałoby się drugorzędne, aczkolwiek dużo mówiące o przedstawionym miejscu. Wielość zbliżeń podkreśla profesjonalizm. Na ekranie odbiorca ujrzy buty wiszące na sznurku, pieniądze, kości do gry, kajdanki, biżuterię na rękach, spadające kępki włosów u fryzjera, winyl Rick'a James'a i wypasionego rottweilera.Podsumowując "In The Ghetto", to clip jakich mało. Pokazanie bogactwa jest tutaj zminimalizowane. Skupiono się głównie na temacie utworu. Getto zostaje przedstawione w sposób szczególny. Busta opowiada historię z pewną specyficzną manierą. Z przyjemnością ogląda się obraz wyreżyserowany przez mistrza krótkometrażowych produkcji - Chris'a Robinson'a. To arcydzieło amerykańskiego stylu realizacji. Nie można zapomnieć, że całość stworzono ku pamięci Rick'a James'a. Ocena końcowa to 6.

Video 2: Pharrell Williams "Number One"

"In my mind" to debiutancki album rapera, producenta i piosenkarza - Pharrell'a Williams'a. Z krążka pochodzi trzeci singiel pt. "Number One". Gościnnie wystąpił w nim Kanye West. Utwór wyszedł nakładem Star Trak / Interscope. Clip do niego był kręcony w Miami na Florydzie. Swoją premierę miał 31 maja 2006 roku. Reżyserem został Hype Williams, znany z produkcji: "Heaven" John'a Legend'a, "My Hood" Young Jeezy'ego i "What you Want" duetu DMX / Sisqo. Teledysk wyświetlany jest w formacie 16:9.
Clip został zrealizowany w dwóch wersjach. Pierwsza to czarno-biała produkcja, druga jest bardziej barwna i kolorystyczna. To właśnie tą drugą się zajmę teraz.

Pomysł na teledysk nie jest najlepszy. Pharrell obraca się w towarzystwie kilku panienek. Każdej z nich mówi, że jest numerem jeden dla niego. Laski czują się wywyższone przez chłopaka, zarzucane są komplementami. Raper jest nieco rozdarty, bo nie wie, którą wybrać. Z tego powodu umawia się ze wszystkimi. Kanye natomiast pełni rolę przyzwoitka. Ma jedną zwrotkę, a także udziela się w refrenie. Występuje także obok jednej z piękności. Pomysł naziemny, inaczej jest z realizacją. Wiele w "Number One" zastosowano elementów fantastycznych. Wszystko przedstawię opisując kolejne sceny.Teledysk zaczyna się od ponętnego wzroku pięknej dziewczyny i zbliżenia na jej twarz. Po chwili następuje zmiana scen poprzez nałożenie na siebie dwóch obrazów - jednego zanikającego, drugiego nabierającego ostrości. Kanye West uchwycony zostaje z profilu, przy ścianie. Światło skierowane jest na niego z prawego boku, wynika to stąd, że od jego postaci pada wyraźny cień. Zwróćcie uwagę na tło, nie tylko w tej sytuacji, ale w większości innych momentów. Za plecami raperów widnieje gwieździste niebo czy też cały kosmos. Może to świadczyć o jednym. Pharrell będąc między maniurami, ma z pewnością, głowę w chmurach. Po nieco amatorskim początku, na ekranie pojawiają się napisy wykonawców tego utworu, tak na wszelki wypadek. Powoli zbliżają się w stronę widza. Są to przeźroczyste litery na niebieskim tle, które przypomina bulgoczącą ciecz - być może wodę. Pharrell w swoim pierwszym ujęciu, podobnie do swojego poprzednika, ukazany jest z profilu. A później widzimy chłopaków już obok siebie. Za nimi jest ciemność, w której da się dostrzec samochód i damską torebkę.

Dalszy opis podzielę na dwie części. W pierwszej zaprezentuje momenty chłopaków bez dziewczyn, a w drugiej z. Trochę niemęsko wygląda scena z Pharrell'em na tle tylko zielonej róży. Pączek kwiatu pulsuje w rytm muzyki. Chłopak chciał pokazać swoją wrażliwość, ale wyszło mu to kiepsko. Bardziej wywołuje niemoralne skojarzenia. Zarówno Kanye, jak i Williams podchodzą do filmowania z pewną nieśmiałością. Nie ma dłuższych momentów patrzenia się prosto w obiektyw. Często, gdy realizatorzy stosują zbliżenia na twarze zawodników, nie mieszczą się w kadrze. Efekt zamierzony, aczkolwiek w tym przypadku marnie wyglądający. Scena, która zupełnie mnie zwaliła z nóg, to moment podziału ekranu - na tło i główny obraz, otoczony ramką. To w nim znajdują się panowie. Jest tu trochę chmur, gwiazd, ale najgorzej wypadają blaski, umieszczone gdzieś w rogu ekranu. Rozwiązanie kojarzy mi się z fotkami brzydkich lasek w necie, które chcąc upiększyć swoje zdjęcia, dodaje różne tego typu bajery z programów graficznych. Wielki minus za to dla "Number One".

Kolejna mizerna scena rozgrywa się przed białym budynkiem. Pharrell śpiewa ubrany cały na biało. Przypomina ludzi z chórów gospel w amerykańskich kościołach. Kiedy Williams stoi obok basenu, kamera skierowana jest na niego od góry. Na chłopaka pada wyraziste, jasne światło. W domyśle miało ono wyglądać niczym blask słońca, a wyszło jak normalny reflektor, dzięki, któremu za raperem pokazuje się jego cień. Sztuczność na wysokim poziomie. I już ostatnia sytuacja rozgrywa się na dachu wieżowca. Jest noc, a panowie nie dają za wygraną, wciąż marudząc do odbiorcy. Ubrani podobnie, przyciągają wzrok na krótką chwilę. Plusem są przemieszczające się chmury nad nimi. Zwiastuje to zmianę i upływ czasu. Niestety oczekiwanej modyfikacji clip'u widz się nie doczeka.W "Number One" na pierwszy plan wychodzą raperzy oczywiście. Jednak dla ładnych dziewczyn również znalazło się miejsce. Ich zaangażowanie do tego przedsięwzięcia i pokazanie pięknych ciał, ma swoje plusy i minusy. Pozytywnie odbieram oddzielenie maniurek od panów. Nie są one przez cały videoclip razem z Pharrell'em i Kanye. Mają trochę swobody, aby kusić mężczyzn przed telewizorem, a my (mężczyźni) mamy okazję przyjrzeć się z bliska ulubienicą raperów. Ale czy na pewno z bliska? Tu trzeba przywołać negatywną cechę realizacji. Ujęcia na dziewczyny w "Number One" są dwojakiego typu. Pierwsze to obejmujące całą postać laski, a drugie to zbliżenia na jej twarz, której można się przestraszyć, gdy zajmuje cały ekran na wielkim telewizorze. Brak jakichkolwiek ujęć prezentujących wdzięki płci pięknej. Można powiedzieć, że przejawia się to subtelnością i delikatnością clip'u, spoko, ale przez taką realizację teledysk jest skierowany do bardzo wąskiego i ograniczonego grona odbiorców - fanów obu panów. Ślicznotki powinny przyciągnąć większość mężczyzn przed swoje odbiorniki. Niestety swojego zadania nie spełniają.

Clip ma może dwa, trzy małe plusy, reszta to minusy. Kiepska gra aktorska tylko śmieszy potencjalnego widza. Realizacja też pozostaje wiele do życzenia. Mimo sporego doświadczenia Hype'a Williams'a w tworzeniu obrazów, ten wyszedł mu tragicznie. Pomieszanie fantastyki z realnością udaje się tylko Tolkien'owi. Pomysł wykorzystywany już nieraz może się wydawać nie pociągający. To błędne myślenie, jeżeli scenariusz jest dublowany, zawsze jest wyjście nadrobienia realizacją. Ocena końcowa to plus jeden.

Video 3: Trick Daddy "Fuck ya ice"

Maurice Young urodził się w 1973 roku. Współpracował m.in. z Triną, Rick Ross'em, Plies i Chamillionaire'm. W 2006 wydał swój siódmy album pt. "Bacil By Thug Demand", na którym znalazł się utwór "Tuck Ya Ice", wyprodukowany przez Kane'a Beatz'a. Chodzi oczywiście o Trick Daddy'ego, który wspomniany kawałek wykonuje z Birdman'em.Scenariusz clip'u jest raczej mało wciągający. Trick'owi rozchodzi się o łańcuchy, które noszą ludzie w jego otoczeniu, i pozostałą biżuterię. Da się na tym zarobić pieniądze, co pokazują transakcje w "Fuck Ya Ice".

Nie brak w nim również wypasionych fur, jak chociażby eleganckiego Lamborghini. Aby pokazać jak ważne są ozdoby w życiu rapera, zorganizowano nawet sesję zdjęciową dla jakiegoś chłopaka, który chwali się do obiektywu swoim wisiorkiem. Nie byłoby amerykańskiego rapu bez dziewczyn. Kilka z nich przewinęło się przez plan teledysku. Przyciągają uwagę widzów, a co za tym idzie odbiorca jest skory do wysiedzenia ponad czterech minut na oglądaniu produkcji. Kamera zawędrowała na ulicę, skąd obserwuje znak stopu czy policjantkę przy radiowozie. W teledysku gościnnie wystąpił aktor Michael K. Williams, znany z seriali "CSI:...", "Boston Legal", "Rodzina Soprano" i "Brygada Ratunkowa". Pojawiał się też w clip'ach: "This is how we do" The Game'a czy "It's a stick up" Tony'ego Yayo. W "Fuck ya Ice" gra typa-ucznia Trick'a Daddy'ego. Razem z nim mają kontrolę nad rozprowadzaniem biżuterii. Williams chce został przyjęty do gangu. Z ciekawych postaci w produkcji, interesująco się prezentuje kolo w kominiarce z napisem "Bad Guy". Można się go przestraszyć. "Fuck Ya Ice" zaczyna się od loga "Lyons Worldwide"; łańcucha z literami "DR" od "Dunk Ryders". Wytwórnia Slip-N-Slide również zaznaczyła swoją obecność na jednej z czapek gangstera. Po śmiechu w pierwszych sekundach obrazu, na ekranie widzimy jadącego na rowerze Daddy'ego.

"Fuck Ya Ice" zrobiony został na wzór długometrażowego filmu. Ma fabułę, byle jaką, ale ma. Zaczyna się od napisów początkowych - najpierw "An R. Malcolm Jones Film". To właśnie R. Malcolm Jones jest reżyserem tej produkcji. Warto wspomnieć, że swoim dorobku ma m.in. "About Us" Brooke Hogan i Paul'a Wall'a, "Like That" Memphis Bleek'a i "So much more" Fat Joe. Gdy kolejno na ekranie są napisy głównych bohaterów, czyli "Trick Daddy", "Michael Williams" i "Birdman", kolorowy obraz nagle staje się nieruchomy, zatrzymany na wizerunku danej postaci, a co lepsze zmienia barwę na czarno-białą. Zwróćcie uwagę na koszulkę rapera (Trick'a) w pierwszej fazie "Fuck Ya Ice". Zdjęcie na niej zostaje zamazane, być może realizatorzy byli zmuszeni do tego, albo zrobili to specjalnie. Zmiana scen jest bardzo istotna w tym tworzywie. Odbywa się różnie. Jednym ze sposobów jest chwilowy błysk jasnego światła, pod koniec jednego z ujęć, by po chwili pojawiła się nowa scena. Zmiana następuje także przy podziale ekranu na różne, niejednakowe części. Na jednej całej, nagle kilka innych mniejszych z inną sceną. Jest to swego rodzaju układanka, która rodzi się w całości dopiero po kilku sekundach. Zastosowano także żywy obraz, tzn. oglądający clip odbiorca widzi pulsujący w rytm basów ekran. Światło w clip'ie jest różne. Początkowo Trick Daddy jest oświetlony słońcem, często aż zanadto. Blaski mogą trochę razić widza. Natomiast w końcowych scenach bohaterowie raczej pozostają w półmroku, tylko delikatnie w jasnej wiązce. W clip'ie zastosowano podział na dwa plany, co jest raczej nieuniknione w przypadku duetu. Kamera umiejscowiona zostaje na statywie w większości scen, będąc nieruchomą. Jednak zdarzają się momenty, w których okrąża samochód, w którym siedzą aktor i raper. Zbliżeń jest sporo. Nie tylko na postacie, ale też na wydarzenia czy rzeczy. Da się to zauważyć podczas transakcji, gdy fan Trick'a dosłownie patrzy na ręce handlarza i kupującego.

Podobają mi się ujęcia na Lamborghini Gallardo. Z początku na zapalone, wręcz groźne światła i czerwoną karoserię. Później jest mały najazd od góry na koła i felgi samochodu. Po krótkiej nawijce chłopaków, operator wraca w stronę pojazdu, aby sfilmować drzwi i tył z wyglancowanym i stylowym napisem "Lamborghini".Mocna muza, ostre teksty i wypasiony clip - tak w skrócie można opisać "Fuck Ya Ice". Realizacja na wysokim poziomie w połączeniu z nietrafionym scenariuszem, może, aczkolwiek nie musi, dotrzeć w gusta odbiorców. Trochę za dużo przepychu, jednak jest on należycie stonowany. Fajne scenerie i dialogi między refrenem a zwrotką, wychodzą na plus. Ocena końcowa teledysku to cztery.


Patrząc na Louise Amandę Harman można wywnioskować, że to drugi Eminem w spódnicy. Lady Sovereign to dziewczyna robiąca wiele przypałowych rzeczy w swoich produkcjach. Teksty czasem są bardzo głupie, aczkolwiek zdarzają się zdania refleksyjne. 31 października 2006 roku na angielski rynek muzyczny wyszedł jej debiutancki krążek "Public Warning". Zawiera on hit "Love Me Or Hate Me (Fuck You)". Ukazał się nakładem Island Def Jam. Clip został wyemitowany 2 października 2006 roku. Wyprodukowała go wytwórnia Smuggler. Reżyserem został Brian Beletic, który nie miał jeszcze okazji być w "Przeglądzie Zagranicznych Videoclipów". Na swoim koncie ma takie produkcje, jak: "Weekends" Black Eyed Peas, "Hip Hop" Dead Prez i "Gimmewitutchagot" Kurupt'a."Love me or hate me" jest co najmniej teledyskiem abstrakcyjnym.

Można go podzielić na dwa osobne wątki-etapy. Pierwszy, to dosyć niezwykła solówka Lady, a drugi to zobrazowanie tego, co sama opowiada. Jest to zdecydowanie minusem, gdyż każdy jej wers jest przedstawiony na ekranie. Nie pozostawia ona żadnego pola manewru odbiorcy, aby mógł uruchomić swoją wyobraźnię. Swoją prezentację podzielę na dwie części. Na początku zajmę się historią przytoczoną w teledysku. Od jej pierwszej zwrotki pojawia się obraz ulicy i kamienic. Ogólnie nie za bogatych. Zza winkla wychodzi Sovereign z shak'iem w ręce. Dzięki technice komputerowej jest bardzo gruba, podoba mi się, że zarówno talia, jak i nogi zostały proporcjonalnie zrobione względem siebie. Kamera robi zbliżenie na nią, pokazując ją od ud do góry. Raperka kładzie rękę na twarzy i obraca ją w prawo. To bardzo ciekawy efekt. Zmienia się w panienkę z dużym biustem i talią osy. Podkreśla rozmiar piersi ściskając je rękami. Lady chciała udowodnić, że mimo swojego kiepsko wyglądającego stylu, jest bardzo seksowna. Kolejna przemiana następuje kilka sekund później. Tym razem widzimy całą postać dziewczyny, która rozpinając sobie bluzkę, obrasta w wielką kulkę włosów. Śmiesznie to wygląda. Ludzie gdzieś za jej plecami, w ogóle nie zwracają na nią uwagi. Pod wpływem wagi tego upierzenia przewraca się na asfalt już w normalnych rozmiarach. Tutaj rozgrywa się mały horror. Kamera zwraca się ku ostrym nożom dwóch krajalnic. Na nich Sovereign trzyma obie ręce. Po chwili ma obcięte paznokcie. Dzięki uchwyceniu jej twarzy przy podłożu, z bliska, możemy zaobserwować jej rysujące się uczucia. Akcja szybko się rozgrywa w tej scenie. O dreszcze mogą przyprawić odpadające końcówki paznokci. W następnej sytuacji Angielka wyrzuca na śmietnik swojego zdechłego szczura. Pomiędzy nią a panienką z pieskiem nawiązuje się dialog, a właściwie monolog.

Klatka ze zwierzęciem pozostaje z lewej strony ekranu. Widz obserwuje, że ze szczura wychodzi jego duch, z aureolą nad łebkiem. Przyznam, że robi to wielkie wrażenie, lepiej niż w kreskówkach. Jedną z ostatnich scen jest moment, w którym białogłowe małpy atakują zaparkowany na typowo angielskiej ulicy, samochód. Ponownie jest zbliżenie, tym razem na bawiącą się małpkę - lusterkiem. Lady nie bojąc się niczego, podchodzi do nich niczym King Kong bijąc się rękami po klacie. W kadrze mieści się małpka, która uderza raperkę w twarz. Ta oddaje jej przez nieeleganckie beknięcie prosto w mordkę. Fajny wybrano wariant, mianowicie odbiorca ma okazję widzieć oczami zarówno napastników, jak i ofiary. Śmiesznym szczegółem jest małpka w tle popychająca odkręcone koło, tuż za przestraszoną ich przywódczynią. I w ostatniej sytuacji, tłum ludzi nagabuje Lady, okrążając ją. Bohaterka straszy ich duchem swojego szczura. A po chwili w ujęciu na jej górną część ciała, z prawej strony wysuwa się ręka w obleśnej rękawiczce i dusi dziewczynę. To śmieciarze, którzy pokazani od boku, wrzucają Sovereign do śmieciarki. Ponownie można się ubawić, patrząc na wystające nogi z pojazdu. Drugi wątek kończy się skadrowaniem ściany z cegły i cienia na niej, rosnącego szczura.Zwracając uwagę na pierwszy wątek, zdecydowanie jest on krótszy do opisania, jednak na nim opiera się cała realizacja clip'u. Scena, w której Lady wykonuje refreny jest wyjątkowa. Tutaj zmiana scen następuje w jednym obrazie, poprzez styl tetrisowy. Całość nagrana została w dużym pomieszczeniu - jakby jakiejś opuszczonej fabryce. Z góry nadlatują klocki - takie jak we wspomnianej grze. W tle tworzą napis "Sov", który w poszczególnych punktach jasno świeci. Natomiast na pierwszym i drugim planie, kolejno pojawia się postać Lady Sovereign, która zostaje ułożona z klocków.

Kamera pozostaje nieruchomo, pomijając początkowy najazd z góry na dół. Zaskakuje efekt rapowania Lady i jednocześnie trwającej układanki obok z jej postacią, która wkrótce zacznie się ruszać. Kiedy jedna z postaci przestaje się ruszać, zostaje w kształcie klocków zepchnięta w dół poza ekran. Podoba mi się moment, w którym na ekranie znajduje się już cała Sovereign, i zaczyna się tworzyć gdzieś z boku - telefon komórkowy. Lady bierze go po sekundzie w łapki, a kilka chwil później razem z nim zostaje ułożona z drugiej strony ekranu. Wielkie gratulacje należą się kostiumografowi - Cynthii Lawrence-John, która w swoisty sposób dobrała ubrania do oryginalnego stylu młodej artystki.Humor angielski nigdy mnie nie kręcił. Tym razem jest inaczej. Lady postarała się, ale nie zrobiłaby tego, gdyby nie pomoc Brian'a Beletic'a. "Love Me or Hate me (Fuck You)" zawiera zarówno elementy horroru, jak i komedii. Ciekawa realizacja awangardowego clip'u. Daje plus cztery i gorąco polecam.

Kilka słów na koniec o prezentowanych clip'ach. Jak pewnie zdążyliście zauważyć dzisiaj wybrałem do środka teledyski, które nie wejdą nam w pamięć na długo. Z kolei pierwszy i ostatni zostaną w niej bez żadnych ograniczeń czasowych. Zarówno Pharrell, jak i Daddy odpadli w przedbiegach. Busta Rhymes zajmuje pierwsze miejsce, a tylko dlatego, że temat clip'u naprawdę jest poruszający. RIP Rick James.

Dowiedz się więcej o: Busta Rhymes, Pharrell Williams, Lady Sovereign.


Informacje o artykule
Data dodania:2008-08-04
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
flaco666, 30 lat
mężczyzna, Kraków

Ostatnie artykuły tego autora:
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 09 seria:3
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 09 seria:3
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 10 seria:3
Przegląd Polskich Teledysków odc. 09 seria:3
Przegląd Polskich Teledysków odc. 10 seria:3

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
anonim
Autor: Aly Chiman   Link do posta
20:08:08, 03-01-19
Hello there,

My name is Aly and I would like to know if you would have any interest to have your website here at hip-hop.pl promoted as a resource on our blog alychidesign.com ?

We are in the midst of updating our broken link resources to include current and up to date resources for our readers. Our resource links are manually approved allowing us to mark a link as a do-follow link as well
.
If you may be interested please in being included as a resource on our blog, please let me know.

Thanks,
Aly

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 1 + 3 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-235-66-217.compute-1.amazonaws.com (3.235.66.217). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.