Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 20 seria:2

Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 20 seria:2

Autor: flaco666

To już ostatni odcinek drugiej serii "Przeglądu Zagranicznych Videoclipów". Przez ostatnie dziewiętnaście odcinków przetoczyły się sławy światowej sceny muzycznej i twórcy godnych uwagi teledysków. Byli także artyści mniej doceniani, a także obrazy, które raczej nie przypadną do gustu nawet najmniej wymagającemu odbiorcy.

W 20 odcinku zaprezentuję aż pięć videoclipów. Wśród nich znalazło się miejsce zarówno dla przystojniaków, jak i pięknych dziewczyn. Na początek "Hey Mama" i


Black Eyed Peas mają w swoim dorobku wiele clip'ów godnych uwagi. Zajmę się recenzją jednego ze słabszych teledysków Fasolek. "Hey Mama" pochodzi z płyty "Elephunk", którą miałem przyjemność opisywać na łamach "hip-hop.pl". Videoclip kręcono w styczniu 2004 roku, a swoją premierę miał 19 kwietnia 2004 roku. Wyprodukowała go firma Oil Factory, a reżyserią zajęła się Fatima Robinson, mająca na swoim koncie: "It Ain't Easy" Ricky Range'a, "Fergalicious" Fergie i "I Can do Too" Cole.

Obraz opiera się głównie na pokazaniu popisów tanecznych ludzi bawiących się na imprezie, którą rozkręca energiczny dj. Wszyscy członkowie BEP mają ogromny wachlarz ruchowych umiejętności, co widać przez cały filmowy materiał. Każdy tancerz / tancerka wymyśla przeróżne figury, aby zabłysnąć w towarzystwie. Najbardziej urzekł mnie taniec Fergie połączony z jej "dzikim" wokalem."Hey Mama" nie posiada konkretnie dobrze zrobionej sceny. Obserwując całość, to jest trochę ponad przeciętna, chociaż lekko ociera się o kiczowatość, która niestety dopada, co raz większą ilość teledysków. Fani wokalistki BEP będą mogli nacieszyć oko widokami, obrazującymi oryginalną urodę piosenkarki. Najciekawszym momentem, gdzie pojawia się płeć piękna, jest synchroniczny taniec dziewczyn, poubieranych w czerwone szorty i spódniczki. Jeżeli chodzi o drugi plan tej sceny, to znajduje się tam zawsze gotowy Apl.de.Ap, jako Dj. Teledysk kończy się czarno-białym obrazem BEP stojących przy tabliczce, na której widnieje napis "B.E.P. Hey Ma Ma".Kolorystycznie clip jest bardzo zakręcony. Interesująco wyglądają członkowie zespołu w tle pomieszanych barw m.in. żółtej, białej i czerwonej. Tego typu tło nie przyciąga widza, dlatego zastosowano pomysłową opcję. Gdy jeden z członków zabiera w tej chwili głos, pozostali są okryci cieniem. Widać tylko kontury postaci, wypełnione ciemnym kolorem.

Wizerunek "Hey Mama" psuje efekt kilkukrotnego skopiowania i rozciągnięcia w poziomie Will.i.Am'a. Jest kilka sytuacji, w których kadr jest po prostu zbyt mały, gdyż osoby bawiące się na party, nie mogą się w nim zmieścić. Utwór nie jest dynamiczny, dlatego tempo ujęć kamery jest doskonale dobrane. Prędkość zmiany scen odpowiada odbiorcy, gdyż spokojnie może zawiesić wzrok na określone przez siebie punkty.Na koniec recenzji "Hey Mama", wspomnę o jednej scenie, budzącej we mnie liczne skojarzenia. Chodzi tutaj o przedstawienie Will'a między dwoma kobietami. Za jego plecami znajdują się różnej grubości deski, przypominające wiejską stodołę. W lewym górnym rogu, na deskach umiejscowiono kilkanaście płyt winylowych. Jeżeliby, to była polska stodoła, to zamiast płyt, wisiałyby kołpaki od przejeżdżających samochodów przez wioskę. Jednak raper nie wygląda na farmera, lepiej niech pozostanie przy swojej profesji. Trzeba sobie powiedzieć, że "Hey Mama" mimo braku różnych minusów, jest słabym clip'em pod względem scenariusza. Technicznie niczym nie zaskakuje, ale zrobiony jest poprawnie. Fani BEP mogą czuć się zawiedzeni. "Hey Mama" znajduje się na końcu teledyskowego dorobku grupy. Nie jest to produkcja pokroju "Shut Up" czy "My Humps", ale najważniejsze, że widać ogromny wkład członków zespołu oraz duże starania twórców, za co należy się plus dwa w ostatecznej ocenie videoclip'u.


"Breathe" jest bardzo życiowym teledyskiem, który w przypadku Fabolous'a nie jest codziennością. Do tej pory jego obrazy opowiadały głównie o dziewczynach. Tym razem chłopak się otworzył i pokazał swoją drugą twarz. Jest uczuciowy i z przejęciem zwraca uwagę na otaczającą go rzeczywistość. Swoją premierę "Breathe" miał we wrześniu 2004 roku. Wyreżyserował go Erik White, znany z takich videoclip'ów, jak: "Girl Tonight" Twisty, "Bado" Ying Yang Twins i "Pump It" Joe Budden'a.Na "Breathe" składa się kilka osobno opowiedzianych historii. Fabolous przedstawia ulice Stanów Zjednoczonych w sposób oryginalny. Wszystkie sytuacje mają jedno słowo przewodnie, które umieszczone jest w tytule utworu - "oddech". Każdy z bohaterów przeżywa moment, gdzie potrzebuje sporą dawkę tlenu.

Clip zaczyna się od otwarcia drzwi sali szpitalnej przez pielęgniarkę. Widzimy na niej rodzącą kobietę, lekarza odbierającego poród oraz kogoś bliskiego dla tej dziewczyny. Ten moment w teledysku ma duże znaczenie. W ostatnich jego sekundach możemy podziwiać narodzone dziecko, trzymane na rękach matki. Druga historia oparta jest na wątku jakiegoś drogowego wypadku. Pracownicy pogotowia ratunkowego wykonują swoją pracę, robiąc resustytację krążeniowo-oddechową, leżącemu na ulicy mężczyźnie. Wokół zebrał się mały tłum gapiów, z przejęciem patrzący na akcję ratunkową. W końcu człowiek odzyskuje przytomność i wszystko wraca do normy. Następną sytuacją jest policyjna kontrola chłopaka siedzącego w wypasionej furze. Czarnoskóry funkcjonariusz nakazuje mu wysiąść, i razem ze swoim białym kolegą rozkazują dmuchać podejrzanemu w balonik. Okazuje się, że wynik badania wskazał obecność substancji zakazanych w organizmie młodego człowieka. Bez pytania policja zabiera go do aresztu. Ostro wygląda scena bójki pomiędzy dwoma chłopakami, na murzyńskich, biednych ulicach USA. To normalne codzienne życie. W międzyczasie pokazany zostaje astmatyk na rowerze, który inhaluje się lekarstwem dla tego typu chorych ludzi. To kolejny dowód na przewodnie hasło teledysku. Fabolous zadbał również o inną dramatyczną scenę. Idący starszy mężczyzna dostaje zawału serca. Chwyta się za klatkę piersiową i upada, a z jego siatki wypadają zielone jabłka. Każda z wyżej wymienionych opowieści została zrealizowana niesamowicie realistycznie.Szybkie ujęcia kamery i zmiany poszczególnych scen pozwalają nam oglądnąć jak najwięcej, oraz odczuć dramaturgię rozgrywanych wydarzeń. Miejsca, w których toczy się akcja wyglądają na biedne, obskurne dzielnice. Przy kolejnych wezwaniach: "Breathe", na ekranie pojawiają się białe litery tytułu utworu. Podobać się może scenografia za plecami nawijającego rapera i bawiących się kumpli. To duża ściana o ciemnym kolorze, z białymi napisami średniej wielkości.

Oddaje klimat wizerunku i nawijki Fabolous'a w tym utworze. W teledysku możemy spotkać wiele postaci. Jest krzyczący i przerażony ksiądz, panie lekkich obyczajów, owczarek niemiecki za ogrodzeniem, oraz uliczni gangsterzy.To nie jest typowo imprezowy teledysk w stylu "Yeah" Usher'a czy "Lean Back" Fat Joe. Przedstawione zostają życiowe historie, o których większość raperów nie często opowiada w swoich obrazach. Wolą panienki, fury i pieniądze, dlatego ogromny plus dla Fabolous'a za pomysł i odwagę. Ocena końcowa to cztery plus.


Videoclip do utworu "X" swoją premierę miał 27 listopada 2000 roku. Wyprodukowała go firma FM Rocks. Gościnnie wystąpili Dr Dre, Snoop Dogg, RZA i Method Man. Reżyserem jest David Meyers, znany z obrazów: "Come Clean" Hilary Duff, "Breakaway" Kelly Clarkson i "Outrageous" Britney Spears.
Teledysk zaczyna się od zbliżającego się "X" na czarnym tle. Wypełnieniem tej litery w wyżłobionym środku, jest obraz clip'u. Szybko widzimy produkcję na całym ekranie, by potem przeistoczył się w format 16:9. Wejście Xzibit'a jest mocne. Przylatuje helikopterem o numerze "N76988". Gdy z niego wyskakuje, zaczyna brzmieć muzyka. Spowolnione ujęcia oddają nastrój charyzmatycznego wejścia. Okoliczne czarnuchy patrzą zza ogrodzenia na rapera z pogardą. Jednak w ich wnętrzach dostrzega się podziw dla tego człowieka. On, odpłaca się podobnym wyrazem twarzy. Wsiada do limuzyny, gdzie czekają na niego dwie panienki. Wyrusza w kierunku miejsca, w którym zagra swój koncert.

Między normalnymi wydarzeniami, Xzibit pojawia się podczas nawijki. W tle, za jego plecami, jest ogromna, stalowa konstrukcja w kształcie litery "X". Tył składa się również z unoszącej się pary i rur ciepłowniczych. Wszystko oddaje klimat starej fabryki. W tej scenografii zobaczymy także Dr'a Dre i Snoop'a. Limuzyna X'a jedzie w dużym kordonie samochodów. Po jej bokach ustawiono czterech biegnących ochroniarzy. Podziw budzi gość odsuwający bramę wjazdową. Jego bardzo męska postura i nieprzyjemny wyraz twarzy, noszą ze sobą postrach.Xzibit swój występ poprzedza wyjściem o 9.47 na imprezkę pełną ładnych pań. Ma rozpuszczone włosy, co troszkę mało swojsko wygląda. Z cygarem i szklanką whisky w ręku, zgrywa kozaka. Już o 11.33 znajduje się w ogromnej toalecie, gdzie przegląda się w lustrze. Przypomina mi Eminem'a w "8 Mile", który tak samo przygotowywał się do występu. Zabawę rapera przerywa trzech pseudofanów. Dobrze wypada scena, gdy jeden z nich uderza pięściami w artystę, jednak przechodzą one jak przez ducha. Sam Xzibit znika w iPodzie. Widząc reakcję tych typów, chłopak nabija się z nich, idąc z kilkoma bodyguard'ami po korytarzu oświetlonym lampami pośrodku sufitu. Zwróćcie uwagę na blask w okularach ochroniarza po jego prawej stronie.Ostatnia część, to "ShowTime" przed kilkudziesięcioma wielkimi reflektorami. Na ogromnym stadionie, przy wspaniałej publiczności, X daje niesamowity występ. Dwa podstawowe szczegóły: różna częstotliwość załączania się świateł oraz czarne chmury zgromadzone nad obiektem. Poza reflektorowym stanowiskiem artysty, są jeszcze dwie inne platformy, na których widzimy tańczących ludzi.

Patrząc oczami rapera na cały stadion, gdzieś w oddali na trybunach dostrzegamy Snoop Dogg'a i jego skwaszony ryj. Nie podoba mu się występ, nie jest z niego zadowolony. Jedną nogę trzyma na siedzieniach z przodu i rzuca popcorn'em. Publiczność zgromadzona jest przy scenie, natomiast Snoop siedzi w samotności, na pustym "morzu" krzeseł. W końcu wstaje i kieruje się w stronę wyjścia. Widocznie widowiskowo jest bardzo wymagający. Ładny obrazek mamy w scenie pokazania wychodzącego rapera na tle wielkiego stadionu i oświetlonego, na zielono, wyjścia.Xzibit, Dre i Snoop, to grono gwiazd tworzących wartościowe produkcje. Każdy jest indywidualistą, jednak potrafiącym połączyć wspólne siły w jedność. "X", to dobry obraz pod każdym względem. Ocena końcowa to cztery.


Duet Nelly i Kelly Rowland jest doskonałym połączeniem mocnego, czarnego brzmienia z subtelnością R&B. Gościnnie w "Dilemma" w rolę matki Kelly, wystąpiła Pati Labelle. Ciekawostką jest, że do roli córki była proponowana Christina Aguilera. Swoją premierę miał 5 sierpnia 2002 roku. Clip wyprodukowała firma Mars Media. Reżyserem został Benny Boom, który na swoim koncie ma m.in. "I Love my Chick" Busta Rhymes'a, "Push It" Rick Ross'a i "Smack That" Akon'a i Eminem'a.

Teledysk opowiada historię dziewczyny z sąsiedztwa. Nelly wciela się w rolę gościa, który wspólnie z kumplami urządza sobie imprezkę przed domem. W jednej chwili zabawa się kończy, gdyż naprzeciwko wprowadzają się nowe sąsiadki, córka z matką. Jego uwagę zwraca zadziwiająca uroda młodej dziewczyny, którą gra Kelly Rowland. Pomaga jej wspólnie z ziomkami rozładować transport. Od tej chwili rozpoczyna się romans między Nelly'm a Kelly. Mimo lekkich nieporozumień, typu zamiany partnera, pod koniec pozostaną razem.Scen wartościowych w clip'ie niema w ogóle. Są interesujące momenty dzięki, którym teledysk staje się barwniejszy. Pierwszym z nich jest sytuacja, gdy Kelly poznaje chłopaka. On widząc ją z matką przy ciężarówce, postanawia podejść i poderwać dziewczynę. Woła kumpli, którzy zostawiają swoje laski, aby pomogli w rozładowaniu mebli. Samotność i tęsknota za miłością, pojawiają się, gdy wokalistka siedzi sama przed domem. W podobnej sytuacji znajduje się jej adorator. Kiedy Kelly wybiera płyty z muzyką, chłopak zaleca się do niej, dając całusa w jej stronę. Ona niezadowolona, szybko wychodzi ze sklepu.

Fajnie wygląda nocna scena tańca zakochanej pary, na środku ulicy. Robią to na mokrej, świecącej się nawierzchni, przy blasku lamp mercedesa, a innym razem przy oświetleniu latarni. Obydwoje odczuwają silne uczucie, kiedy dziewczyna widzi go pod kinem z inną, a on ją z innym. Przemawia przez nich czysta zazdrość, mimo krótkiej znajomości. Clip kończy się wołaniem matki tańczącej Kelly, do domu, oraz napisem "The End". Śmieszne jest to, że piosenkarka przez cały obraz zgrywa trudną do zdobycia, ale głęboko w sobie czuje coś do rapera, w końcu ulegając mu i zaczynając się bawić w środku nocy, na jezdni.Przypadek Nelly'ego pokazuje, iż duet wcale nie pomaga w podnoszeniu teledyskowej rangi i poziomu. Mimo feauring'u, clip wyszedł bardzo słabo. Zbyt szybkie ujęcia w zmianach pór dnia, to z pewnością razi. Równie źle wypada taniec rapera, który nadawałby się do programu "Taniec z gwiazdami". Podoba mi się gra aktorska Kelly Rowland. Dobrze ukazuje żal i smutek, podczas gdy widzi ukochanego z inną dziewczyną. Fajny jest początek. Stylowa muzyka, powolny ruch kamery na willowe osiedle i napis: "Welcome to Nellyville", sprawiają, że chce się zobaczyć dalszą część clip'u. Niestety fani po kilku sekundach będą zawiedzeni. Początkowo szybkie ujęcia, pokazujące przygotowania do imprezy, wychodzą na plus, gdyż z precyzją można wszystko zobaczyć. Kamer w późniejszych scenach teledysku chyba wymknęła się spod kontroli operatora.Za banalny scenariusz i słaby technicznie videoclip, dałbym z nim sobie spokój. To nie jest produkcja, którą można bez przerwy oglądać i na dodatek zachwycać się nią. Ocena końcowa to trzy.


Teledysk został zrealizowany wg zasady mistrza horroru, Alfreda Hitchcock'a, który kiedyś powiedział, że filmowy sukces odnosi się, gdy film z początku ma trzęsienie ziemi, dalej rozwinięcie akcji, a potem stale narastające napięcie. Obraz nakręcono w USA. Swoją premierę miał w czerwcu 1998 roku.

Produkcją zajęła się firma Mars Media. Reżyserem jest Howard Greenhalgh, mający na swoim koncie m.in. "On the Horizon" Melanie C i "Miracles" Pet Shop Boys. "Come with me" jest coverem utworu "Kashmir" grupy Led Zeppelin.Spokojnie siedzącemu Puff'owi w swoim apartamencie, w ścianę wbija się autobus, rozwalając greckie kolumny. Pełno kurzu i dymu, co w przypadku zawalenia się części budynku jest normalną sprawą. Teledysk, to połączenie obrazów z filmu "Godzilla" z produkcją Puff'a i Jimmy'ego Paige'a. Podczas tej mieszkaniowe katastrofy, raper zostaje odrzucony. Gdy pył opada, Daddy zbiera się, spogląda na miasto z dziury w wieżowcu, otrzepuje z siebie kurz, i zaczyna jedną z najlepszych nawijek w historii czarnych soundtrack'ów. Jego czarne, eleganckie ubranie i okulary, podkreślają zdenerwowanie i frustrację. Stojąc na krawędzi podłogi, zauważa przelatujący myśliwiec, który wybucha tuż obok bohatera. Odrzut i płomień wyrzucają go w głąb apartamentu, wprost do stalowej windy z lampami, przypominającymi wyroby szwedzkiej Ikei. Winda rusza z wielką prędkością, z parteru oznaczonym literą "L". Bardzo efektownie pokazana zostaje szybkość urządzenia. Kamera umieszczona na podłodze i skierowana ku górze, nie tylko pozwala na widok rapera, ale również dokładnie obserwujemy szyb, w którym winda się znajduje. Ten człowiek ma niekończące się pokłady energii, co już zaczyna udowadniać, gdy zmierza coraz wyżej. Do końca clip'u utrzymuje tak wspaniałą formę. Scena jest podzielona na trzy ujęcia: windy, rapera i szybu. Podobają mi się iskry, które pojawiają się po bokach. Kiedy dojeżdża do dziewięćdziesiątego piętra, urządzenie z nadmierną prędkością wylatuje w powietrze ponad cały Nowy Jork. Sam Puff wyskakuje z niej i przemienia się w kilkanaście białych gołębi, rozlatujących się na różne strony. Efekt robi wielkie wrażenie. Na pierwszym planie zjawia się jeden z ptaków, powoli machający skrzydłami, który prowadzi nas w scenę, gdzie widzimy rapera w chmurach. Powoli opada na ziemię. Da się zauważyć, że zmienił ubranie. Ma na sobie bardzo stylowy, biały garnitur.

Ciekawy moment wybija podczas, gdy pod jego stopami widać oświetlone wieżowce miasta. Jest coraz bliżej, ale wszystko dzieje się spokojnie i równomiernie, by w końcu opaść na scenę pełną fleszy, reflektorów i błysków. Wspomaga go wielka orkiestra symfoniczna. W mieście zaczyna poszukiwać rapera - Godzilla. Daddy, to niesamowity power i energia. Gdzieś na pobliskim budynku, na dużym ekranie, ukazuje się nam, grający na gitarze, Jimmy Paige. Sceny z filmu zostały perfekcyjnie dobrane do akcji teledysku i zgrane z nią. Świetnie wypada sytuacja narastającej z sekundy na sekundę, złości chłopaka. Rzuca nawet mikrofon i daje występ bez niego, jednak pod koniec pokornieje, widząc wielkiego stwora. Spogląda mu w oczy z pogardą, rozchyla ręce. Mądry efekt zastosowano, kiedy zawodnik skacze i uderza nogami o podłoże. Całe przez chwilę drży, wraz z ekranem. Daddy mimo małego wzrostu, w stosunku do Godzilli, też potrafi wstrząsnąć ziemią. Koniec jest najmocniejszy, potwór zbliża swoją głowę z pyskiem do postaci bohatera, i głośno na niego ryczy, otwierając szeroko paszczę. Artysta nic sobie z tego nie robi, odwraca się plecami do gada i odchodzi w drugą stronę, z rozpiętą koszulą i krzyżem zawieszonym na szyi. W "Come With Me" jest mnóstwo zbliżeń twarzy Puff'a. Zastosowano też kilka spowolnień podczas dość niezbyt powolnego tempa videoclip'u. Jeżeli chodzi o ujęcia, to następuje ich szybka zmiana.Podsumowując niniejszy videoclip, spokojnie mogę stwierdzić, że to mistrzostwo na światowym poziomie. Ciekawy scenariusz, dokładnie i precyzyjnie wpleciony do wydarzeń. Realizacja jest na wysokim poziomie.

Ocena końcowa, to pięć.Po raz kolejny można by stworzyć dwie osobne grupy z przedstawionych teledysków. Do pierwszej, tej bardziej tandetnej, z pewnością należałaby "Dilemma" Nelly'ego i Kelly Rowland oraz "Hey Mama" Black Eyed Peas. Drugą natomiast zdominowałyby clip'y, które zasługują na uznanie i chwilę dłuższej uwagi - to pozostałe trzy: "X" Xzibita i kumpli, "Breathe" Fabolous'a i "Come With Me" Paige'a i Daddy'ego. To właśnie ten ostatni wygrywa pojedynek, w którym miał profesjonalnych przeciwników, nie tylko w postaci wspaniałych wykonawców, ale również niesamowitych reżyserów, takich jak: David Meyers i Erik White. Ostatni odcinek drugiej serii "Przeglądu Zagranicznych Videoclipów" nie znaczy, że już nigdy nie przeczytacie o tych bardziej i mniej popularnych produkcjach ze światowych rynków muzycznych. Trzecia seria w przygotowaniu, a w niej znajdziecie mnóstwo najnowszych i starszych videoclipów. Pozdrawiam!!!



Informacje o artykule
Data dodania:2008-08-10
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
flaco666, 29 lat
mężczyzna, Kraków

Ostatnie artykuły tego autora:
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 09 seria:3
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 09 seria:3
Przegląd Zagranicznych Videoclipów odc. 10 seria:3
Przegląd Polskich Teledysków odc. 09 seria:3
Przegląd Polskich Teledysków odc. 10 seria:3

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-80-208-105.compute-1.amazonaws.com (54.80.208.105). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2018 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies