Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Podsumowanie światowej sceny Hip-Hop 2011 by Karim cz. 1/3

Podsumowanie światowej sceny Hip-Hop 2011 by Karim cz. 1/3

Autor: Underground Renoma Records

Kiedy patrzę na dzisiejszą scenę za oceanem, a konkretnie na nową falę jaka przejęła inicjatywę na rynku to... no cóż mówi się trudno. Widząc, jaką popularność zyskują chłopcy typu Kanye West, Drake, Lupe Fiasko i tym podobni nie przychodzi na myśl inne pytanie jak tylko "Gdzie hip-hop zgubił swoje jaja?!". Rap był dla mnie zawsze gatunkiem, któremu bardziej do Sepultury, niż Justina Bibera. W momencie, kiedy większość raperów w stanach nagrywa płyty, którym bliżej do "My Word 2.0" niż do "Roots" album, który opiszę jako pierwszy to perła, którą musisz wyłowić z pod chłamu od MTV.

Chodzi o nic innego jak płytę "Free Agent" by Joell Ortiz. Pozwolę sobie przytoczyć fragment jednej amerykańskiej recenzji tego albumu: "Joell Ortiz zrobił wszystko to, czego według sceptyków nowojorscy emce już nie robią". W rzeczy samej, jeśli tęsknisz za konkretnym rapem w starym stylu, nie mogłeś oderwać się od płyt Notoriusa, lubisz wracać do pierwszych płyt Jay-z i wychowałeś się na Gang Starr ta płyta odświeży twoją wiarę w konkretny hip-hop z Brooklynu. Joell Ortiz, członek supergrupy Slaughterhouse, wypuścił na rynek swój drugi solowy album podsycając atmosferę przed wydaniem drugiego krążka wspólnie ze składem. Kariera Joella przebiega pod znakiem stałych problemów z wytwórnią. Pytaniem, na które owy raper nie ma już siły odpowiadać jest "dlaczego Dr.Dre zrezygnował z wydania jego płyty?". Joell Ortiz podobnie zresztą jak Rakim mieli wydać swoje albumy w Aftermath Records. Budzą się we mnie złe emocje jak pomyślę, że producent z Cali wypuścił ze swoich szeregów dwóch emce takiego pokroju. Lepiej dla niego, żeby zapowiadany od dawna Detox był płytą na miarę "The Chronic" i "2001". Wracając jednak do Ortiza polecam sprawdzić teledyski promujące album do utworów "Battle Cry" na szalonym bicie Just Blaze oraz "Call me". Polecam również sprawdzić połączenie sił z Djem Premierem w "Sing Like Bilal" jak również "One shot" z gościnnym udziałem Fat Joe. Utworem, który spowodował u mnie największą rozkminę z tej płyty jest trak "Good man is gone". Joell nawija w nim trzy zwrotki dedykowane osobom, które znał, a które odeszły z tego świata. W utworze został użyty sampel z kawałka o tym samym tytule w wykonaniu Monk Higgins. Panczlain jest tu taki, iż ten sam utwór samplował Premier na płycie "Moment of truth" w utworze "Next time". Wniosek mój (być może całkiem przypadkowy) jest następujący: Joell Ortiz w tekstach wspomina trzy bliskie mu osoby, natomiast producent muzyki, Brodway w bicie wspomina Guru. Jakkolwiek by nie było good man is gone. Płyta Joell Ortiz "Free Agent" to głos z Brooklynu i wzburzona krew z Puerto Rico. Tacy raperzy nie pozostają na długo wolnymi agentami. Album został wydany pod szyldem wytwórni E1 Music, mimo, iż Joell jest już w Shady Records.

Jeśli jesteśmy już przy Slaughterhouse grupa, co prawda nie wydała pełnego albumu, ale uraczyła swoich fanów epką, na której znalazły się cztery nowe numery oraz dwa remixy. Skład błysnął na okładce marcowego magazynu XXL wraz z Eminemem, który sprawuje pieczę nad ekipą, a krytycy okrzyknęli płytę dużym postępem w porównaniu do debiutu składu z 2009 roku. Teledysk promujący epkę się nie pojawił, dlatego też polecam sprawdzić remix utworu "Fight club" na bicie Frequency. Pozwolę sobie również przewidzieć, że po wydaniu kolejnego pełnego albumu, Slaughterhouse zatrzęsie amerykańską sceną tak mocno jak dawno nikt tego nie zrobił.

Kolejnym albumem wartym zapoznania jest studyjny debiut rapera urodzonego nie tak daleko od nas, bo we Frankfurcie. Mowa tu o nikim innym jak J. Cole i jego płycie "Cole Word: The Sideline Story". Moja przygoda z owym mc rozpoczęła się od sprawdzenia jego traku "Simba" zaczynającego trylogię z cyklu Król Lew. Następnie w zeszłym roku wpadł mi w ręce jego trzeci mixtape "Friday night lights", po to żeby dziś słuchać jego pierwszego oficjalnego studyjnego albumu. "Cole Word: The Sideline Story" to świetna płyta wyprodukowana w 90% przez samego rapera, z gościnnymi zwrotkami od Trey Songz, Missy Elliott, Drake oraz sprawcy całego zamieszania Jay-Z. Album promowany był trzema singlowymi klipami, z których najlepszy to "Can't get enough". Jeśli jednak chodzi o mój gust najlepszymi numerami na płycie są "Cole world", "Never told" oraz iTunes bonus track "Daddy's little girl". Ciekawym numerem jest również "Lost ones" traktujący o problemie aborcji. Zajebista to płyta zaiste, jednak będziesz z niej zadowolony bardziej, jeśli wcześniej nie miałeś styczności z twórczością J.Cole, ponieważ kilka numerów pojawiło się na uprzednio wydanych mixtapeach. Jeśli mam być szczery pierwszy album powinien tu być całkiem nową bombą bez dolepianych traków. Miejmy nadzieję, że po następnej płycie będziemy mogli spokojnie powiedzieć, że doklejenie do debiutu utworów z mixtapeów było tylko małym efektem ubocznym kariery Cole'a.

Skoro jesteśmy przy Roc Nation należy wspomnieć, chociaż krótko o chyba najgłośniejszym tytule tego roku zza oceanu Jay-Z & Kanye West "Watch the throne". Płyta zdecydowanie dla fanów braggadacio, rapu o robieniu forsy, posiadania władzy i kupowaniu ciuchów od LV. Album sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy, więc nie można im przynajmniej zarzucić wyolbrzymiania. Krążek był nagrywany w studiach niemal na całym świecie zaczynając od Hawajów poprzez Australie, Wielką Brytanię, Abu Dhabi, Los Angeles, aż po Nowy Jork. Niewątpliwym bengerem jest promujący płytę "Otis", jak również ciekawy "Murder to excellence" wyprodukowany po połowie przez Swizz Beatz i S1. Jeśli brać pod uwagę sukces w kontekście finansowym Jay-z & Kanye sięgnęli szczytu. I jakiejkolwiek awersji bym nie miał do połowy tego duetu to "Watch the throne" jest albumem, do którego produkcji dobrano najwyższej klasy producentów, gości i w dodatku wszystko to owinięte w złoto.

The Roots znowu mi to zrobili, zabrali wszystkie apteczki i straciłem wszystkie życia. "Undun" to płyta, od której nie mogę się oderwać już niemal cały tydzień. Jest to zarazem jedenasty studyjny album korzeni. Czwarty wydany konsekwentnie w Def Jam Recordings. Na płycie oprócz Black Thought pojawiają się tacy raperzy jak Big K.R.I.T., Dice Raw, Phonte oraz Truck North. Znajdziemy tam również wokalistów jak Aaron Earl Livingston czy Bilal. Dla większych rozkminiaczy napiszę, że album ma swój koncept, który zaczyna się tutaj. Płytę promuje singiel "Make my", który to prowadzi nas do kolejnych drzwi jakimi są "Tip the scale", "Stomp" oraz "Sleep". Cały czas jestem pod absolutnym wpływem tej płyty i pomimo tego, że moje zauroczenie może okazać się po czasie błędne, jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, iż jest to o ile nie najlepszy to jeden z trzech najlepszych albumów grupy z Filadelfii. Długo zastanawiałem się, który utwór wybrać jako numer jeden dla osób, które jeszcze nie przesłuchały płyty i stawiam na "The OtherSide". Polecam jak rzadko co.

Z miasta, które zaraz po Londynie jest chyba największym skupiskiem Polaków za granicą przyleciała do nas nowa płyta Common "The dreamer/The believer". Common zawsze był w moich oczach bardzo dobrym lirycznie raperem, który poruszał w swoich tekstach często tematy związane z relacjami damsko-męskimi. Dlatego też, jeśli Common gra koncert warto iść, ponieważ tłumy dziewcząt są przy tego typu evencie zapewnione. Wracając do Commona i jego płyty w kawałku "Sweet" dissuje (za co dzięki mu wielkie) pop rapera jakim bez wątpienia jest Drake. Album promują kolejno teledyski do utworów "Getto dreams" z gościnną zwrotką Nasa, "Blue sky", "Sweet", "Celebrate" oraz "Raw". Płytę wyprodukował No I.D., a ukazała się ona na rynku za pośrednictwem Warner Bros. Biorąc pod uwagę całokształt twórczości Commona, "The Dreamer/The Believer" z pewnością nie zaniża średniej.

W 2011 za oceanem ukazało się wcale nie mało płyt, niemniej powinno ukazać się ich jeszcze więcej. Lista spóźnialskich nie jest krótka, a do największych zaliczymy Dr. Dre, który chyba nie wie co z sobą zrobić, po odmuleniu Rakima i Joell Ortiza, wypuszczeniu dwóch singli, które na pewno nie zapowiadają rewolucyjnej płyty, zamiast latać we wszystkich głośnikach lata do Singapuru promować swoje słuchawki. Kolejnym spóźnialskim jest z pewnością Method Man, ten jednak w zamian za opóźnienia obdarzył nas mixtapem Ticalion oraz szalonym klipem "World gone sour". Szkoda, że w Polsce firmy pokroju Cadbury Shweppes nie odnajdują takich możliwości promowania swoich produktów. DMX miejmy nadzieje nie wjedzie znowu do puchy za coś głupiego i uda mu się w końcu wypuścić nowy album. Black Star nadchodzi moi drodzy. Kweli & Def, póki co obdarowali nas trakiem dedykowanym Arethcie Franklin który to zwiastuje nam powrót składu na scenę. Oby niebawem, oby szybko.

Jeśli już jesteśmy przy Talib Kweli nie można przejść obojętnie obok jego najnowszego krążka zatytułowanego "Gutter rainbows". Myślę, że jest sporo wspólnych cech pomiędzy Talibem Kweli, a Commonem. Oboje wpisują się w nurt hip-hopu "wymagającego", "nie prostego", "intelektualnego". Innymi słowy ich albumy mogą spokojnie leżeć obok siebie w waszej kolekcji.. Gutter Raibows to dawka hip-hopu na najwyższym poziomie. Hip-hopu, który sprzedał się w liczbie zaledwie 20tys egzemplarzy. Szczerze polecam sprawdzenie utworu "So Low" i zakup tej płyty. Miałem w tym roku okazję być na koncercie Taliba Kweli, na którym zresztą zostały nakręcone ujęcia do teledysku "I'm on One" promującego album Gutter Rainbows. Pamiętam również moją rozmowę z Miuoshem dość dawno temu, w której rozważaliśmy nad tym, który z reprezentantów Black Star jest lepszy i dlaczego. Stałem wtedy twardo za MOS Defem. Dzisiaj chyba przyznałbym rację Miuoshowi. Bardzo polecam płytę Taliba Kweli "Gutter Rainbows" jak również polecam samego rapera jako, iż jest on sam w sobie definicją słowa MC.

2011 rok przyniósł również do moich słuchawek trzy całkiem nowe dla mnie postaci. Pierwszą i zarazem najmłodszą z nich jest Mac Miller i jego album "Blue Sidle park". Reprezentant Pittsburgha co ciekawe urodził się w roku 1992. Kiedy dodamy do tego popularność jaką cieszy się w dniu dzisiejszym wyjdzie nam Rookie Of The Year jak się patrzy. Blue Slide Park to ciekawy, nie agresywny album promowany teledyskami do takich utworów jak "Frick park market" czy też "Party on fifth ave".

Drugim graczem jest Wiz Kalifa, którego namierzyłem dzięki mega soundtrakowi do filmu "Mac and Devin Go to High School", czyli kawałkowi nagranemu wraz ze Snoop Doggiem pod tytułem "Young, Wild and Free". Następnie sprawdziłem jego tegoroczny album "Rolling Papers" i podobnie jak z Mac Millerem nie wyskoczyłem z butów, nie mniej myślę, że zaczynając kariery w tym wieku na tak dużą skalę możemy się od nich w przyszłości spodziewać albo pełnej komercji albo ciekawego hip-hopu. Najlepiej dwa w jednym a co z tego wyniknie czas pokaże. Rolling Papers promują teledyski do utworów "Black and Yellow", "Roll up" oraz "On my level".

Trzecią postacią, najstarszą z nich i zarazem najbardziej mnie przekonującą jest Yelawolf i jego album "Radioactive". Wydana w Shady Records płyta była promowana klipami do utworów "Hard white", "Let's roll" oraz inspirowany grą komputerową "No hands". Yelawolf pochodzi z Alabamy jednak możecie go również kojarzyć jako rapera z Atlanty, jako, że spędził tam sporą część swojego życia. Oprócz bycia reperem Michale Wayne Aha był od zawsze pochłonięty jazdą na deskorolce. Wracając do samego albumu, "Radioactive" sprzedało się w ilości 50tys egzemplarzy w ciągu pierwszego tygodnia od premiery. Jeśli chodzi o głosy ze strony środowiska były można to nazwać skrajnie podzielone. Co prawda najważniejsze magazyny takie jak The Source oraz XXL obdarowały płytę oceną 4.5/5 nie mniej Prefix Magazine oraz PopMatters zjechały album z góry na dół nie pozostawiając na nim suchej nitki, a samego rapera osądzając o skrajną komercję, populizm i porażkę artystyczną. Płyty słucha się całkiem przyjemnie, muzycznie nie ma wiele do zarzucenia, singiel "Let's roll" to strzał w dziesiątkę, jest mega charyzma, jest też kilka razy udowodniony dobry freestyle. Nie jestem do końca przekonany, jeśli chodzi o wartość liryczną niemniej jestem w stanie oddać swój kredyt zaufania dla Yelawolfa do czasu kolejnego krążka.

Przenieśmy się na moment do Los Angeles, a konkretnie Compton gdzie Dr. Dre uderza w rynek swoją wszystkim od dawna znaną formułą, czyli gangsta rapem w postaci nowego albumu The Game. "R.E.D. album" bo tak nazywa się płyta nie sprawi wam zawodu, jeśli lubiłeś trzy poprzednie płyty tego rapera. Album promowany klipami do utworów "Red nation", "Pot of gold" oraz "Martians vs Goblins". Najciekawsze numery według mnie to "Good girls go bad", "Ricky", "The Good, The Bad, The Ugly" gdzie Game brzmi momentami prawie identycznie jak Notorious B.I.G. Nie wiem czy był to celowy zabieg, niemniej mógłbym dać się nabrać. Płyty raczej nie kupię, ponieważ mam już trzy krążki Game'a na półce, a ta nie wnosi nic nowego. Słucha się jej całkiem ciekawie, natomiast zbyt jaskrawy jest dzisiaj w tym wszystkim dla mnie wątek marketingowy, którzy przyćmiewa to, co w graczu z Compton było fajne. No, bo jak się ma The Game, gangster z Cripsów do zniewieściałego Drake'a, damskiego boksera Chrisa Browna czy Tylera The Kreatora, który znalazł się na płycie zapewne tylko dzięki nagrodzie MTV, którą z kolei dostał nie wiem za co. Całe szczęście, że pojawia się Hopsin, który wyjaśnia sytuacje i mówi jak jest. Reasumując The Game "R.E.D." to bardzo fajny album na góra trzy przesłuchania.

Jedną z kolejnych ważnych premier w stanach był w tym roku "The Carter IV" by Lil Wayne. Przyznam się, że nie znam całej twórczości tego rapera, wiem, że wydawał sporo mixtapeów zanim stał się popularny, natomiast pierwszym albumem, jaki zdecydowałem się sprawdzić była trzecia część Cartera. "The Carter IV" to już 9 studyjny album tego rapera. Promowany klipami do utworów "6 foot 7 foot", "John", "How to love" oraz "Mirror". Najlepszy z płyty singiel radiowy do kawałka "She will" niestety bez teledysku. Moja niechęć do Drake nie jest niczym, co chciałbym szczególnie ukrywać, aczkolwiek muszę przyznać, że zarówno na płycie Game'a jak i Wayne'a utwory z jego gościnnym udziałem podobały mi się najbardziej.

Eminem oraz Royce Da 5'9' jako duet Bad Meets Evil obdarowali nas jedenasto-kawałkową epką "Hell: The Sequel". Nazwa duetu dla tych mniej spostrzegawczych zaistniała już na debiucie Eminema z 1999 roku. Dzisiaj dwójka raperów z Detroit w przerwie między solowymi płytami, a nowym albumem Sloughterhouse daje nam duet-album na najwyższym poziomie. Na płycie znajduje się mega singlowy numer "Fast Lane", do którego został przygotowany, pełny animacji, najlepszy teledysk, jaki miałem w 2011 roku okazję zobaczyć. Drugi klip do już niestety najsłabszego i zarazem najbardziej komercyjnego kawałka z Bruno Marsem. Najlepszy numer na płycie to oprócz "Fast lane" utwór, który wyciekł do Internetu przed premierą albumu zatytułowany "Echo". Czekamy na jak to określił Royce da 5'9 "Potwora", jakim ma być Slaughterhouse.

Przeskakując na moment na francusko - języczne płyty polecam sprawdzić album Soulkast "Honoris Causa". Płyta na bitach między innymi Dj Premier, na featuringach MOP, Onyx, Ghostface Killah, Talib Kweli, Das EFX, Bone Thugs-N-Harmony, IAM i wiele innych. Nie jestem zwolennikiem płyt, które z albumu solowego przeistaczają się w składankę, ale zmieniłbym zdanie gdyby wszystkie te dawały taką moc energii jak "Honoris Causa". Zresztą sprawdźcie pierwszy teledysk promujący to wydawnictwo do utworu "Premiere salve".

Jeśli już wyszliśmy poza obszar ameryki przeskoczmy na moment do UK, gdzie w tym roku ukazał się piąty studyjny album The Streets "Computers and blues". Mike Skinner zapowiedział, iż jest to ostatnia płyta sygnowana jako "Ulice". Jak wiadomo w rapowym świecie zapowiadanie zakończenia kariery jest dość modne, niektórym zdarza się nawet co album. Niemniej, jeśli The Streets naprawdę ma w planie przestać istnieć to bez wątpienia odchodzi w dobrym stylu. Opisując Mike'a Skinnera należy pamiętać, iż ma on na wyspach status porównywalny do O.S.T.R. w Polsce. Mam tu na myśli to, że jego popularność wychodzi daleko poza kręgi hip-hopowe, a jego płytami interesuje się już nie tylko nisza, ale loga typu Gwardian lub też BBC. "Computers and Blues" promowały dwa teledyski. Pierwszy do "Going through hell" , gdzie tytuł został zaczerpnięty od słów Winstona Churchilla. Na marginesie gdzieś ostatnio wyczytałem, iż Sokół cytował Chade słowami "Naród wspaniały, tylko ludzie to kurwy". Otóż to nie Chada moi drodzy, ale Piłsudski. Drugi klip powstał do utworu "OMG". Moim osobistym faworytem jest utwór "Blip on a screen". "Computers and blues" dla wielu będzie albumem nie do końca hip-hopowym, bardziej alternatywnym, bardziej elektronicznym. Nomenklatura jest sprawą drugorzędną jednak, jeśli nazywamy Drake'a oraz Kanye Westa hip-hopowcami nie możemy tego odebrać Skinnerowi.

Zostając dalej w Europie przenieśmy się na moment do Skandynawii, a konkretnie do Szwecji. Państwo, które na światową skalę może pochwalić się takimi zespołami jak choćby ABBA czy Roxette nie pozostaje w tyle również w kontekście hip-hopowym. Wszystko za sprawą Looptroop Rockers. Zespół znany doskonale fanom hip-hopu na całym świecie, a już na pewno znany doskonale bywalcom Hip Hop Kempu. W 2011 roku grupa wypuściła na rynek kolejny album zatytułowany "Professional Dreamers". Nie zaskoczę nikogo jeśli powiem, że wolałem grupę w wydaniu "Modern Day City Symphony" na surowych bitach, opowiadających w tekstach bombardowanie yardów, między innymi w Bergen. Cóż, hip-hop jak wszystko na tym świecie się zmienia, nie mogę mieć, więc pretensji do Looptroop o bardziej "kosmiczne" bity dziś w porównaniu z tymi w roku 2000. Pomimo moich sympatii do oldskulu "Professional Dreamers" to bardzo przyjemna płyta. Teksty są bardzo zrozumiałe jak to bywa zazwyczaj w momencie słuchania języka angielskiego mówionego przez osobę dla, której język ten nie jest jego pierwszym. Nie znaczy to wcale o jakichkolwiek brakach językowych Looptroop. Treść jest po prostu bardziej przejrzysta dla nie-anglojęzycznych słuchaczy niż dajmy na to teksty Method Mana. Płytę promowały teledyski do utworów "On repeat", "Professional Dreamers", "Do" oraz "Magic". Jeśli szukasz w muzyce rewolucji - revolution is here!



Informacje o artykule
Data dodania:2012-02-20
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:7.00 (4)
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Underground ..., 19 lat
mężczyzna, Bielsko Biała

Ostatnie artykuły tego autora:
Podsumowanie 2012 by Karim cz. 2/2
Podsumowanie 2012 by Karim cz. 1/2
4 Takty - wywiad z Młodym (Meridialu)
Podsumowanie światowej sceny Hip-Hop 2011 by Karim cz. 3/3
Podsumowanie światowej sceny Hip-Hop 2011 by Karim cz. 2/3

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
money_make_juzek_feel_better
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
17:46:54, 18-02-12
"popularność zyskują chłopcy typu Kanye West, Drake, Lupe Fiask"

Kurwa mać hejtujesz Lupeja, ale jednocześnie propsujesz nie mniej pedalskich, za to na pewno mniej utalentowanych Cole'a, czy Khalifę.
A tekst chujowy

nick!
Autor: nick!   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
18:03:30, 18-02-12
Rap był dla mnie zawsze gatunkiem, któremu bardziej do Sepultury, niż Justina Bibera...

z tego tez beka

szucik_2
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:27:21, 18-02-12
Rap był dla mnie zawsze gatunkiem, któremu bardziej do Sepultury, niż Justina Bibera... zgodzę się! A Kanye i inne ścierwo zza oceanu które teraz robi karierę niech się pier****! EMINEM krol!!!! JEBAĆ RPS- Rapową Polską Sukę!!!!

ziele_ziele
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
22:46:23, 18-02-12
z lupem strzal w stope, pierwsza plyta klasyk, druga bardzo dobra, trzecia lipa, choc sam autor przyznal, ze to wymysl wytworni i mu sie nie podoba (dla mnie singiel mistrz). jesli lupe jest pedalski to jaki jest wiz czy mac miller. w ogole strasznie to gimbusiarsko napisane, brak podstawowego warsztatu

dla mnie osobiscie the throne niewypal roku.
-----------
Ostatnia edycja: 2012-02-18 22:46:59

My Evenement
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
16:10:22, 19-02-12
gdzie on juzek propsuje wiza? czytaj ze zrozumieniem

Etus
Autor: Etus   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
20:48:21, 19-02-12
kto to jest kurwa Karim ? i dlaczego pisze ze rozpierdalajacy Drake ktory rozpierdala tekstami cala ameryke obecnie jest chujowy ? Commona zjadl pierwsza linijka w "stay schemin' " jak nie wiesz jaka zerowcu to trudno , pocwicz.

money_make_juzek_feel_better
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
23:10:51, 19-02-12
Z Drejkiem to wypierdalaj na portale gejowskie

BEKA Z TEGO FORUM
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
12:58:45, 22-02-12
KOLEJNY SZABLONOWY PRZYGŁUP ŻYJĄCY W LATACH 90. LUPE FIASCO I KANYE WEST SĄ NIBY CHUJOWI??? PRZECIEŻ TO SĄ JEDNI Z NAJLEPSZYCH W TYCH CZSACH. MŁODE TRUSKULE WCHODZĄ W DUPE PRAWDZIWYM OLDSKULĄ, A ONI ICH NAWET ZA TO NIE PROPSUJĄ. DLACZEGO OLDSKULE NIE PROPSUJA MLODYCH TRUSKULI??? BO NIE ROBIA NIC NOWEGO, CO POSTAWILO BY RAP W NOWYM ŚWIETLE. ZA TO OLDSKULE, NAWET TAKIE JAK GRAND PUBA PROPSUJA KANYE WESTA CZY LUPE FIASCO, BO ONI ROBIĄ COŚ NOWEGO. WIĘC DAJ SOBIE SPOKÓJ Z TYMI GIMNAZJALNYMI RECENZJAMI I DOROSNIJ WRESZCIE DO RAPU PAJACU.

MC 24
Autor: MC 24   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
16:55:38, 23-02-12
A tak sobie z nudów poczytał ten zaległy wywód, i co??? The Game... gangster z Cripsów :) he he... to mi się podobało najbardziej... he he. A propos... jestem gościem żyjącym w latach 90tych aczkolwiek nie zmienia to faktu, że obecnie dla mnie Game I Kanye West to bezsprzecznie czołówka, choc ten drugi zdecydowanie bardziej za produkcje niż rapy. BIG UP!

MC 24
Autor: MC 24   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
17:00:23, 23-02-12
A i jeszcze coś... wychowałem sie na Gangstar ale do Jaya-Z to nie lubie wracać, bo wszystkie jego albumy mnie męczą po drugim numerze, a stawianie jego albumów w jednym rzędzie z albumami Notoriousa czy Gangstar to nieporozumienie.

Goethe
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
15:04:35, 03-08-12
OLDSKULĄ

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 1 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-80-140-29.compute-1.amazonaws.com (54.80.140.29). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2018 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies