Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje
button_zwin_rozwin

Autor: Underground Renoma Records

Wracając ze Skandynawii na grunt amerykański nie zapomnijcie o jednej z moich ulubionych płyt tego roku - Evidence "Cats & Dogs". Evidence, reprezentant Dilated Peoples jest w Polsce znany coraz bardziej niewątpliwie również dzięki współpracy z O.S.T.R. Na "Cats & Dogs" usłyszycie produkcje na bitach m.in. Dj Premier, The Alchemist, Sid Roams oraz wielu innych.

Jeśli mam być szczery bardziej porwała mnie epka The Layover z 2008 roku, niemniej "Cats & Dogs" to również album, jakich mało. Teledyski do utworów "To be continued", "You", "It wasn't me" oraz "Falling down" mówią same za siebie.

Kolejnym krążkiem jeszcze bardziej podsycającym oczekiwanie na Slaughterhouse jest solowy album w wykonaniu Royce Da 5'9 "Success is certain". Album był promowany klipem do kawałka "Writer's block" aczkolwiek dużo ciekawiej wyglądają dwa kolejne single już bez teledysków do kawałków "Second place" na bicie Premiera oraz "Legendary" z udziałem Travisa Barkera. Życiorys tego coraz bardziej wchodzącego w hip-hopowe kręgi perkusisty niesie ze sobą scenariusz na całkiem ciekawy film. Otóż w 2008 roku Travis Barker przeżył katastrofę lotniczą w Południowej Karolinie. Dziś widać, że z każdym trakiem rodzi się na nowo. Wykraczając nieco poza hip-hop polecam sprawdzić jego tegoroczny album Travis Barker "Give The Drummer Some", do którego powinien was zachęcić klip "Can a Drummer get some" z The Game, Lil Wayne, Swizz Beatz oraz Rick Ross na featuringu.

KRS-ONE w 2011 roku zdążył wydać album "Godsville", być narratorem w filmie "Rhyme and punishment" oraz rzucić bombę w postaci kilku klipów zapowiadających jego 20sty studyjny album. Polecam rzucić okiem oraz uchem na "Just like that". Wracając do albumu "Godsville" warto nadmienić, że płyta jest wyprodukowana w całości przez zasłużonego producenta Showbiz. Jest to niejako kontynuacja pomysłu Krs-One'a co do albumów nagrywanych w całości z jednym producentem poczynając na Marley Marl, poprzez Tru Master, aż do Showbiz. Przypomnę, że Showbiz jest również autorem chyba najbardziej znanego utworu KRS-One'a "Sound Of Da Police" - zresztą nadmienia o tym sam raper na krążku "Godsville".

Przeczesując pobieżnie temat Dj'ski natrafiłem w ubiegłym roku na albumy Dj Quick "The Book Of David" oraz Dj Shadow "The less you know, the better". Jeśli chodzi o tytuł pierwszy, nazwałbym go mega czilautowym krążkiem z Kalifornii. "The Book Of Dawid" to krążek, który odbierzemy bardziej w kategorii producenckiego albumu niż Dj'skiej płyty. Co innego Dj Shadow. "The less you know, the better" to krążek, który zabierze was w podróż po ambitnych brzmieniach sztuki djingu. Nie czuje się na tyle obeznaną osobą, w turntablingu, żeby szczegółowo oceniać tą płytę od strony ułożenia rąk na gramofonie. Napiszę za to, że w album warto się zanurzyć, ponieważ jest to kolarz muzyczny, poczynając od oldskulowych brzmień hip-hopowych, poprzez samplowanie utworów z lat 50tych, aż po nowoczesne klubowe brzmienia. Dj Shadow to Dj, który przypomina młodemu pokoleniu na czym bycie Djem polega... otóż "who is the dj if he can't scratch"?!

Będąc ostatnimi czasy pod dość mocnym wpływem Taliba Kweli bardzo ucieszył mnie fakt, że oprócz zapowiedzi albumu Black Star na przyszły rok, oprócz kolejnej solówki w postaci "Gutter Rainbows" w 2011 roku ukazał się album jego projektu współtworzonego z filadelfijską wokalistką Res znany pod nazwą Idle Warship. Kolaboracja rapera z piosenkarką nie jest sprawą nową, jako że nagrywali razem choćby na płycie "Beautiful Struggle" oraz obu krążkach Reflection Eternal, jednakże "Habits of the hart" to pierwszy studyjny album zespołu. Krążek promowany teledyskami do utworów "Laser Beams" oraz "System Addict". Jako ulubione utwory z płyty typuję "The Floor" oraz "God bless my soul", zresztą na tej płycie słabych numerów brak.

W 2011 roku kolejnym albumem obdarzyła nas formacja Beastie Boys. "Hot sauce committee part two" to już ósmy studyjny album grupy promowany nie przeciętnym klipem do utworu "Make some noise" oraz nie mniej ciekawym "Don't play no game that I can't win". Jeśli mam być szczery, co się tyczy albumu "Hot sauce committee part two" oprócz featuringu Nasa nie zaskoczyło mnie na nim nic. Ani pozytywnie, ani negatywnie - ot stare dobre Beastie Boys, czyli, po co kupować nową płytę jak mogę wrzucić na głośniki "Ill communication" lub "Hello Nasty". Jednak akcja promocyjna związana z utworem "Make some noise" to zupełnie inna historia. Zacznijmy od tego, że sam kawałek, a w szczególności teledysk do niego są kontynuacją szlagieru zespołu w postaci utworu "Fight for your right" z 1986 roku. Fabuła teledysku do utworu "Make some noise" opiera się na kontynuowaniu wojażu po mieście przez członków Beasie Boys po wyjściu z imprezy, która miała miejsce na planie teledysku do "Fight for your right". W role członków grupy wciela się tym razem trzech znanych aktorów. Kanadyjski komik Seth Rogen, znany wszystkim jako Frodo Baggins z Władcy Pierścieni Elijah Wood oraz mój osobisty idol poczucia humoru Danny McBride vel Kenny Powers. W teledysku pojawia się również wielu innych aktorów jak choćby znany z twarzy, ale niekoniecznie z nazwiska Steve Buscemi. Odtwórca ról w takich filmach jak choćby Pulp Fiction, Reservoir Dogs czy też Desperado. Jakby tego było mało dzień po premierze teledysku została opublikowana jego rozbudowana pół godzinna wersja. Reasumując płyta Beastie Boys po staremu - dobrze, lecz bez niespodzianek. Teledyski natomiast... teledyski to jest to!

Oglądając wcześniej wspomniany film "Rhyme and punishment" w momencie wejścia końcowych napisów w tle brzmiał utwór "Out on parole" w wykonaniu Immortal Technique. Słyszałem wcześniej o tym raperze pobieżnie jako o mc, który zrobił sporo zamieszania w środowisku undergroundowym w stanach. Magazyn The Source od roku 1995 zamieszcza na swoich łamach wyróżnienie nazwane "Hip-Hop Quotable's", czyli nic innego jak Najlepszy Rapowy Cytat Miesiąca. Immortal Technique został wyróżniony w ten sposób jako pierwszy raper w historii bez podpisanego kontraktu z wytwórnią. Immortal jest również zaangażowanym politycznie aktywistą hip-hopowym. Jego teksty nacechowane są sprzeciwem wobec kapitalistycznemu systemowi, rasizmu, segregacji klasowej, biedzie, często również komentuje on w swoich tekstach organizacje kościelne. W 2011 roku wyszedł czwarty album rapera zatytułowany "The Martyr". Agresywna, bezkompromisowa  płyta, zresztą jak cała jego twórczość, prawdopodobnie zawierająca w sobie więcej niewygodnych prawd, niż wszystkie inne albumy w tym podsumowaniu razem wzięte. Męczennik nie wciąga, aż tak jak debiut rapera niemniej gorąco polecam sprawdzić.

Odpłyńmy na moment od hip-hopu jednocześnie zostając przy hip-hopowych wykonawcach. Z pewnością znacie rapowe składy House Of Pain oraz La Coka Nostra. Co łączy ten jakby nie było agresywny rodzaj hip-hopu z bluesem i muzyką country. Odpowiedź jest jedna - Everlast. Oprócz udziału w obu wymienionych przeze mnie projektach hip-hopowych Everlast jest od dawna kojarzony z gitarą i śpiewaniem utworów z pogranicza muzyki rockowej. O jego nie hip-hopowym obliczu najgłośniej było w roku 1998, kiedy to ukazał się album "Whitey Ford Sings the Blues" z mega hitem "What it's like". Płyta owa sprzedała się w stanach w niesamowitym nakładzie osiągając status podwójnej platyny. Dziś Everlast powraca do nas z albumem "Songs of the ungrateful living". Płyta została wydana przez label Martyr Inc. Records w połączeniu dystrybucyjnym z EMI. Promował ją teledysk do utworu "I get by", a ja osobiście chciałbym polecić utwory "Gone for good" oraz "The rain". "Songs of the ungrateful living" to bez wątpienia jedna z moich ulubionych nie hip-hopowych płyt minionego roku.

Dość często jestem pytany o to, jaki rodzaj hip-hopu preferuję najbardziej. Wszystko oczywiście zależy od nastroju, dnia i temperatury na zewnątrz niemniej zawsze byłem fanem rapu, jaki tworzy grupa MOP. Mocnych, "premierowskich" bitów, energicznych nawijek i hardcorowych tekstów. Liryk dających do zrozumienia, że MOP to "the hardest niggas", jednocześnie omijający prostackie wersy. Całkiem niedawno rozmawiałem z Andrzejem Budą poruszając temat hardcorowych wykonawców na polskiej scenie, ponieważ z całym szacunkiem zdziwił mnie jego wybór albumu Firmy jako płyty roku 2011. Pozwoliłem sobie na spostrzeżenie, iż w Polsce brakuje nam odpowiednika MOP. Grupy, która jest zarówno mocna technicznie, rapowo, energicznie, muzycznie, a jednocześnie prezentuje hardcorowy nurt. Obserwując scenę w Polsce dochodzę do wniosku, że mamy tutaj dwie skrajności. Albumy hardcorowe są zazwyczaj bardzo słabe technicznie, rymy darując sobie inne epitety są banalnie proste, flow z reguły nie występuje i jedyne, co skłania mnie do sprawdzania tych płyt to bezkompromisowość przekazu. Tej z kolei zawsze brakuje zawodnikom dużo lepszym technicznie i intelektualnie, ale już nie posiadającym w sobie takiego "wigoru" jak "ciemna strona mocy". Życzyłbym sobie usłyszeć złoty środek w tej kwestii.

Osobą, która do tej pory łączyła w całkiem wytrawny sposób stronę uliczną z intelektualną był Narrator, niemniej jeden Sokół wiosny nie czyni. Wracając do MOP, grupa powraca z albumem "Sparta" wyprodukowanym w całości przez Snowgoons. Billy Danze oraz Lil' Fame obdarowali nas albumem wciągającym od samego początku po sam koniec. Intro rozpoczynające płytę zaczerpnięte z filmu Sparta na samym wstępie daje do zrozumienia, że płyta nie będzie łatwa i przyjemna. Zaraz po "cytacie" wchodzi bit do pierwszego tytułowego utworu i już wiemy, że Snowgoons wywiązali się z zadania na medal. Płyta niestety, póki co nie doczekała się promującego klipu, niemniej zachęcam do sprawdzenia promomixu . Moim ulubionym oprócz tytułowego utworu jest trak utrzymany (o dziwo) w nieco westcoastowym stylu pod tytułem "Rollin". Płyta wydana została przez Babygrande records - wytwórnię, czy też może bardziej agencję artystyczną mającą na swoim koncie opiekę nad płytami takich wykonawców jak m.in. Jedi Mind Tricks, Immortal Technique, GZA oraz Group Home. Promocja albumu "Sparta" delikatnie mówiąc kulawa i dlatego też nie dziwi mnie fakt zmiany wytwórni przez Jedi Mind Tricks po czterech albumach wydanych pod szyldem Babygrande.

Płyta Jedi Mind Tricks "Violence Begets Violence" została wydana w październiku 2011 roku pod skrzydłami niezależnej oraz bezkompromisowej (jak przeczytamy na stronie internetowej) wytwórni Enemy Soil. Vinnie Paz wraz z Jus Allach serwują nam kolejną, siódmą już porcję mocnych, często zabarwionych anty-politycznie tekstów. Krążek promował teledysk do utworu "When Crows Descend Upon You". Płyta sprzedała się w 10tys egzemplarzy, otrzymując jednocześnie bardzo skrajne opinie wśród krytyków zarówno te pozytywne jak i negatywne.

Przeskakując ponownie na stary kontynent pozwolę sobie wspomnieć o płycie Roots Manuva "4evervolution". Napiszę tutaj krótko: pomimo, iż bardzo lubię Roots Manuva, a jego pierwszy album przesłuchałem nieskończoną ilość razy, pomimo iż wciąż uważam go za jednego z pięciu najważniejszych mc w historii brytyjskiego hip-hopu, pomimo wszystkich tych i innych sympatii płyta "4evervolution" nie przypadła mi zupełnie do gustu. Album promował teledysk do utworu "It's on". Mam nadzieję, że album trafi w wasze gusta bardziej niż w moje.

Z płytami sygnowanymi logiem WU bywa różnie. Dzieje się tak zapewne poprzez zasięg, jaki owa grupa osiągnęła wciągając w swoje szeregi całą rzeszę mc's i producentów z całego świata. Efekt tego działania nie zawsze jest pożądany, ponieważ momentami można się pogubić w tym, kiedy wychodzą oficjalne płyty Wu-Tangu, kiedy mixtapey, a kiedy pojawia się coś od jakiegoś członka WU Familly, ponieważ wszystko to znajduje się pod jednym charakterystycznym logiem WU. Dlatego też od pewnego czasu zacząłem dość sceptycznie podchodzić do owych produkcji. Nie mniej jakkolwiek sceptyczny bym nie chciał być nowa płyta Raekwon "Shaolin vs Wu-Tang" to kawał dobrej roboty. Corey Woods na swoim piątym studyjnym albumie zgromadził całą śmietankę gości, wymieniając choćby Black Thought, Busta Rymes czy Nas. Teledyski niestety nie powalają. Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić jak chodzi o Raekwona, chociaż sprzedając 50tys egzemplarzy można by się pokusić o coś konkretnego. Ulubionymi utworami z płyty mianuję "Chop chop Ninja" z gościnnym udziałem Estelle i Inspectah Deck oraz "Crane style" z Busta Rymesem. Płyta z pewnością przywołuje stary Wu-Tangowy styl i różni się znacznie od "schematu" płyt wydawanych dziś w stanach. Polecam klimat 36 Chambers w nowej odsłonie.

Wiele jest możliwości na promocję płyty. Jedną z takich jest bez wątpienia Release Party. Różnie tego typu imprezy się kończą, a ja nie życzę nikomu żeby kończyły się tak jak impreza, na której Pete Rock wraz z Tek oraz Stalle świętowali premierę swojego albumu. Policja, pobicia, aresztowania, sprawy z sądzie. Nie ma, co się dziwić, kiedy swoją nazwą promujesz przemysł zbrojeniowy na ulicach Nowego Jorku. Przejdźmy jednak do zawartości krążka. Pete Rock & Smif-N-Wessun - Monumental to płyta, na jaką z pewnością czekało wielu fanów Boot Camp Click oraz Cocoa Brovaz. Grupa pochodząca z tej samej dzielnicy, co MOP wypuściła w pełni wyprodukowany przez legendarnego Pete Rocka album, a stało się to za sprawą wytwórni Duck Down Records. Płyta jest świetna, co w kontekście ostatniej imprezy, na jakiej miałem okazję być, a na której to za gramofonami stał Pete Rock było dla mnie nie małym zaskoczeniem... ale o tym kiedy idziej. "Monumental" to samplowany hip-hopowy album w stylu lat 90tych promowany klipami do "That's hard" oraz tytułowego "Monumental". Ten ostatni to świetnie dobrany trak na otwarcie albumu jak i jeden z moich ulubionych na nim. Sytuacja z owym krążkiem jest następująca - im dłużej go słuchasz tym trudniej wybrać ci będzie jeden ulubiony numer. Polecam całość, a szczególnie "Roses" z gościnnym udziałem Freeway oraz "Do it" featuring Hurricane G.

Przeglądałem w ubiegłym roku "The Source", chociaż co to za Source jak na okładce mamy Chrisa Browna?!!! Tak czy inaczej, czytając, co tam mądrego i mniej mądrego wypisali natrafiłem po raz pierwszy na postać Tech N9ne. Artykuł na dwie strony przedstawiał tego rapera, jako postać wkraczającą dziś w szeroki mainstreem zupełnie niezależnie. Tech N9ne od 1999 roku wydał, 13 albumów sprzedając je w łącznym nakładzie ponad miliona egzemplarzy. Jest to bez wątpienia przynajmniej dziwna sytuacja, jako, że słyszymy o nim na szeroką skalę stosunkowo od niedawna. Jak wspomniałem, usłyszałem po raz pierwszy o Tech z wątpliwej dziś jakości magazynu, dlatego też album "All 6's and 7's" brałem do ręki bez przekonania. Dzisiaj mogę szczerze przyznać - panie i panowie jakież moje podejście było błędne! Sprawdzałem w tym roku kilku mc's, których nie słyszałem wcześniej i mogę z pełną świadomością napisać, że Tech N9ne zachwycił mnie najbardziej. Album promowany teledyskami do utworów "He's a mental gigant", "Mama nem" oraz "Am I a psycho" z gościnnym udziałem kolejnych dwóch kotów w postaci B.O.B. czyli autora hitu "Airplanes"  oraz młodego rapera o pseudonimie Hopsin - kolesia, który swoim trakiem "Sag my pants" wyjaśnił sporą część amerykańskiej sceny. Od Hopsina oberwało się między innymi Drakeowi, Lupe Fiasko oraz Lil Waynowi. Oberwało się również, zresztą nie pierwszy raz wdowie po Eazy-E.
Pani Tomica Wright została przez Hopsina wielokrotnie wywołana do tablicy jako nieudolna prezes labelu Ruthless Records, nad którym pieczę odziedziczyła po zmarłym członku N.W.A.

Rozpisałem się nieco o Hopsinie, ale wróćmy do płyty Tech N9ne "All 6's and 7's". Jak na moje gusta dobór klipów mógł być tutaj ciekawszy. Z pewnością szalonym i godnym uwagi jest trak "Worldwide choppers" z gościnnym udziałem Busta Rymes, Ceza, D-Loc, JL of B.Hood, Twista, Twistem Insane, USO oraz Yelawolf. Ufam, że teledysk do tego numeru nie zaistniał tylko ze względów logistycznych. Polecam również bardzo muzyczny "I love music" feat. Kendrick Lemar, jak również "Overtime", "So lonely" oraz "Love me tommorow". "All 6's and 7's" siódemek zebrać nie może, ale byłbym w stanie postawić szóstkę, szczególnie biorąc pod uwagę brak kontraktu z dużą wytwórnią, a co za tym idzie niezależność własnej wytwórni Strange Music.

Warto zapewne rzucić uchem na projekt niejako pokrewny do Digable Planets. Dzieje się tak za sprawą pana Butterfly, a chodzi o nic innego jak projekt Shabazz Palaces. Album "Black Up" to materiał, który nazwiemy z pewnością mocno alternatywnym hip-hopem. Promowany teledyskiem do utworu "Are you... Can you... Were you? (felt)". Myślę, że do tego typu projektów należy przyłożyć sporo skupienia żeby je na prawdę poznać. Ja zrobiłem tylko szybki reaserch, więc wrzucam tutaj jako news bez oceny. Z pewnością sporo tutaj ambitnych treści, niemniej o wiele bardziej ciągnęło mnie do "reachin' (a new refutation of time and space)".



Informacje o artykule
Data dodania:2012-03-01
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Underground ..., 20 lat
mężczyzna, Bielsko Biała

Ostatnie artykuły tego autora:
Podsumowanie 2012 by Karim cz. 2/2
Podsumowanie 2012 by Karim cz. 1/2
4 Takty - wywiad z Młodym (Meridialu)
Podsumowanie światowej sceny Hip-Hop 2011 by Karim cz. 3/3
Podsumowanie światowej sceny Hip-Hop 2011 by Karim cz. 1/3

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-216-28-250.compute-1.amazonaws.com (3.216.28.250). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.