Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje
button_zwin_rozwin

hip-hop.pl »

Jay-Z - Vol. 2 Hard Knock Life

 Jay-Z rap graffiti breakdance video Jay-Z, jayz.hip-hop.pl
Jay-Z, właściwie Shawn Corey-Carter data urodzenia: 4 grzudzień 1970r. miejsce urodzenia: Brooklyn, New York, USA znak zodiaku: Strzelec wzrost: 192cm kolor włosów: brunet pseudonimy: Jay Hova, Hova, Jiggaman, Jigga, Jazzy Kiedy był mały je...

Jay-Z - "Vol. 2 Hard Knock Life"

(1998, Def Jam, Album)
Muzyka rap hip-hop mp3 Jay-Z - Vol. 2 Hard Knock Life,
Âśrednia ocena: 8.50 (2)
Zaloguj siĂŞ aby oceniĂŚ album.
PosÂłuchaj utworĂłw z Jay-Z - Vol. 2 Hard Knock Life


Jeśli miałbym dokładnie określić, który ze wszystkich albumów Jay-Z ma najwięcej wad, a co za tym idzie, odstaje poziomem od pozostałych, to na pewno wahałbym się między powyższym a "Vol. 3 Life And Times Of S. Carter". Dlaczego? Powodów jest przynajmniej kilka, a należy zacząć chyba od tego, że po takich sukcesach, jakimi były dwa pierwsze krążki, formę S. Carter'a musiał w końcu po prostu dopaść regres. Innych usprawiedliwień można dopatrzyć się z pewnością na koncie Jay'a, które powiększyło się po 3 latach o kilka milionów. Wszystko to, spowodowało, że Jigga zaprosił na swój nowy album masę niepotrzebnych gości i producentów, a sam, jak widać, nie przykładał się już tak bardzo przy doborze materiału, co w konsekwencji udzieliło się dość sporym chaosem na płycie.

Jay-Z przyzwyczaił nas do tego, że regularnie, co roku serwuje nam nowy projekt. Także i tym razem nie było inaczej, więc minęły niecałe 360 dni od Vol.1, a światło dzienne ujrzał "Vol. 2 Hard Knock Life". Album, co by o nim nie powiedzieć, zrobiony chyba przede wszystkim dla dolarów. Jednak nie wszystko zaczyna się tak źle, jak przedstawiłem powyżej. Na sam początek, po tradycyjnym monologu, mamy intro, na którym swoje umiejętności prezentuje Memphis Bleek, który był nieobecny na Vol. 1, za to tutaj dostał cały wstęp plus możliwość prezentacji na dwóch innych odsłonach. Bleek całkiem dobrze radzi sobie na podkładzie Dj Premier'a, pokazując, jak rozwija się lirycznie. Następnie mamy joint, którego nie mieliście prawa nie słyszeć, to oczywiście tytułowy "Hard Knock Life" z dziecięcym chórem na refrenie i popularnym samplem z musicalu "Annie". Jay po prostu zabija swoim flow produkcję Mark 45 King'a i tworzy chyba swój największy hit wszech czasów (oparte na sprzedaży tego singla). Tego po prostu nie można kwestionować. Niestety po tym robi się na jakiś czas już trochę mniej przyjemniej. Na miejscu trzecim jest bit od Swizz Beatz, kolesia, którego plastik naprawdę nie musi się wszystkim podobać. Obecność tego producenta na płycie spowodowana była zapewne, zbliżeniem Jay'a do ludzi z Ruff Ryders. Na kawałku "If I Should Die" jest bardzo underground'owo, z pomocą przychodzą Da Ranjahz, ale jak dla mnie, Hov'a stać na wiele więcej, ten track nie jest tutaj potrzebny. Dokładnie tak samo, jak następny produkcji Stevie J, który strasznie zamula swoim tempem, poza tym Jay nie pokazuje tutaj swoich możliwości, drugi już przeciętny numer. Zaraz po nim, mamy debiut Timbaland'a na albumie Jay-Z, jak wiadomo obaj panowie praktycznie zawsze kolaborowali na krążkach Hovito. Co tu dużo mówić, Jigga wypada kurewsko dobrze na jointach Timbo i nie inaczej było na "Nigga What, Nigga Who", gdzie pomaga mu Big Jaz, a na refrenie piękna Amil. Ten numer już w zupełności obnaża przemianę Carter'a i jego odejście od old-schoolowych brzmień Nowego Jorku. Na szóstce jest znowu Swizz na bitcie, a gościnnie najgłośniejszy w branży DMX, "Money, Cash, Hoes" to beznadziejny numer, co przyznał później nawet sam Jigga. Jak dla mnie zupełnie nie w stylu Hov'iego, może dobry na mixtape Ruff Ryders. Natomiast na pozycji siódmej jest moim zdaniem najlepszy cut na całym LP. Mowa tu o kolejnej, udanej kolaboracji z Too Short, "A Week Ago" produkcji J-Runnah (wypas podkład) to hustlerski joint o wszystkim, co związane z ulicą, po prostu gangsterka na najwyższym poziomie. Ósemka to już na szczęście ostatni podkład od Swizz Beatz, chociaż tym razem trochę jaśniej niż na poprzednich. Nie zabrakło Bleek'a, który całkiem przyzwoicie, jak na długość obecności w rap-grze, rymuje. Widać, że Jay już na serio zaangażował się w jego promocję, staje się pomału jego mentorem. Numer nawet dobry do fury. Po nim "Can I Get A...", track, nie wiele mniej popularny na świecie od "Hard Knock Life". Produkcja Irv Gotti z udziałem oczywiście Ja Rule'a oraz Amil, to może i fajny bounce, ale zalicza się do kawałków, które obniżają moją wysoką ocenę twórczości Jay'a. Szkoda, że i ten utwór znalazł się na płycie. Nie ma za to, co narzekać przy pozycji nr. 10, gdzie po raz drugi wpada Timbaland i podaje naprawdę gruby bit, na którym oprócz znakomitego Jigga, udziela się Foxy Brown, która regularnie od początku wspiera Carter'a na jego albumach. Trzeba przyznać, że Bonnie i Clyde są najlepszym duetem dwóch przeciwnych płci. Z kolei na "Reservoir Dogs" mamy już wyłącznie męskie kolaboracje, a konkretnie wpadają The Lox (Jadakiss, Styles P) oraz Beanie Sigel i stary znajomy z poprzednich krążków, czyli Sauce Money. Jeśli dodać do tego, że utwór wyprodukował Erick Sermon, to można by pomyśleć, że będzie to coś, co zapamiętamy na długo. Niestety tak nie jest, po kolei rapujący mc's po prostu nas nudzą, bit też jest monotonny, więc powstaje joint, który ja zapisałbym na minus. Inaczej jest w przypadku "It's Like That", gdzie bit zapodaje sam Kid Capri i trzeba przyznać, jest to solidna robota, Jay wymiata swoim flow, na końcu podśpiewując sobie, dobrze wypada. Polecam ten joint. Na samo zakończenie dwa bonus tracki, w tym jeden, co się sam zdziwiłem, zrobiony przez Damon Dash, założyciela The Roc. Mimo wszystko, powinien on się zająć tym, co potrafi robić najlepiej, czyli marketingiem, ten podkład to chyba forma zabawy. Po raz trzeci na featuringu wystapił Memphis Bleek, tym razem blado, Jay też nie zachwyca, słaby kawałek. Ostatni cut, to też nic specjalnego, na pewno dla fanów, podkładów J.D., który też nawija na "Money Ain't A Thang". To nic innego, jak pogadanka o forsie i panienkach, nawet przyjemnie się słucha, ale powtarzam, to nie jest level Hov'iego. To wszystko, co tym razem ugotował Shawn Carter.

Po przesłuchaniu Vol. 2 nie pozostaje nam nic innego, jak ogromny niedosyt. Jigga nie jest w tym momencie już tym samym raperem, którym był na pierwszych dwóch albumach, zapodaje pojedyncze dobre kawałki, tworząc niespójną całość, której słuchanie nie daje przyjemności. Ten album uważam za małe potknięcie w bogatej karierze S. Carter'a, sprawdźcie z resztą sami.


Info
k2   rap graffiti breakdancek2
mężczyzna, Słubice
dodano: 2004-08-16

średnia ocena: 0.00 (0)
Aby ocenić recenzję musisz się zalogować
anonim
Autor: tmk   Link do posta
06:08:27, 22-08-04
eeeeeeeeeee taaaaaaaam! Piosenka z dmx wcale nie jest zła!Chyba najlepsza produkcja Swizego ktory jest ...wyjątkowo hujowym producentem :/ .

anonim
Autor: Safetiss   Link do posta
22:06:12, 27-08-04
ale kawalek hard knock life jest boski i te bachorki w refrenie wymiataja!

anonim
Autor: dfg   Link do posta
08:37:03, 29-08-04
hard knock life jak to smiesznie brzmi w jego ustach ...Big NaS

słuchawka
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:24:01, 12-03-05
Ten album to najlepsze dzieło Jay-z!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

InsectKiller
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
21:12:24, 24-09-07
zgadzam się że to kiepski album no niestety

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 3 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-233-220-21.compute-1.amazonaws.com (3.233.220.21). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.