Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Hip-Hop Opole 2002

Hip-Hop Opole 2002

Hip-Hop Opole w tym roku nie miało szczęśliwego terminu. Wtorek, pod koniec roku szkolnego, nie jest dniem, który pasuje wielu. Jadąc na ten koncert, bałem się jak wypali, czy przyjdą ludzie. Jak się później okazało, skończyło się na obawach. Od rano na scenie trwały prace. Powiem szczerze, że pierwszy raz widziałem tak przygotowaną scenę. Jednak duża firma więcej może. Przy budowie nie obyło się bez wypadków, po prostu konstrukcja spadła na dwie staruszki, ale to już się nadaje bardziej do kroniki kryminalnej niż w to miejsce. Same próby zaczęły się o 9:20. Ktoś wszedł na scenę i zaczął narzekać, na nie pozałatwiane sprawy itp., a po chwili zaczął się występ Lari Fari. Próby przebiegały bez większych niespodzianek. O 11:30 na scenę wkroczyli Gibony i zaczął się show. Widać obycie i wiele koncertów, bo w ich wykonaniu nawet próba była ciekawa. Tede nie oszczędził Eldoki wykonując "Dupoliza". Na koncercie, ten utwór nie został zagrany. Bardzo ciekawie na próbie wypadli reprezentanci Krakowa, czyli Intoksynator i Mercedresu (wywiad z nimi w #0 Magazynu Hip-Hop.pl) oraz dj DMC. Dużo energii i zapowiedź dobrego koncertu, ale o tym dalej. Na backstage'u dużo się mówiło o kamerzystach i innych pracownika TVP, którzy mieli swoją wizję hip-hop'owaca. Kamerzyści gęsto tłumaczyli wykonawcom jak mają się rusza, jak nie unikać kamery i jak być "medialnym". Wzbudzało to tylko śmiech i pełne politowania kiwania głowa. Potem większość robiła specjalnie odwrotnie. Z całym szacunkiem do kamerzystów, ale to oni powinni wykorzystać swoje doświadczenie żeby pokazać ten koncert ciekawie, a nie próbować "przestawić" raperów na inny sposób poruszania, tylko dlatego, że operatorom będzie wygodniej. O komentarz poprosiłem człowieka, współtworzącego program na Vivie, czyli CNE: - Wszystko jest spoko, tylko koncerty hip-hop'owe zawsze mają w sobie pierwiastek improwizacji, a oni chcieliby to mieć strasznie wyreżyserowane i czyste. Np. Marian wszedł po swoje graty, żeby je zwinąć po koncercie podczas innego występu, a tam "nie możesz tu byś, tu się kręci". Bez przesady. Czas do koncertu upłynął na rozmowach na backstage'u. Dużo znajomych, wszyscy w dobrych humorach. Tuż przed koncertem zaczęliśmy wywiad z Piajanymi Powietrzem, a gdy go kończyliśmy, swój set na scenie prezentował dj Jan Mario. Trzeba przyznać że dobierał same znane i czysto imprezowe kawałki. Publika, która coraz szczelniej wypełniała sektor pod sceną, rozgrzewała się w dobrym tempie. Kwadrans po 16 rozpoczął się jeden z najlepszych show tego dnia. Na scenie pojawiła się połączona ekipa Gib Gibon. Ostre wejście z "Gram w zielone" i publiczność doskonale znająca ten kawałek, bawiła się świetnie. Cała ekipa Gibonów prezentowała się świetnie, dobrze uzupełniali się na scenie, idealnie pokazali jak można zagrać dobry koncert. Po "Gram w zielone" Tede uciszył publiczność, żeby za chwilę odśpiewać chóralnie "Warszawski walczyk". Potem nowy kawałek Tede i Borixona "Nie masz szans grać ze mną bounce". Później Borixon razem z publiką głośno skandowali hasła "szalony ziom Gib Gibon". Podczas wykonywania kawałka Baku Baku Składu Wujek Samo Zło wskoczył na stojącą przy scenie kolumnę. Ta, ku jego zdziwieniu, zaczęła się przechylać i wkrótce wylądował w publiczności, tuż obok kamerzysty. O tym momencie mówi: - Wskoczyłem na tą kolumnę, a ona jest z jakiegoś styropianu. Zeskoczyłem na dwie nogi, czyli w połowie jak kot i nic się nie stało. Dalej śpiewałem kawałek. Kończyliśmy go ze sceny. To było fajne, że podczas tego upadku dalej kontynuowałem kawałek. I rzeczywiście, numer cały czas był rapowany, nawet gdy reszta Gibonów pomagała WSZ'towi wejść z powrotem na scenę. Potem poleciała nowa, koncertowa, wersja "Ona jest szmatą" do podkładu P. Diddy "Bad Boy". Niewątpliwie ta wersja robi furorę i to nie tylko w Opolu. "Ona jest szmatą" szybko przeszło w "Alminium", potem przyszedł czas na solowy numer Borixona i "Bansuj ze mną" Tedego. O godzinie 16:35 skończył się ten koncert. Trwał 20 minut, ale obok koncertu Slums Attack, był najlepszy tego popołudnia. Następnie na scenie pojawił się Fenomen wspierany przez dj Kostka. Największe wrażenie na publiczności zrobiły dwa najbardziej znane kawałki: "Szansa" i "Sensacja". Ta druga była zapowiedziana przez Żółwia "Teraz zrobimy taki hałas żeby się rozjebały policyjne samochody". I rzeczywiście hałas był, ale żaden samochód się nie rozjebał. Koncert był dobry, publika po rewelacyjnych Gibonach była rozgrzana i bawiła się dobrze. Koncert trwał również dobre 20 minut. Przed zapowiedzeniem następnego koncertu Hirek Wrona wygłosił kilka zdań podziękowania dla Bogny Świątkowskiej i Druha Sławka. Ładny gest, publiczność przyjęła owacjami i na scenę mogli wkroczyć Onar i Ośka oraz Stasiakz 247. Na pierwszy ogień poszedł kawałek z nowej płyty "Superelaks 2" o tytule, bodajże "Czy lepszego dogonisz" (w razie pomyłki proszę o sprostowania). Nie był to udany wybór, ponieważ publiczność w ogóle nie wiedziała o co chodzi i po prostu stanęła. Potem Onar podzielił publiczność na dwie części i ta (jego) lewa krzyczała "super", prawa "relaks". Najgoręcej ludzie zgromadzeni pod sceną w Opolu przyjęli oczywiście "Od lat", ale i tak nie można równać tego koncertu do Gibonów, Peji, czy nawet wcześniej opisanego Fenomenu. Trwał zaledwie ok. 10 minut, publiczności niezbyt przypadł do gustu. Po Warszawie przyszła pora na reprezentację Wielkopolski. Jako pierwsi wystąpili Ascetoholix, a na scenę wkroczyli przy muzyce z serialu "Drużyna A" (swoją drogą ciekaw jestem ile osób jeszcze pamięta ten serial...) i to wejście jest już ich znakiem rozpoznawczym, bo to nie pierwszy tak zaczęty koncert. Wspomagał ich za adapterami Dj Decks. Pierwszym utworem, który zagrali był "Maraton", potem razem z Hansem z 52 zagrali "Grunt" zapowiedziany jako "trochę hardcore'u z Wielkopolski". Atmosfera się podniosła, szczególnie jak ekipa się pytała "Jak jest?", a zgromadzeni w Opolu odpowiadali "Dobrze w chuj". Potem była drobna scenka, gdzie do Ascetoholixów zadzwonił znajomy i pytał się "Jak to jest, że ciągle grają", odpowiedzią był kawałek "Już dawno". Koncert dobry, ciekawe wejście na scenę, potem ten numer z komórką i publiczność bawiła się świetnie. Nie tylko publiczność, bo niedaleko ode mnie zaczęły również tańczyć panie z PCK. Co zresztą robic jak na koncercie jest atmosfera majówki, nikt się nie awanturuje, żadnych interwencji i gra dobra muzyka. Nic tylko się bawić. O 17:30 po trwającym 20 minut koncercie Ascetoholix na scenę wszedł ponownie Hirek Wrona. Podziękował bliżej mi nie znanej Iwonie, kierowniczce produkcji, następnie powiedział parę słów o nowej edycji książki Andrzeja Budy "Historia Kultury Hip-Hop". Chciał ją dać komuś z publiczności, ale zorientował się, że jak da facetowi, to go nazwą pedałem. Wybrał jakąś dziewczynę, ale pomimo usilnych starań książka trafiła do jakiś męskich rąk. Publika odpowiedziała żartobliwie: "pedał, pedał". Przyszedł czas na Slums Attack. Peja był zapowiedziany przez Hirka, jako człowiek, którego bardzo szanuję. Publiczność, przyjęła go co najmniej gorąco. Na początek szybki i bardzo dobrze wychodzący numer "Jest jedna rzecz", a publiczność w refrenie głośno skandowała "Hip-Hop". Potem "Kolejny stracony dzień", a na pytanie Peji, czy to był stracony dzień, tłum świetnie bawiących się ludzi oczywiście odpowiedział , że nie. Potem "Randori", a następnie największy przebój z tej płyty, czyli "Mój rap, moja rzeczywistość" oraz "Głucha noc". Po odegraniu tych utworów, Peja przekornie zapytał się publiki "chcecie coś, czy mamy iść w pizdu". Odpowiedź była oczywista, więc połączone siły Poznania zagrały "I moje miasto złą sławą owiane...". kiedy koncert kończył się o 18:00, ludzie w Opolu długo krzyczeli "SLU". Najdłuższy i obok Gibonów najlepszy koncert tego popołudnia. Po koncercie Slu, Hirek wyszedł na scenę i ni stąd ni zowąd przywitał wszystkich w drugiej części koncertu... chyba taki trick, dla telewizji. Zapowiedział też połączone siły Krakowa, czyli Mercedresu i Intoksynator. Płytę Intoksynatora dostałem dopiero w Opolu, więc nie jestem w stanie dużo napisać o ich kawałkach. Duże wrażenie zrobił szybki numer o tytule "Co wy wszyscy chcecie robić tu?". Publika nie znała chyba żadnego kawałka, ale nie rozchodziła się, nikt nie szedł po piwo, więc musiało się podobać. Widziałęm ich wcześniej na próbie i tak jak pisałem wcześniej, na koncercie robią dobre wrażenie. Ciekaw jestem jak przyjmie się ich płytę. Sporą promocję robili sobie wychodząc na scenę z banerem Zooteki. Pod sam koniec koncertu, ktoś ze składu rzucił hasło "CHWDP od gór do morza". Grali długo, bo prawie pół godziny. Czyli tyle co Slu i więcej niż Giboni. Po Krakowie przyszedł czas na reprezentację Śląska. Jako pierwsi wystąpili Pijani Powietrzem. Przyznam szczerze, że byłem ciekawy jak wygląda ten materiał na koncertach. PFK Kompany jak zawsze postawiło na beatbox i oprócz normalnego składu Pijanych, pojawił się również Sot, brat Rahima oraz, jak dla mnie największe i oczywiście pozytywne, zaskoczenie tego koncerty, czyli Aśka. Jednakl po kolei. Pierwszy kawałek to "Fotki". Głośny podkład, Śliwka też jakoś szybciej rapujący, sprawiło, że do tego numeru ludzie naprawdę dobrze się bawili. Potem brat Raha wystąpił solo na beatbox'ie i poleciał "Myślę i nic". I nastąpiło "moje największe zaskoczenie". Najpierw swój pokaz zaczął Sot, później pierwszy damski beatbox jaki w życiu słyszałem, czyli Aśka. Dołączył do nich brat Rahima i kończyli to w trójkę. Na to warto było czekać. Pijani zaśpiewali jeszcze "Ała", a Sot przy aplauzie publiczności dał pokaz "Raportu z dworca centralnego". Potem jeszcze popisy brata Rahima oraz Sota i ten ciekawy występ po 20 minutach dobiegł do końca. Było to coś, co zostaje w pamięci. Dziesięć minut przed 19 na scenę wkroczyli b-boy'e z Ozimka, Nysy i Opola. Za gramofonami stanął dj Kostek. Tańczyli bardzo krótko, ciężko nawet coś napisać o tym występie. No, cóż telewizja ma swoje prawa i trzeba było się zmieścić w czasie, być może dlatego ich występ trwał tylko 10 minut. Na scenę wkroczyli Lari Fari. Przez moment była Paulina na wokalu wspomagana była przez Śłiwkę ("Drzwi"). Sam styl Lari Fari, spokojny, bardziej soulowy, uspokoił publiczność. Spotkałem się z głosami, że ten występ był niepotrzebny, bo za bardzo odbiegał od rapowego charakteru festiwalu. według mnie festiwal był po to, żeby pokazać różne kierunki, a to co robi Lari Fari, na uwagę na pewno zasługuje. Piętnaście minut po 19 na scenę wkroczył Fisz. Najpierw całkowicie sam wykonał "Za wysoko" z refrenem, jak na Fisza przystało, śpiewanym przez megafon. W trakcie koncertu wyraźnie było słychać nowe brzmienia podkładów. Dopiero po tym kawałku wspomagali go Peteero i Max oraz dj Mad (ten oczywiście był z Fiszem na scenie od początku). Kiedy poleciało "30 cm" Opole ożyło, potem znane utwory z "Polepionych dźwięków", czyli: "Polepiony", "Język wszechświata" oraz ciekawa aranżacja "Czerwonej sukienki". Widziałem już kilka koncertów Fisza i to trzeba przyznać, to że każdy koncert jest zupełnie inny. Widać, że ci ludzie myślą nad koncertami i starają się je przygotować jak najlepiej. Szkoda, że zostało mu tylko 15 minut. Koniec koncertu. Dobrego koncertu, który pokazał różnorodność polskiego Hip-Hop'u. Na pewno lista nieobecnych była długa, ale nie można zaprosić każdego. O ocenę koncertu poprosiłem Wujka Samo Zło, prowadzącego program na Vivie: - Spoko. Szkoda że to taki koncert bardziej dla telewizji, a nie dla publiczności robiony. Zespoły grają bardzo krótko, 15 minut dla takiego zespołu jak Slums Attack i Gib Gibon Skład gdzie jest tylu artystów to wiesz... i tak mieliśmy grać dłużej, a graliśmy krócej. Ale bardzo fajnie. W zeszłym roku było fajniejsze miejsce na scenę. Teraz tutaj ogrodzenia porobili. Mniej jest policji i straży miejskiej niż w tamtym roku. Przyszedł czas na after party. Wybraliśmy klub Skippens, położony najbliżej dworca. Zaproponowano podział muzyków pomiędzy kluby ze względu na miasta. Jednak ten podział kompletnie nie obowiązywał. Tam na reszcie odpoczynek, zimne piwo i rozmowy o koncercie. Chwila relaksu po długim dniu. Na sam koniec na scenie pojawili się MCs i zaczął się freestyle. Prym wiódł oczywiście Tede. Na gramofonach szalał dj Kostek, warto wspominać. Niestety musieli wychodzić z klubu bardzo wcześnie (tuż po 23) i wracać do domu. Wspomnienia mam tylko dobre. Mam nadzieję, że będzie Hip-Hop Opole 3. Może tylko trafi się lepszy termin, a nie środek tygodnia. Wywiad z Hirkiem Wroną przeprowadzony po koncercie Hip-Hop Opole 2002.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-21
Kategoria:Koncert
Licznik odwiedzin:32063
Autorzy:
Brak danych

Brak danych

NOTE2.1
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
22:59:48, 30-03-10

STARE


Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 1 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-54-167-250-64.compute-1.amazonaws.com (54.167.250.64). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2017 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies