Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl ť

Koncert Georga Clintona (aka Dr Funkenstein) w Sopocie

Koncert Georga Clintona (aka Dr Funkenstein) w Sopocie

Koncert, po którym zaparło mi dech w piersiach. Koncert, po którym po raz kolejny zrozumiałem jak wiele brakuje naszym rodzimym wykonawcom do mistrzostwa. Koncert doskonały, bo robiony przez 21 (słownie: dwudziestu jeden) profesjonalistów zakochanych w swojej muzyce i żyjących nią. Tak w trzech zdaniach można by było zamknąć relację z Sopotu, a dokładniej z Piątego Spotkania Przyjaciół Wp.pl i koncertu Georga Clintona. To było bardzo duże wydarzenie, szeroko reklamowane w mediach i zorganizowane z sporym rozmachem. Zaproszono gwiazdy rodzimej sceny (Kayah, Reni Jusis, Smolik), Tede/WFD, Rei Ceballo i oczywiście Georga Clintona. Początkiem imprezy była konferencja prasowa zorganizowana w Rotundzie. Na nasze szczęście (jak zwykle PKP ma problemy z punktualnością) konferencję przełożono na 14 i trwała niemalże godzinę. Pytano się, czy George czuje się wynalazcą rapu (odpowiedź: nie), czym jest funk ("Party, dance music - jedyna, dobra, uniwersalna muzyka taneczna. Trzeba to czuć, nie wiedzieć"), o tym co sądzi o artystach samplujących jego muzykę ("jestem szczęśliwy. kiedy używają sampli, robią funk. They keep the funk alive"). Najciekawsza była chyba odpowiedź na pytanie, co jest obok muzyki dla niego radością życia. Odpowiedział, że nie ma nic takiego, do tego powiedział to z pewnym zniechęceniem, po czym po chwili dodał: "Girls", co wywołało naturalnie śmiech wśród ludzi zgromadzonych na konferencji. Niestety urocza pani tłumacz, miała straszliwą tendencję do kompresowania wypowiedzi artystów. Z ciekawych i długich odpowiedzi, potrafiła zrobić jedno zdanie po polsku, nie muszę zaznaczać, że było ono bardzo ogólne. Na szczęście większość ludzi na sali dobrze znała język angielski. Sam George Clintone sprawiał wrażenie bardzo otwartego, a jego grupa, jednej rodziny. Z przyjemnością podpisywał stos płyt Hirka Wrony (prowadzący koncert i konferencję), pozował do zdjęć (na życzenie pani menager) i odpowiadał na pytania. Muzycy z jego grupy byli bardzo zgrani, widać że spędzają ze sobą wiele czasu i to dało efekt na scenie. Grali ze sobą praktycznie "na pamięć". Sam koncert uległ opóźnieniu. Zaczął się dopiero kwadrans po osiemnastej. Na scenie pojawił się Tede wraz z Numerem Raz i dj Mario. Koncert był idealnie w stylu Tede. To już chyba piąty koncert Tedeusza, Wfd lub Gibonów, który widziałem w tym roku i wiedziałem czego się spodziewać. Zachodnie podkłady, duże tempo, dobry kontakt z publiką, czyli dokładnie wszystko co można napisać o każdym koncercie tej ekipy. Ciekawym momentem było całkowicie nie zapowiedziane wejście na scenę WSZ i CNE i w tym składzie już dokończyli koncert. Potem nastąpiły koncerty, który znacznie mniej mię obchodziły. Kiedy po zejściu ze sceny Kayah zaczęto przebudowywać scenę wiadomo było, że moment koncertu jest już niedaleko. Żeby umilić publiczności oczekiwanie rozpoczęto pokaz sztucznych ogni. Przyznam, ze robiło to wrażenie. W końcu o 23:15 na scenie pojawił się George Clinton i od razu całe sopockie molo ożyło. Wspomagany przez osiem osób na wokalu, tancerza, do tego muzycy, Clintone mógł zająć się dyrygowaniem tej funkowej orkiestry. Częste popisy solowe zaczynane i kończone były na jego komendę. Stawał przy muzykach grających solowe partie jakby im kibicował w tym co robią, raz nawet trzymał mikrofon saksofoniście. Właśnie niechcący poruszyłem temat, bodajrze jednego niedopatrzenia. Pomyłką okazało się zatrudnienie firmy Craftman do obsługi nagłośnienia. Po pierwsze co kilka minut wykonawcy zmieniali mikrofony, często podwali je miedzy sobą, w zależności kto śpiewał (przypomnę, że było na wokalu do ośmiu osób). Gdyby tego jeszcze było mało, pod koniec imprezy dzielni dźwiękowcy spali na swoim stole z pokrętłami. Co godne podkreślenia - ani razu, żaden z muzyków nie przerwał koncertu z powodu złego mikrofonu. Nikt nie prosił o niego ze sceny, raczej starał się znaleźć działający wśród innych wykonawców. Pod sam koniec koncertu zdarzyło się coś niebywałego w Polsce. Człowiekowi obsługującemu koncert (z ekipy Georga Clintone'a, nie Craftmana) wysiadł prąd i kompletnie siadło nagłośnienie. Muzycy na scenie ani na sekundę nie przestali grać, po prostu kontynuowali koncert, wiedząc, że coś nie działa. Podsumowując: koncert wyszedł tylko ze względu na profesjonalizm ekipy Clintone'a, natomiast firmę Craftman odradzam wszelkim organizatorom, chyba, że ktoś lubi śpiącą obsługę techniczną i dramaturgię na scenie, gdy artysta szuka dobrego mikrofonu. Jak można opisać jeszcze ten koncert? Żywioł, to będzie dobre słowo. Tam wszyscy żyli swoją muzyką, każdy siebie uzupełniał. Widać było, że kochają to co robią i szanują resztę zespołu. Najciekawsze były ogromne różnice w stylu śpiewania poszczególnych wokalistów. Choćby cztery kobiety o kompletnie różnych głosach, od typowo rapowego, przez soulowe, po bluesowo-jazzowy. Jednak to są moje odczucia, a P-Funk trzeba czuć i każdy może to inaczej odebrać. Był jednak na scenie człowiek, który ten żywioł genialnie poskramiał albo rozbudzał. Mowa oczywiście o samym Georgu Clintonie, który doskonale rozdzielał zadania i kierował tym co działo się na scenie. Gdy wydawało się że koncert dobiega końca i na scenie zostali sami gitarzyści, popisujący się solowymi partiami i nie było już nikogo innego, momentalnie sytuacja się odwróciła. O 1:20 na estradę ponownie wkroczyła cała grupa i szaleństwo rozpoczęło się od nowa. Znów mogliśmy podziwiać gwiazdę wieczoru w stroju z dużym napisem "free your mind and your ass will follow". Zapis video z koncertu powinien być lekturą obowiązkową polskich artystów. Najlepszy koncert jaki widziałem. Trzy godziny mistrzowskiego, spontanicznego i żywiołowego grania. Wszystko to z odpowiednią ilością profesjonalizmu. To była wybuchowa mieszanka profesjonalizmu i jednocześnie wielkiej spontaniczności, coś czego jeszcze nie widziałem. Nie chcę Georga Busha, ani Billa Clintona, chcę jeszcze jeden koncert Georga Clintona.

Informacje o reportażu
Data dodania:2004-09-21
Kategorie:Fun, Koncert
Licznik odwiedzin:10710
Autorzy:
Brak danych

Brak danych

anonim
Autor: Jacek Mazur   Link do posta
14:39:19, 04-11-04
Witam prawie serdecznie. Po przeczytaniu Pana artykulu na temat koncertu w Sopocie, pragnąłbym, aby odrobinę rzetelniej przyglądał się Pan pracy dźwiękowców firmy CRAFTMAN. >Pomyłką okazało się zatrudnienie firmy Craftman do obsługi nagłośnienia. Po pierwsze, co kilka minut wykonawcy zmieniali mikrofony, często podwali je miedzy sobą, w zależności, kto śpiewał (przypomnę, że było na wokalu do ośmiu osób).< Zmiany mikrofonów (i ich ilość) następowały zgodnie z zamówieniem ekipy George'a Clintona. Wszystkie linie mikrofonowe (i same mikrofony) były sprawne i sprawdzone tuz przed samym koncertem. Problem leżał niestety w nieznajomości urządzeń znajdujacych się przy konsolecie frontowej, a obsługiwanej przez jednego z ludzi Clintona, który nigdy nie pracował na tak nowoczesnym stole mikserskim,...(co już niejednokrotnie miałem okazje zobaczyć w przypadku największych nawet gwiazd, przybywających z USA, ludzie ci SA przyzwyczajeni do urządzeń dostępnych TYLKO w USA i nie zawracają sobie nawet głowy poznawaniem innego sprzętu), co powodowało, ze nie był w stanie włączyć właściwych mikrofonów we właściwym czasie. >Gdyby tego jeszcze było mało, pod koniec imprezy dzielni dźwiękowcy spali na swoim stole z pokrętłami. - < Cóż - na to niestety nie mam odpowiedzi.... - nie widziałem. >Co godne podkreślenia - ani razu, żaden z muzyków nie przerwał koncertu z powodu złego mikrofonu. Nikt nie prosił o niego ze sceny, raczej starał się znaleźć działający wśród innych wykonawców. Pod sam koniec koncertu zdarzyło się coś niebywałego w Polsce. Człowiekowi obsługującemu koncert (z ekipy Georga Clintone'a, nie Craftmana) wysiadł prąd i kompletnie siadło nagłośnienie. < Po przeczytaniu tego właśnie zdania, prawie zamarłem... i ile koncertów w Polsce widział Pan... Awarie zasilania, są niestety w naszym kraju rzeczą zdarzającą się nader często biorąc za przykład chociażby koncert Tangerine Dream w Warszawie gdzie wybuch agregat prądotwórczy...czy niezliczoną ilość koncertów, gdzie organizatorzy nie zapewniają wystarczających przyłącz i zabezpieczeń prądowych... >Muzycy na scenie ani na sekundę nie przestali grać, po prostu kontynuowali koncert, wiedząc, że coś nie działa. Podsumowując: koncert wyszedł tylko ze względu na profesjonalizm ekipy Clintona,< Hmm - profesjonalizm muzyków Clintona raczej.... - Tzw.. "ekipa Clintona" przyjechała ABSOLUTNIE nie przygotowana do koncertu. Technicy sprzętu zapomnieli tak podstawowych rzeczy jak: pałeczki do perkusji, kostki i paski do gitar... o samych instrumentach nie wspominając... i to właśnie tak nielubiana przez Pana firma Craftman dostarczyła instrumenty itp., mimo, iż nie mieli tego w kontrakcie, a co było inwencja własną szefa firmy. >natomiast firmę Craftman odradzam wszelkim organizatorom, chyba, że ktoś lubi śpiącą obsługę techniczną i dramaturgię na scenie, gdy artysta szuka dobrego mikrofonu.< Coz... jak zycie pokazuje, artykul Pana nie wzbudzil zbyt wielkich emocji o "organizatorow" - Craftman jest nadal jak najchetniej wynajmowany do nagłaśniania największych koncertow w Polsce - polecam - WWW.CRAFTMAN.PL, a razie braku ochoty: Bjork, Moloko, Acoustic Alchemy Alexia Al Di Meola Alice Cooper, Alvin Lee Band, Athrax Apollo Four Forty, Alan Price, Backsteet Boys - Tour Bill Evans, BioHazard, Body Count BloodHoundGand Blues Brothers Band The Brandos Buddy Guy Bruce Dickinson be ClawFinger Chris Norman Dr Alban Earth Wind & Fire Enrique Iglesias Faith No More Fish Fun Factory - Tour Gipsy Kings Garbage Gil Kris Kristoffertson Kenny Rogers H-Blockx John Mayall Julio Iglesias Laibach Life Of Agony Lunetic Maxim Turbulene Mick Taylor Modern Talking The Moffats Nana Paolo Conte Patricia Kaas Porcupine Tree The Pasadena Roof Orchestra ZZ Top Pro Pain Rammstein Richard Clayderman Scooter - Tour Smokie The Spudmonsters The Stranglers Suzanne Vega Toshinoshi Kondo & IMA The Smashing Pumpkins Uriah Heep Bon Jovi Transglobal Underground Glass Jaw Mungo Jerry Les Nomades et skaetera Soulfly Megadeth Mark Knopfler Bobby McFerrin Tangerine Dream Steve Vai Eric Sardinas Zucherro Goldie Machine Head Flora Purim & Airto Moreira Wolfgang Muthspiel Eivind Aarset Nils Peter Molvaer Lucky Peterson Abbey Lincoln Dave Holland Michel Camilo Trio Chuck Mangione Zbigniew Preisner Charlie Haden Danzig Depeche Mode Mayday Bogdan Lagowski Blues Band Garou Sonny Rollins Fun Lovin' Criminals The Residents Coolio Herbie Hancock ... Itp.

seba
Autor: seba   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:54:38, 04-11-04
Dziekuje za fachowy komentaz ze strony zainteresowanej firmy.

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 5 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-234-214-113.compute-1.amazonaws.com (3.234.214.113). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 ? kontakt ? redakcja ? reklama ? materiały promocyjne ? FAQ, pomoc i zasady ? Polityka Cookies ?