Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Coke Live Music Festival 2007

Coke Live Music Festival 2007

Autor: xxMalgosia

plakat

Przypływ adrenaliny zaczął się od wielkiej burzy połączonej z wichurą w dniu poprzedzającym rozpoczęcie festiwalu i dzięki koncertom jej poziom nie spadł aż do sobotniej nocy, której ukoronowaniem był pokaz fajerwerków.

Jest festiwal organizowany w sercu Europy Środkowej - Krakowie. Nasza była stolica znana i promowana jest jako miejsce gdzie można dobrze imprezować, i to może być jednym z powodów dla których warto przyjechać dzień wcześniej lub zostać parę dni dłużej po koncertach. I to właśnie decyduję się zrobić.

Wkraczam na teren lotniska przy muzeum lotnictwa w dniu poprzedzającym festiwal. Na nic nie muszę czekać, bo kolejki po odbiór opasek i rejestracje na campingu na szczęście tutaj nie istnieją (osoby, które były chociażby na Open'erze wiedzą co jest na rzeczy...). W ciągu dnia jest ukrop i naturalną koleją rzeczy byłaby burza, ale ona okazuje się nie być jakimś zwykłym wyładowaniem atmosferycznym... Nikt nie spodziewał się takich rozmiarów burzy z wichurą, jaka nagle, około pierwszej w nocy, przedziera się przez teren festiwalu i całą okolice. Na szczęście mój namiot pozostaje nienaruszony, ale nie wszyscy mają takiego farta. Z tego co mi wiadomo wiatr nikogo nie porwał, czego nie można tego powiedzieć o przygotowanych już przez organizatorów scenach i namiotach czy porwanych na strzępy telebimach przy głównej scenie... oraz położonych na wznak toi toi'ach... Straty są pokaźne, z tego co mówi mi następnego dnia organizator, około 50% przygotowań musi odbyć się ponownie. Ta noc pozostanie w pamięci na długo, szczególnie rozciągające się na całe niebo błyskawice.

Ale to dopiero początek szału jaki nastąpił już na samym festiwalu...i nie mam już na myśli anomalii pogodowych. Pierwszego dnia festiwalu imprezę żywiołowo rozpoczynają Maleo Reggae Rockers a zaraz po bardzo pozytywnym i zabawnym koncercie Lilly Allen, który przypada do gustu głównie młodszej części publiczności, przychodzi czas na wcześniej wspomniany szał... Bo właśnie nadciąga Akon ze swoją świtą i już nic nie jest w stanie przerwać tej imprezy. Jej rewelacyjne rozpoczęcie to w dużej mierze zasługa DJ'a - Benny'ego D, który ubrany w spódnicę w kratę sam rozkręca imprezę a po chwili tańczy na didżejce jak wariat. Ludziom ewidentnie udziela się ten klimat i już po chwili są gotowi żeby usłyszeć "historię" Akona. Ale na tym nie koniec, to co dzieje się później to istna furia. W pewnym momencie Akon schodzi ze sceny i podchodzi do tłumu, żeby po chwili wskoczyć na bary swojego ochroniarza i już między zszokowanymi ludźmi dosłownie przepłynąć przez morze rąk pragnących go dotknąć. Takich chwil nie da się tak po prostu zapomnieć. Faithless nie mogli wymarzyć sobie lepszego poprzednika. Nie ma cieniu zawodu na ich kolejnym, świetnym koncercie w naszej ojczyźnie. Fani dostają w stu procentach to, na co czekali. Ekipa Maxi Jazz'a gra więcej elektroniczno-instrumentalych kawałków, w których są jak najbardziej wiarygodni i ja to też kupuję. Tańczący tłum do samego końca utrzymuje gorącą atmosferę. Na koniec tej nocy, na scenie Coke pod namiotem, kolejny raz swoje zdumiewające możliwości pokazuje O.S.T.R. Ten przyszły tata (czym chwali się już na samym początku i to jest właśnie myślą przewodnią tego koncertu) daje czadu, a wszystkim oczy otwierają się szerzej słysząc jego freestyle. Chociaż zmęczenie daje się we znaki, to jest to show nie do przegapienia.

W niedzielę, czyli drugiego dnia budzi mnie słoneczko wdzierające się do namiotu. Jako że jest to dopiero druga edycja tego festiwalu, ma on swoje niedociągnięcia, ale też bardzo duże perspektywy na rozwój. Oznacza to również, że na szczęście nigdzie nie trzeba się przedzierać przez tłumy (poza obszarem pod sceną) i stanie w kolejkach występuje dość rzadko (nie licząc prysznicy ok. 10 rano, ale to normalka). Po spędzeniu dnia w centrum Krakowa wracam na tereny muzeum lotnictwa, do którego trzeba dojechać ok. 20-30 minut. W tych okolicach można też spędzić parę wolnych godzin, bo zaraz po drugiej stronie ulicy jest centrum handlowe z kinem i rewelacyjnym parkiem wodnym. Ludzie na festiwal nadciągnęli z różnych zakątków Polski oraz Europy. Poza rodzimą mową usłyszeć można czeski, słowacki, angielski, niemiecki jak również dość duża grupa przyjechała z krajów nadbałtyckich ze względu na promocję festiwalu w tej części Europy i występy ichniejszych zespołów takich jak estoński S.U.N., łotewski Brainstorm czy litewski Saules Kliosas.

Drugiego dnia na wielkie wyróżnienie zasługują chłopaki z Łąki Łan, których koncert pamiętać będą wszyscy obecni, bo któż by przegapił kolesi przebranych za owady. Poza człowiekiem lasu, zwanym Paprodziadem, czyli frontman'em, w skład wchodzą m.in. konik polny, kolorowy motylek czy bąk. Grają energetyczny funk z w większości nierozszyfrowalnymi słowami piosenek, co nie przeszkadza w rewelacyjnej zabawie. Chwilę po nich na tej samej scenie Coke, pod namiotem, dają czadu Łona i Weber a w tym samym czasie na scenie główniej produkuje się (bo inaczej tego nazwać nie można) Paulina Przybysz ze swoim nowym projektem Pinnawela. Według mnie to ona może dostać miano gwiazdy, która, dla dobra ogółu, powinna była zostać w domu, bo w festiwalowe klimaty nie dała rady trafić.

Na trzeciej scenie - Burn'a (na około której już po zmierzchu naprawdę płonął żywy ogień) pomiędzy m.in. występami DJ'ów w niedziele imprezę rozkręcają Mosquito, świetnie zapowiadający się, żywiołowy zespół. Entuzjazm jednak nie udziela się na występie Common'a. Poza jego fanami ludzie nie są doprowadzeni do ekstazy i faktu nie zmienia to, że raper z Chicago daje nawet małą próbkę breakdance. Common naucza swoją publikę historii hip-hopu rozpoczynając od DJ'a. Wtedy jego DJ strzela popisówę swoich możliwości, w które na pewno nie da się wątpić. Spragnieni Common'a dostali to, na co czekali, a reszta ma zapewne wciąż w pamięci odjazdowy występ Senegalczyka Akon'a z poprzedniego dnia.

Zapowiadana na największą gwiazdę całego festiwalu Rihanna każe na siebie czekać. Swój występ rozpoczyna z pompą wbiegając na scenę...z nogą w gipsie. Dlatego prawie wszystkie kawałki wykonuje na siedząco. To jednak nie zabiera fanom rozkoszy z koncertu, a słuchanie Umbrelli po raz kolejny okazuje się nie być męcząco-dręczące, ze względu na świetną aranżacje zespołu. Rihanna robi co może ze swoim sexownym, lecz unieruchomionym ciałem, ale to jednak nie zastępuje show, który nie jest dany tym razem obejrzeć. Na minus przemawia też długość jej występu, zaledwie jakieś 50 minut. Na szczęście po tej dwudniowej imprezie tyle mi wystarcza, szczególnie że organizatorzy zapewniają wystrzałowe zakończenie Coke Live Festiwal - piękny pokaz sztucznych ogni.

Sumując, oby tak dalej i z gwiazdami tego formatu. Wszystko jest na dobrej drodze, żeby ten festiwal na stałe zagościł w kalendarzu najważniejszych imprez muzycznych, szczególnie, że jest organizowany przez świetną ekipę ludzi - Alter Art, tych właśnie od Gdyńskiego Heineken Open'era.

Tekst: Gosia Jasińska - www.VirtualFestivals.com

Dowiedz się więcej o: Rihanna, Łona/ Webber, Common, O.S.T.R., Akon.
kliknij Coke Live Music Festival 2007 rap graffiti breakdancekliknij Coke Live Music Festival 2007 rap graffiti breakdancekliknij Coke Live Music Festival 2007 rap graffiti breakdancekliknij Coke Live Music Festival 2007 rap graffiti breakdancekliknij Coke Live Music Festival 2007 rap graffiti breakdance
kliknij Coke Live Music Festival 2007 rap graffiti breakdance    
Informacje o reportażu
Data dodania:2007-08-29
Kategorie:Muzyka, Koncert
Licznik odwiedzin:17465
Autor:
xxMalgosia Malgosia Jasinska rap graffiti breakdancexxMalgosia
kobieta, Podkowa Leśna

anonim
Autor: łinamp   Link do posta
13:28:11, 29-08-07
Było dobrze tylko czemu Łona zagrał bez DJ'a?

Za to Common breka tańczył i fajnie było.

anonim
Autor: witone   Link do posta
15:27:33, 29-08-07
Common -elegancki koncert O.s.t.r. - genialnie z żywymi instrumentami Kochanem i  Dj Haemem poprostu poękny koncert i to samo apropo Molesty poprostu 100% hip hop w najleprzym wydaniu a co do Lony i Webera to słabo oj słabo a na ich miejscu udusił bym akustyka i odcioł mu uszy  bo wokale prawie nie do zrozumienia i to tyle apropo rapu na tej imprezie

7 7 7
Autor: 7 7 7   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
16:28:40, 29-08-07
ooo to .to gowno juz bylo .....

anonim
Autor: blaskkkkkkk   Link do posta
16:48:35, 29-08-07
jak common dał kiepski koncert to chyba autor tego tekstu lepiej niech idzie na koncert mandaryny, wtedy napewno bedzie mu sie podobało.

anonim
Autor: prosto spod sceny   Link do posta
17:03:22, 29-08-07
molesta rulez !! tak samo common & ostr

WWW.MYSPACE.COM/TRUSKAWAPROSTO - HUDY
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
18:09:46, 29-08-07
zajebiście było dobry koncert dali

serszi
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
23:41:33, 29-08-07
"Entuzjazm jednak nie udziela się na występie Common'a"

hahahah,
ZAL!

Boss Playa
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
01:24:35, 30-08-07
Ale bym jej rowek przepchał hohoho. JT

Możdżo
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
09:04:57, 30-08-07
A ja byłem i musze powiedzieć że Rihanna prze wypaśnie śpiewa na żywo :D Dobry popis dała jak nic :) Jeszcze miałem bilety Vipowskie więc pod sceną byłem ;) Ale i tak MOLESTA ROX !!

anonim
Autor: wsaz   Link do posta
10:23:58, 30-08-07
molesta rzadzi mistrzowie koniec

anonim
Autor: Dzordzu...   Link do posta
12:16:11, 30-08-07
Akona pedala nienawidze i gral z playbacku ;p (przynajmniej pierwsze 10 min ktore bylem ;P). Faithless jak zawsze mnie zniszczylo, Ostr z zespolem byl genialny, a Lona z zespolem byl strasznie mierny. Twistera nie bylo bo byl chory... A Rihanna grala 40 min i chociaz grala zajebiscie bo calkiem na zywo, z zespolem, chorkiem i w ogole kozak to jednak taka dlugosc konertu to przegiecie. Ale i tak byl kozak :> pozdro!

trx89
Autor: trx89   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
14:48:56, 30-08-07
Zajebiście tam było! Przede wszystkim Molesta dała zajebisty koncert

Glanc
Autor: Glanc   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
00:11:48, 31-08-07
Akon zagral "Mama Africa"?

goguś
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
10:15:19, 31-08-07
dobra fotorelacja. no i fajnie, że wszyscy poszli na moleste i ostrego hahahaha. szalona rihanna w gipsie i akon z playbacku. rihanna chyba też? komu tam sie płyta zacięła. zagrała na siedząco jak kiedyś brx bo mu nie zapłacili :]

anonim
Autor: duhh   Link do posta
11:32:05, 31-08-07
widać, że znów klapa skoro tak mało ludzi, a Alterart nie przygotował się na burzę. Rihanna z nogą w gipsie? Niedoceniony Common? Dobrze, że nie pojechałem, zwłaszcza że rok temu Alterart oszukał ludzi odwołując koncert Sugababes. Szkoda mi ludzi, którzy nie dostali z powrotem pieniędzy za bilety.

Afrodef
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
19:45:42, 31-08-07
Rihanna grala 25-30 minut... na żywo ale za krótko

a jak ktos juz zauwazyl wczesniej autorka relacji chyba nie za bardzo siedzi w klimatach hiphopowych ..jesli koncert Commona jej zdaniem byl slaby.. a co mial sie napierdzielac na scenie jak polscy raperzy zeby bylo fajnie...


bezsens


A Common najlepszy koncert rapowy na jakim bylem...
choc jakby zagral z żywym bandem to by dopiero bylo


anonim
Autor: hik   Link do posta
01:55:22, 03-09-07
pinnawela zajebiscie
swiatowa sprawa
ale pai redaktor sie nawet common nie spodobal to o czym my rozmawiamy

redakcja
Twój host (.) został zablokowany do: 2019-06-19. Zaloguj się, by móc dodawać wypowiedzi.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies