Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Onyx - refleksje po rozmowie

Onyx - refleksje po rozmowie

Autor: Puffcio

Dowiedz się więcej o: Onyx.

Paręnaście dni temu, słonecznego, lecz zimnego poranka musiałem zerwać się z łóżka w środku nocy, czyli ok. 8 rano. Byłby to dla mnie wielki i nieuzasadniony ból gdyby nie powód tej wczesnej pobudki - otóż owego dnia, który w kalendarzu figurował pod nazwą 11 października, piątek przybyli do naszej ukochanej ojczyzny nowojorska grupa rapowa Onyx. Formacja ta znana jest u nas już niemalże od dekady. W 1993 roku bowiem wydali swój debiutancki krążek "Bacdafucup", który u nas, jeszcze na pirackich kasetach krążył od domostwa do domostwa i przyprawiał o szybsze bicie serc wszystkich miłośników rapu, skaterów i innej maści odmieńców. Numery takie jak "Throw Ya Gunz In Da Air", czy kultowy już "Slam" mocno zapisały się w umysłach zwolenników twardych bitów i, jak sądzę, u wielu z nich pozostały tam do dnia dzisiejszego. Jakiś czas później jeszcze raz oczy zwróciły się ku trzem łysym pałom rodem z Queens, kiedy to ich wspólny z kapelą hardcore'ową Biohazard nagrali tytułowy kawałek na ścieżkę dźwiękową z filmu "Judgement Night". W 1995 roku znów fani sięgnęli po krążek z charakterystycznym logiem "złej mordy" - było to nowe wydawnictwo, zatytułowane "All We Got Iz Us".

O umówionej godzinie 13 dotarliśmy do warszawskiego hotelu "Sheraton", aby spotkać się z ekipą łysoli. Okazało się, że chłopaki niedawno przylecieli i to w niepełnym składzie - Sticky Fingaz został zatrzymany na lotnisku i relegowany z kraju, i przybył z około półtoragodzinnym opóźnieniem. W pokoju przywitali nas Iceman i DJ Infinity. Atmosfera panująca na naszym małym, kameralnym spotkaniu od początku była bardzo przyjemna. Chłopaki wyjaśnili że Fredro śpi, Sticky będzie za około godzinę. Zaczęło się od luźnej gadki w której Iceman zachęcił mnie do rozmowy z rzekomo nowym członkiem grupy - DJ'em Infinity. Ten bardzo młodo wyglądający pacjent wyglądał się być wyraźnie zajarany całą zaistniałą sytuacją i ochoczo usadowił się na fotelu gotów na rozpytywanie. Na początek oczywiście spytałem, nie znając wcześniej DJ'a Infinity, jakie były początki jego przygody z rapem i jak znalazł się w grupie. Podobno zaczynał jako DJ już w wieku 9 lat. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile do chwili obecnej wiosen mu upłynęło, ale wyglądał na około 17. Wniosek jest jeden-tam, gdzie rap się urodził i ma się najlepiej na całym globie właśnie w takim wieku dzieciaki się nim zaczynają jarać. Który polski DJ zaczął kręcić płytami w wieku 9, 10, czy nawet 12 lat??! Chyba żaden. Jak ktoś takiego zna-proszę o maila. To dowód na to, jak bardzo jeszcze jesteśmy w tyle... Na moje pytanie o wykonawców, którzy najbardziej mu podchodzą i których lubi grać stwierdził że będąc DJ-em słucha każdego nurtu od Nowego Jorku, poprzez Dirty South i Midwest po samą Kalifornie. Generalnie więc jego imprezy są na pewno bardzo urozmaicone. Mój rozmówca był z kolei ciekaw, czego słuchają fani Hip-Hop w Polsce i kto u nas jest ceniony i lubiany, oraz czy Onyx ma w naszym kraju duże poważanie. Bardzo zdziwił się słysząc, że lubiani są artyści zarówno ze wschodu jak i zachodu USA, w tym Snoop(!). Co do jego formacji usłyszał ode mnie, że Onyx w Polsce znany jest przede wszystkim ze względu na współpracę chłopaków z Biohazard przy kawałku "Judgement Night". Gdy to mówiłem kiwał głową z uśmiechem i aprobata.

Ciekawiło mnie również czy Infinity jest bardziej DJ-em imprezowym, czy udzielającym się przy produkcji bitów. Jego reakcją było tylko zdanie "I just do turntablism". Krótko i treściwie. Przy okazji tego tematu dowiedziałem się również, że Infinity nawet udziela się przy produkcji. Efekty jego pracy będzie można podobno usłyszeć na solowym albumie Sticky Fingaza, a także, co mnie bardzo zdziwiło, na nadchodzącym nowym albumie Gangstarr, na którym podobno nasz młodzian wysmażył jeden z bitów wraz z samym mistrzem DJ Premierem. Kolejną poruszoną kwestią był zapomniany już w sumie beef East-West. DJ w odpowiedzi stwierdził że konflikt Wschód-Zachód to już przeszłość, i że w obecnych czasach częstsze są lokalne zwady, np.: w samym Nowym Jorku. Strata dwóch tak wielkich ludzi jak 2Pac i Biggie wystarczyła by rozjaśnić ludziom w głowach. Kwestią nurtującą mnie było zawsze czy, któryś z raperów po osiągnięciu wielkiego sukcesu komercyjnego nie uległ presji i wciąż mieszka na dawnym kwadracie. Stwierdził, że wielu jest ziomów, którzy nie mieszkając co prawda na dawnym hoodzie, regularnie odwiedzają swoją okolicę i melanżują z dawnymi kumplami. Tak jest podobno z Jay Z. Natomiast Redman mieszka tam gdzie za lat "przedkarierowych" - w podnowojorskim Newark, czyli Brick City. Bardzo mile zaskoczyła mnie ta odpowiedź. Na koniec zapragnąłem zapytać mojego rozmówce, co w jego otoczeniu najchętniej się jara. Odpowiedź brzmiała: Purple Haze. Przy tym temacie ogólnie luźno pogadaliśmy sobie o zielonych akcjach i paru związanych z nimi rzeczach.

Przez ten czas, gdy rozmawiałem sobie z Infinity, obecny w pokoju Iceman zajmował się swoimi sprawami. Jednak w momencie, kiedy już brałem sobie od młodego autograf i dziękowałem za rozmowę, drugi ziom z Nowego Jorku już zrobił co miał do zrobienia i zaczął zagadywać. Tak więc przyszła kolej na następnego rozmówce. Tej konwersacji nie nagrywałem, gdyż w planach była rozmowa ze wszystkimi trzema Łysolami równocześnie (a równocześnie tym czasie Fredro wciąż spał, a Sticky jeszcze nie przebił się przez kontrolę paszportową na lotnisku). Jednakże padło w jej trakcie kilka bardzo ważnych i interesujących zdań, więc polegając na swojej pamięci postaram się wam ją jak najwyraźniej odwzorować. Zaczęło się od gadki na temat całej akcji z rolą sieci i mp3w Hip-Hop'ie. Iceman był wyraźnie i mocno wkurwiony na to, że wielu fanów ściąga sobie całe płyty ulubionych ekip z sieci i wypala płyty. Powody jego nastawienia do tego procederu są oczywiste-wykonawcy przecież tracą na tym kupę hajsu. Jednakże postanowiłem mu wytłumaczyć, dlaczego po części tak się dzieje. Otóż zacząłem wyklarowywać, że u nas wiele wspaniałych płyt, szczególnie tych starszych w ogóle nie można nigdzie znaleźć, nie ma ich w katalogach dystrybutorów ogólnie wszyscy mają fanów w dupie. Tłumaczyłem, że nieraz człowiek naprawdę nie ma jak zdobyć albumu np. Big L, czy Group Home.

I w tym momencie rozmowa poszła w zupełnie drugą stronę. Iceman spytał mnie z wielkim zdziwieniem: "To wy tu znacie Group Home???" Ja mu na to, że oczywiście, więc on pyta: "to kto wchodzi w skład Group Home?". Oczywiście odpowiedziałem. Zatkało go. Spojrzał ze zdziwieniem na Infinity i powiedział coś w stylu "oni tu są bardziej kumaci niż na zachodzie USA". Spytałem o co biega, a ona mi odpowiedział, że pierwszy lepszy gość napotkany na zachodnim wybrzeżu Stanów nie wiedziałby jaki jest skład Group Home. Następnie wyraził jeszcze kilka słów aprobaty co do zrelacjonowanej mu przeze mnie znajomości Hip-Hop'u i różnych niezbyt popularnych grup. Gdy tak rozmawialiśmy, chłopakom najwyraźniej zachciało się jarać. Wiele nie myśląc spytali, czy nie mam jakiegoś materiału, bo oni sami z Nowego Jorku niczego nie przywieźli. Wiele nie myśląc dobyłem z kieszeni worek niezłego łódzkiego towca, Jakuza dorzucił trochę stołecznego materiału i zawinąłem zmiksowanego jointa. Iceman troszkę niechętnie palił z bibułki, wolał zwinąć prawdziwego blunta, ale nikt z nas nie posiadał przy sobie philliesa. Gdy tak zaciągaliśmy się dymem, Iceman popatrzył na mnie i powiedział: "Wy, biali, nie macie żadnych problemów. Słuchacie rapu, studiujecie, palicie trawkę i ogólnie żyjecie bezproblemowo. Nie to co Czarni... Tak samo jest w Stanach, w Niemczech, u was, na całym świecie...". Słysząc to wraz z moim kolegą nieco się obruszyliśmy i poczuliśmy konieczność drobnego sprostowania stanowiska naszego rozmówcy. Wytłumaczyliśmy, że się myli i że może nie żyjemy maksymalnie przyciśnięci do muru, to mamy swoje własne, niekiedy dość poważne problemy. Iceman zrozumiał i ustąpił. Może po części dlatego, że towar zrobił swoje, a w dodatku chłopaki przed dosłownie dwoma czy trzema godzinami wysiedli z samolotu i tzw. Jetlag konkretnie dał im się we znaki. Doszedłem więc do wniosku, że wolę dłużej nie przeciągać tego spotkania, życzyłem obu rozmówcom miłego wypoczynku i opuściłem ich pokój.

Po tych dość typowych pytaniach przyszła kolej na coś mniej konwencjonalnego. Nurtowała mnie zawsze kwestia "pozostawania na ulicy" tych MC, którzy osiągnęli sukces w rapowym biznesie. A Sticky wydał mi się do odpowiedzi na to pytanie osobą wyjątkowo kompetentną, gdyż jego formacja zawsze była uznawana za taką, która po zarobieniu dużych pieniędzy nie ulegała presji i nie "uciekała" ze swojego kwadratu. Z początku troszkę niejasno zadałem mu to pytanie i nieco się na mnie obruszył myśląc, że zarzucam Onyxowi właśnie opuszczenie ulicy. Ale po drobnym sprostowaniu już załapał o co mi chodzi. Wyjaśnił mi wtedy, że jego zdaniem jeśli jakiś MC osiągnął sukces i chciałby pozostać uznanym wykonawca oraz wciąż być w stanie robić prawdziwy rap, to musi mieć wciąż kontakt z ulicą. To ona jest w końcu natchnieniem i powodem, dla którego rap jest tym czym jest i wygląda tak, jak wygląda. Kolejną inteesującą mnie sprawą był biały rap. Chodziło mi o to, że Hip-Hop został stworzony przez Czarnych, w zasadzie do czasów Eminema nie pojawiło się żadnego wybitnego białego rapera. Na dodatek wielu MC wypowiadało się w takim duchu, że po prostu biali nie powinni się za to brać (radykalny Paris powiedział kiedyś wprost "White men can't rap"). Sticky zupełnie odciął się od takiego stanowiska. Powiedział, że on sam pierzy jaki jest czyjś kolor skóry. Ważna jest tylko zajawka i umiejętności osoby, która zabiera się za pisanie rymów. Miło było to usłyszeć. Nie chciałem długo męczyć mojego rozmówcy, więc mimo cisnących się do głowy kolejnych pytań i nurtujących mnie problemów postanowiłem zadać ostatnie i powoli doprowadzić konwersację ku końcowi. Spytałem, czy Sticky woli grać koncerty, czy nagrywać kawałki w studio. Jego odpowiedź brzmiała - ani jedno ani drugie. Jego zdaniem obie te formy "produkowania się" mają swoje uroki i są zupełnie inne. Lubi zarówno nagrywać nowe kawałki w studio, jak i grać pełne energii i siły koncerty. W końcu kompozycje Onyxa niosą w sobie wieeelkie pokłady energii. Wyznał tez, że bardzo chwili sobie stagediving, ale ostatnio musiał troszkę z nim wyluzować bo... ludzie kierują przeciw niemu pozwy do sądów za rzekome naruszanie nietykalności cielesnej podczas takich akcji. Mówiąc o tym był uśmiechnięty i niezbyt przejmował się tego typu kretynizmami, bo tak właśnie owe działania trzeba przecież nazwać. Na tym zakończyliśmy naszą rozmowę i nie pozostało już nic poza poproszeniem Sticky'ego o podpisanie autografu, pamiątkową fotkę i życzeniem mu miłego pobytu i udanych występów w Warszawie oraz Wrocławiu.

Po około 40 minutach oczekiwania w holu w asyście nieustannie gapiących się na nas "hotelowych bojów", ujrzeliśmy w końcu wchodzącego do Sheratonu Sticky'ego. Nie wyglądał na specjalnie przejętego całą akcją z paszportami na lotnisku, zakupił w barku jakiegoś drina i w naszym towarzystwie wpadł do pokoju kolegów. Zastał tam tylko śpiącego Icemana, który szczerze mówiąc nawet się chyba nie obudził na dobre. Fredro Starr też jeszcze wylegiwał się w swoim apartamencie, więc cały pomysł na przeprowadzenie rozmowy z wszytskimi trzema łysolami upadł. Ale przecież nie można było przepuścić okazji porozmawiania ze Stickym. W końcu kogo to najbardziej było słychać na wszystkich płytach nowojorskiego trio? Tak się szczęśliwie złożyło, że nie zdradzał objawów specjalnego znurzenia i był całkiem skory do rozmowy. Na początek pokrótce zrelacjonował akcję z lotniska, a robiąc to zawijał jointa. Gdy owa czynność dobiegła końca, zaczął odpowiadać na moje pierwsze pytanie - czym jest dla niego Hip-Hop. Stwierdził, że powiedzieć o tym kultura to za mało. Jego zdaniem w tym momencie Hip-Hop jest właściwie religią i stylem życia w jednym. Gdy skończył mówić na ten temat, podał mi skręta, a ja zaciągając się dymem zadawałem kolejny temat. Chodziło oczywiście o początki jego fascynacji rapem i początki działalności. Opowiedział mi, że wszystko zaczęło się gdy w wieku ośmiu (!!!) lat zaczął bawić się adapterami i został Djem. Potem jarał się mocno takimi pacjentami jak KRS 1 i BDP, MC Shan, Roxxane Shanti, Run DMC i wielu innych. Dzięki tym ostatnim zresztą wypłynął na dobre Onyx.

Dowiedz się więcej o: Onyx.


Informacje o artykule
Data dodania:2003-06-01
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / wywiad
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Puffcio Paweł Kozanecki  rap graffiti breakdancePuffcio

Ostatnie artykuły tego autora:
Hity nie potrzebne - wywiad z Afrontem
Pięciu podejrzanych o związki z rapem, czyli kilka zdań o Usual Suspects
10 przereklamowanych
Letnia dycha - 10 najlepszych LP na letnie wypady w teren
Skit Top Ten - czyli najlepsze gadki pomiędzy numerami

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
anonim
Autor: seba z ntk   Link do posta
23:41:32, 23-12-07
Zajebisty artykol.pozdrowienia dla autora z lodzi.

anonim
Autor: sad3k1@o2.pl   Link do posta
23:21:01, 01-03-09
move back mothafuckaa the onyx is here!!

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 4 + 3 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-93-75-30.compute-1.amazonaws.com (3.93.75.30). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies