Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl ť

Souacz Park i klątwa Alkajdy

Souacz Park i klątwa Alkajdy

Autor: Kuba Wicher

SOUACZ PARK I KLĄTWA ALKAJDY

PROLOG
Wieczne Dziewictwo Britnej Spirs

Tajemnicza komnata średniowiecznego zamku rozświetlona przez miliony świec, luf szalonych.... rozstawionych po kątach wszelakich wszerz. Tajemniczy nastrój zawładnął odczuciami nas wszechobecnych - zagadkowy strach przed nieznanym. Błoga świadomość wolności z drugiej strony.
Niepojęta ciekawość piekielna w swym misterium. Co też może się wydarzyć w tak zagadkowym miejscu. I te załamania sensu. Nieustanne paradoksy z nimi związane.
Raz po raz wszystko wydawało się oczywiste, racjonalne i działo się na jawie. A zaraz dochodziło do sytuacji wręcz absurdalnych, zdrowemu rozsądkowi nieznanych.
Pośrodku sali ujrzałem kobietę. A była to Karmen. Pełna gracji dama moja - tak wspaniała w swej niezwykłości.
Niepewnie stała, spoglądając przed siebie. Rozglądała się wokół, jakby próbowała zliczyć wszystkie świece, palące się na sali. Było to zadanie niemożliwe do spełnienia, albowiem co czas jakiś świeczki zmieniały położenie. Jedne zapalały się, drugie gasły, inne jeszcze znikały, aby pojawić się w najmniej oczekiwanym miejscu.
Tylko tam możliwe było, by świeczka lewitowała. Tudzież, by zeszła pod podłogę ciemną, ułożoną tak, by ją widać było - magicznie, nienamacalnie. Sama podłoga zaś wydawała się być raz przeźroczysta, raz ciemna. Innym razem wydawało się, iż znika zupełnie.
Moją ukochaną ogarnął strach. Wpadła w panikę. Ujawniło się to przez kamienny spokój - moja krew, wyczuta zawczasu.
Dość długo tkwiła w bezruchu, obserwując, co się wokół niej działo. W pewnej chwili przez salę przebiegło różnej maści kotów stado.
Trwało to przez moment i pomogło jej przemóc lęk.
Zrobiła ten ruch. Ruch, który wyrwał ją z odrętwienia. Dzielnie ruszyła naprzód, nie bacząc na rzeczy, które ją przerażały. Świadomość, że koty są wokół, pomogła ukochanej zwalczyć strach.
Próbowałem ją odnaleźć, lecz setki zwierciadeł rozproszonych w całej przestrzeni, uniemożliwiały mi to - gdy wydawało mi się, że wreszcie ją widzę, gdy już ku niej zaczynałem iść, za każdym razem zatrzymywałem się na jakimś zwierciadle. Droga to była mozolna i trudna, wieloletnia...
Mimo to, znalazłem ją.
I jesteśmy razem. Już na zawsze.

Mózgi kochanków wydzielają się ogromne ilości fenyloczegośtam, które działa podobnie jak amfetamina. Wyzwala euforię, radość i powoduje nieziemskie uniesienie.
Być zakochanym, to być na ciągłym haju. I to jest piękne.
Pamiętam, że potem siedzieliśmy na trawie w jakimś wielkim parku. Wokół były tylko krzaki, drzewa i nietknięte ludzką stopą rewiry - widok o stokroć atrakcyjniejszy od wakacyjnych widokówek. To był Souacz Park, a my trwaliśmy tam w głuchej ciszy, wtuleni w siebie, kontemplujący przyrodę - piękne niebo, bujne trawy i chaszcze w oddali.
Byliśmy tylko my i kawałek świata.
Nie przeszkadzał nam wiatr ani palące słońce, albo padający deszcz. Byliśmy zajęci sobą. Tylko my.
Nie obchodziła nas rzeczywistość. Wszystko zostało za nami w oddali.
To był Souacz Park.
To był raj w naszych plenerach.

Wtuleni w siebie, z dala od wszystkiego złego. Jedyni na świecie. Wolni i radośni, razem na wieczność.
To był nasz sen, nasz dzień, nasza noc. Wszystko było w nim na niby (to, że czas biegł, pojąłem rozumem na jawie, kiedy dusza stała obok mnie). W prawdziwym świecie żyło się z dnia na dzień. U nas sekunda trwa wieczność.
Trzymałem ją za rękę i przebierałem lekko w jej włosach. Widziałem piękne oczy, niebiański uśmiech i to zniewalające, niewinne, spojrzenie. W pewnym momencie zamknęła oczy i pocałowała mnie.
Tylko ona i ja. Tylko my. Wszystko było takie piękne, inne od wszystkiego, wspaniałe. Trudno znaleźć słowa, by opisać to, co czułem w tej wyśnionej chwili. By opisać sen, który okazał się rzeczywistością...

Dawno temu w naszej galaktyce...

Popatrzyłem w gwiaździste niebo, które od wschodu wolniutko zalewał brzask.
- Ciekawe, czy prócz nas istnieją również inne światy? - zadałem sobie pytanie. - Wszechświat jest ogromny, bezkresny, nieskończony.
- Właśnie - zauważyła Karmen, moja pani - jak przebyć takie odległości? Pomyślałeś o tym? Znasz przecież teorię Einsteina.
- Wiem, podróżowanie z prędkością światła, jest poza naszym zasięgiem.
- Najnowsza fizyka dopuszcza inne możliwości podróży. Na przykład przez tunele czasoprzestrzenne.
- No tak, ale żeby wytworzyć taki tunel potrzebna jest ogromna energia. Tak prymitywna cywilizacja jak nasza, oczywiście w skali kosmicznej, nie jest w stanie, póki co, wytworzyć tej energii. I chyba długo jeszcze tak będzie.
Karmen uniosła brwi i powiedziała:
- Dlatego właśnie przybysze z odległych światów - a jestem pewna, że nas odwiedzają - muszą dysponować o wiele bardziej zaawansowaną technologią, wyprzedzającą naszą ziemską o miliony lat.
- No tak, ale... - znów miałem wątpliwości - na mój rozum to bezsens. Po co niby mieliby marnować swój czas i energię na badanie takich prymitywów jak my? Musieliby być chyba jakimiś szaleńcami albo maniakami od obserwacji egzotycznych okazów.
- A może od kilkunastu tysięcy lat eksperymentują na ziemskiej cywilizacji? Podobno stworzyli naszą rasę, mutując człekokształtne małpy.

Pojawiły się dwie rasy kosmitów.

- To nie oni nas stworzyli - stanowczo zaprzeczyłem. - Ileś tam milionów lat temu, podczas trzęsienia ziemi w Afryce, na powierzchnię ziemi wydostała się część złóż radioaktywnego uranu. Na skutek promieniowania doszło do mutacji genów u małp. Defekty były przekazywane potomstwu. Z biegiem czasu małpy przeistoczyły się w ludzi pierwotnych. To było właśnie brakujące ogniwo - zbieg okoliczności, a nie żadni kosmici. No bo kto stworzył kosmitów, kochanie?
- Słuszna uwaga. Wiesz co - Karmen zaczęła się zastawiać - na naszej planecie dominującym gatunkiem były małpy, z których powstał człowiek, małpokształtny jakby nie było. Na innej planecie, załóżmy, dominującym gatunkiem byłyby wilki, albo misie. Założę się, że tamtejsi "ludzie" przypominaliby właśnie wilki albo misie, a nie małpy.
- Genialna ta twoja teoria - przyznałem z uśmiechem. - Czyli według niej, gdyby dinozaury nie wyginęły, wyewoluowałyby w ...ludzi. Zajebiste!
- Właśnie. Ale wracając do wizyty obcych, co o niej sądzisz?
- Wizyta kosmitów? Nie wiem. To domena kosmoarcheologii - kontynuowałem. - Wiesz, Daniken i te sprawy. Załóżmy, że kiedyś kosmici rzeczywiście odwiedzili Ziemię. Nie mówię o stworzeniu naszej rasy, w żadnym wypadku. Sugeruję jedynie, że faworyzowali akurat nas w walce gatunków i mogli ofiarować nam pewne rozwiązania technologiczne. Mogli także przyczynić się do wielu wydarzeń historycznych, zarówno tych namacalnych, jak i nienamacalnych. Istnieją nawet pośrednie dowody tej tezy - na ziemi pozostało mnóstwo zagadkowych śladów, a wielu odkryć archeologicznych nie zdołano jeszcze wyjaśnić.
- Na przykład?
- No... legenda o Atlantydzie, znaleziska w Chinach, wielkie rysunki na płaskowyżu Nazca, piramidy w Egipcie, Ameryce i Chinach, kulty kosmicznych bogów, kręgi zbożowe, objawienia maryjne, zbieżność rozwiązań technologicznych w odległych zakątkach świata i zadziwiające osiągnięcia prymitywnych cywilizacji... Sama Bibuła, Wedy i inne lokalne pisma święte aż roją się od enigmatycznych opisów, zakrawających o bliskie spotkania trzeciego stopnia. Chińskie rydwany z nieba czy staroFestamentowa księga Ezechiela. Można jeszcze wspomnieć o pewnych wspólnych światopoglądach ludzi w różnych, nie mających ze sobą kontaktu, zakątkach świata.
- No, dobrze - Karmen zagryzła paznokieć swojego prawego kciuka - ale powołując się na logikę, archetypy Junga i teorię konwergencji - grupy ludzi na ziemi niezależnie od siebie dochodzą do tych samych wniosków i tworzą podobne wynalazki - dałoby się to wszystko wyjaśnić racjonalnie. Kulty, które przypominają czczenie kosmitów, kulty oddawania czci niebu i fikcyjnym przybyszom leżą u podstaw archaicznej świadomości. A globalna zbieżność wynalazków wynika z uniwersalności ludzkich potrzeb. I jeszcze wielki potop, motyw obecny w mitach wielu cywilizacji. Według mnie to po prostu wspomnienia z epoki lodowcowej widziane przez różne kultury. A Daniken przesadza. To znaczy ma trochę racji, ale to świr...
- Zgodzę się z tobą, bo sam też nie jestem jego zwolennikiem. Osobiście uważam, że jest fantastą i bajkopisarzem. Ale miło tak czasem pobajać. Pamiętasz motto Muldera z Archiwum X?
- "I want to believe".
- Właśnie.

Rozpoczęła się walka o planetę ziemia.

- Powszechnie mówi się, że UFO to nic innego, jak próbne loty najnowszych zabawek z fabryki US Army - powiedziała Karmen. - A jak ty uważasz?
- To jedna z hipotez. Nie wykluczam jej ani nie potwierdzam. Istnieją dwie teorie spiskowe: pierwsza mówi, że rząd USA kryje prawdę o kosmitach; druga, jak już wspomniałaś, głosi, że US Army testuje swoje nowe zabawki - technologie oczywiście.
- No dobrze, ale jak ty sądzisz?
- Nie lubię skrajności - odparłem. - Jestem zwolennikiem teorii wypadkowej, czyli połączenia obydwu.
- Czyli, że rząd USA kryje prawdę o kosmitach, jest w częściowym posiadaniu pozaziemskiej technologii oraz z nią eksperymentuje?
- Właśnie tak- odpowiedziałem. - Powiem ci parę ciekawostek. Dawno temu Hitler, który, jak zapewne wiesz, fascynował się archeologią i niuansami technologicznymi, wysłał do Chin ekipę badaczy. Znaleziono tam mnóstwo starych zapisków, dotyczących dalece zaawansowanych rozwiązań technicznych, na bazie których przeprowadzono, zakrojone na szeroką skalę, badania wojskowe.
- W Chinach?
- Tak, Państwo Środka kryje w sobie mnóstwo tajemnic. Prawdopodobnie odbywały się tam próbne eksplozje nuklearne, na długo przed tym, zanim Oppenheimer i spółka zaczęli się w to bawić. Pomyśl, bomba atomowa przed 1940! Hitler dobrze o tym wiedział i chciał wykorzystać, ale na szczęście nie zdążył. Jeszcze za jego dyktatury rozpoczęto budowę nowej broni: latającego spodka o napędzie na antygrawitację. Była to prawdopodobnie kosmiczna technologia, którą przez przypadek przechwycili Ziemianie. Niestety, utrzymanie i eksploatacja takich latających tworów przerastała nasze możliwości finansowe. Po drugiej wojnie światowej technologie te zostały przejęte przez USA i ZSRR.
- No dobra - przerwała mi, chcąc abym się streszczał - jeśli to takie genialne rozwiązania, to dlaczego nie wprowadzili ich w życie?
- Z tym właśnie jest największy problem. Większość światowej energii pochodzi z paliw kopalnych. Teraz wyobraź sobie, że na rynek wchodzi alternatywne paliwo, o wiele tańsze i bardziej przyjazne środowisku. Powstałoby wielkie zamieszanie. Wiele globalnych koncernów zwyczajnie by zbankrutowało. Poszłoby z torbami, a to nie do pomyślenia. Nikt nie lubi podcinać gałęzi, na której siedzi. Za dużo zależności. Zyski są mniejsze niż koszty. Zapomnij o tym.
- Chyba masz rację - przyznała. - Siła lobby, dziesięć procent ludzkości ma we władaniu dziewięćdziesiąt procent zasobów Ziemi. Pieprzeni kapitaliści żyjący naszym kosztem.
- Właśnie, - przytaknąłem - zbyt wiele osób straciłoby na tym. Takie technologie można rozwijać tylko w laboratoriach, gdzie wszelkie działania objęte są klauzulą najwyższej tajności. Asy zawsze zostawia się w rękawie, na przykład po to żeby użyć ich podczas wojny.

Karmen od bardzo dawna fascynowała się zagadką UFO. Rzeczywiście, był to niezbadany temat - nic dziwnego, że obojgu nam przypadł do gustu.
- Jednostki UFO potrafią być niewidoczne - powiedziałem jej. - Maskują się za pomocą potężnego pola elektromagnetycznego. Stąd choroby popromienne u ludzi, którzy mieli kontakt z UFO. Te statki są niebywale zwrotne. Potrafią nieruchomo wisieć w powietrzu i w ciągu kilku sekund przyspieszyć do dwudziestu tysięcy kilometrów na godzinę. Osiągają zajebiste przyśpieszenia rzędu kilkudziesięciu G, nie do zniesienia dla ludzkiego żołądka.
- Chodzi o punkt G? - wtrącił się Kowboj, nasz dobry kumpel.
- Ty myślisz tylko o seksie - zaśmiała się Karmen.
- Nie zaprzeczam - przyznał.
- Dobra, nieważne - ciągnąłem motyw. - Myśliwce obrony powietrznej różnych państw nieraz już próbowały gonić UFO i przypominało to pościg kombajnu za Lamborghini Diablo. Totalna klapa.
Karmen uwielbiała rozmawiać ze mną na nieodgadnione tematy. Zawsze dzieliliśmy się rewelacjami.
- Odkąd pamiętam zastanawiam mnie to, dlaczego kosmici kaleczą bydło? - zaczęła kolejną kwestię.
- Są dwie hipotezy - rozpocząłem. - Pierwsza mówi, że kosmici porywają bydło tylko w celu przeprowadzania eksperymentów. Takie wyjaśnienie może pasować do obu teorii spiskowych. Druga z hipotez mówi o walorach odżywczych bydła, przypadających do gustu kosmitom, ale to raczej pojebanie niedorzeczne. Trzeba też zauważyć, że narządy wycinane są w niebywale aptekarski sposób, co wyklucza zwykłą amatorszczyznę, kłusownictwo i radykalnie zawęża krąg potencjalnych sprawców.
- A co ze szczątkami kosmitów?
- Rząd USA jest w ich posiadaniu, to bardziej niż pewne. Na pustyni w Nevadzie znajduje się tajna baza wojskowa, "AREA 51", w której przechowuje się szczątki obcych oraz wraki ich pojazdów.
- Była taka - zauważył Burdel, nasz drugi dobry ziom. - W Mars atakuje albo w Dniu niepodległości. Pamiętam.
- Ale to było przegięcie, tandeta w stylu "Men in black" - Karmen machnęła ręką. - Takie tam pierdolenie.
- Słuszna uwaga - zgodziłem się. - To były spłycone bzdety dla plebsu. Wracając do szczątków UFO: wiem o wielu dokumentach, relacjach, zeznaniach: katastrofa z Roswell w 1947, kręgi zbożowe, które pojawiają się od kilkuset lat na całym świecie, także u nas, liczne uprowadzenia ludzi, kaleczenia bydła, no i wiele wzmianek o niezidentyfikowanych obiektach latających. Mój dziadek, pilot wojskowy, miał kontakt z UFO w latach siedemdziesiątych. Widziałem mnóstwo zdjęć kosmitów, a nawet jeden film z sekcji zwłok takowego. Wierzę w UFO. Rządy USA i Rosji ukrywają przed nami prawdę.
- Też w tym siedzę. Jestem skłonny nawet uwierzyć w UFO - odezwał się Burdel. - Wszelkie wzmianki o UFO zawsze są przez rządy dementowane, zatajane, celowo pomijane i mylone. Prowadzi się globalną propagandę dezinformacyjną. Ludzi, którzy znają prawdę szkaluje się i przedstawia jako chorych psychicznie, jako pojebów i oszołomów. Po obejrzeniu takich głupich filmów, jak wspomnieliście, nikt już nigdy nie uwierzy w kosmitów. Wojskowi rzecznicy zawsze tłumaczą takie przypadki za pomocą wszystkich możliwych zjawisk przyrody albo balonów meteorologicznych. To żałośnie naiwne, ale uspokajające. Ludzie łykają to jak młode pelikany, bo chcą być spokojni.
- Ja wiem jedno - powiedział Burdel - latające talerze to są u mnie na chacie. Mam kochających się rodziców.
- A pamiętacie z "Men in black" sam motyw "facetów w czerni"? - spytałem. - Ilekroć widziano UFO, pojawiali się również tajniacy odziani na czarno. Zastraszali tubylców standardową gadką: "Nic nie widzieliście, nic nie słyszeliście".
- To kim oni w końcu byli? - spytała Karmen.
- Albo agenci rządu, albo kosmici. W zależności od tego, którą z dwóch teorii wyznajecie.

Najpiękniejsze w świecie oczy, oczy pani mojego życia - Karmen, wpatrzone były wtenczas w odległe galaktyki, które można dostrzec tylko w najczystszą nocy. Przepatrywała niebo z pasją i skupieniem. Zupełnie jakby łudziła się, że kątem oka zauważy, niezidentyfikowany, zagubiony w kosmosie obiekt latający.
- Zawsze się zastanawiałam, czy te wszystkie objawienia są również sprawką UFO?
- Osobiście uważam, że tak. Na przykład wydarzenia w Fatimie w 1917. Choć mówią, że to była Matka B., ja wiem, że to było UFO. Jak wytłumaczyć sytuację, gdy trzy wiejskie dziewczynki zachowują się nienormalnie, a kilkaset doznaje masowych wizji? Żadna bozia, tylko narkotyki i projekcje laserowe. Wysoko rozwiniętej cywilizacji nie jest trudno omamić kuglarskimi sztuczkami zgraję wieśniaków. Zresztą, według Bibuły, duchy, bożki i inne takie tam pokemony nie ujawniają się oficjalnie. Wiara, aby była wiarą musi opierać się właśnie na wierze. Prawdziwa wiara płynie z serca i nie potrzebuje jakichś tanich dowodów jak niewierny Tomasz.
- No a to słynne orędzie przekazane dziewczynkom?
Machnąłem łapskiem, by okazać swą pogardę.
- Marketing rynku zbawienia - pal licho. - Duchowa troska o klienta, gdy ten powątpiewa w sens dalszej współpracy.
- A może kosmici się z nami bawią? - spytał Burdel. - Może to oni nam dali religię? Wcisnęli nam kiedyś kit, a teraz badają wpływ religijnej ściemy na rozwój cywilizacji?
- Bez przesady - zaśmiał się Kowboj. - To wielce nieetyczne!
- A jak myślisz, Sid, skąd oni przybywają?
- Z Syriusza. Jestem tego pewien. Z Syriusza.

Tymczasem Gdzieś Na Ziemi...

Uwaga! Sensacja! Jenifer Lopez zamroziła sobie macicę (tak Masłowska powiedziała) i podrywała naszego byłego premiera (tego chuja kołka, co nam zabrał zniżkę na koleje). Ponadto, prasa donosi, iż Victoria Beckham ma naturalne cycki, ale tak naprawdę, to wszczepiła sobie implanty i się dziwka pokazała po operacji w toalecie chińskiej restauracji. Kto podda w wątpliwość prawdziwość jej biustu? I pewnie mało kto wie, że Britnej Spirs ma doczepione włosy chińskich więźniów i jest w ciąży. Ale my święcie wierzymy w jej dziewictwo! Świata baśń się baje, z każdym machem coraz dalej. Moja babcia powiedziała, że Britnej Spirs to szmata, no bo ta suka wyszła na ulicę w samym biustonoszu. W ogóle, to laski się teraz robią na ciemno w sensie włosów, no bo od ciągłego rozjaśniania to już normalnie łysieją. Ale to nic w porównaniu z tym, jak słabe są w Polsce worki. "Łe, jeden szczał i dupa! O, taaaka dziura!" - pokazuje Jewgienij, armeński mistrz boksu w klatkach. A na Tefauen nowy szoł: Marjolka musi skoczyć na główkę ze stodoły, bo tylko wtedy spełni się marzenie jej męża - Freda, który dał ciało (Darwina) i notorycznie pije wodę z mózgu.

...Życie Płynie Z Wolna...

To nieprawdopodobne, ale są na tym świecie ludzie, którzy na każdą podróż zabierają ze sobą - oprócz depilatora - maszynkę do golenia nóg. Ale mały Tomaszek poznał grupę chuliganów i postanowili już nigdy nie golić sobie włosów na klacie. Zbuntowali się. Potem jednak okazało się, że pan Roman był kobietą, w dodatku pracującą, a jak była mała (tj. był) to wstydziła się powiedzieć mamie, żeby jej kupiła tampony, to kupowała za kieszonkowe tanie podpaski ze Stonki (za 1.99). Tymczasem pan Mirosław tropi nicponia, który podawał narkotyki jego królikowi, w rezultacie czego ten totalnie zeschizował i spuścił się z wodą w toalecie. Policja podejrzewa, że miało to związek z faktem, iż mały Tuptuś, który pracował w makdonaldzie, walił gruchę do szejka i podrywał szefa zmiany. To bardzo możliwe, bo śpiewająca blondynka z wąsami i kręconymi zębami, która była w trendy opiętych biodrówkach, pociągnęła ze stołu krechę amfy. Nos jej spuchł, skręciła się i rzygnęła czarną mazią. A Elton John ożenił się ze swoim chłopakiem, tylko nie wiadomo, kto będzie pełnił rolę żony, bo zupa była zasłona. Z kolei pan Zenobiusz wsadził sobie w pupę marchew (tak, tak!). Ale to go nie zaspokoiło, bo on zawsze lubi mieć dobrze zatkany anal. Wepchnął se w odbyt tłuczek do kartofli, co skończyło się wizytą pogotowia (udokumentowane). Bo Wojtek ma dwanaście lat. To jakiś kryzys wieku średniego! A Mineta? - to takie miasto we Włoszech, Maciusiu - powiedział nasz autorytet moralny ds. spraw przepychania rur kanalizacyjnych.

A ja stoję, patrzę i pytam, gdzie jest moja szubienica? - jak Rafał Wojaczek. A ta, jak jej tam, Paris Hilton, ta głupia blondi z Ameryki o rozmiarze buta 43, chociaż nie - to Christina Aguilera (upadła gwiazdeczka)! Tak! - ona, z brylantowym kolczykiem w łechtaczce, oznajmiła, że jest suką w pełnym tego słowa znaczeniu, czyli suką sensu stricte - taka marketingowa ściema dla lepszego lansu. Znów zagra w domowym porno (ta głupia Paris Hilton). Dobra, browar, dziarski wina łyk. Można rzec jest git. Remiksowy melanż, ustawiczny melanż, wszystkiego po trochu. Jak zajebista jazda bez trzymanki. Ou jeeee...

...Nieświadomi Przeżywają Matrix...

Z amerykańskiej sondy kosmicznej Deep Impact "wyszczelono" po amerykańsku w kierunku komety Tempel rakietę z pociskiem balistycznym. W wyniku uderzenia na powierzchni komety powstał dwudziestopięciometrowy krater i zmieniła się jej orbita (niegrzeczne amerykany!). Owo zdarzenie wpłynęło negatywnie na pracę pewnej radzieckiej wróżki, Mariny Bai. Doszło bowiem do zaburzeń energii kosmicznej, które uniemożliwiły Marinie pisanie precyzyjnych horoskopów. Rosjanka-cudotwórczyni pozwała agencję NASA do sądu i zażądała trzystu milionów dolarów odszkodowania. Choć wydawało się, że racja jest po stronie Mariny, to NASA wygrała sprawę. Amerykańscy prawnicy wykryli albowiem, iż przez cały tydzień, poprzedzający owe wydarzenia, zaszłe w przestrzeni kosmicznej, wróżka z premedytacją chodziła do pobliskiego sex-shopu i pytała o dwumetrowy wibrator murzyński. Gdy po kilku dniach zbywania sprzedawca wymiękł i sprowadził takowy, radziecka wróżka oznajmiła mu, że chce z niego kupić tylko wymienną końcówkę!. Prośba została spełniona, bo "klient nasz pan" (i nawet, kiedy chce mu się dać w mordę). Sędzia federalny uznałi, iż albowiem prawdopodobnie chyba na pewno właśnie owa wymienna końcówka, zamontowana później na standardowym (europejskim), mniejszym modelu wibratora, spowodowała zaburzenia energii kosmicznej wokół pracowni Mariny Bai. Ciekawe co stałoby się, gdyby zrobiła to z wibratorem z Japonii...

Poszła babcia na jagody i przejechał ją czołg, dwa kilo czołgu. I chuj. A mały Bubuś wszedł na minę przeciwpiechotną i się nieźle rozerwał, hehehe. Rozpieprzyło go na drobne, stał się zupką w proszku, która powoduje raka prostaty. A dlaczego żony biją mężów wałkami do ciasta? No bo dziadek wpadł pod koparkę jak szukał sztucznej szczęki, którą jego wnuczkowie grali w hokeja, bo ich wujek pociągnął amfę żeby zrozumieć instrukcję obsługi koparki, a ciocia przeszła na Slam, po ty jak popsuła się jej lodówka. A Romkowi to się codziennie śni, że sobie robi lewatywę, a jak się budzi rano do pracy to ma mokre i grząskie łóżko. Normalnie aborcja dla takiej patolo!

...Pogrążeni W Iluzji Rzeczywistości...

Wałęsa był na diecie Kwaśniewskiego. Najpierw podał mu nogę, potem pił z nim wino. A menopauza nie przychodzi znienacka, tylko nadciąga jak poranna rosa. Marysia była zgrabna i chodziła zgarbiona. Chłopcze, nie zatrzymuj się, bo jestem w ciąży - krzyczała Britnej Spirs, kiedy przeżywała siedemnasty orgazm, biegnąc na dwieście metrów. A Aleksander "pipol" Łukaszenko, ta jebana ciota-zombie, ten europejski relikt sowieckiej dyktatury, liczył włosy na klacie Putina i śnił o balonach Raisy Gorbaczow. Zboczeniec! Północne rywiny wschodniej afery zaprawione proszkiem do pieczenia w kinder niespodziance. Agent Auganow molestuje polskich parlamentarzystów - i nieważne: grubych, łysych... Minister fajansów odłącza kroplówkę na lepsze, posłowie walczą z tuszą i molami w moherowych beretach. A Japończycy, te najmądrzejsze z tych wszystkich Chińczyków, to ponoć mają małe penisy. Spokojnie, moherowa babciu, nie zdominują nas... Uratuje nas sierotka Marysia i czterdziestu kombajnistów.

...W Pogoni Za Urojeniami...

Laski walczą o prawo publicznego zdjęcia stanika na plaży. Najbardziej krewkie z nich forsowały ideę powiększenia biustu Sawie z warszawskiego herbu. Pijmy, bo się ściemnia! Tak, pan Tobiasz ukradł kanister z paliwem do motocykli żużlowych. Już chciał wlać to do baku, kiedy poczuł woń spirytusu. Mmmmm... mniami! Porozlewał zatem paliwo do butelek, dodał wódy i mineralki, a potem sprzedawał znajomym. No i kurwa po paru dniach nie miał już znajomych. Wszyscy kopnęli w kalendarz... Taaa, a w Nigerii krowa zderzyła się z samolotem, bo pasła się na pasie startowym.

Tak. A wiecie, że młode mieszkanki Niedźwiadów Małych myślą, że jak będą piły kompot z bananów w trakcie stosunku, a potem usiądą na książce telefonicznej to nie zajdą w ciążę? Ale to nic, bo jak Franka (zrobili go w kabinie kombajnu) rzuciła dziewczyna to wziął wszystkie jej staniki i spalił na grillu. A halibuty to takie mamuty, co noszą buty. Wszyscy czekają na kolejną dietę-cud odchudzającą, a Chińczycy myśleli, że połykanie żywych kijanek to skuteczny środek antykoncepcyjny (nie dziwię się, że jest ich teraz tylu).

Ale Są Także Rebelianci...

Czyli my, przeklęci kolekcjonerzy psychodelicznych wrażeń, dla których miejska żulerka - chlebem powszednim, tramwajowa szarość - kolorową codziennością, sobotnia noc - oczekiwaną balangą, masło - margaryną, a nieskrępowana wolność - forsownym marszem przez życie, nie umiemy już maskować furii, która zapach krwi zawczasu upatrzyła. Nie reprezentujemy upadku. Jesteśmy solą tej ziemi. Jesteśmy trefnym zacierem z fermentu społecznego. Nasza alternatywna moralność wynika z niezgody na, otaczającą nas, zabójczą sieć pomieszanych wartości, zgniłych norm, wyświechtanych morałów i krępujących konwenansów. To niezgoda na mentalność, którą nosimy w sobie.
Kowboj wyjechał z dżołkiem:
- Znacie to? Koleś posuwa lolę i mówi: ale ty masz małe zderzaki i taką ciasną tą, nie? A ona: tatusiu, ja mam dopiero osiem lat.
- Kowboj! - skrzywiła się Karmen - nie przy piwie!
Uspokoił się. Usiadł na miejscu. Babci, która siedziała obok w tramwaju, wyjął z torebki jakiegoś szmatławca i pogrążył się w lekturze.
- Słuchajcie - wypalił jak AR15 - tu piszą, że Swietłana Niewydymajewa jest w ciąży.
- A kto to jest, do cholery? - pytanie zasadnicze.
- A skąd ja mam wiedzieć?
Karmen zaśmiała się.
- Ja już wiem, że jest w ciąży. I tyle mi, jako odbiorcy pop-gówna, wystarczy.
- No, ale kto to jest?
- A skąd ja mam wiedzieć? - oburzał się Kowboj.
- Daj mi tego gazeta! - wydarłem mu to z łapsk i jąłem wertować.
Tak. Teraz moja kolej na intelektualną przygodę.
- Słuchajcie! - wyrwałem się po chwili - książę Zielonoperuki, pozwał swojego psa do sądu.
- Swojego psa? - zdziwił się Burdel. - Znowu?
- Jak to znowu?
- Bo już raz go pozwał - wyjaśnił.
- A niby za co?
- No bo nasrał mu na dywan - normalnie woda sodowa. - Piszą też, że chce założyć Stowarzyszenie Wyruchanych w Dupę.
Burdel nie wytrzymał i wyrwał mi szmatławca.
- Lepsze znalazłem! - oznajmił. - Pamela cierpi na depresje, bo jak miała szesnaście lat, to zgwałcili ją kosmici.
- Łał! - zajechałem wiochą. - To znaczy, że jej cnotę zdobyli przybysze z kosmosu?
- Oddajcie mi to! - domagał się Kowboj. - To moje. Ja to ukradłem.
Burdel zwinął gazetę w rulon i rzucił Kowboja w łeb.
- Masz i żryj!
Tak też uderzony uczynił.
- O, ja pierdolę! - wyjechał zaraz.
- Co znowu?
- Andrzej Hołota znów pogodził się z Mariolką!
- To twój autorytet moralny, nie? - zacząłem szydzić.
- Będą się hajtać po raz trzeci - kontynuował. - Bo Hołota to potrzebuje miłości. Zmienił się na lepsze, piszą.
- Na lepsze?
- Bo, bo, bo - Kowboj zaczął się jąkać - bo Andrzej to jest szlachetny i obdarzony duszą romantyka!
- Nie no... - Burdel już nie mógł. - Powiedz jeszcze, że jest delikatny jak aksamit...
Hehe.

Na forach internetowych już dawno nas wyklęli i skazali na szafot. Nie ma łatwo. Na każdym kroku za skórę załażą nam hipokryci, którzy zieją zawiścią i grzeszą fałszywą skromnością, a ich ignorancja, arogancja i pycha wykluczają jakiekolwiek porozumienie.
Resztkami człowieczeństwa bronimy się przed żrącym szlamem, zalewającym nas przed media. Dzień w dzień, minuta na minutę, bez wytchnienia i bez końca, pochowani w gabinetach, wysoko postawieni terroryści przeprowadzają bardziej lub mniej udane zamachy na nasze wrażliwe umysły, na zbiorową wyobraźnię narodu. A my, przed samym startem rezygnujemy z wyścigu szczurów. Z obrzydzeniem odrzucamy terror bycia cool, trendy i cały ten jadłospis ciężkostrawnych rozwiązań na życie.
Nie dla nas są chwile, by paść na kolana - wolność to nasz cel. Nie znajdziemy już drogi wstecz. Kroczymy dzielnie naprzód. Jesteśmy na bakier z systemem, a nasze życie to, pogrzebany w zarodku, trupi ciąg rozpaczy i wołania o przyjaźń na tym zepsutym, zakłamanym, pełnym zła i niesprawiedliwości świecie. Świecie, który oszalał, do końca zwariował, na którym umarły piękne wartości i nie ma z życia już radości. Wszystko się pojebało. Ludziom we łbach się poprzestawiało. Miłość jak nienawiść, uśmiech jak grymas śmierci, ludzie jak warzywa społeczne - pracuj, konsumuj i zdychaj. Napierdalaj osiem godzin dziennie - jedną trzecią życia. Bo półżywym czas o połowę wolniej płynie - mentalne więzienie, neurotyczne dusz schronienie, ubezwłasnowolnionych tępaków wygłodniałe zgromadzenie.

...Oderwani Od Centrali...

Z takim przeświadczeniem, każdy z nas, na swój własny sfrustrowany sposób, próbuje znaleźć sobie dziurę w tym serze, zwanym życiem społecznym. A to, że padamy ofiarą szykan i jesteśmy nie rozumiani oraz fakt, że dla niektórych możemy być menelami albo degeneratami, to już nie nasz problem. Bo jeszcze tego by brakowało, żebyśmy mieli wstydzić się samych siebie. Nas jest więcej, dla kogo zatem tak naprawdę nie ma tutaj miejsca? Lepiej umrzeć na wyprostowanych nogach, niż żyć na zgiętych kolanach - powiedział Emilio Zapata, przywódca meksykańskich powstańców.
Myślimy pozytywnie. Nie popadamy w dolinę - szkoda na to młodości. Są na tym świecie rzeczy piękne. Rzeczy, dla których naprawdę warto żyć. Rzeczy, które można odnaleźć wśród, otaczającej nas, szarości. Jesteśmy optymistami. Cały czas szukamy tej lepszej strony życia, szukamy raju na ziemi. W chwilach wolnych od codzienności umilamy sobie czas różnymi nieprzeciętnymi akcjami, staramy się żyć grubo powyżej średniej krajowej. Sztuka wyzwolona, underground, muzyka, poezja, balangi, melanże, alkoturystyka, nocne rajdy po knajpach, sentymentalne podróże do jak najdalej z dala. Souacz Park, Cytadela, Wzgórze Przemysława, U Bazyla, Deja Vu, Alcatraz, Nietoperz, Dzik, Rozbrat... Permanentny melanż. To nasze życie. To nasz świat.

...Którzy Przywrócą Równowagę W Galaktyce.

Wiem. Żyjemy w Matrixie, a świadomość tego jest przekleństwem. Czasem chciałbym jednak, jak Cypher, olać to i zapomnieć - sprzedać się za kawior, krewetki, dvd, stereo, mesia i harem dziwek. Ale to nie fair wobec ludzkości - wiem to przez milion watt, uwolnionych przez prąd. Nie mogę milczeć, kiedy wokół tyle zła, kurestwa. Milczenie oznacza strach i przyzwolenie.
Matrix, System, Babilon - mentalny wpierdol, kulturowy gwałt, symboliczna przemoc, machina społeczna, choroba morząca ludzkość od zarania dziejów. Coś nienamacalnego, nie podlegającego klasycznym wyobrażeniem, nie do pojęcia na chłopski rozum. System jest w nas, w naszych umysłach. Kieruje nami, uwidacznia się jako powszechny "ład" i wypadkowa naszych codziennych działań. System istnieje naszym kosztem, jesteśmy jego paliwem i siłą wykonawczą. System organizuje nam życie, a w większości przypadków określa nawet treść czasu wolnego. Trendami w myśleniu kształtuje naszą osobowość, pasje, zainteresowania. W trakcie społecznego dojrzewania stajemy się jego kolejnymi produktami, żołnierzami, niewolnikami, żywymi manekinami i nośnikami jego kodu genetycznego.
A człowiek nie może wciąż znaleźć tej jedynej, słusznej i prawej drogi życia. Aby sprawnie funkcjonować w babilońskim społeczeństwie, każdy z nas, niewolników, musi przystać na jego bezwzględny kodeks. Trzeba przyjąć jako swoje jego dyrektywy, szablony, wzory, normy, wartości i cele. Wtedy można o sobie powiedzieć: społecznie dojrzały i oswojony - martwy. Matrix, masa, maszyna...
Wtedy właśnie usłyszałem głos nieznajomego:
- Wiatr wieje zawsze tam, gdzie chce. I szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd pochodzi i dokąd idzie...
- Kto to jest? - spytała Karmen.
Zerknąłem przez palce w miejsce, z którego pochodził oślepiający blask.
- Ci, którzy teraz łakniecie - kontynuował nieznajomy - albowiem będziecie nasyceni. Ci, którzy teraz płaczecie, albowiem będziecie się śmiali.
- Jeszua? - rzuciłem tekst. - To ty?
- Zaprawdę - odparł. - To ja.
- Co cię tu sprowadza do nas? - zapytał Burdel.
- Hmmmm... na świecie trwa wielki spisek przeciwko człowiekowi - zaczął Jeszua. - Przyjdzie jeszcze wielu fałszywych proroków i mesjaszy. Wielu powoła się na mnie. Wielu przyjdzie w imieniu moim, wielu jeszcze was zwiedzie. I czynić będą wielkie znaki i cuda, bo gdzie jest padlina, tam i sępy się zlatują.
Co racja, to racja.
- Wielki biznes kręcą twoim kosztem - stwierdziłem. - Stałeś się chwytem marketingowym w globalnej batalii o ludzkie dusze.
Jeszua spojrzał na mnie i rzekł:
- Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w ojczyźnie swojej, pośród ludzi swoich i w domu swoim.
Machnął ręką i przed naszymi oczyma jawiły się realne obrazy.
- Czy widzicie te wielkie budowle?
- Widzimy!
Przed naszymi oczyma przewijały się migawki wielkich, pozłacanych świątyń.
- Zaprawdę, powiadam wam, przyjdą takie dni, kiedy z tego, co widzicie, nie zostanie kamień na kamieniu, który nie zostałby zniszczony. I tylko moje słowa są wieczne. One przetrwają.
- Ale oni nie słuchają Twoich słów - stwierdziła Karmen. - zrobili z ciebie złotego cielca, taką silną markę na rynku zbawców.
Jeszua uniósł w górę ręce i rzekł:
- Wystrzegajcie się kwasu faryzeuszów, to jest obłudy. Oni, wielcy tego świata, już odebrali swoją nagrodę, za życia. Królestwo Boga jest wewnątrz Ciebie i wokół Ciebie. Nie budynki zrobione z drewna i kamienia. Podziel kawałek drewna i Ja tam będę, podnieś kamień i znajdziesz mnie...
- Ale kiedy?
- Przyjdę w swoim czasie. Nie będę słowami, których nikt nie rozumie. Przyjdę w słusznej sprawie. W jednym czynie. By ratować świat. Szykują się bowiem podłe czasy.
- Jak podłe?
- Bardzo podłe...

Marnie rysuje się nasz los, zaprawdę fuck.
- Właśnie naszła mnie koncepcja teorii brakującego ogniwa - powiedziałem, wyrywając się z refleksji.
- Brakującego ogniwa? - Karmen spojrzała się na mnie jakoś tak dziwnie.
- Tak. Adam i Ewa byli pierwszymi i jedynymi ludźmi na ziemi - podzieliłem się z ekipą owocami swoich przemyśleń. - I mieli potomstwo. I teraz wyobraźcie sobie, jak niezdrowy genetycznie musiał być taki ród. Co z tego mogło wyjść...
- Jak rodzina Peacocków z "Archiwum X" - zaśmiał się Burdel. - Mutanty dziwolągi. Tam koleś był dla brata tatą, wujkiem i dziadkiem...
- Dokładnie! - powiedziałem. - Ale tak naprawdę, to Adam i Ewa byli małpami! Przez kilka pokoleń kazirodztwa doszło do licznych mutacji w genach, przez co małpa na drodze mutacji zmieniła się w ...człowieka, nową rasę małp, najpotężniejszą genetycznie.
[Sid, ty coś paliłeś? - przypis autora]
- Niezła konkluzja! - przyznała Karmen. - Ale co było dalej? Przecież ich też było raptem iluś tam. Jakby mieli się rozmnażać w swoim gronie, to znów doszłoby do krzyżówek genetycznych.
- No więc... - myślałem dalej - ci nowi, to znaczy faceci, oprócz swoich kobiet wzięli się też za samice małp. To musiało wyjść, ponieważ wciąż mieli bardzo podobne genotypy czy jak to się tam nazywa.
- To ich potomkowie znów staliby się małpami! - wtrącił się Burdel.
- Nie. Geny ludzkie były silniejsze i wyparły te małpowate! Od tej pory działała już teoria Darwina.
Karmen z wrażenia zaniemogła.
- Sid, wiesz, co ty zrobiłeś? Właśnie pogodziłeś Teorie Darwina z religią judeochrześcijańską!
- No widzisz - zaczerwieniłem się. - A może jednak jest coś prawdy w tym ,że jesteśmy tylko dziełem przypadku?
Wtedy Karmen spojrzała na mnie i spointowała:
- No, ale Einstein powiedział, że Bóg nie gra w kości...

ROZDZIAŁ PIERWSZY
BŁĘKIT PARYŻA

Nielegal za trzy piwa, jakoś się to tak nazywa... Bo prześcignąć Szumachera, na halu-grzybkach, po siedmiu - czytaj paru: psylocybkach kilo, tudzież ośmiu piwkach - nie tak łatwo. Okej, nasz porządek nieporządnego dnia, ehm! - se chrząknąłem: My niepokorni, nielubiani, niepokonani. I swojskie spreje na ścianach: "Rzapka to dziwka - podpisano: Stonka", "Piotrek robi laskę Pawełkowi - podpisano: Rzapka". Marketingowa sielanka. Joł.
Dzień, podobnie jak rok, dzieli się na cztery pory. Wstajesz o poranku żywych trupów - to wiosna dnia i okres przebudzenia umysłu. Zaczynasz żałować, że w ogóle z wyra wstałeś. Południe lub lato żywych trupów - czas, gdy wszystko kwitnie (na pewno nie ja) i masz zajebistą alergię na świat. Południe to także pora maksymalnego wyzysku pracowników przez ich pracodawców. Ludzie zapierdalają jak roboty. Jesteś np. magistrem, a wykładasz chemię w Bierdonce, albo zapierdalasz przy pakowaniu śrub gwintowych. Popołudnie lub jesień żywych trupów - czas zbierania owoców. To także pora, kiedy łapiesz największe doły i zastanawiasz się jakby tu ze sobą skończyć, jak zamknąć ten cholerny czas zwany życiem (kurewskim?). No i wreszcie wieczór lub zima żywych trupów - okres zasłużonego odpoczynku, choć w moim przypadku dopiero późnym wieczorem, po kilku zajebistych liptonach zaczyna się dzień, budzę się. Potem noc (żywych trupów), a rano znów to samo.
Lewą nogą dziś wstałem, dajcie mi nóż! Mój humor wisielczy, na szafce kurz, dajcie mi nóż! Ale nic się nie dzieje, gdzieś tam szumią knieje, niczego się nie spodziewam. Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość zlewają się w bezkształtną nieskończoność. Marskość wątroby - oby nigdy nie nadeszła.
Olewka i dekadencja. Kolejny raz te same, na pozór smętne realia, lecz wypełnione pozytywnym klimatem, jest zajebiście! Parę zapuszczonych mebli. Co dzień inaczej ustawione, odpowiednio do mojego nastroju. Zapach gości minionych, lasek zadowolonych, pojebów nie wpuszczonych, imprez hucznie odprawionych, win i browców w ryj wylanych, rzeki pawi wyspawanych...
W kącie straszy stare i całkowicie zawalone papierami biurko, nad którym resztkami plastra ima się ściany wielki plakat Britnej Spirs z zajawką - "wierzymy w jej dziewictwo". Mój laptop, zadziorny i niesforny Penciak 200, stojący na biurku, przykryła już gruba warstwa radioaktywnego kurzu. Resztki nie oddanej pracy z zeszłego semestru (pieprzyć!) wyglądają spod zwoju wydrukowanych tabulatur gitarowych i płytek mp3. Gdzieś na tym śmietniku znalazłem jeszcze puszkę piwa - jakiś tani kwas z Stonki (bueee!), ale zawsze coś (na ząb?). Kochanie, nalej mi śniadanie...
Na resztkach żyrandolu wiszą długie ozdoby z wyschniętych skórek pomarańczy obranych kiedyś jednym cięciem mojej kosy, kupionej na Bema od jakiegoś Ormiańca (za dychę). Mówię, że na resztkach, bo Kowboj zbił klosze. Tak, kiedyś nad ranem, jeszcze najebany, grał z Burdelem (zbakanym) w siatkówkę... I jebs. Ale obiecali, że zajumają z jakiegoś akademca i przyniosą.
Na północnej ścianie wisi wielkie zdjęcie-plakat Leszka Killera, a może raczej to, co z niego zostało - kontury całkowicie postrzępione, a w miejscu, gdzie kiedyś była jego parszywa zakłamana morda, tkwi wbitych dycha dartów kalibru - gwoźdź do trumny. Cała ściana za plakatem podziurawiona śrutem z wiatrówki. Trza to jakoś zakryć - może jakaś Doda albo loda... Ajmamasita, ojojoj!

Copyrights © 2003-2006 by Kuba Wicher
Poznań, Konin 2006
Powieść (ani żaden jej fragment) nie może być kopiowana, publikowana ani umieszczana
w Internecie w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody autora.



Informacje o artykule
Data dodania:2006-12-29
Dział / Kategoria: fun / felieton
Średnia ocena:10.00 (1)
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Kuba Wicher   rap graffiti breakdanceKuba Wicher

Ostatnie artykuły tego autora:
Souacz Park - fragment: Leszek Killer w agencji towarzystkiej
Souacz Park - fragment: Książe Czerwonoperuki i Księżna Mandarynka
Souacz Park - fragment o żulach spod Biedronki

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
anonim
Autor: raven6   Link do posta
17:39:55, 29-12-06
ciekawe po czym takie schematy..

anonim
Autor: www.ufs.pl   Link do posta
20:54:27, 29-12-06
www.ufs.pl

www.ufs.pl

www.ufs.pl

www.ufs.pl

www.ufs.pl

anonim
Autor: el rojbehro   Link do posta
20:55:54, 29-12-06
szczerze mowiac nuuudne

plastyk i malarz
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
21:14:50, 29-12-06
Coś ala drugi Kaliber 44

.oi!
Autor: .oi!   Link do posta
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
21:41:55, 29-12-06
pseudosmieszne. czyli chujnia

koczkodan47
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
22:20:45, 29-12-06
ZA DŁUGIE

anonim
Autor: Wonsipah   Link do posta
22:28:13, 29-12-06
Autor: koczkodan47
Dodany: 2006-12-29 22:20:45 Host: [ukryty - użytkownik zarejestrowany]ZA DŁUGIE










a  tu cała książka jest :D Mi tam się podoba...

anonim
Autor: buhahahahaha   Link do posta
00:27:03, 30-12-06
A ja to przekopiuje i wydam w moim wydawnictwie

Podpis: Pogromca dziwek

dr.Lecter
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
00:48:41, 30-12-06
Ogólnie zajebiste ... jak ktoś przeczyta całe ze zrozumieniem i lekkim dystansem. Ciekawe interpretacje UFO, religii, zbawienia i wydarzeń. Dobre nawiązanie do Jeszui z \"Mistrza i Małgorzaty\" Bułhakowa. Dodatkowo humor, kpina, groteska, posługiwanie się kontrastem. Troszkę taki literacki surrealizm. Tak jak ktoś powiedział \"Coś jak drugi Kaliber 44\". Tylko K44 był jeden. Nie do pobicia.

anonim
Autor: fsfsdfs   Link do posta
01:26:09, 30-12-06
MOIM ZDANIEM JEST TO DISS NA WWO!!! PATRZCIE NA TĄ GRAFIKĘ I NA OSTATNIĄ OKŁADKE Z WWO!!!

M_A_S_T_A
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
01:58:45, 30-12-06
kurwa tu maja byc niusy hiphopowe a nie jakies takie chujstwa - zenada

Bachor
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
09:48:35, 30-12-06
wkurwiająca składnia i ogólna hujnia

rutek0
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
12:20:05, 31-12-06
Jak dla mnie caly ten Souacz Park to zwykly grafomanski belkot !!! Powiem szczerze, ze nawet czekalem na ta ksiazke (sam mieszkam na solaczu :-) ) ale po fragmentach ktore pojawialy sie na HH.pl dam sobie z nia spokoj !!!!

anonim
Autor: brygada souacz park   Link do posta
14:03:37, 31-12-06
tej, rutek0 jesli grafomanski belkot to kurwa napisz cos lepszego i wtedy szczekaj dzieciaku jeden. poki nic nie napisales morda w kubeł. zeby zjechać coś trzeba miec kwalifikacje ku temu. pozdrowienia dla twoich oczu przed monitorem i twojej anonimowosci...

anonim
Autor: Wopbabalubop   Link do posta
20:00:58, 31-12-06
czytał ktoś to wogóle? mi by się nie chciało. książka pfff, przeżytek poprzedniej epoki. Pozdro N.A.S. dobra nowa płyta. ...to jest luta jak kop z buta, jesteśmy hardcorowi jak pierwszy Wu Tang....

rutek0
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
20:05:42, 01-01-07

Jesli cos tworzysz to musisz sie liczyc z tym, ze ktos to oceni !!Ja wyrazilem swoja opinie przynajmniej kulturalnie (bez bluzgow) a  ty sie spinasz zaraz bo ktos skrytykowal !!! Co trzeba byc zaraz literatem, krytykiem czy polonista zeby wyrazac o jakiejs ksiazce swoja opinie?? To co jako odbiorca do ktorego jest kierowana nie mam prawa sie wypowiadac?? Jak jakis film ci sie nie podobal to nie mozesz powiedziec, ze byl zly bo sam zadnego nie nakreciles?? O czym ty w ogole gadasz??  I co moja anonimowosc ma do tego ??

anonim
Autor: brygada souacz park   Link do posta
08:44:02, 02-01-07
rutek0, szczeniaku jeden, napisz coś lepszego i dopiero wtedy krytykuj. Ciekawe czy powiedziabyś am to prosto w ryj, tylko potraficieszczekać anonimowo przez interent, napiszcie cos i tu zamiescie to wtedy pogadamy.

rutek0
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
09:40:23, 02-01-07
To twoje teksty sa szczeniackie.Nie masz innych argumentow??  Bo mi sie nie podoba to jestem szczeniak ?? Takim jestes(cie) megalomanem ?? Nie kwestionuje, ze ktos piszac ta ksiazke wlozyl w nia prace stwierdzam tylko, ze mi nie podchodzi !!!A ty (wy) juz drugi komentarz z rzedu sie powtarzasz !! Wyluzuj troche bo sie wrzodow nabawisz !!! Masz prawo bronic ksiazki tak jak ja moge ja krytykowac ale jak juz na argumenty a nie na to ze jestem taki czy owaki bo sam nic nie napisalem !!!

adasko44
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
10:02:24, 02-01-07
siemano co tam co tam wypijmy po browarku ;)

anonim
Autor: jajajjajajajja   Link do posta
17:53:42, 02-01-07
\"Ale mały Tomaszek poznał grupę chuliganów i postanowili już nigdy nie golić sobie włosów na klacie. Zbuntowali się. Potem jednak okazało się, że pan Roman był kobietą, w dodatku pracującą, a jak była mała (tj. był) to wstydziła się powiedzieć mamie, żeby jej kupiła tampony, to kupowała za kieszonkowe tanie podpaski ze Stonki (za 1.99). Tymczasem pan Mirosław tropi nicponia, który podawał narkotyki jego królikowi, w rezultacie czego ten totalnie zeschizował i spuścił się z wodą w toalecie. Policja podejrzewa, że miało to związek z faktem, iż mały Tuptuś, który pracował w makdonaldzie, walił gruchę do szejka i podrywał szefa zmiany. To bardzo możliwe, bo śpiewająca blondynka z wąsami i kręconymi zębami, która była w trendy opiętych biodrówkach, pociągnęła ze stołu krechę amfy. Nos jej spuchł, skręciła się i rzygnęła czarną mazią. A Elton John ożenił się ze swoim chłopakiem, tylko nie wiadomo, kto będzie pełnił rolę żony, bo zupa była zasłona. Z kolei pan Zenobiusz wsadził sobie w pupę marchew (tak, tak!). Ale to go nie zaspokoiło, bo on zawsze lubi mieć dobrze zatkany anal. Wepchnął se w odbyt tłuczek do kartofli, co skończyło się wizytą pogotowia (udokumentowane). Bo Wojtek ma dwanaście lat. To jakiś kryzys wieku średniego! A Mineta? - to takie miasto we Włoszech, Maciusiu - powiedział nasz autorytet moralny ds. spraw przepychania rur kanalizacyjnych. \"  <------------ tylko krotki kawałek tego \"opowiadania\" ale w zyciu takiego sciarwa nieczytałem , niewiem po co to jest ale niepolecam

anonim
Autor: brygada souacz park   Link do posta
07:55:52, 03-01-07
rutek0 - zauwaz ze nas jest kilku. i nawet jesli sadzisz ze to belkot, to powiem ze nie rozni sie od slownictwa pokroju ciebie i twoich kumpli. tak jak kolega powiedzial - napisz cos zanim zaczniesz szczekac

rutek0
Wyślij prywatną wiadomoś do użytkownika
10:10:22, 03-01-07
Zaczynasz mnie nudzic !!!Wiec to juz moj ostatni wpis!!!Jestes(cie) monotematyczni na maxiora i tyle !! Zamiast argumentow powtarzacie sie jak zepsuta plyta wciaz i wciaz i wciaz !!! Oprocz mojich wpisow widze jeszcze 5 kolejnych ktore oglednie mowiac do pozytywow nie naleza ze wzgledu na slownictwo (cytuje \"scierwo,chujnia,nudne\") !!! I niech to starczy za komentarz !!! A teraz zacytuje Bodzia Linde i na tym zakoncze...\"Nie chce mi sie z wami gadac\" !!!

anonim
Autor: brygada souacz park   Link do posta
12:08:55, 03-01-07
w ogole te komentarze to jest jedno wielkie dno...   spadamy stad. nic tu po nas :)

anonim
Autor: Britnej Spirs   Link do posta
14:10:24, 06-05-08
Moim zdaniem książka jest genialna :D

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 3 + 2 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-3-231-228-109.compute-1.amazonaws.com (3.231.228.109). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 ? kontakt ? redakcja ? reklama ? materiały promocyjne ? FAQ, pomoc i zasady ? Polityka Cookies ?