Aby zapewnić prawidłowe działanie strony oraz żeby hajs się zgadzał używamy ciasteczek.
Szczegółowe informacje

hip-hop.pl »

Hip-Hop Kemp 2018-Relacja

Hip-Hop Kemp 2018-Relacja

Autor: Bazyl420

Hip-Hop Kemp 2018-Relacja "Jeśli kochasz hip-hop to hip-hop kemp jest lepszym miejscem niż niebo"- Jeden z uczestników hip-hop Kempa. Siedemnasta edycja Kempa i mój drugi raz w Hradec Králové.

Niestety na Kempa mogłem przyjechać tylko na trzy dni. To jednak nie zmienia faktu że przyjechałem się tu świetnie bawić. Wraz z ekipa przejeżdżamy przez bramę wjazdowa na teren festiwalu. Na mojej twarzy widać już banana, zresztą u moich kompanów można zauważyć taki sam wyraz twarzy jak u dziecka podczas wizyty w Disneylandzie. Tak wiec zaopatrzeni w bilety, może alkoholu i "trawkę" która w Czechach jest legalna rozbijamy obóz. Jako ze to nasz drugi raz na Kempie dobrze wiedzieliśmy co zabrać wiec obóz jest pierwsza klasa. Mamy duży namiot, stoliczek i krzesełka, niestety nie mamy grilla. Pierwsza chwila i od razu utwierdzam się w przekonaniu ze Kemp to festiwal z dusza. Ledwo się rozbiliśmy i otworzyliśmy pierwsze piwo, a już zaczęły do nas podbijać jakieś ziomeczki. To jest właśnie Kemp, Kemp to ludzie, Kemp to my. Tutaj nie dostaniesz po gębie bo jakiś frajer miał przysłowiowy "problem". Nie. Tutaj ludzie podchodzą zbijają piątki gadają o ulubionych artystach, lecą na free (pojedynek freestylowy), piją i dzielą się wszystkim co maja. Dosłownie.



Skupmy się na najważniejszym. Czyli koncertach. Pierwszy koncert na który się wybieramy będzie w hangarze. Tam zwykle jest największy dym, w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Prawie cały jest zapchany ludzi ale wraz z ekipa ciśniemy się mniej więcej na środek. Jeszcze chwila. Czuje jak mnie nosi. Mam ochotę już skakać i wtedy. Tak. Na scenę wchodzi ekipa WCK. Kilku osobowy skład który w słowniku mógł by być definicja słowa "grupa wykonująca hop-hop". Wychodzą na scenę i zaczynają. W powietrzu prócz okrutnego gorąca czuć zajawkę, i klimat. Wszyscy się bujają, nawijają zwrotki razem z artystami. Nie wiem ile trwał koncert, mówią ze ponad godzinę. Jeśli tak to była to najlepsza godzina w moim życiu. A to był dopiero pierwszy koncert. Wychodzimy z hangaru. Leje się zemnie jak bym wyszedł z pod prysznica. Ale czuje się bosko. Po epickim koncercie WCK idę z moim ziomkiem Dawcą pod stoiska z płytami, ciuchami i stanowisko youtubera Yurkowskiego. Tam spotykam wielu ciekawych ludzi, szczególnie zajęła mnie rozmowa z pewnym producentem/raperem o pseudonimie "Bonez". W miedzy czasie Dawca zawiną już pod nasz namiot. To był prawdopodobnie największy błąd w jego życiu. Dlaczego? Ponieważ piec minut po tym jak poszedł, kiedy przeglądałem płyty na stoisku ktoś mnie zaczepił. Nie podnosząc głowy z nad płyt słyszę- Hej mordeczko widziałem że zajebiście bawiłeś się na naszym koncercie- lekko wstawiony i w euforii odruchowo mowie- No stary WCK rozjebało, mega koncert. Podnoszę głowę i widzę a tu Mada i Kajetanowic z ekipy WCK. Krzyczę, siemano i zbijam z nimi piątkę. Gadamy o rapsach i sam już nie pamiętam o czym gdy temat schodzi na jednego rapera. Grubego Mielzkiego, który w rap-grze uchodzi za swoista legendę. Bonez wtedy mówi- Mielon, no przecież tam stoi- nie wierze własnym uszom, odwracam się i, nie wierze oczom. To rzeczywiście on. Podbijam żeby się przywitać. Następna godzina mija nam na siedzeniu na trawce, piciu wódki z gwinta i gadce o wszystkim.



To jest właśnie kemp. Tylko tu możesz napić się wódki z raperami których słuchasz od dawna. W bajkowym nastroju wracam pod namiot gdzie widzę resztę ekipy, czyli Dawce i Grażynę (to facet, taką ma ksywę) w towarzystwie naszych sąsiadów z namiotu obok. Reszta nocy mija nam na, oczywiście, szeroko pojętej imprezie. Pijemy, gadamy cieszymy się nutkami z głośnika na bluetooth, lecimy na free. Dzień drugi. Poranek jest ciężki, co nikogo nie powinno dziwić. Na szczęście nasze niewielkie festiwalowe doświadczenie mocno nam pomaga uporać się z kacem. Na śniadanie witaminki, witamina c, b czy jakaś tam, do tego elektrolity na biegunkę. Naprawdę polecam każdemu na kaca. Działa cuda. Do wieczora, czyli do koncertów cały dzień. Robimy to co wczoraj wieczorem. Dokładnie to samo. Zresztą co innego można robić wieczorem na festiwalu?



Zbliża się godzina dziesiąta. Za raz mamy iść na koncert $uicideboy$. Problem w tym że Dawca mówi że złe się czuje i nie idzie. Po mimo moich trudów oraz każdego kto do nas wpadał, nie udało nam się go zaciągnąć na koncert. Trudno, jego strata. Ale drugi problem jest taki że Grażyna godzinę temu poszedł na parking do samochodu. Miał wrócić za chwile a nadal go nie ma. Za raz koncert, musze po niego iść. Z Dawcą obstawialiśmy że albo zasną w aucie albo przygruchał sobie jakaś pannę. Idę na parking gdzie jest mnóstwo aut. Ale tylko jedno z odpalonym silnikiem i światłami. Oczywiście to skoda Grażyny. Podchodzę nie pewny. Nie wiem czy otwierać drzwi czy nie. A jak nakryje go pół nagiego z jakaś dzierlatką na tylnym siedzeniu. Trudno nie mam wyboru koncert za pięć minut. Otwieram, i w tym momencie o mało co nie umieram na skutek niekontrolowanego wybuchu śmiechu. Grażyna leży na przednik siedzeniu w pozycji embrionalnej z odpalonym silnikiem, klimą na fula i nutą w radiu, i śpi. Po prostu śpi jak dziecko. Budzę go plaskaczem w twarz i krzyczę- Grażyna wstawaj jełopie za pięć minut koncert $uicideboy$. Później za to że go obudziłem dziękował mi bardziej niż bezrobotny za zasiłek, bo jak się miało później okazać ten koncert mogę szczerze uznać za jeden z najlepszych na jakim byłem, a na paru już byłem. Jesteśmy pod scena. Tylu ludzi jeszcze nie widziałem na jakimkolwiek koncercie, no może poza główna scena na Woodstocku w 2016 roku. Ale wracając do tematu. Koncert już trwa. Jest mega, skaczą wszyscy, nie tylko ci pod scena. Organizacja tego koncertu jest na najwyższym poziomie. Mega nagłośnienie. Jakieś efekty wizualne typu, lasery, fajerwerki ze sceny i mgła. Do tego wszystkiego trzeba dodać fakt ze jestem już w mrocznych objęciach alko i Marii (marihuany). $uicideboy$ to dość specyficzny rodzaj hip-hop'u. Bardzo mroczny i klimatyczny, w dodatku bardzo, nie wiem jak to powiedzieć, z pierdolnięciem. Każdy numer sprawia ze skaczesz i chcesz odlecieć. Niemal natychmiast publika zaczyna robić pogo. Trochę lipa z tekstem bo mało kto śpiewa równo z artystami. W pewnym momencie, Ruby jeden z dwójki raperów wchodzących w skład $uicideboy$ kazał publice dokończyć refren. Niestety nikt nie umiał. To była żenada, myślałem ze zaraz skończą koncert i wrócą do domu, do Nowego Orleanu. Ale jakoś się nam upiekło. Swoistą wisienką na torcie był moment w który artyści kazali się wszystkim obrócić w prawo i biec przed siebie w kole. W tym momencie wszyscy jak jeden mąż wykonali rozkaz. W tedy czułem że to co się za chwile stanie będzie legendarne. Leci nuta z mocnym brzmieniem. Napięcie narasta. Wszyscy biegną i na znak Rubiego, w momencie dropu bitu wszyscy, nie da się tego grzeczniej nazwać wpierdają się na siebie i kilka tysięcy ludzi pod scena robi pogo. To co czułem ja i zapewne każdy uczestnik jest po prostu nie do opisania. Nie da się i koniec. Tak jak nie da się otworzyć parasola w dupie tak nie da się opisać tego co tam się działo. Epicki koncert. Tyle w temacie.



Tak jak wspominałem wcześniej Grażyna jest mi dozgonnie wdzięczy że go wtedy obudziłem. Noc jeszcze młoda. Przed nami ostatni koncert na który chcemy się wybrać. Koncert reprezentacji BOR'u, czyli Szpaku, Kobik i Gedz, ale to dopiero za dwie godziny. Tak więc biesiady w obozie ciąg dalszy. Po wypiciu paru piw, butelki legendarnego rumu Bozkov zapitego Kofolą oraz wyśmianiu Dawcy że nie poszedł na koncert, nadszedł moment w którym wypadało by iść do hangaru na koncert BOR'u. Dawca oczywiście został w namiocie. Ja z Grażyna siedzimy u jakiejś ekipy w obozie. Musze przyznać że mieli naprawdę konkretny obóz. Kanapa, wielki drewniany stół i co najlepsze telewizor z konsolą. Bez kitu. Pierwszy raz widziałem coś takiego na festiwalu. Ale starczy już tego podniecania się ,za raz koncert. Grażyna mówi ze przyjdzie później. Jest zajęty bajerowaniem jakiejś laski. Tak wiec idę z nowo poznanym ziomeczkiem. Wpadamy do hangaru.



Koncert już trwa. Jest spoko, ale nie ma takiego ognia jak na $uicideboy$ albo WCK. Hangar jest pełny tylko do połowy. Szpaku cos tam nawija na scenie, kilka osób macha rękami pod scena. Ja i ziomek stoimy w kolejce po piwo. Dzięki bogu w hangarze jest mini bar. Piwo jest jak ambrozja, w porównaniu do tego ciepłego z pola namiotowego. Mam wrażenie ze jest jak ciekły tlen i zmraża mi wszystko w środku. Cos pięknego. Z ziomkiem dochodzimy do wniosku ze primo, wszyscy są już za bardzo najebani żeby skakać, sekundo artyści nie urywają dupy. W miedzy czasie przychodzi Grażyna. Bawimy się do połowy koncertu a później zawijamy do obozu. Jedna sytuacja z koncertu zapadła mi w pamięć. Szpaku zaczął cos nawijać o Paluchu, założycielu BOR'u i zrobił jakaś minutę ciszy w hołdzie dla niego. Byłem pewien ze po tej minucie Paluch wyskoczy na scenę i zagra jakiś swój legendarny numer typu "Szaman" albo "OKO", a tu nic. Po prostu po minucie kontynuowali koncert. Nawijał Kobik albo Gedz, nie pamiętam. Tak wiec wróciliśmy do obozu, postanowiliśmy dobić się wódka która została. Była ciepła. Wiadomo jak wchodzi ciepła wódka. Chujowo. Ostatni dzień na Kempie. Poranny kac był jeszcze bardziej srogi niż ten poprzedni. Klasycznie witaminki i elektrolity. Szybki prysznic i zwijamy interes. W miedzy czasie przechadzka po terenie festiwalu. Pożegnanie z ludźmi których poznaliśmy i do domu.



Ale, nie tak szybko. Przecież ktoś musi prowadzić auto, a po wczorajszym będzie ciężko. Jako odpowiedzialni młodzi ludzie ja i Grażyna poddajemy się badaniu alkomatem. Jak że by inaczej, u mnie w wydychanym 1,2 prom. a u Grażyny 0,5 prom. Toś my pojechali. Następną godzinę zdychamy pod samochodem na parkingu i czekamy aż z Grażyny zejdzie. Nareszcie czwarte z rzędu badanie alkomatem pokazuje 0,0 prom. możemy jechać. Pomimo ulgi że w końcu możemy się zbierać wszyscy żałują ze w tylnym lusterku widzimy mur w całości zamalowany graffity, mur który oddziela resztę świata od tego magicznego miejsca którym jest teren festiwalu.



To niestety koniec. Przynajmniej dla nas, bo dla reszty, Kemp kończy się dopiero za dwa dni. Pocieszam mnie jedynie myśl że już za rok znów tu wrócę.



Informacje o artykule
Data dodania:2019-09-11
Dział / Kategoria: muzyka hip-hop / felieton
Średnia ocena:nieoceniany
Oceń artykuł: Aby ocenić artykuł musisz się zalogować
Autor:
Bazyl420, 20 lat

Dodaj wypowiedź

Autor: Podaj wynik dodawania: 1 + 3 =

Pozostało znaków: 1250

Uwaga:
Twój host to ec2-35-172-100-232.compute-1.amazonaws.com (35.172.100.232). Informacja ta zostanie zapisana wraz z Twoją wypowiedzią. W przypadku naruszenia czyichkolwiek dóbr osobistych informacja ta zostanie ujawniona tak aby ułatwić ściganie autora.

Hip-Hop.pl © 2000-2019 • kontakt • redakcjareklamamateriały promocyjneFAQ, pomoc i zasadyPolityka Cookies